<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363</id><updated>2012-03-05T01:21:48.545+01:00</updated><category term='no shit Sherlock'/><category term='tako rzecze doktor House'/><category term='z ekranu'/><category term='JA idealne'/><category term='zielone ludziki z antenkami'/><category term='the ones that passed away'/><category term='z głośnika'/><category term='JA realne'/><category term='legendarne'/><category term='z księgarni'/><category term='JA okaleczone'/><category term='wieści smoleńskie'/><title type='text'>planet of the sun</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>274</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-9097926841797175930</id><published>2012-03-04T22:47:00.009+01:00</published><updated>2012-03-05T01:21:48.555+01:00</updated><title type='text'>kolej dużych kosztów</title><content type='html'>Katastrofy kolejowe poruszają mnie jakoś bardziej niż inne, zwłaszcza drogowe. Może dlatego, że pociągiem podróżuję relatywnie często i - uwaga, wariat! - naprawdę to lubię. Ale chyba też dlatego, że na kolei pasażer, a po części maszynista również, jest o wiele bardziej bezradny. W samochodzie kierowca jest sam sobie sterem, żeglarzem i co tam jeszcze poeta miał na myśli. On dobiera odpowiednią prędkość, dostosowuje się do warunków na drodze etc. Jasne, nie ma wpływu na to, że wjedzie w niego z podporządkowanej jakiś pijany maniak, ale jeśli chodzi o prowadzenie pojazdu, jego kierowca jest niemal suwerenem. W pociągu - przeciwnie. Sprawne poruszanie się kilkuset ton metalu zależy od współdziałania wielu osób i urządzeń technicznych, tych w pociągu i tych rozstawionych wzdłuż torów. Jeśli nastawniczy lub dyżurny ruchu wpuści pociąg na niewłaściwy tor, maszynista nie może nic zrobić, jeśli nie ma wiedzy, że człowiek z obsługi "naziemnej" popełnił błąd. Kierowca samochodu często może - jeśli ma refleks - zareagować w ostatniej chwili, zmienić sytuację. Maszynista pociągu w ostatniej chwili nie może już praktycznie nic (pociąg pasażerski rozpędzony do 120 km/h hamuje na odcinku ponad 1 km). Pasażer samochodu też teoretycznie może się skulić, zasłonić rękami twarz, cokolwiek. Pasażer pociągu jest nieświadomy nieuchronnego wypadku do samego końca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak było również wczoraj, w katastrofie kolejowej pod Szczekocinami (czy Chałupkami, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;whatever&lt;/span&gt;) na zjeździe z CMK. Pociągi nie hamowały, bo obaj maszyniści byli zapewne przekonani, że jadą prawidłowo. Nawet widząc w oddali przed sobą światła przeciwległego pociągu, nie nabrali podejrzeń. W nocy wręcz niemożliwe jest ocenić, czy te światła poruszają się po tym samym torze, czy po torze obok. Maszynista mógł również sądzić, że to pracuje jakiś pociąg techniczny albo sieciowy. Każdy z nich zorientował się zapewne, gdy pociągi były w odległości około kilkuset metrów od siebie. Jak mówią Amerykanie - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;way too late&lt;/span&gt;...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyczyna tej katastrofy będzie zatem prozaiczna. Zawinił ten, kto wpuścił dwa pociągi na ten sam tor. A czy był to błąd człowieka czy urządzenia, to - miejmy nadzieję - ustalą eksperci. Ale żadna tam awaria lokomotywy, żadna nadmierna prędkość i inne sensacyjne hipotezy. W transporcie katastrofy są nieuniknione niestety. Kwestia, aby ustalić przyczynę i wyciągnąć właściwe wnioski na przyszłość. A &lt;span style="font-style: italic;"&gt;a'propos&lt;/span&gt; tych wniosków, wczorajsza kraksa może dać wiele do myślenia. Łatwo bowiem wpaść w pułapkę stereotypu, że polska kolej jest w tragicznym stanie i stąd biorą się wszystkie nieszczęścia. Owszem, w najlepszym nie jest, ale mimo to jest nadal najbezpieczniejszym środkiem transportu w tym kraju. Jednak w kontekście tej jej fatalnej kondycji, na podatny grunt społecznej opinii padają plany budowy w Polsce Kolei Dużych Prędkości. Mając takie nowoczesne pociągi - myśli szary człowiek - byłoby bezpiecznie i komfortowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj pod Szczekocinami obydwa pociągi nie jechały zbyt szybko, na pewno nie więcej niż 120 km/h. Po pierwsze dlatego, że taka tam jest prędkość szlakowa (i - co więcej - również rozkładowa), a po drugie - gdyż prowadząca pociąg InterRegio ciężka lokomotywa towarowa ET22 po prostu szybciej jechać nie da rady (jej prędkość konstrukcyjna to bodajże 125 km/h). A i tak skutki są opłakane. Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby pociągi uderzyły w siebie z naprawdę dużą prędkością, 220-240 km/h na przykład. Mokra plama... Tymczasem plany budowy kolei pędzących z jeszcze większą prędkością forsował do niedawna nasz Rząd. Nie chcę przez to powiedzieć, że mamy mieć w Polsce wyłącznie koleje wlokące się w tempie żółwim, skądże. Koleje Dużych Prędkości są bezpieczne. Pod warunkiem, że sprawnie działają wszelkie systemy sterowania ruchem i urządzenia zabezpieczające. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;I od tego powinniśmy się zabrać do modernizowania kolei w Polsce&lt;/span&gt;, chociaż to może mało medialne, a nie od futurystycznych projektów polskiego odpowiednika TGV. Bo może wagony i lokomotywy mamy nie pierwszej młodości, może tory nie są faktycznie najwyższej jakości (wspinam się na wyżyny sztuki eufemizowania), ale jeśli chodzi właśnie o systemy sterowania ruchem, tu jest prawdziwy dramat i muzeum. Bezpieczeństwo ruchu kolejowego opiera się na sygnalizacji świetlnej (semafory), na łączności radiowej, na archaicznym systemie SHP, którego elektromagnesy i tak coraz częściej kradną złomiarze... W całym kraju jest zaledwie kilkanaście LCS-ów (Lokalnych Centrów Sterowania - to, w skrócie, takie supernowoczesne automatyczne systemy, które sterują ruchem pociągów na określonym odcinku, integrują wszystkie urządzenia nastawcze i zapewniające bezpieczeństwo na szlaku). Linia kolejowa nr 64, na której miał miejsce wczorajszy wypadek, nie tylko nie jest objęta "nadzorem" LCS, ale nie jest nawet wyposażona w Samoczynną Blokadę Liniową. A to jest przecież zjazd z CMK, jednej z najbardziej obciążonych linii kolejowych w kraju...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem kilka tygodni temu "Rzeczpospolita" oddała całą stronę byłemu Ministrowi Sprawiedliwości - panu Krzysztofowi Kwiatkowskiemu, który sążniście przekonuje tam, że rezygnacja z projektu Kolei Dużych Prędkości będzie błędem i nasz Rząd powinien jednak wywalić ok. 40 miliardów złociszy na to przedsięwzięcie. Przejrzałem biografię pana Kwiatkowskiego - prawnika z wykształcenia i nie znalazłem żadnych informacji na temat jego kwalifikacji do wypowiadania się na tematy kolejowe (ani nawet tego, że jest pasjonatem tej tematyki). Ale cóż, w państwie, w którym Ministrem Sprawiedliwości jest filozof, a Ministrem Sportu - osoba nie mająca o sporcie kolorowego pojęcia, nie ma w tym przecież nic dziwnego. A skoro zatem o kolejnictwie może kategorycznie wypowiadać się prawnik, to mogę i ja. A co!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż uważam, że KDP to ostatnia rzecz, na którą aktualnie trzeba nam wydać pieniądze. 40 miliardów to jest suma astronomiczna, za którą można zmodernizować połowę polskiej kolei. Jedno LCS kosztuje ok. 100 milionów, więc za tą sumę hipotetycznie można byłoby zbudować ich nawet 400. Oczywiście aż tylu ich nie potrzeba, ćwierć tego wystarczyłaby, aby zapewnić bezpieczeństwo na niemal wszystkich liniach kolejowych, po których poruszają się pociągi pospieszne i ekspresowe. Za resztę można byłoby modernizować tory, trakcję, kupić nowe lokomotywy i wagony... Jasne, fajnie jest widzieć oczyma wyobraźni, jak podróżujemy futurystycznym składem w rodzaju TGV z Warszawy do Wrocławia w niecałe dwie godziny. Ale pamiętajmy, że projekt KDP zakłada połączenie (siecią w kształcie literki Y) czterech dużych miast (Warszawy z Poznaniem i Wrocławiem przez Łódź). I tylko mieszkańcy tych czterech metropolii skorzystaliby na powstaniu (w dalekiej przyszłości) słynnego już "igreka". Reszta sieci kolejowej w kraju pozostałaby na obecnym poziomie, z muzealnymi zabezpieczeniami. Dlaczego? No, przecież skoro rząd wydałby tak bajońskie sumy na KDP, to trudno oczekiwać, że wysupła coś jeszcze na jakieś tory pod Rzeszowem czy Białymstokiem. A przynajmniej nie od razu. Przy czym warto pamiętać, że owe 40 mld to przypuszczalnie wierzchołek góry lodowej. KDP to nie tylko tory i składy. To cała infrastruktura wokół nich. Zupełnie inna trakcja, nasypy, mosty, tunele, kładki dla pieszych, przejścia dla zwierząt etc. Linie na których pociągi mogą rozwijać większą prędkość niż 160 km/h muszą być całkowicie bezkolizyjne - czyli nie może być tam ani jednego przejazdu drogowego ze szlabanami. Całościowa realizacja takiego przedsięwzięcia nawet na krótkim odcinku, a potem jego eksploatacja i utrzymanie, to są naprawdę zawrotne sumy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem pan minister w swoim tekście przytacza argumenty, które każą przypuszczać, że na kolei zna się jeszcze gorzej ode mnie. Przekonuje, że KDP są niezbędne, bo rosnący ruch towarowy sprawi, że składy towarowe będą na trasie spowalniać pociągi pasażerskie i czas podróży na dalekich odległościach jeszcze się wydłuży. Nie wiem, czy pan minister słyszał, że na kolei oprócz konduktorów i kasjerek pracują również dyżurni ruchu czy dyspozytorzy. A ich zadaniem jest dbać, aby ruch na torach przebiegał płynnie. I owszem, zdarzają się niekompetentni w tym fachu, którzy puszczą regionalny "kibel" (tak mówią miłośnicy kolejnictwa na popularne w całej Polsce "ezetki", czyli jednostki elektryczne) przed Express InterCity, który potem musi zwalniać, a nawet zatrzymać się w polu, żeby tamtego nie dogonić. Ale to można rozwiązać w znacznie prostszy (i tańszy!) sposób, np. właśnie dzięki LCS-om (czytałem wywiad z szefem firmy budującej te systemy, który twierdzi, że LCS pozwala zwiększyć przepustowość linii nawet o 600 %).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej pan minister przekonuje, że KDP po prostu potrzebujemy, aby kolej mogła konkurować z samolotami i autokarami w zakresie połączeń pomiędzy dużymi miastami. I znowu pytanie - duże miasta OK, a co z resztą linii - mają zarosnąć trawą, skoro wszystkie środki na kolej wpompujemy w KDP? Tymczasem można te pieniądze wydać o wiele rozsądniej, tak aby wilk był syty i mniejsze miasta również. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gdyby tak większość głównych linii pasażerskich w Polsce przystosować powiedzmy do prędkości 200-220 km/h?&lt;/span&gt; Pewnie wydaje Wam się to niewiele, skoro TGV czy Shinkanseny w Japonii pędzą powyżej 350, a nawet 400 km/h? Ale idę o zakład, że nikt z Was (ja zresztą też nie) nie podróżował jeszcze w Polsce pociągiem nawet z prędkością 160 km/h. Bo po pierwsze istnieje tylko kilka odcinków, gdzie można taką prędkość rozwijać, a nawet gdyby było więcej, to nie ma w Polsce takich szybkich lokomotyw (większą prędkość niż 160 km/h mogą osiągać tylko słynne "Husarze", czyli lokomotywy EU44 od Siemensa, których mamy... aż 10 sztuk; 160 km/h &lt;span style="font-style: italic;"&gt;teoretycznie&lt;/span&gt; mogą też osiągać EP09, których jest jakieś czterdzieści-kilka, a od wczoraj jeszcze o jedną mniej...). &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zatem gdybyśmy przystosowali wszystkie główne szlaki w Polsce już tylko do prędkości 200 km/h, to czasy przejazdów skróciłyby się tak radykalnie, że w głowach by się pasażerom poprzewracało z tego dobrobytu.&lt;/span&gt; Z Poznania do Wrocławia podróżowałoby się niecałą godzinę (obecnie jedzie się 3 godziny z hakiem, w nocy bez haka), z Warszawy do Gdańska - godziny dwie (obecnie... 6-7 godzin). Wrocław od lat narzeka na brak dogodnego połączenia z Warszawą (obecnie jedzie się TLK-ą przez Częstochowę niecałe 7 godzin, Expresem przez Górny Śląsk - 6 godzin), dlatego mocno lobbował za KDP. Tymczasem wystarczyłoby wyremontować szlak z Opola do Częstochowy (to fragmenty dwóch linii - 61 i 144), oraz zrealizować projekt tzw. "protezy koniecpolskiej" - budowę krótkiej linii, która połączyłaby Częstochowę z CMK (czy - jak kto woli - linią kolejową nr 4), aby &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;czas przejazdu z Wrocławia do Warszawy skrócić... o połowę &lt;/span&gt;(do 3 godzin z minutami). Jasne, to nie jest 1h45min, jakie zakładał projekt KDP, ale i koszty kilkadziesiąt razy mniejsze (ok. 500 milionów), i skorzystają na tym Opole, Częstochowa i kilka innych miast na trasie. Naprawdę, w Polsce pociągi jeżdżą teraz tak wolno, że nie trzeba nam od razu KDP, żeby pasażerowie odczuli różnicę. Tak dużą, że tego ministra, który im tą różnicę zapewni, z miejsca intronizują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jednym punkcie zgadzam się z ex-ministrem Kwiatkowskim: najlepiej byłoby realizować obydwa projekty jednocześnie - budowę KDP i modernizację dotychczasowych linii. Ale nas po prostu na to nie stać. I nie ma sensu nawet rozpoczynać projektu pod nazwą "KDP", bo po pierwsze i tak zabraknie nam funduszy i budowa stanie, a po drugie - to jest ściganie Zachodu na siłę. Oni swoje szybkie pociągi zaczęli budować kilkanaście, a może i kilkadziesiąt lat temu. Nie dogonimy ich za chińskiego papieża. Gdyby nawet w końcu, za iks lat, udało nam się stworzyć tego "igreka", w najbardziej rozwiniętych państwach byłby to już przestarzały środek transportu (pewnie by tam mieli jakieś latające poduszkowce, albo nawet by się już teleportowali...). O wiele rozsądniej jest wydać choćby część planowanych na KDP środków w celu modernizacji istniejących linii wraz z całym ich zapleczem. To nie tylko &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;zauważalnie&lt;/span&gt; skróci czasy przejazdów, ale wydatnie poprawi bezpieczeństwo. A co do faktu, że z tym ostatnim nie można już dłużej czekać, po wczorajszej katastrofie nie ma chyba żadnych wątpliwości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;4. marca 2012, 22:44 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-9097926841797175930?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/9097926841797175930/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=9097926841797175930' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/9097926841797175930'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/9097926841797175930'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2012/03/kolej-duzych-kosztow.html' title='kolej dużych kosztów'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-2129708873323949081</id><published>2012-02-25T22:26:00.003+01:00</published><updated>2012-02-26T13:51:39.203+01:00</updated><title type='text'>ślepa kiszka odzyskała wzrok</title><content type='html'>Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio oglądałem w TV jakiś program kabaretowy. Pewnie będę niesprawiedliwy, a już na pewno nieobiektywny, ale konsekwentnie uważam, że polski kabaret w wersji z pierwszych stron telewizorów, leży i nie oddycha już od dobrych kilku lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś byłem z tym fantem na bieżąco, oglądałem "Marzenia Marcina Dańca", kabaretony na Festiwalu Opolskim, "Mazurskie Noce Kabaretowe" w tym mieście, do którego prowadzą wszystkie drogi, a nie jest to Rzym etc. Jeszcze bodaj w 2005 roku na KFPP był całkiem przyzwoity program kabaretowy, ale potem już tylko znana wszystkim fizykom równia pochyła. Stare wiarusy (Piasecki, Kryszak, OT.TO, wspomniany Daniec) pokończyły kariery, albo zeszły na margines &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mainstreamu &lt;/span&gt;(i słusznie, bo trzeba dać szansę świeżej krwi). Z tym, że zanim zeszły, nie wychowały następców. Ani Mru Mru już od paru lat zjadają własny ogon (a szkoda), Mumio i Maciej Stuhr wybrali inną ścieżkę kariery, Grupa MoCarta i mim Krosny (on w ogóle jeszcze żyje?) to właściwie nie są kabarety&lt;span style="font-style: italic;"&gt; sensu stricto&lt;/span&gt;... Coś tam próbuje trzymać na dobrym poziomie Artur Andrus, raz na ruski rok w miarę jadalny skecz wysmaży Kabaret Pod Wyrwigroszem... I to wszystko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba, że chcecie nazwać kabaretami to, co nazbyt często pokazuje TVP2 ok. 20:00 w tygodniu (a bywa, że i w weekendy). Już nawet nie chodzi o to, że powtarza się tam właściwie zestaw pięciu-sześciu tych samych ekip (przede wszystkim Neo-Nówka, Paranienormalni, a także Łowcy.B, Formacja Chatelet, Limo, DNO, Kabaret Młodych Panów), anonsowanych przez konferansjerów, jako uwielbiane przez cały naród kabaretowe bożyszcza. Gdyby to jeszcze działało na jakimś poziomie, to niechby występowali w tym zestawieniu do siódmej nieskończoności. Ale to, co oni nazywają działalnością kabaretową jest tak koszmarne, że szef "Dwójki" powinien zostać uhonorowany Nagrodą im. Karola Strasburgera za promowanie takiej żenady na swojej antenie. Zaraz dostanie mi się od zwapniałego ramola, co aż dymi nostalgią do Kabaretu Starszych Panów i artystów, którzy występowali w czasach, gdy latały jeszcze ostatnie pterodaktyle. Ależ skądże! Ja próbowałem dać wyżej w nawiasie wymienionym szansę. Niejedną. Naprawdę próbowałem oglądać ich popisy. Uwierzcie - nie dało się, przy całym oceanie dobrej woli z mojej strony. Debilne teksty, żarty "z dupy wzięte", wałkowanie wciąż tych samych tematów (lekka polityka, piłka nożna, resentymenty polsko-niemieckie). Poddałem się w momencie, gdy panowie kabareciarze doprowadzili do tego, że podczas ich występów zachowywałem się jak gdybym uczestniczył w konferencji emerytowanych hydrologów prowadzonej w języku aramejskim. I gdy publika ryczała ze śmiechu, ja się zastanawiałem, co jest ze mną nie w porządku, że nie śmieszy mnie ani jedno słowo w 50-minutowym programie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I uprzedzam zarzut, że mam nieodwracalnie uszkodzone poczucie humoru. Bynajmniej! Potrafię się śmiać do łez z występów kabaretowych, ale tych w drugim obiegu. Na pokazach studenckich, przeglądach specjalistycznych, festiwalach lokalnych. Na imprezach, o których istnieniu widz telewizyjny nie ma kolorowego pojęcia. Nie twierdzę, że każdy tam występujący jest automatycznie orłem satyry, ale można wyłowić autentyczne perełki. Kabaret Chyba, Chwilowo Kaloryfer, Klakier, Ymlaut, Kabaret Dabz z mojego Opola, a przede wszystkim Kabaret A-Bzik z Dębicy, o którym pisałbym pochwalne poematy i śpiewał dziękczynne peany, gdybym tylko potrafił. Ale prędzej żołnierz hełm ubierze na lewą stronę niż większość z tych ekip choćby zbliży się do występu w ogólnopolskiej TV (pomijając sytuacje, gdy TV musi taki offowy kabaret pokazać, bo ośmielił on się np. zakwalifikować do finału PAKI).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie czekając na Narodową Strategię Kabareciarstwa, za naprawę tej sytuacji wziął się mimo wszystko ultra-mainstreamowy Kabaret Moralnego Niepokoju. Zawsze uważałem, że mimo niekwestionowanego talentu i świetnego warsztatu aktorskiego, zaprzedali się królowej Komercji. I będą już tylko robić skecze w stylu tych o "wyrywaniu lachonów", przed którymi powinno się wywieszać ostrzeżenia Ministra Zdrowia o możliwych katastrofalnych konsekwencjach dalszego oglądania dla inteligencji i osobowości widza. Dlatego z ogromną rezerwą (wojsko na szczęście już mamy zawodowe) obejrzałem dziś w TVP2 pierwsze dwa odcinki nowego cyklu: "Historia literatury według Kabaretu Moralnego Niepokoju". I słuchajcie -&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; to naprawdę dało się oglądać!&lt;/span&gt; Owszem, na kolana nie powaliło, pewnych części ciała nie urwało. Ale ludzie - coś takiego w telewizji? W TVP?! To trochę tak, jakby ktoś na bagnie zaświecił nie iskierkę nadziei, ale od razu latarnię morską. Zgoda, pomysł na cykl niezbyt nowatorski, pewne rzeczy już robił np. nieodżałowany KOC (np. w Przeglądzie Książek Szkolnych), jednak trzeba docenić, że pan Górski i spółka zgrabnie wykopali się spod trzymetrowej warstwy mułu, gdzie telewizja skutecznie zagrzebała przez ostatnie lata polską sztukę kabaretową. Zamiast knajackich żartów - mnóstwo inteligentnych aluzji, czego dotąd unikano jak ognia, żeby nie stracić masowego widza, który przełączy kanał, bo nie zrozumie; a nie zrozumie, bo z literatury czyta jedynie instrukcję obsługi smarkfona. Świetne zaplecze techniczne - kostiumy, realizacja. Zagrywki w stylu wspomnianego KOC-a (np. "Staś i Hel"). I na finał mix "Pana Tadeusza" z "Tańcem z Gwiazdami" recytowany oczywiście trzynastozgłoskowcem. A i cel w sumie zbożny, bo może kogoś nie widzącego świata za firewallem, jakimś cudem skłoni do sięgnięcia po książkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ubiegłej wiosny odzyskałem wiarę w polskie kino, teraz - w polski kabaret. Jak jeszcze jutro Agnieszka Holland dostanie Oscara, to chyba faktycznie będzie w grudniu ten koniec świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;25. lutego 2012, 22:24 CET, &lt;/span&gt;52.245                              °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-2129708873323949081?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/2129708873323949081/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=2129708873323949081' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2129708873323949081'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2129708873323949081'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2012/02/slepa-kiszka-odzyskaa-wzrok.html' title='ślepa kiszka odzyskała wzrok'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-469468328643713145</id><published>2012-02-21T22:44:00.002+01:00</published><updated>2012-02-22T10:14:38.095+01:00</updated><title type='text'>hipokryzys</title><content type='html'>Dziś obchodziliśmy hucznie - nie, nie Ostatki - Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego! Z tej okazji dziennikarze pochylili się z troską nad kondycją naszej rodzimej lingwistyki. Większość materiałów, na jakie udało mi się natrafić, była skonstruowana w oparciu o tezę na poziomie wczesnego gimnazjum: "język polski zanika, bo zbyt dużo zapożyczamy z innych języków, a i młodzieżowy slang polszczyźnie nie służy". Do tego oczywiście wizualna ilustracja rzeczonego upadku naszej mowy - wizyta w szkole (a tam uczeń narzekający na "gastrofazę"), oraz rzut oka na forum dla informatyków (i przerażająca fraza: "upgrade driverów na mobo"). Wystarczająco, by co bardziej konserwatywnych (o "naszo-dziennikowych" nie wspominam) skłonić do pesymistycznej refleksji: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;O tempora, o mores.&lt;/span&gt;..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A właśnie - jak to jest? &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gdy wtrącamy w mowie lub piśmie zwroty i wyrażenia z francuska albo z łaciny, to świadczy to o erudycji, natomiast gdy wtrącamy anglicyzmy - to snobizm i tanie efekciarstwo&lt;/span&gt;. Kto zgrabnie wplecie w wypowiedź &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"sine qua non"&lt;/span&gt;, ten niewątpliwie człek światły i błyskotliwy, ale gdy zarzuci angielskim - od razu kabotyn. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gdzie tu, przepraszam, logika?&lt;/span&gt; Bo angielski to język tych bufoniastych Amerykanów? No, błagam... A argumentacja, że skoro na "upgrade driverów" mamy polski odpowiednik ("aktualizacja sterowników"), więc należy używać rodzimego, jest tym bardziej śmieszna. Bo na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"vis-a-vis"&lt;/span&gt; też mamy polski odpowiednik, całkiem fajny, podobnie jak na "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;sensu stricto"&lt;/span&gt; i tysiąc innych zapożyczeń z łaciny czy z języka Napoleona. Dlaczego zatem używamy tych obcych fraz i jeszcze nam to nabija punktów za uczoność? Wytłumaczy mi ktoś ten paradoks? Anyone?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że ząb czasu uszlachetnia pewne przywary. Dwieście lat temu snobowano francuskim tak samo, jak teraz (podobno) snobuje się angielskim. Ale zapożyczenia były, są i będą (tylko z francuskiego pochodzą "fryzjer", "gorset", "butik" i setki innych, które traktujemy dziś jako własne). Język ewoluuje, musi się zmieniać, dostosowywać do wymogów rzeczywistości. Taplanie się we własnym błotku, usilne poszukiwanie polskich odpowiedników na pewne pojęcia, zwłaszcza techniczne, skazuje na brnięcie w dzikie ostępy absurdu (ot, choćby ten niesławny "listel", który swego czasu lansowała "Polityka" jako polski zamiennik dla "e-maila"). Skala wybiórczości, z jaką Rodacy podchodzą do angielskich zapożyczeń jest przerażająca (oświećcie mnie, proszę, dlaczego "e-mail" jest OK i używamy go na co dzień, ale już "update" to kabotynizm i zamach na naszą tradycję i korzenie ojców mowy?) i dorównuje tylko skali niewiedzy, mimo której wypowiadamy się (jako tzw. opinia publiczna) na tematy lingwistyczne z pewnością ekspertów. Jasne, nie każdy musi znać się na etymologii, ale może czasami warto zajrzeć do słownika, zamiast zgrzytać zębami na widok szyldów "Studio Kwiatowe" czy "Studio Fryzur". Gwoli wyjaśnienia: słowo "studio" pochodzi od łacińskiego "studium", które oznacza zajęcie, usiłowanie, czy naukę. Zatem każde miejsce, w którym ludzie czymś się zajmują (zwłaszcza zarobkowo), niezależnie czy robią tam zdjęcia biometryczne do paszportu, układają kompozycje kwiatowe czy gotują makaron, ma pełne prawo nazywać się "studiem". A że przez lata (zwłaszcza socjalizmu) "studio" przylgnęło li tylko do miejsc związanych z techniką audiowizualną... Cóż, interesujące, że taką zachowawczość prezentują zwykle ludzie, którym "konserwatyzm" staje kością w gardle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owszem, też denerwują mnie niezmiernie neologizmy typu "domówka" i wynalazki w stylu: "lajkowanie na fejsie". Ale znacznie bardziej alergicznie reaguję, gdy ktoś oburza się na zagraniczne zapożyczenia, a z językiem polskim ma elementarne problemy. Koronnym przykładem niech będzie "bynajmniej", używane nagminnie w znaczeniu "przynajmniej" ("Nie zobaczyliśmy wszystkich zwierząt w ZOO, bo zaczęło padać, ale bynajmniej widzieliśmy goryle" - gdyby za każde tego typu zdanie wypowiadający je płacił złotówkę do kasy państwa, bylibyśmy drugą gospodarką świata...). Nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy ktoś niechlujnie zjada końcówki czasowników w pierwszej osobie ("Ja nie umie", "Ja rozumie"), gdy sypie pleonazmami aż miło ("cofnijcie się wszyscy do tyłu", "wrócił z powrotem"), o kwitnących zastosowaniach słowa na literkę "j" nie wspominając. A niedawno usłyszałem z ust dziennikarza (dziennikarza!, w telewizji!): "Kondycja (czegoś tam) jest w złym stanie"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, zaraz dostanie mi się od bufonów, co to pozjadali wszystkie rozumy. Wiem, sam nie jestem doskonały. Mam ogromne problemy z interpunkcją. I patologicznie często rozpoczynam zdania od spójników (zwłaszcza "ale", "zatem", oraz "i"). Ale wydaje mi się, że &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;przy&lt;/span&gt;najmniej się staram. I tego samego życzę wszystkim rejtanowskim obrońcom mowy polskiej przed zalewem amerykanizacji. Skoro tak cenna jest ta nasza polszczyzna, na którą Jankes nastaje, to dbajmy o nią mową, uczynkiem i postępowaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;21. lutego 2012, 22:42 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-469468328643713145?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/469468328643713145/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=469468328643713145' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/469468328643713145'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/469468328643713145'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2012/02/hipokryzys.html' title='hipokryzys'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-6795397792425758090</id><published>2012-02-07T15:19:00.006+01:00</published><updated>2012-02-07T18:20:33.012+01:00</updated><title type='text'>głos pokolenia</title><content type='html'>"Pierwszy raz od lat młodzi w Polsce wyszli na ulicę i krzyczą jednym głosem (...) przeciw próbie odebrania im internetu. Nazywa się ich już pokoleniem ACTA". Myślałem, że spadnę z krzesła, gdy zobaczyłem to zdanie w najnowszym "Newsweeku Polska". Rany koguta, jeszcze jedno pokolenie?! Tylko dlatego, że przez kilka dni z rzędu młodzi ludzie, których poza tym nic nie łączy (!), protestowali we wspólnej sprawie? Może wyłazi ze mnie skostniały konserwatyzm, ale wydaje mi się, że kiedyś, aby nazwać jakąś zbiorowość społeczną "pokoleniem", potrzeba było przede wszystkim długiej perspektywy czasowej, aby w niej zobaczyć spajające owo pokolenie idee, a poza tym spoiwo to powinno być chyba znacznie silniejsze niż szereg demonstracji i akcji protestacyjnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, może wykształciło się współcześnie jakieś społeczne zapotrzebowanie na "pokolenia", ale wygląda na to, że z powyższych kryteriów żadne nie jest zachowane przy wyodrębnianiu kolejnych "pokoleń". Wystarczy, że - tak jak w tej piosence - "gdzie dwaj, albo trzej zebrani w imię moje są...". Przecież tych "generacji" i "pokoleń" obwołano już tysiące, było pokolenie JP2, JP3, JP, JP100%, HWDP, było pokolenie X, pokolenie Y, pokolenie Z (a nie, przepraszam, Z to była mrówka...), pokolenie IKEA, yuppie, zero, pokolenie 1200, 1500 brutto, 1386 brutto, pokolenie nic, pokolenie GG, Facebooka, Google, CV, a wcześniej brulionu i kolumbów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie tak dawno bulwersowałem się, że w Polsce nie da się nic zbudować ani stworzyć bez Narodowej Strategii. Bo jest Narodowa Strategia Spójności, Integracji, Budowy Dróg, Zrównoważonego Rozwoju, Edukacji Ekologicznej, Zatrudnienia, a ostatnio powstaje... Narodowa Strategia Melioracji. Gorzką konkluzją było, że w kolejności czeka już tylko Narodowa Strategia Wywozu Śmieci. Generalnie żadna z tych strategii nie ma związku z mnożącymi się jak króliki po Viagrze pokoleniami, ale wspominam o tym dlatego, ponieważ obydwie sprawy wydają się mieć podobną genezę. Narodowe Strategie są tworzone przez armie urzędników, którzy w normalnych warunkach byliby niepotrzebni, ale paląca konieczność opracowania i wdrożenia Strategii uzasadnia ich istnienie i pobieranie pensji z publicznych pieniędzy. Natomiast powoływanie do życia kolejnych "pokoleń" uzasadnia egzystencję nieprzebranych rzesz socjologów, mających o czym pisać książki, artykuły naukowe i rozprawiać na naukowych konferencjach wzajemnej adoracji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak "pokolenia ACTA" nie wymyślili socjologowie. Z całym szacunkiem dla ich refleksu, nie zdążyli zareagować. Kluczowe natomiast jest tutaj wyrażenie-wytrych: "Nazywa się ich już pokoleniem ACTA". "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nazywa się&lt;/span&gt;" - bez wskazania autora. Ale kto konkretnie nazywa? Oczywiście, że nie szarzy obywatele, nie tzw. opinia publiczna, nie ludzie przed telewizorami, bo ich terminologia naukowa jest tak odtwórcza jak muzyka Piotra Rubika. Nazwę tą skonstruowali sami dziennikarze, a bezosobowa forma pozwala im sprytnie ukryć ten fakt. I tylko cel mają ten sam, co socjologowie - ależ będzie teraz można płodzić analizy i organizować telewizyjne debaty z udziałem wszystkich świętych, od posła Rozenka, przez profesor Staniszkis po Zbigniewa Hołdysa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Każde pokolenie ma własny czas" - gra i trąbi zespół Kombi. Całe szczęście, że Albert Einstein już dawno odkrył względność czasu i to, że w pewnych warunkach można go "rozciągnąć". Dzięki temu może wystarczy go dla tych wszystkich pokoleń. Bo to, że nie wystarczy ludzi do obsadzenia każdej nowo obwołanej generacji, jest już przesądzone. Chyba, że nagle ludzie zaczną się dzielić mitotycznie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;7. lutego 2012, 15:18 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-6795397792425758090?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/6795397792425758090/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=6795397792425758090' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6795397792425758090'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6795397792425758090'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2012/02/gos-pokolenia.html' title='głos pokolenia'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-5932390885369221150</id><published>2012-02-02T23:47:00.006+01:00</published><updated>2012-02-03T00:57:31.830+01:00</updated><title type='text'>zbrodnia doskonała</title><content type='html'>Nigdy nie rozumiałem, dlaczego media tak szeroko i wnikliwie relacjonowały wszelkie fakty dotyczące porwania niejakiego Krzysztofa Olewnika. Owszem, prób porwania dla okupu jest w Polsce relatywnie mało i jest to niewątpliwie atrakcja dla gawiedzi. Owszem, ojciec denata jest dużym przedsiębiorcą (z branży wędliniarskiej zresztą, a co drugi mafioso w tym kraju ma mięsną ksywę - ciekawe, prawda?). Ale nasza kochana czwarta władza podchodziła do sprawy, jak gdyby uprowadzono co najmniej jakiegoś królewicza. Każdy nowy fakt, nieistotne czy znaleziono włos, nowe nagranie telefoniczne czy powiesił się kolejny zamieszany w tą sprawę, natychmiast był na pierwszych stronach gazet i w czołówkach serwisów informacyjnych, pod sensacyjnym nagłówkiem "Przełom w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika". Naprawdę, nic mi facet nie zrobił złego, a dzięki mediom mam go dość o wiele bardziej niż katastrofy smoleńskiej. Może ludzie uwielbiają śledzić kryminalno-sensacyjne story, ale to niech sobie pooglądają jakieś Kryminalne Zagadki CSI. W "Faktach" oczekuję bowiem naprawdę ważnych dla kraju i świata informacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porwanie "Madzi z Sosnowca" to nieco inna sprawa. To epatowanie newsami o jej zaginięciu - zgoda, też było nachalne - jestem jednak w stanie zrozumieć. I domyślać się (wiedzieć nie mogę), co czują rodzice, oraz jak bardzo są zdesperowani, żeby postawić na nogi cały kraj, by odnaleźć dziecko. Zwykle w takich przypadkach szanse na powodzenie są bowiem minimalne. Gdy do roboty biorą się profesjonalni porywacze, mają przygotowany plan działania, w ciągu kilku godzin dziecko może być na drugim końcu Polski, odpowiednio przebrane i ukryte. A wówczas to jest już igła w stogu siana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego sprawę z konieczności znał w Polsce chyba każdy, kto ma w domu telewizor. I oto nieoczekiwanie mamy rozwiązanie. Banalne do bólu. Słynny detektyw, co był kiedyś w partii pana Leppera, odnajduje ciało. Matka dziewczynki przyznaje się do "wszystkiego": dziecko wypadło jej z rąk w domu, uderzyło głową o podłogę - matka w szoku, nie wie co robić, nie wzywa pogotowia, zamiast tego ukrywa zwłoki pod drzewem na odludziu, wymyśla historyjkę z porwaniem... Przerażająco proste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze bardziej przerażające jest jednak, że jednej zdesperowanej kobiecie udało się postawić na nogi cały kraj, wodzić za nos tysiące ludzi, profesjonalne służby... Nie oceniam jej zachowania, skądże, nikt z nas nie wie, jak zachowałby się w stanie podobnie silnego szoku. Niesamowite jest jednak, że nikt ze śledczych niczego się nie domyślił. Zgoda - były różne teorie, policja przyjmowała różne wersje wydarzeń. Mi też coś w tej sprawie nie pasowało: brak jakichkolwiek świadków, chociaż miejsce podobno było "uczęszczane", brak motywu (rodzina nie miała wrogów ani długów). Osobiście obstawiałem porwanie na zlecenie dla rodziny (z drugiego końca Polski lub nawet z zagranicy), która nie chce przechodzić przez żmudne procedury adopcyjne. Może ewentualnie porwanie przez osobę z zaburzeniami psychicznymi, przez jakąś kobietę, która sama niedawno straciła własne dziecko i przywłaszczyła sobie cudze, oszukując się, że jest to jej własne, ubierając je identycznie jak własne itd. (był świetny odcinek "Lie To Me" z podobnym przypadkiem). Ale nie przypuszczałem, że rozwiązanie będzie właśnie takie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na porwaniu "Madzi" zbudowano gigantyczną akcję. Ulotki, plakaty, nagrody dla świadków, materiały w TV, w gazetach, konferencje prasowe, m.in. ta spektakularna, gdy rodzina apelowała, że w zamian za zwrot dziecka wycofa wszelkie oskarżenia. I mam wrażenie, że wszyscy daliśmy się zrobić w tak zwanego konia. Matkę dziewczynki przesłuchiwały tabuny specjalistów (sam słyszałem w TV, że "psychologowie potwierdzili autentyczność jej wersji zdarzeń"- tej z niezidentyfikowanym mężczyzną, który miał ją tropić i w końcu przyłożyć jej w głowę czymś ciężkim), wokół wypowiadały się najtęższe umysły znające się na wszelkich uprowadzeniach, słynny superbohater profilerów policyjnych Bogdan Lach, skonstruował portret psychologiczny rzekomego sprawcy (mężczyzna, ok. 30-tki...). I co? Nikt nie zwrócił uwagi na nic podejrzanego! Owszem, policja działała zapewne wielotorowo, rozpatrując wszystkie możliwości, ale wciąż głównym wątkiem było porwanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakie z tej historii płyną refleksje? Może taka, że wszystkie te kryminalne i psychologiczne techniki można potłuc o kant kuli. Nie potrafię sobie ułożyć w głowie tego, że nikt nie zauważył nic zastanawiającego. Już nawet nie specjaliści, ale rodzina, bliscy, znajomi. Jeśli matka dziewczynki była w szoku, to nie mogła - o ile nie była psychopatką - trzymać się ściśle jednej wersji wydarzeń, realizować długo wykuwanego w umyśle planu. Zdarzenie było nagłe, wszystkie reakcje potem - spontaniczne, nie było czasu na ułożenie sobie w głowie spójnej wersji wydarzeń. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Osoba w szoku po prostu musi się gdzieś pogubić, musi konfabulować, muszą być dziury w jej zeznaniach&lt;/span&gt; i nie wierzę, że nic takiego nie miało miejsca. Ale trzeba było grubo ponad tygodnia, żeby wreszcie dojść do prawdy. Jeśli przeciętna, zszokowana kobieta potrafiła przez tak długi czas mylić tropy najlepszych specjalistów w kraju, to aż strach pomyśleć, co będzie, gdy do dzieła wezmą się profesjonalni przestępcy, inteligentni, wyposażeni w wiedzę, doświadczenie, technikę... Może zbrodnia doskonała jednak jest możliwa?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale można też wyciągnąć inny morał z tej bajki. Że jednak warto interesować się psychologią i tym, co dzieje się u człowieka pod czaszką. Sam marzyłem kiedyś, żeby być kimś w rodzaju takiego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mindhuntera&lt;/span&gt; na wzór amerykański - intelektualnego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;superhero&lt;/span&gt; przygotowującego profile psychologiczne sprawców przestępstw. I nadal uważam, że jest coś w tym ważnego i potrzebnego. Wiedzieć dlaczego ludzie działają właśnie tak, jak matka Magdy z Sosnowca. Dlaczego w stanie silnego szoku konstruują alternatywną wersję wydarzeń i stawiają na nogi pół kraju. Jaki jest mechanizm? Co się wówczas dzieje w ich mózgu? Jak sobie radzą z emocjami? A jak odpierają - na pewno tłukącą im się do świadomości niczym świadkowie Jehowy do drzwi - prawdziwą wersję zdarzenia? A może wypierają ją do freudowskiej nieświadomości?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nawet jeśli ktoś jest twardym materialistą, to również pragmatyczny powód dla tego rodzaju intelektualnych przedsięwzięć można mu znaleźć. Ile bowiem zaoszczędzono by sił i środków finansowych, gdyby tydzień wcześniej ktoś przyparł matkę dziewczynki do muru, albo bardziej zgłębił inne wyjaśnienia niż najbardziej oczywiste porwanie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;2. lutego 2012, 23:45 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-5932390885369221150?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/5932390885369221150/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=5932390885369221150' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/5932390885369221150'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/5932390885369221150'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2012/02/zbrodnia-doskonaa.html' title='zbrodnia doskonała'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-80013023683212001</id><published>2011-12-26T20:45:00.007+01:00</published><updated>2011-12-26T21:37:00.453+01:00</updated><title type='text'>śrut w nocnej ciszy</title><content type='html'>W internecie tak zwaną furorę robią ostatnio kompilacje, w których autorzy doszukują się polskich słów i zwrotów w tekstach zagranicznych przebojów, dzięki czemu dowiadujemy się na przykład, iż niejaka Vanessa Paradis zasłynęła swego czasu kompozycją pod tytułem "Żule w taxi". I o ile nie dziwi jeszcze, że w obcych językach można usłyszeć swojsko brzmiące wyrażenia, tak niezmiernie zdumiewający jest fakt, że niektórzy rodacy z własnej mowy potrafią zrobić takie jaja, że klękajcie narody. Dzieci - które poznają dopiero język i jego meandry - zgoda. Osobisty sekretarz Wisławy Szymborskiej (którego gorąco przepraszam za zapomnienie personaliów) wydał kiedyś nawet całą książkę, w której zebrał takie dziecięce, językowe "przekręty". Słuchając jednak naszych interpretacji niektórych pieśni, a zwłaszcza kolęd (na czele z nieśmiertelnym "żeby do Betlejem czem prendzej pobiegli") mam wrażenie, że nie wszystkie dzieci z tego przekręcania wyrosły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie chcę zarzucać tu nikomu językowego niechlujstwa, czy czegoś w tym rodzaju, broń Boże. W końcu każdy orze jak może, a mówi jak umi (a skoro potrafi jak Kaddafi, to już jego zmartwienie...). Trochę to tylko smutne, że w języku polskim egzystuje - jak dziś poinformowały "Wiadomości" - ponad 200 kolęd i 400 pastorałek, a w przeciętnym kościele parafialnym wykorzystuje się na okrągło ten sam zestaw może dziesięciu. I nawet jednej zwrotki z każdej z tych dziesięciu niektórzy nie potrafią zadeklamować poprawnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wbrew rydzykowo-natankowo-biskupim przykładom, Kościół od humoru stronić nie powinien, dlatego przy Święcie wybrałem najlepsze w mojej opinii religijne "przekręty", zarówno dziecięce (cytaty z pamięci z książki sekretarza Wisławy Szymborskiej), jak i "dorosłe" (z własnych obserwacji).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można je znaleźć przede wszystkim w kolędach:&lt;br /&gt;- "Śrut w nocnej ciszy"&lt;br /&gt;- "... bo uboga była, rondel z głowy zdjęła"&lt;br /&gt;- "Anieli grają, kurę witają"&lt;br /&gt;- "Ogień krzepnie, blask ciemnieje, Pan Niebiosów obrażony"&lt;br /&gt;- "Mówią do pasterzy, którzy stóp swych strzegli"&lt;br /&gt;- "Powitajmy Maleńkiego i Maryję, Matkę lego"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... w modlitwach:&lt;br /&gt;- "Anioł Pański zmajstrował Pannie Maryi"&lt;br /&gt;- "Panie, nie jestem w wodzie, abyś przyszedł do mnie"&lt;br /&gt;- "pod Poncjuszem Piratem"&lt;br /&gt;- "Jezus z Lazaretu"&lt;br /&gt;- "Aniele Boży, tchórzu mój"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... a także w "świeckich" piosenkach religijnych:&lt;br /&gt;- "Niebo je się, gdy ciemno jest, Ojciec za rękę prowadzi mnie"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;26. grudnia 2011, 20:44 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-80013023683212001?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/80013023683212001/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=80013023683212001' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/80013023683212001'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/80013023683212001'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/12/srut-w-nocnej-ciszy.html' title='śrut w nocnej ciszy'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-4441831333882002831</id><published>2011-12-18T22:16:00.000+01:00</published><updated>2011-12-18T22:21:12.679+01:00</updated><title type='text'>Adveniat Regnum Tuum</title><content type='html'>Oczekiwanie leży w ludzkiej naturze. Ludzie zwykle lubią na coś czekać. A właściwie wyczekiwać, oczekiwać, bo czekać to można na pociąg. Oczekujemy natomiast na weekend, święta, wakacje, emeryturę, nową książkę Stasiuka, EURO 2012, koniec świata...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adwent to też okres oczekiwania. I nie ukrywam, że bardzo lubię Adwent, chyba najbardziej ze wszystkich okresów roku liturgicznego. Nie dlatego, że jest preludium do świąt Bożego Narodzenia, bynajmniej. Adwent jest piękny, gdyż oczekiwanie bywa czasami wartością samą w sobie. Chociaż oczekiwanie bez następującego po nim oczekiwanego wydarzenia wydaje się być absurdem w rodzaju czekania na Godota, to jednak uważniej warto się przyjrzeć samemu oczekiwaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adwent jest perfekcyjnie skrojonym czasem oczekiwania. W przeciwieństwie do nieco rozwlekłego i rozmytego czasowo Wielkiego Postu, jest spójną i dającą się łatwo ogarnąć perspektywą czasową. Z czterema niedzielami, symbolizowanymi przez cztery świece, z widocznym na horyzoncie jasnym i wyraźnym celem, daje wręcz fantastyczne możliwości duchowe. Jeśli oczywiście mamy ochotę z nich skorzystać, co obowiązkowe nie jest. Wychodzę z założenia, że o własny rozwój duchowy dbamy według własnych preferencji, w razie potrzeby konsultując się z kapłanem lub terapeutą. Dlatego nie opisuję tu zmagania się z własnymi postanowieniami duchowymi na okres Adwentu, znacznie lepiej w tej stylistyce czują się ode mnie literacko uzdolnieni miłośnicy twórczości Paulo Coelho.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adwent jest jednak dla mnie fascynujący również poprzez swój entourage. Obok Triduum Paschalnego to najbardziej magiczny czas w Kościele. Skromniejsze oświetlenie, tajemnicza atmosfera, za oknami już ciemno. Wieczorne nabożeństwa "roratnie" z lampionami. Fantastyczna gra świateł i cieni, zwłaszcza w starych świątyniach. Fioletowe szaty liturgiczne. I najpiękniejsze pieśni w roku. Ascetyczne w treści, mało pompatyczne w formie. W pewien sposób pięknie ponure, takie trochę średniowieczne. Ale zawsze niosące w sobie tą nutkę nadziei, która jest esencją oczekiwania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poprzednie pokolenia przywykły do mszy "roratnich" o poranku. Ja w czasach szkolnych trafiłem już na wieczorne roraty. Takie właściwie dla dzieci, przez cztery dni w tygodniu o 18.00. I to była magia w czystej postaci. Te obrzędy skupiały wszystko, co wyszczególniłem w powyższym akapicie. Światłocienie, klimat, pieśni. A tradycją było, przynajmniej w mojej parafii, że w trakcie pieśni na wyjście gaszono wszystkie lampy; w kościele nagle stawało się kompletnie ciemno, jedynym źródłem światła były płomyki świec... Mrówki po ciarce przebiegały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, wiem, że w oczekiwaniu ostatecznie najważniejszy jest zwykle ten cel, to do czego się zbliżamy. A cel - święta Bożego Narodzenia - coraz bliżej. Ich oprawa (bo o aspekcie duchowym - jak zaznaczyłem - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;silencio&lt;/span&gt;) też ma swoje uroki (szopki!), chociaż nie wszystko bywa tak, jakbym sobie wyidealizował. I właśnie dzisiaj, podczas mszy, pomyślałem sobie, że już za kilka dni w tym miejscu nie zabrzmią pieśni adwentowe. Zamiast tego poleci zestaw kilku tych samych, ogranych kolęd (w mojej parafii nawet &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sanctus&lt;/span&gt; zamieniają na kolędę...), których interpretacje ("śrut w nocnej ciszy", "czem prendzej sie wybierajcie", "bo uboga była, rondel z głowy zdjęła") przyprawiają o ból zębów. I tak mi się trochę smutno zrobiło, że to już ostatnia niedziela Adwentu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;18. grudnia 2011, 22:15 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-4441831333882002831?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/4441831333882002831/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=4441831333882002831' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4441831333882002831'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4441831333882002831'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/12/adveniat-regnum-tuum.html' title='Adveniat Regnum Tuum'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-528058097178949192</id><published>2011-12-12T21:38:00.002+01:00</published><updated>2011-12-12T21:44:38.037+01:00</updated><title type='text'>Drugi Książę</title><content type='html'>Pewien Argentyńczyk o imieniu Alejandro spłodził książkę p.t. "Powrót Młodego Księcia" (skojarzenia z dziełem francuskiego lotnika uprawnione), która z miejsca stała się bestsellerem, a recenzenci się rozpływają. I chociaż autor odżegnuje się od nazywania swojej pracy kontynuacją "Małego Księcia", to uwierzyłby w tą gadkę chyba tylko wyjątkowy naiwniak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wbrew tezie Kapuścińskiego uważam, że w literaturze wciąż jest sporo do odkrycia, dlatego pozbawione własnej inwencji wypociny pana Alejandro traktuję jako "skok na kasę" i ordynarną "zrzynkę" pomysłu z czegoś, co jest absolutną literacką klasyką. W filmie i muzyce tak już jest od dawna (odkąd jacyś niewarci wymienienia z nazwiska kretyni nagrali w wersji rap klasyk mojego dzieciństwa - "Forever Young" Alphaville, praktycznie przestałem słuchać radia). Jednak literatura jeszcze się dotąd broniła. Ale jak tak dalej pójdzie, niedługo napiszą nam drugą część "Hamleta", "Zbrodni i kary" albo "Portretu Doriana Graya"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;12. grudnia 2011, 21:38 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-528058097178949192?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/528058097178949192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=528058097178949192' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/528058097178949192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/528058097178949192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/12/drugi-ksiaze.html' title='Drugi Książę'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-6985749784036305971</id><published>2011-12-08T15:13:00.007+01:00</published><updated>2011-12-08T17:07:39.673+01:00</updated><title type='text'>black sunday</title><content type='html'>Media uwielbiają ludzi przygotowywać do jakiegoś wydarzenia i w napięciu odliczać pozostałe do niego dni i godziny. Aktualnie przygotowują pasażerów do mającej nastąpić w najbliższą niedzielę zmiany rozkładu kolejowego. Gdyby na naszą planetę zawitał gość z Kosmosu i włączył polską telewizję, niechybnie doszedłby do wniosku, że w naszym kraju zmiana rozkładu na kolei to jakieś gigantyczne przedsięwzięcie stawiające rokrocznie na nogi wszelkie możliwe służby, a mimo to ilość ofiar śmiertelnych każdorazowo osiąga wielkości opisywane liczbami trzycyfrowymi. Bo spójrzcie, co się dzieje w środkach masowego przekazu: pasażerowie się boją, kolejarze się zbroją, "PKP szykuje się na najgorsze" (NTO.pl), minister organizuje jakieś konferencje, gdzie z surowym obliczem grozi najcięższymi konsekwencjami... A tymczasem najgorszą robotę wykonują niestety właśnie media, nie tylko strasząc ludzi i podgrzewając niezdrowe emocje, ale przede wszystkim podając NIEPRAWDZIWE informacje i manipulując.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tych wszystkich materiałach, którymi do niedzieli będziemy karmieni w serwisach informacyjnych, powtarzają się znane wszystkim sekwencje z ubiegłego roku, gdy dworce w całym kraju okupowane były przez nieprzeliczone rzesze pasażerów, a do opóźnionych pociągów ludzie wsiadali przez okna. I to jest pierwsza obrzydliwa MANIPULACJA, bo te sceny nie mają nic wspólnego z zeszłoroczną zmianą rozkładu jazdy, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;gdyż nic takiego się wówczas nie wydarzyło&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;!&lt;/span&gt; Owszem, miało to miejsce, ale trzy tygodnie później, w okresie świąteczno-noworocznym, gdy ruch pasażerski co roku wzrasta znacznie, podróżują naprawdę nieprzebrane tłumy (zwłaszcza studenci z nieodłącznymi walizami na kółkach), a pociągów nie wyposażono wtedy w dodatkowe wagony, co jest oczywistą winą kolejowych decydentów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast 12. grudnia 2010, gdy miała miejsce zmiana rozkładu jazdy, nie było żadnego wsiadania do wagonów przez okno, ani bardziej niż zwykle przepełnionych pociągów. Były one natomiast bardzo spóźnione, bo akurat wtedy sypnęło śniegiem, a nocami temperatura spadała do -20 stopni C. Ale - powtórzę po raz sześćdziesiąty ósmy - nie było to winą zmiany rozkładu jazdy. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Taka operacja bowiem ze swojej natury nie generuje żadnych opóźnień&lt;/span&gt;. Spóźnienia generują - co zrozumiałe - kraksy na torach, obfite opady śniegu, czy remonty torowisk. Natomiast po zmianie rozkładu po prostu pociągi wyjeżdżają o innych godzinach niż dotychczas. Winnym opóźnień - jeśli pogoda jest sprzyjająca - jest wówczas jedynie PASAŻER. Pasażer-kretyn, któremu nie chciało się sprawdzić przed podróżą, czy jego pociąg odjeżdża nadal o tej samej godzinie. Pasażer roszczeniowy, narzekający, który przychodzi na dworzec i z wielkim zdziwieniem dowiaduje się, że jego pociąg odjeżdża jednak 40 minut później (albo wcześniej), w związku z czym nie zdąży on na przesiadkę. I teraz z pretensjami do całego świata, PKP i rządu ("bo przecież ten pociąg ZAWSZE jeździł o 13.20") blokuje kolejkę do informacji, próbując ustalić nowe połączenia, potem stoi w kolejce do kasy po bilet, a pociąg już czeka gotowy do odjazdu. Potem wstrzymuje odjazd pociągu ("panie konduktorze, jeszcze szwagier tylko kupi bilet, jedna osoba tylko jest przed nim w kolejce"), a już w trasie - poprzez konduktora - wstrzymuje odjazd pociągu następnego, tego na który ma się przesiąść. Jak takich pasażerów w ową niedzielę znajdzie się choćby tylko kilkuset, nic dziwnego że sparaliżują oni cały ruch kolejowy. Tylko dlatego, że nie chciało im się sprawdzić wcześniej, wygodnie, we własnym domu, zmian w rozkładzie. A nie jest to operacja szczególnie wymagająca i nawet średnio tresowany orangutan poradziłby z tym sobie w kilka minut. Jest internet, są informacje telefoniczne, kolejowe infolinie, informacje prasowe...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgoda, w ubiegłym roku z tą informacją na dworcach było kiepsko, był chaos, brak było ogłoszeń w widocznym miejscu, a panie kasjerki przedkładały konsumpcję drugiego śniadania nad rzetelne wykonywanie swoich obowiązków. Zgoda, na polskiej kolei jest multum rzeczy działających źle, nieprawidłowo i wymagających natychmiastowej poprawy. Ale nawet jeśli media mają kompulsywną potrzebę, aby bić w PKP jak w afrykański bęben, każdą zmianę rozkładu relacjonować jak działania wojenne i ironizować, że mamy gorszą kolej niż w Bangladeszu, to nie uprawnia ich to jeszcze do podawania NIEPRAWDZIWYCH informacji i pogłębiania tego chaosu. Chyba, że to celowa dywersja z ich strony: niech dojdzie w tą niedzielę do prawdziwej apokalipsy - ale będzie oglądalność, a najlepiej niech kogoś pociąg przejedzie. Będzie można krzyczeć, relacjonować, robić specjalne wydania, pytać "gdzie jest premier", "co zamierza minister" etc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Produkuję się na ten temat w takiej obfitości, bo zwyczajnie bulwersuje mnie, że o dramatycznym stanie kolei wypowiadają się ludzie, którzy ostatni raz podróżowali pociągiem w ubiegłym stuleciu, natomiast niedouczeni dziennikarze wymagają od PKP perfekcjonizmu, podczas gdy sami na temat kolei plotą bzdury. Mam wrażenie, że obowiązuje współcześnie jakiś dziwny wzorzec, że o PKP nie trzeba podawać rzetelnych informacji, wystarczy krytykować i jeździć jak po łysej kobyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Garść przykładów tylko z ostatnich dni? Proszę bardzo. Szczytem niekompetencji była informacja w "Faktach" TVN o tym, że od 19. grudnia PKP Intercity wprowadza &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;obowiązkową rezerwację miejsc w pociągach TLK także w 2. klasie, na najbardziej uczęszczanych liniach&lt;/span&gt;, aby nie było wchodzenia przez okno i każdy miał gwarancję wolnego siedzenia. I jest piękna grafika, z mapką Polski i zaznaczonymi tymi najbardziej obciążonymi liniami: Przemyśl-Szczecin, Zakopane-Gdynia itd. Zabrakło jednak informacji najważniejszej i za tą niekompetencję powinni wysłać pana Redaktora na ciężkie roboty. Otóż ta obowiązkowa rezerwacja miejsc to faktycznie wydarzenie bez precedensu (od 20 lat czegoś takiego nie było w pociągach tej klasy cenowej i tego standardu), ale na razie to jedynie eksperyment i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;dotyczy zaledwie kilku pociągów&lt;/span&gt; (dziesięciu jeśli dobrze pamiętam), a nie wszystkich składów TLK kursujących po wymienionych liniach. Dla przykładu: z Przemyśla do Szczecina jeżdżą trzy pary pociągów TLK na dobę, ale tylko w jednym z nich (sławetny TLK38100) będzie obowiązywać całkowita rezerwacja miejsc. W TVP mieli z kolei pretensje do władz kolejowych, że właśnie w tak newralgicznym, przedświątecznym okresie decydują się na coroczną zmianę rozkładu jazdy. I znowu - gdyby dziennikarze przygotowali się do materiału wiedzieliby, że w tym dniu odbywa się zmiana kolejowych rozkładów jazdy w całej Europie i nasza kolej dostosowuje się jedynie do tego, gdyż przez Polskę przejeżdżają pociągi międzypaństwowe, a są one skomunikowane z połączeniami krajowymi. A o takich kwiatkach jak "pociągi spółki TLK", czy rozszyfrowywanie skrótu TLK jako "Tanie Linie Kolejowe" już nawet nie wspominam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I stawiam - jak z lubością powtarzał dr K. - dolary do orzechów, że o ile nie sypnie śniegiem, to w niedzielę nie będzie jakiegoś nadzwyczajnego chaosu na kolei. Media będą naturalnie zawiedzione. O ile fajniej pokazuje się bowiem w telewizji, jak zbulwersowani ludzie wygrażają pięściami, płaczą matki z dziećmi, a facet ładuje się do wagonu przez okno...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;8. grudnia 2011, 15:10 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-6985749784036305971?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/6985749784036305971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=6985749784036305971' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6985749784036305971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6985749784036305971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/12/black-sunday.html' title='black sunday'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-2352617393519150615</id><published>2011-12-06T00:21:00.009+01:00</published><updated>2011-12-06T01:49:44.991+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z głośnika'/><title type='text'>Nightwish - "Imaginaerum"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-ovkoqeb7co0/Tt1STBSXD-I/AAAAAAAADus/FIm8q2xyfkA/s1600/Imaginaerum.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 218px; height: 218px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ovkoqeb7co0/Tt1STBSXD-I/AAAAAAAADus/FIm8q2xyfkA/s320/Imaginaerum.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682788791527870434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Tuomasa Holopainena - lidera Nightwish - zawsze podziwiałem za fakt, że trzymał swój zespół żelazną ręką i nie bał się podejmowania trudnych decyzji, ocierających się niemal o szaleństwo. Gdy gdzieś tak około płyty "Century Child" Nightwish zaczął zjadać własny ogon - bo przecież jak długo można karmić słuchaczy gotycko-symfonicznymi hymnami typu "Wishmaster" - Holopainen postanowił, że dość już orkiestrowych dźwięków "z klawisza". Zaangażował do współpracy prawdziwą orkiestrę nagrywając z nią album "Once", czym prawdopodobnie uratował swój zespół od pogrążenia się w przeciętności. Jakiś czas później nie zawahał się wywalić na zbity pysk niekwestionowanej twarzy Nightwish - wokalistki Tarji Turunen, gdy ta zaczęła lekceważyć markę, którą ją wypromowała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sporo zaryzykował również teraz. Przede wszystkim utrzymał koncepcję współpracy z orkiestrą, chcąc pokazać, że nie jest to pomysł na jedną-dwie płyty. Na nowy album kazał czekać ponad cztery lata. Mając do dyspozycji już nie operową, a jedynie popową wokalistkę, przygotował najbardziej symfoniczny materiał w karierze. Nie zawahał się przed bardzo wyraźnym nawiązaniem do folkowych korzeni Nightwish, z czasów pierwszych dwóch płyt. Zaangażował nawet dziecięcy chórek, co w muzyce rozrywkowej ostatnim razem przyniosło pożądane efekty chyba w "Toy Soldiers" Martiki, ale to było ponad 20 lat temu (a od tego czasu pomysł pod nazwą "wykorzystać chór dziecięcy" niektórzy traktowali zbyt dosłownie, na czele z pewnym dyrygentem od "Poznańskich Słowików"). Ale przede wszystkim musiał zmierzyć się Tuomas H. z poprzeczką o nazwie "Dark Passion Play", którą cztery lata temu sam zawiesił sobie na niebotycznej wysokości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I po raz kolejny mu się udało. Na "Imaginaerum" wszystko gra! Londyńska Orkiestra Filharmoniczna pod batutą Pipa Williamsa zrobiła fantastyczną robotę, ale trzeba przyznać, że Holopainen napisał im taki materiał, że klękajcie narody. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tak potężnych i podniosłych melodii jeszcze u Nightwish nie było&lt;/span&gt;. A produkcja jest perfekcyjna, więc orkiestrowe pasaże wprost unoszą w powietrze. Problem braku klasycznego wykształcenia wokalistki T.H. rozwiązał w prosty sposób - przykrywając jej niedostatki długimi instrumentalnymi fragmentami, ewentualnie zastępując ją chórkami albo... głosem basisty - Marco Hietali, który z albumu na album rozwija się wokalnie w tempie ponaddźwiękowym. "Imaginaerum" ma wiele z filmowego soundtracku, co jest zresztą kolejną pokerową zagrywką Holopainena, który wielokrotnie podkreślał, że inspiruje się muzyką filmową i chciałby taki &lt;span style="font-style: italic;"&gt;concept album&lt;/span&gt; stworzyć. Z pewnością zdawał sobie sprawę, że taka deklaracja może odstraszyć potencjalnych słuchaczy przerażonych wizją mało zróżnicowanego materiału...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... tymczasem właśnie różnorodność jest kolejnym atutem "Imaginaerum". Nowa wokalistka po raz kolejny udowadnia, że wnosi do Nightwish mnóstwo energii i pasji - już na początek mamy dwa kilery: singlowy &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=5g8ykQLYnX0"&gt;"Storytime"&lt;/a&gt; i "Ghost River" (jaki tu jest power!). Jednak nie oznacza to bynajmniej, że nie ma na płycie tak zwanego liryzmu - wręcz przeciwnie, ot choćby "Slow, Love, Slow", czy cudowny, urzekający "Turn Loose The Mermaids". Z kolei "Scaretale" zaczyna się taką sekcją symfoniczną, że "Ghost Love Score" niech się schowa głęboko pod ziemię. Podobnie miażdży początek "Song Of Myself", w którego drugiej części, przez ponad 6 minut ludzie... recytują poezję Walta Whitmana. Ale co wówczas leci w tle... - też poezja. A i tak mi najbardziej spodobał się "I Want My Tears Back". Wyobraźcie sobie mix "Last Of The Wilds" z "Moondance", przyprawiony przeplatającymi się wokalami Anette i Marco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby nie przedłużać - na "Imaginaerum" Holopainen po prostu przeszedł sam siebie. Doprowadził do perfekcji dopieszczany przez lata autorski pomysł na własny styl muzyczny. Zostawił daleko za sobą szeroko rozumiany mariaż metalu z muzyką klasyczną, otwierając jakąś zupełnie nieznaną dotąd furtkę. Może jestem profanem, ale coś takiego słyszałem dotąd może tylko w niektórych albumach Lacrimosy, a i to też nie w takim wymiarze. Takiej gamy emocji, a przede wszystkim takiej dawki pasji i energii nie było bowiem nawet w płytach sygnowanych przez Tilo Wolffa, które odbieram jednak jako bardziej "liryczne" (cokolwiek to znaczy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast "Imaginaerum" słucha się naprawdę jak filmowej ścieżki dźwiękowej, która posługuje się całym wachlarzem muzycznych środków, by w zależności od potrzeb, albo wgniatać w ziemię, albo wzruszać, potem znów podrywać do walki, a po dwóch minutach już układać do snu. Właściwie nie było potrzeby dzielić "Imaginaerum" na te 13 ścieżek. To jest jedno, wielkie dzieło. Muzyczne dziedzictwo starego kompozytora, o którym opowiada warstwa tekstowa. Spełnione marzenie chłopaka, który wiele lat później będzie na koncertach ozdabiać swój instrument figurką pirata Jacka Sparrowa, w hołdzie Hansowi Zimmerowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I owszem, ostatecznie może nie przypaść do gustu, ale wobec czegoś takiego nie sposób przejść obojętnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nightwish - "Imaginaerum"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;2011, Nuclear Blast&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;ocena: 9,5/10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;6. grudnia 2011, 00:20 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-2352617393519150615?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/2352617393519150615/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=2352617393519150615' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2352617393519150615'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2352617393519150615'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/12/nightwish-imaginaerum.html' title='Nightwish - &quot;Imaginaerum&quot;'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ovkoqeb7co0/Tt1STBSXD-I/AAAAAAAADus/FIm8q2xyfkA/s72-c/Imaginaerum.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-8497740172675555555</id><published>2011-11-25T22:14:00.002+01:00</published><updated>2011-11-25T22:22:49.358+01:00</updated><title type='text'>sobowtór No. 18</title><content type='html'>Redaktorzy tygodnika "Uważam Rze" wyjątkowo kompleksowo zabrali się ostatnio za osobę Adolfa Hitlera. W numerze 41/2011 postać wodza III Rzeszy przewija się w wielu miejscach, poświęcono jej monumentalny jak na standardy "URz" tekst historyczny, ba, urozmaica nawet naukowy artykuł o hormonach. Gdyby to jeszcze był Putin, to należałoby to zrozumieć, albowiem rosyjski władca zna się na wszystkim, ale Hitler? Na neurotransmiterach?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wzmianka w tym tekście dotyczy faktu, że ponoć w czasie II wojny światowej brytyjski wywiad wpadł na chytry plan dosypywania Adolfowi H. estrogenów (żeńskich hormonów) do jedzenia, aby zmienić jego charakter, sprawić by stał się bardziej spolegliwy i mniej agresywny w działaniu. Cóż za błyskotliwa intryga! Tylko, niestety, nie wypaliła. Nie wiadomo do końca dlaczego, ale mam taką prywatną hipotezę, że jeśli naukowców mieli Anglicy takich jak wygląda stereotypowy Brytyjczyk w komediach typu "Allo, Allo", czy "Jak rozpętałem II wojnę światową", to może zamiast estrogenu dosypywali Hitlerowi estragon. I zamiast aliantów skorzystał na tym jedynie osobisty kucharz Wodza, bo nagle jedzenie w Wilczym Szańcu wszystkim zaczęło smakować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Danie główne - jeśli już przy kulinarnej terminologii pozostać - wysmażone przez "Uważam Rze" przywołuje jednak inną historię. Otóż - według autorów - Hitler wraz z żoną nie popełnił samobójstwa 30. kwietnia A.D. 1945 w Berlinie, ale zwiał z nią via Wyspy Kanaryjskie do Argentyny, gdzie doczekał szczęśliwej emerytury. W berlińskim bunkrze pozostało natomiast ciało sobowtóra wodza III Rzeszy, które na tyle zmyliło Ruskich, że odtrąbili sukces przed wnikliwym zbadaniem denata. Dopiero kilka lat temu wyszło na jaw, gdy do pracy przystąpili profesorowie ze Stanów, że przechowywana przez naszych wschodnich przyjaciół w archiwach KGB czaszka Hitlera ma wszelkie cechy czaszki kobiecej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale może to i jest jakiś trop! Tylko trzeba sprawę powiązać z tym spiskiem estrogenowym. Przyjmując ryzykowne założenie, że brytyjscy naukowcy jednak nie pomylili żeńskich hormonów z przyprawą i faktycznie dosypywali Hitlerowi estrogeny, należy zarazem dopuścić ewentualność, iż skoro Hitler miał sobowtóra, to Angole nafaszerowali nie tego Adolfa co trzeba. Sobowtór łykał estrogeny, uwydatniły mu się piersi, coś innego zanikło, to gdy wkroczyli Rosjanie, którzy gwałcili gdzie tylko się dało, z przerażenia popełnił samobójstwo. Ponieważ ciało rzekomego Hitlera esesmani oblali benzyną i podpalili, Ruscy nie kapnęli się i wzięli co znaleźli. A że i czaszka zdążyła mu pod wpływem angielskiej kuchni "zniewieścieć", to też pół wieku później amerykańscy antropologowie mogli ogłosić sensacyjną wiadomość. Hitler była kobietą! Bo, że Kopernik i Einstein też, to już w tym czasie było wiadome.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, gdy sobowtór wodza Rzeszy strzelał sobie w głowę, prawdziwy Hitler prysnął do Argentyny. To również ma sens. Kraj wydaje się wymarzony na spokojną emeryturkę. Budują tam piramidy z pieniędzy, dobrze grają w gałę, ciepło, morze blisko. I władca o kolejowym nazwisku był przychylny imigrantom z Niemiec. A miał on też piękną żonę, która umilała ludowi wolne chwile, śpiewając piosenki Madonny. Żyć nie umierać! A że ktoś może zobaczyć i rozpoznać? Co z tego?! Elvis żyje, Hendrix żyje, Lennon żyje, a idee Lenina są żywe wiecznie. Żyje także Michael Jackson (w przyszłym roku ma ukazać się jego nowa płyta, którą właśnie "Jacko" nagrywa wraz z Freddiem Mercury - poważnie!), żyje Bin Laden, Kaddafi, żyje też - podobno - kryzys. To jeden Hitler w tę czy w tamtą stronę nie powinien nikomu robić różnicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spiskowych teorii dziejów jest ostatecznie na pęczki. Najczęściej - oprócz tego, że żyje ktoś, kto powinien być &lt;span style="font-style: italic;"&gt;dead and buried - &lt;/span&gt;dotyczą one odmiennej orientacji delikwenta. Homoseksualistami obwołano już niemal każdego, kogo ta ziemia nosiła. Co chwilę ktoś wyskakuje z rewelacją, że gejem jest - powołując się na Google - a to Will Smith, a to Piasek, czy też mąż Hanki Mostowiak, Justin Bieber, John Travolta, Cristiano Ronaldo, Jarosław Kaczyński, a ostatnio Benedykt XVI. A jak zaczniemy jeszcze kopać w historii, to się okaże że gejem był sam biblijny Adam. Co niechybnie postawi przed rodzajem ludzkim pytanie fundamentalne ("skąd więc my się wzięliśmy?"), a i tytuł "Księga Wyjścia" (po angielsku &lt;span style="font-style: italic;"&gt;coming out&lt;/span&gt;) nabierze nowego znaczenia. Mnie natomiast zastanawia właściwie tylko jedno. Dlaczego tak wiele owych spiskowych teorii jest nieodłącznie związanych z ludzką seksualnością? Bo tu jak nie geje dookoła, to Hitler zażywający estragon... pardon... estrogen. I chyba wiem. Spiskowe teorie dziejów to w skrócie STD. Ten akronim w języku Szekspira oznacza jednak zupełnie coś innego...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;25. listopada 2011, 22:12 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-8497740172675555555?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/8497740172675555555/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=8497740172675555555' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/8497740172675555555'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/8497740172675555555'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/11/sobowtor-no-18.html' title='sobowtór No. 18'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-524232954037634966</id><published>2011-11-10T23:49:00.001+01:00</published><updated>2011-11-11T00:15:32.180+01:00</updated><title type='text'>kuchnia polska</title><content type='html'>Święto narodowe. W mediach flagi, godła, orły i barwy biało-czerwone. "Polskość" i "naród" wylewa się z każdego zakątka naszego umiłowanego kraju i skapuje z sumiastych wąsów Marszałka. Nawet doktor House w odcinku przedostatnim dowodził, dlaczego patriotyzm - może i słusznie - należałoby rozpatrywać wyłącznie z perspektywy materialnej. Chociaż ja i tak skłaniałbym się raczej ku wyjaśnieniom ewolucyjnym. Anyway, nie zamierzam się na ten temat produkować, bo zrobi się nudziarsko i ludzie zmienią kanał, pójdą przeglądać demotywatory albo zaczną grać na smarkfonie we wkurzone ptaszyska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro jednak wszędzie jest tak patriotycznie i narodowo, to ja przy tej okazji uroczystej również o polskości. A konkretnie o jednej naszej narodowej przypadłości. Zaryzykuję, że właśnie naszej, bo chociaż globetrotterem nie jestem, to bardziej ode mnie obeznani w tej materii zdają się potwierdzać, że raczej nigdzie na świecie z czymś takim się nie spotkali. Zjawisko to ma miejsce w każdym środku komunikacji zbiorowej - autokarze wycieczkowym, pociągu, nawet w głupim PKS-ie, gdy podróż ma potrwać dłużej niż jakieś 45 minut.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy tylko dany pojazd ruszy w drogę, Polacy otwierają torby, plecaki, reklamówki z "Biedronki" i co tam kto jeszcze ma, i zaczynają &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;jeść&lt;/span&gt;. Jeść naturalnie nie te torby i plecaki, tylko to, co mają w środku, a co uprzednio i zapobiegliwie przygotowali na podróż. Autobus czy pociąg nie przejedzie jeszcze kilometra, a Polacy już mają przed sobą pieczywo wszelakie, bułki z których aż wylewają się grube plastry szynki, kromki chleba, poprzekładane płatami jakiejś mielonki. Otwierają jakieś serki Danona, które jedzą potem plastikową łyżeczką, jakieś actimele, plastikowym nożem kroją w powietrzu wiktuały, nawet Gorący Kubek przyrządzą, gdy tylko są warunki ku temu. Są też rzecz jasna słodycze, batony, wafelki, andruty, ciasto domowej roboty (!). Są napoje w termosach, na czele z kawą-siekierą i herbatą o smaku i zapachu termoizolacyjnych ścianek termosu.  Nie brakuje serów, pasztetów, owoców i warzyw, zwłaszcza ogórków, pomidorków i sałaty. Surówkę z plastikowego pojemniczka też zjedzą, gdy trzeba. Aż wreszcie nadchodzi gwóźdź (do trumny) wieczoru, creme de la creme de la creme, czyli &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;kiełbasa. &lt;/span&gt;Każda, bez żadnych ograniczeń. Śląska, zbójnicka, krakowska sucha, podwawelska, grillowa, biała, lisiecka. Podróżny savoir-vivre nakazuje jeść kiełbasę surową, odrywając po jednym kawałku z pęta i pochłaniać, mlaskając głośno, aby wśród współpasażerów widziano, że nas stać na takie frykasy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, skąd u Polaków bierze się taki kult jedzenia w podróży. Jedno jest pewne, jest wszczepiany nam od najmłodszych lat. Gdy podróżują dzieci, ledwo autobus ruszy, a już któryś troskliwy dorosły zapyta: "a może byś coś zjadł?". Ludzie, błagam... Głód jest popędem naturalnym, jednym z najpierwotniejszych u człowieka od tysięcy lat. Jak dziecko będzie chciało jeść, to się samo upomni! A tak wyrabiamy w młodym mózgu przeświadczenie, że w podróży jeść po prostu należy. Albo wręcz - o zgrozo! - wypada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odwołanie się do wczesnodziecięcych doświadczeń to tylko jedno z możliwych wyjaśnień. I chyba wcale nie najbardziej zdroworozsądkowe. Bardziej oczywiste wydaje się, że ludzie w podróży jedzą z nudów. Pociąg się wlecze, spać się nie chce, gadać nie ma z kim, a ręce czymś trzeba zająć. W kraju, w którym 56% obywateli nie miało w ciągu ostatniego roku żadnego kontaktu z książką, jedzenie jest dla wielu faktycznie jedyną możliwością zabicia czasu. Bo gdyby mieli nałożyć słuchawki, z których i tak na cały przedział słychać byłoby jakieś reggae albo polski hip-hop, to już lepiej niech spożywają te salcesony...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, nie mam nic przeciwko temu, aby konsumować coś w trakcie jazdy. Podróże pociągiem choćby ze Szczecina do Przemyśla bez racjonowania sobie żywności zwiększałyby śmiertelne statystyki polskich kolei o kilkaset procent. Sam jeżdżę pociągami relatywnie sporo i zawsze mam ze sobą bułkę albo dwie, jakiś baton i coś do picia. To przecież normalne. I na tak zwanym Zachodzie na pewno też tak jest. Tylko mam wrażenie, że tam konsumpcja przebiega jakoś bardziej dyskretnie, jak u tego greckiego filozofa, który czynność jedzenia uważał za wstydliwą i chował się z nią przed wszelkim wzrokiem. A z nas wyłazi ta obrzydliwa sarmacka mentalność, tych jaśnie-panów, co to siadali przed suto zastawionymi stołami, popuszczali pasa i zajadali się jeden przez drugiego. W swoim domu - OK. Ale w przedziale drugiej klasy wagonu TLK, gdzie i tak jest ciasno, a jeszcze siedzi kilka zupełnie obcych osób, które nie mają chwilowo ochoty na delektowanie się zapachem naszej szynki? W autobusie, gdzie współpasażer na siedzeniu obok nie kupował w cenie biletu mlaskania i oblizywania się?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za przykładami naprawdę nie trzeba się długo rozglądać. Kilka dni temu podróżowałem pociągiem TLK. W przedziale oprócz mnie była pani ok. pięćdziesiątki, oraz kobieta z dzieckiem "na oko" ośmioletnim. Pani przez ponad 100 kilometrów jadła. Najpierw kanapki, potem - a jakże! - kiełbasę. Myśliwskiej na surowo pochłonęła od razu dwie spore paczki! Mlaskając donośnie. Następnie wyjęła z torby kiść winogron... W tak zwanym międzyczasie matka próbowała dać dziecku pić, tak udolnie obsługując termos, że opryskała słodką cieczą pół przedziału, pozostawiając w ten sposób kolejnym pasażerom cenną pamiątkę w postaci lepkiej podłogi pod stopami. Gdyby na wzór przedziałów dla "niepalących" funkcjonowały w pociągach przedziały dla "niejedzących", kupowałbym tam bilety, choćby i były w cenie pierwszej klasy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, czy szacunek dla komfortu podróżowania innych pasażerów też kwalifikuje się pod taki codzienny "patriotyzm", o którym wszyscy mówią przy narodowym święcie. Ale jeśli tak, to może warto byłoby zainicjować jakąś medialną dyskusję na ten temat, może kogoś by oświeciło. Niestety, zamiast praktycznego zastosowania uroczystej okazji, ludzie wolą się przemieszczać w jakichś marszach niepodległości, a Miłościwie Panujący Nam Pan Prezydent preferuje sklejać w swoim pałacu tandetne biało-czerwone kotyliony w towarzystwie dzieci i kapitana Wrony. [rym niezamierzony]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam kolej i uwielbiam jeździć pociągami. I do PKP nie zniechęciła mnie dotąd ani czarująca punktualność składów, ani wyjątkowy na skalę europejską stan kolejowej infrastruktury, ani nawet plastikowe siedzenia w "ezetkach" EN57. A wystarczy, że wsiądzie taka pani nazbyt głośno zajadająca się kiełbasą...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;10. listopada 2011, 23:47 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-524232954037634966?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/524232954037634966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=524232954037634966' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/524232954037634966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/524232954037634966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/11/kuchnia-polska.html' title='kuchnia polska'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-9001152061783787939</id><published>2011-10-27T22:31:00.000+02:00</published><updated>2011-10-27T22:53:27.747+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z księgarni'/><title type='text'>Mariusz Szczygieł - "Zrób sobie raj"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-yqXF3RLJD98/Tqmx4fC40AI/AAAAAAAADq8/tg-Xqo7KrOM/s1600/Mariusz%2BSzczygie%25C5%2582%2B-%2BZr%25C3%25B3b%2Bsobie%2Braj.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 204px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-yqXF3RLJD98/Tqmx4fC40AI/AAAAAAAADq8/tg-Xqo7KrOM/s320/Mariusz%2BSzczygie%25C5%2582%2B-%2BZr%25C3%25B3b%2Bsobie%2Braj.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668257189986881538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czesi to naród zamieszkujący państwo graniczące z Polską od południa (dla Czechów - od północy). Mimo geograficznej bliskości wiemy o nich niewiele i generalnie nie wykraczamy poza brodate stereotypy. Śmieszny język, knedliki, Vaclav Havel, Praga, Vondrackova i Karel Gott (dla starszych), Jożin z Bażin (dla młodszych). Dobrze grają w hokeja, mają piwo Złoty Bażant (co z tego, że to słowackie, a nie czeskie), kiedyś się jeździło do nich po wódkę, teraz się jeździ na narty. Od siebie dodałbym do tych skojarzeń jeszcze kapitalną komedię o Adeli, co nie jadła kolacji. I Pavla Nedveda strzelającego dla Juventusu Turyn cudowną bramkę w półfinale Ligi Mistrzów z Realem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem aż się prosi, by książkę o Czechach zareklamować, że jest to wspaniała okazja, aby wiedzę o naszych sąsiadach pogłębić, aby poznać ich kulturę i sposób bycia, aby spojrzeć na świat przez czeskie okulary, stać się na jeden dzień Czechem/Czeszką i tak dalej. Nie zrobię tego jednak, bo strasznie byłoby to banalne i w stylu licealnego kółka literackiego, wypełnionego osobnikami, którym wydaje się, że umieją pisać z polotem. To zazwyczaj błędne przekonanie zwykle przechodzi z wiekiem (chociaż niektórych, jak niżej podpisany, trzyma się głęboko wbitymi pazurami).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zrobię tego jednak również dlatego, że nie wiem, czy o tym właśnie jest ta książka. Bo że jest o Czechach? Zgoda. Jest reportażem? Właściwie też. Ale co dalej? Talent Autora adoruję nie od dziś, wszystko co stworzy Mariusz Szczygieł nie schodzi poniżej pierwszej jakości, a słynny tekst "Zabierz nas do diamentu" (opowieść o tym, jak to AmWay zawłaszczał umysły swoich klientów niczym pierwszorzędna sekta) traktuję niemalże jako etalon reportażu. I dlatego bardzo brakuje mi czegoś w stwierdzeniu, że "Zrób sobie raj" jest książką o Czechach współczesnych. Przybliżyć nam kulturę i styl życia mieszkańców Czech (czy jakiegokolwiek innego narodu) może - z całym szacunkiem - Martyna Wojciechowska. Która gdy napisze o tym książkę, to jest to właściwie gotowy scenariusz na 40-minutowy zapychacz do National Geographic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w reportażach takich jak właśnie te Mariusza Szczygła, jakiś - choćby subiektywny - obraz kultury, obyczajów, jest sprawą drugorzędną. Jedyne, czego Autor chce nakreślić jakiś w miarę spójny obraz, to czeska mentalność. Ten niesamowity pragmatyzm, "życiowość" i prostota wszystkiego. Ale też nie przesadza z odmalowywaniem tej mentalności, bo zdaje sobie sprawę, że społeczeństwo czeskie jest - jak każde - bardzo zróżnicowane. I gdyby ktoś o Polakach się produkował, że jest to naród wąsatych katolików, pieczołowicie utrzymujących przy życiu romantyczną martyrologię, to podniósłby się słuszny wrzask, a autora spalono by na lewackim stosie, obficie podsycając płomienie "Gazetą Wybiórczą".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zrób sobie raj" jest książką napisaną przez kogoś, kto się w Czechach zakochał (co już samo w sobie jest niezwykłe, bo pozornie zakochać się łatwiej w jakiejś egzotyce, w bezkresnej Rosji, w tajemniczej Azji, czy w tropikalnej Amazonii). A teraz zdradza nam powody swojego uczucia. Nie szkicuje żadnego reprezentatywnego portretu rodaków Vaclava Havla; ze swoich wieloletnich kontaktów z Czechami wybiera niczym warzywa z rosołu najciekawsze i najbardziej pamiętne momenty i epizody. A może też te, które go najbardziej zaskoczyły. Albo rozczarowały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzi, miejsca, historie, spotkania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jak to w życiu, jedne są bardziej, inne mniej frapujące dla kogoś z zewnątrz, kogoś, kto nie był uczestnikiem ani chociaż świadkiem, tylko rozsiadł się w wygodnym fotelu i za 36,90 PLN oczekuje cudów na kiju. Nie przypadły mi do tak zwanego gustu choćby rozdziały o Egonie Bondym i o Saudku, ale mniej więcej od strony 80. książka nabiera rozmachu. Opowieści o religijności (a właściwie jej braku) u Czechów, o pielgrzymce papieża, o spotkaniu z Davidem Cernym (to jest gość!) to mistrzostwo świata. Podobnie zresztą, jak wiele innych, choćby ta o radzieckim czołgu, który armia malowała na różowo. I nie brakuje nawet tego, co w stylu Autora ubóstwiam bodaj najbardziej. Tych krótkich, pojedynczych zdań (jak owo cudowne "No nie, modlą się do tych proszków!" ze wspomnianego "Diamentu"), które trafniej oddają ideę tekstu niż dziesiątki stron maszynopisu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na zakończenie powinienem napisać coś w rodzaju autorefleksji, że na przykład po lekturze odkryłem w sobie coś z Czecha, że mnie naród zafascynował, że to mogłoby być moje miejsce na Ziemi. Ale nie napiszę, bo to nieprawda. Niektóre z zarysowanych cech naszych południowych sąsiadów szalenie mi się podobają, inne - przeciwnie. Chociaż książka jest znakomita, ale to - zdaje się - nie ma nic do rzeczy. Natomiast dzięki niej chyba trochę lepiej zrozumiałem, dlaczego Kartsy - lider zwariowanej grupy Waltari - Czechy uznaje niemal za swoją drugą ojczyznę i bywa tam (z koncertami) jak najczęściej, a Polskę, mimo że miałby po drodze, poznaje jedynie przez samolotowe okienko. I tego Czechom cholernie zazdroszczę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mariusz Szczygieł "Zrób sobie raj"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wołowiec, 2010&lt;br /&gt;wydawnictwo Czarne&lt;br /&gt;stron: 292&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;moja ocena: 8,5/10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;27. października 2011, 22:28 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-9001152061783787939?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/9001152061783787939/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=9001152061783787939' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/9001152061783787939'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/9001152061783787939'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/10/mariusz-szczygie-zrob-sobie-raj.html' title='Mariusz Szczygieł - &quot;Zrób sobie raj&quot;'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-yqXF3RLJD98/Tqmx4fC40AI/AAAAAAAADq8/tg-Xqo7KrOM/s72-c/Mariusz%2BSzczygie%25C5%2582%2B-%2BZr%25C3%25B3b%2Bsobie%2Braj.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-4285162486538624889</id><published>2011-10-17T22:47:00.008+02:00</published><updated>2011-10-17T23:32:58.813+02:00</updated><title type='text'>piękna nasza Polska cała...</title><content type='html'>Czyli o nielicznych korzyściach z posiadania w telefonie komórkowym namiastki aparatu fotograficznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-xoj86G22MtA/TpyVX5zfhuI/AAAAAAAADoI/4ViQgAaUCQA/s1600/3.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 269px; height: 203px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-xoj86G22MtA/TpyVX5zfhuI/AAAAAAAADoI/4ViQgAaUCQA/s320/3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664566669211567842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Filharmonia ostoją kultury wysokiej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-XQlgyo9o-6M/TpyVYKT5e3I/AAAAAAAADoc/cQ-YsglcBDQ/s1600/1.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 270px; height: 180px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-XQlgyo9o-6M/TpyVYKT5e3I/AAAAAAAADoc/cQ-YsglcBDQ/s320/1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664566673642453874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pochyłe drzewo kozy skaczą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-ecbzsk9sv88/TpyVYDkCcZI/AAAAAAAADoQ/mCJmVhLRmJc/s1600/2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ecbzsk9sv88/TpyVYDkCcZI/AAAAAAAADoQ/mCJmVhLRmJc/s320/2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664566671831101842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;Jakby to zaśpiewali "Faceci w Robocie": &lt;span style="font-style: italic;"&gt;I come from a land down under&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-zJ4CsfZPPq8/TpyVY23GzSI/AAAAAAAADo4/arHcjYdnJNM/s1600/nokia%2B2011%2B%25289%2529.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 270px; height: 248px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-zJ4CsfZPPq8/TpyVY23GzSI/AAAAAAAADo4/arHcjYdnJNM/s320/nokia%2B2011%2B%25289%2529.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664566685601287458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie kursuje w piątek po Ciele". Ciekawe po czyim...?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-vu2GVWhdbJM/TpyWCPoiLpI/AAAAAAAADpo/ABE7_OW0wXQ/s1600/%252828%2529.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 265px; height: 212px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-vu2GVWhdbJM/TpyWCPoiLpI/AAAAAAAADpo/ABE7_OW0wXQ/s320/%252828%2529.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664567396625690258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ależ oczywiścię&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-HxSBPSkc2ng/TpyWBgTUrVI/AAAAAAAADpc/fe-U60YNcDE/s1600/%252827%2529.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 267px; height: 189px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-HxSBPSkc2ng/TpyWBgTUrVI/AAAAAAAADpc/fe-U60YNcDE/s320/%252827%2529.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664567383920258386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Posiłkowano się "Słownikiem Nowej Ortografii" pod redakcją Bronisława Bul-Komorowskiego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-XYN95Z5zbr0/TpyWBfc0PcI/AAAAAAAADpM/EKOGEco3h7w/s1600/%252819%2529.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 270px; height: 216px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-XYN95Z5zbr0/TpyWBfc0PcI/AAAAAAAADpM/EKOGEco3h7w/s320/%252819%2529.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664567383691640258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znak czasu: dla czarownic retro są sabaty, dla nowoczesnych wiccan są wiccendy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-OTAaiQ8k_0Q/TpyWBam3aBI/AAAAAAAADpE/CCqJWLvRDZ4/s1600/%252817%2529.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 275px; height: 192px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-OTAaiQ8k_0Q/TpyWBam3aBI/AAAAAAAADpE/CCqJWLvRDZ4/s320/%252817%2529.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664567382391613458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wątpię, żeby ktoś zwrócił ptaszka dobrowolnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-DWdSMrzRDK0/TpyXDiQZwgI/AAAAAAAADqo/c5Sbp68Zhhk/s1600/Zdj%25C4%2599cie015.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-DWdSMrzRDK0/TpyXDiQZwgI/AAAAAAAADqo/c5Sbp68Zhhk/s320/Zdj%25C4%2599cie015.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664568518316245506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko dla orłów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-u-t77lheLuI/TpyXDMmwzgI/AAAAAAAADqY/Uqvh5tDMgVQ/s1600/Zdj%25C4%2599cie000.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 270px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-u-t77lheLuI/TpyXDMmwzgI/AAAAAAAADqY/Uqvh5tDMgVQ/s320/Zdj%25C4%2599cie000.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664568512504450562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko w stanie idealnym. Sprzedawca zaręcza siłom i godnościom osobistom&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-cprsnKjI2K4/TpyXDIPlHBI/AAAAAAAADqM/d5HACo9gIe4/s1600/DSC04716.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 267px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-cprsnKjI2K4/TpyXDIPlHBI/AAAAAAAADqM/d5HACo9gIe4/s320/DSC04716.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664568511333473298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjeżdżają, załatwiają...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-z-kDQsL9v1U/TpyWCfB7DFI/AAAAAAAADp0/xYPIt9rKxnU/s1600/DSC01705.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 267px; height: 201px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-z-kDQsL9v1U/TpyWCfB7DFI/AAAAAAAADp0/xYPIt9rKxnU/s320/DSC01705.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664567400758709330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;A karczmę "Rzym" diabli wzięli...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-8MqlDmFM14g/TpyXAimUfCI/AAAAAAAADqA/XMERcdmd1LQ/s1600/DSC01803.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 263px; height: 338px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-8MqlDmFM14g/TpyXAimUfCI/AAAAAAAADqA/XMERcdmd1LQ/s320/DSC01803.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664568466868567074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Eden" - tam życzenie klienta jest rozkazem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wYAJQjXjqFs/TpyXEHElk2I/AAAAAAAADqw/tdtmej44SCw/s1600/Zdj%25C4%2599cie037.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 270px; height: 383px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-wYAJQjXjqFs/TpyXEHElk2I/AAAAAAAADqw/tdtmej44SCw/s320/Zdj%25C4%2599cie037.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664568528198800226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami dobre chęci to jednak za mało&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;17. października 2011, 22:45 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Wszelkie prawa do wszystkich zamieszczonych fotografii pozostają w moim niezbywalnym posiadaniu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-4285162486538624889?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/4285162486538624889/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=4285162486538624889' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4285162486538624889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4285162486538624889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/10/piekna-nasza-polska-caa.html' title='piękna nasza Polska cała...'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-xoj86G22MtA/TpyVX5zfhuI/AAAAAAAADoI/4ViQgAaUCQA/s72-c/3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-399856692229764602</id><published>2011-10-13T16:00:00.002+02:00</published><updated>2011-10-13T17:35:29.868+02:00</updated><title type='text'>lisie konszachty</title><content type='html'>Pewnych zjawisk chyba nigdy nie zrozumiem. Nowy tygodnik opinii "Wręcz Przeciwnie", którego ukazały się dotąd trzy numery, przeżywa podobno ogromne problemy (w tym finansowe) i czwarty numer prawdopodobnie się w kioskach już nie pojawi. Dla niezorientowanych - "Wręcz Przeciwnie" powstał na truchle dawnego "Wprost". Po zmianie naczelnego, grupa dziennikarzy "Wprost" odeszła i stworzyła właśnie to pismo, które pierwotnie miało się zresztą nazywać "Wprost Przeciwnie". Na marginesie, "Wprost" nadal żyje, a właściwie jest sztucznie utrzymywany przy życiu przez Tomasza Lisa, ale to egzystencja przypominająca raczej lovecraftowego Reanimatora (jak można poważnie traktować pismo, w którym felietony płodzą Skiba, Hołdys, Marcin Meller czy Magda Gessler...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krótko po debiucie "Wręcz..." czytałem gdzieś, że pismo świetnie się sprzedaje. Nawet pozytywnie się zaskoczyłem, chociaż nie powinienem. Naprawdę fajny, nowoczesny layout, kapitalne teksty o gospodarce, spory dział o kulturze, trochę nauki i mało tego, czego w tygodnikach opinii nie lubię, czyli historii. Interesujący zestaw felietonistów (m.in. Gwiazdowski, Korwin-Mikke i wyciągnięty z zaświatów Tadeusz Drozda), a do tego dobry papier, mało reklam, wszystko przejrzyście, w przeciwieństwie do przyciężkiego "Najwyższego Czasu". Pomyślałem, że nareszcie jest na rynku porządne, prawdziwie prawicowe pismo, z libertariańskim spojrzeniem na ekonomię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-GmPrFfKXrOA/TpbmrzS2JBI/AAAAAAAADnw/LHC9-HCy0BM/s1600/wrecz1-2000-446.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 246px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-GmPrFfKXrOA/TpbmrzS2JBI/AAAAAAAADnw/LHC9-HCy0BM/s320/wrecz1-2000-446.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5662967221642994706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem było już tylko gorzej. Powyższa okładka - z niewiadomych dla mnie powodów - wzbudziła ostre kontrowersje (dziwne, bo gdy "Newsweek" pokazał na pierwszej stronie roznegliżowanego, ukrzyżowanego Palikota, to protestował chyba tylko Szymon Hołownia). A nawet stała się powodem zerwania współpracy z "Wręcz..." przez red. Tomasza Terlikowskiego. Co akurat było pozytywną okolicznością, bo to jest człowiek nieobliczalny. Wygląda jednak na to, że radykalny publicysta wykazał się szczurzym instynktem i w porę uciekł z tonącego okrętu. Być może ten okręt został zresztą trafiony jakąś podwodną torpedą zanim doszło do abordażu, ale dowodów nie mam. Oczywiste jest jednak, że nie wszystkim w tym kraju taki Latający Holender był na rękę. No trudno, przynajmniej zaoszczędzę 4 złote tygodniowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast nie mogę pojąć, dlaczego całkiem profesjonalnie - jak na debiut i chałupnicze warunki produkcji - zrobione pismo wyzionęło ducha, podczas gdy inny niedawny debiutant - "Uważam Rze" - jest na drugim miejscu w rankingu sprzedaży tygodników. To jest absolutny fenomen. Lekko połowa tekstów to przedruki z PlusaMinusa "Rzeczpospolitej", linia ideologiczna jest ciężka jak słoń w samolocie, niektórzy autorzy sprawiają wrażenie nawiedzonych przez nieczyste siły, a szata graficzna każe podejrzewać, że odpowiedni specjalista pracuje tam jedynie na umowę-zlecenie. Ale przez pół roku istnienia wyprzedzili w ilości sprzedanych egzemplarzy takie tuzy jak "Newsweek Polska" czy "Polityka". Dla mnie jest to nieodgadniona zagadka dziejów. I nie obroniłaby się nawet teza, że "Uważam..." odpowiada na ideologiczne potrzeby większości społeczeństwa, bo gdyby tak było, to niedawne wybory wygrałoby Prawo i Sprawiedliwość i to bez konieczności szukania koalicjantów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A'propos wyborów. W niedzielę, gdy jeszcze obowiązywała cisza wyborcza, na Fejsbuku i Ćwierkaczu mimo to pojawiały się przecieki z sondażowni, zaszyfrowane tak, że nie powstydziłby się tego sam Mossad. Najbardziej spodobał mi się tajny kod w postaci restauracyjnego menu. Pisano w stylu: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Podaję ceny w restauracji na godz. 18.00: Pory - 32 zł., Kaczka na kwaśno - 26 zł., Buraczki - 9 zł., Chłopskie jadło - 8,50 zł., Kocia karma - 7 zł."&lt;/span&gt; A gdy ktoś miał inne preferencje kulinarne i podał cenę marchewki, zaraz zgromiła go słynna Kataryna: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Panie, pan się kodu nie trzymasz i się ludziom miesza"&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt jednak nie wpadł na to, że można było zaszyfrować przecieki w formie nakładu realnie istniejących tygodników. PO to byłby "Wprost", PiS - "Uważam Rze", SLD - "Polityka", Palikot - "Przekrój", PJN - "Newsweek", KNP - "Wręcz Przeciwnie", PPP - "NIE!", a PSL... hmm, zostaje chyba tylko "Tygodnik Rolniczy"... Z tym, że przełożenie wyników wyborów w takiej formie na rzeczywistość zatrzęsłoby rynkiem prasy w naszym kraju. Bo owszem, lisy trzymają się mocno (naczelni "Wprost" i "Uważam Rze" to - odpowiednio - Lis i Lisicki), w "Przekroju" też mogą otwierać szampany, ale "Newsweek" i "Polityka" powinny zwijać interes. Wydaje się zatem, że o wyniku wyborów zadecydował inny czynnik. Elektorat, który ma w dupie partyjne programy, ideologie, podziały na prawice i lewice, i głosuje jak mu krew gorąca podpowiada. I jest ktoś taki na rynku prasowym. Szara eminencja na kioskowych regałach i niedościgniony lider w rankingu sprzedaży tygodników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-bbfKC5IqwE8/Tpb0DFQ-uAI/AAAAAAAADn8/CBp7lk5NMKQ/s1600/angora_cover.xhtml.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 302px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-bbfKC5IqwE8/Tpb0DFQ-uAI/AAAAAAAADn8/CBp7lk5NMKQ/s320/angora_cover.xhtml.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5662981915255158786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;13. października 2011, 16:00 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-399856692229764602?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/399856692229764602/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=399856692229764602' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/399856692229764602'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/399856692229764602'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/10/lisie-konszachty.html' title='lisie konszachty'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-GmPrFfKXrOA/TpbmrzS2JBI/AAAAAAAADnw/LHC9-HCy0BM/s72-c/wrecz1-2000-446.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-3972879980304471540</id><published>2011-10-10T12:13:00.003+02:00</published><updated>2011-10-10T22:56:03.138+02:00</updated><title type='text'>face-Bóg</title><content type='html'>Po wczorajszym głosowaniu jeszcze długo nie będę mógł spojrzeć w lustro. Pierwszy raz odkąd uczestniczę w wyborach, zagłosowałem wbrew swoim poglądom i libertariańskim ideałom. Co więcej, zagłosowałem na Ruch Palikota. Na lewicę! Ja! Jeszcze kilka tygodni temu prędzej spodziewałbym się, że żołnierz hełm założy na lewą stronę, a na placu Defilad w Warszawie wylądują kosmici. A teraz wydaje mi się, że nawet nie najgorzej zrobiłem. Z tych wszystkich partii, które dopchały się do Parlamentu, Ruch Palikota będzie chyba najbardziej liberalny gospodarczo i proponuje najwięcej konkretów na odchudzenie administracji i odbiurokratyzowanie państwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tym, że mało kogo to interesuje. Współcześnie ogromna większość wyborców głosuje nie na programy, poglądy, tylko na TWARZE. Wybory parlamentarne nie są już poparciem którejkolwiek spośród propozycji kształtu państwa: idei lewicowych, prawicowych, interwencjonizmu państwowego, liberalizmu gospodarczego, bezpieczeństwa socjalnego etc. Są głosowaniem na TWARZE. Stały się czymś pomiędzy konkursem Miss Universum a sms-owym głosowaniem w telewizyjnym show. Polityka to współcześnie nie idee, to osoby. Kaczyński, Tusk, Palikot, Pawlak, Kalisz i tak dalej. A co oni mówią, jaki mają pomysł na Polskę - to nie ma znaczenia. Głosuje się na mniejsze zło, komuś na złość, aby nie wygrał X, aby nie przeszedł Y, aby osłabić Z, aby P nie wszedł w koalicję z D...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tygodnik "NIE" zrobił niedawno analizę, z której wynikało, że nawet "twardy" elektorat poszczególnych ugrupowań kompletnie nie zgadza się z ideowymi założeniami partii, którą popiera. Nie zgadza się nieświadomie oczywiście, bo te założenia niewiele go obchodzą, więc nie zadaje sobie trudu, aby je poznać. I tak na przykład: popierający PiS byli proeuropejscy, a miłośnicy PO (partii podobno liberalnej gospodarczo) opowiadali się za wydatnym interwencjonizmem państwa w gospodarkę. Jeśli cokolwiek interesuje większość wyborców w partyjnej ideologii, to ewentualnie stosunek do Kościoła, do gejów, do legalizacji marihuany, ewentualnie do "komuny". Dlatego przed wyborami partie nie zawracają już sobie głowy opracowywaniem jakiegokolwiek programu - w tej kampanii PiS nie miało go w ogóle (to, co zaprezentowali jako "program", to był stek sloganów), a PO coś tam na szybko skleciła. Dlatego biorą na listy wyborcze "celebrytów": aktorów, sportowców, ludzi o znanych nazwiskach. I nikogo nie obchodzi, o czym oni się wypowiadają. Wyborcy i tak zagłosują na TWARZ. Dlatego te TWARZE nie mówią nic istotnego, tylko faszerują elektorat frazesami w stylu: "będzie  lepiej", "utworzymy nowe miejsca pracy", "załatwimy pieniądze z Unii". A gdzie konkrety? Skąd wziąć pieniądze na to, czy na tamto? Jaki cel ma likwidacja tego, czy utworzenie tego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uprzedzając salwę z patriotycznej armaty - to nie jest wyłącznie polska przypadłość. Tak jest współcześnie na całym świecie. Czy ktoś pamięta jaki program miał Barack Obama? A po co, przecież głosowano na niego głównie dlatego, że jest czarny, a czegoś takiego jeszcze nie było. Ale program? A, miał program - "Yes, we can!". Fantastyczny. A jaki szczegółowy. (koniec ironii). I jeszcze obiecywał wycofanie wojsk amerykańskich z Iraku. Jak wiadomo - siedzą tam do dziś...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego w ogóle się na ten temat produkuję? A dlatego, że mamy trudne czasy, idą - być może - jeszcze trudniejsze. Będziecie narzekać na brak pracy, wysokie ceny, kryzys. Ale TWARZE Wam wtedy nie pomogą, pani aktorka z "Plebanii" nic nie poradzi, Pierwszy Strażak Rzeczpospolitej nie ugasi pożaru. Aby rozwiązać te problemy trzeba bowiem mieć program. A oni go nie mają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;10. października 2011, 12:11 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-3972879980304471540?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/3972879980304471540/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=3972879980304471540' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3972879980304471540'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3972879980304471540'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/10/face-bog.html' title='face-Bóg'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-4627459747740671964</id><published>2011-10-07T23:07:00.005+02:00</published><updated>2011-10-07T23:59:38.824+02:00</updated><title type='text'>bulterier Platona</title><content type='html'>W ostatnim przedwyborczym spocie telewizyjnym Platforma Obywatelska straszy naród kilkoma charakterystycznymi urywkami filmowymi, opatrując je komentarzem "Oni pójdą na wybory - a Ty?". Poczuwając się do odpowiedzi, stwierdziłem, że ja owszem, pójdę, ale nie postąpię zgodnie z intencjami autorów klipu, gdyż na PO nie zagłosuję za chińskiego papieża. Jednak nie w tym rzecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Największym zagrożeniem dla Polski nie są bowiem P.T. "kibole", "mohery" czy "obrońcy krzyża". Największym zagrożeniem dla Polski są sami wyborcy. Niezależnie od preferowanej opcji partyjnej. Od lat doprowadzam do ściany twierdzenie Platona, jakoby demokracja była zdegenerowaną formą ustroju politycznego. Zapożyczam bez pisemnego pozwolenia przykład Janusza Korwin-Mikke o samolocie (na pokładzie samolotu ważkie decyzje podejmuje wyszkolona załoga, a nie ogół pasażerów większością głosów). Że co? To nie to samo? Oczywiście, że nie to samo. Państwo jest czymś o wiele ważniejszym, bo dotyczy milionów obywateli, a nie tylko kilkudziesięciu pasażerów statku powietrznego. A tak beztrosko powierzamy stery państwa w ręce milionów kompletnie nieodpowiedzialnych "pasażerów" tego państwa, zamiast w ręce ludzi, którzy się na tym znają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja sam, chociaż pasjonuję się polityką, jestem jakoś tam wykształcony i tak dalej, nie czuję się w pełni kompetentny, aby podejmować (w dowolny sposób, a więc przy urnie również) decyzje o losach państwa. Dla mnie to ogromna odpowiedzialność. Dlatego staram się być na bieżąco z tak zwanym życiem publicznym, doczytywać coś, czego nie wiem, sprawdzać coś, czego nie do końca rozumiem. Ale przecież głosują nie tylko tacy jak ja. Znacznie więcej jest tych, którzy o polityce, prawie, historii czy ekonomii nie mają nawet cienia bladego pojęcia. Którzy mylą Sejm z Rządem, którzy twierdzą, że Polska graniczy z Austrią, którzy nie wiedzą, dlaczego - skoro jest bieda - państwo nie może po prostu wydrukować więcej pieniędzy i rozdać ludziom. Których jedyną formą intelektualnej aktywności jest udzielenie odpowiedzi na pytanie audiotele ("Rycerz japoński to: a/Pigmej, b/Mintaj, c/Samuraj?), czytelnictwo ogranicza się do instrukcji obsługi odkurzacza, a racjonalne podejmowanie decyzji do rozstrzygnięcia dylematu, gdzie się dzisiaj "naje**ć" (na dyskotece, czy na "domówce").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Naprawdę Wam to nie przeszkadza, że miliony takich ludzi decydują o losach państwa, w którym żyjecie?&lt;/span&gt; Tak, wiem, to nie jest "realna" władza, tylko "wybieranie swoich przedstawicieli do struktur ustawodawczych", ale na jakiej podstawie większość populacji tych swoich przedstawicieli wybiera? Na podstawie przeanalizowania programów kandydatów, czy na podstawie tego, kto więcej naobiecuje, kto ma najładniejszą żonę, skoczną piosenkę, albo najbardziej zapadający w pamięć klip wyborczy (pani, która robi striptease vs. pani, która ściga się z krasnoludkami)?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widocznie Wam nie przeszkadza, skoro ilekroć napomknę w dowolnej formie, że demokracja jako taka jest do dupy, to otrzymuję kontrę (zawsze niemal identycznej treści): "A co, wolałbyś żyć w dyktaturze?". Po czym następuje klasyczne rozwadnianie sprawy, że owszem, demokracja swoje wady ma, ale nic lepszego nie wynaleziono, kwa, kwa, kwa... Przejawem owej intelektualnej mierności jest fakt, że w społeczeństwie pokutuje przeświadczenie, iż musimy się z tą demokracją męczyć do siódmej nieskończoności, bo jedyną dla niej alternatywą jest tyrania. Dwa systemy polityczne tylko wynaleziono! Demokracja albo upiorny totalitaryzm. Pomiędzy nimi nic nie ma! No, paszport się w kieszeni otwiera...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, nie ma mowy o społeczeństwie w pełni obywatelskim, złożonym niemal w całości ze świadomych, wykształconych jednostek, jednakowo zatroskanych o los państwa. Demokracja jednak uszczęśliwia ludzi na siłę, daje im do ręki zbyt dużą władzę, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;przekonuje, że są wystarczająco kompetentni, by podejmować decyzje o tak ważnych sprawach&lt;/span&gt;. A to jest jak wręczenie drogocennej zabawki nawet nie małpie, ale jakiemuś organizmowi, który w ogóle nie wykształcił kory mózgowej. I dlatego potem ta demokracja u nas wygląda tak, jak za oknami. Głosuje się albo komuś na złość, albo na mniejsze zło. Nawołuje się do udziału w wyborach takimi hasłami, że tylko strzelać. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Jedynie ten kto głosuje, ma potem prawo narzekać"&lt;/span&gt; - to jest cudne, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;zawiera w sobie niemal pewność, że będzie na co narzekać&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Głosujcie, żeby mieć wpływ" - &lt;/span&gt;błagam, ja bym wiele oddał, żeby niektórzy ludzie nie mieli wpływu nawet na losy swojego psa, a co dopiero na kształt całego państwa. Zresztą, piszę o tym niemal od początku istnienia tego bloga, a wciąż jest to ów słynny głos wołającego na tak zwanej puszczy....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem - tak! - wrogiem demokracji. Jednak już ją mamy i wygląda na to, że tak prędko się jej nie pozbędziemy. Dlatego od dziewięciu lat chodzę na wszystkie wybory (poza tymi do PE, ponieważ personalnie nie uznaję tego tworu, jakim jest Unia Europejska), nawet, gdy nie ma na kogo głosować (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;vide&lt;/span&gt; II tura ubiegłorocznych prezydenckich - wtedy wrzucam głos nieważny). Was też do tego namawiam. Nawet jeśli faktycznie nie ma na kogo głosować. Upraszczając regułę Pareto, jedynie ok. 20% populacji to ludzie "mądrzy" (cokolwiek to znaczy), a pozostałe 80%... no, na pewno nie powinno chodzić na wybory. Idźcie zatem zagłosować nie dlatego, żeby udowodnić swoją przynależność do tej pierwszej kategorii (ostatecznie, skoro doczytaliście do tego miejsca, to z dużym prawdopodobieństwem się do niej zaliczacie), ale dlatego, że ta druga i tak zagłosować pójdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;7. października 2011, 23:05 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-4627459747740671964?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/4627459747740671964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=4627459747740671964' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4627459747740671964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4627459747740671964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/10/bulterier-platona.html' title='bulterier Platona'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-2271672524575047960</id><published>2011-10-04T22:34:00.006+02:00</published><updated>2011-10-04T23:45:13.126+02:00</updated><title type='text'>transportowe marzenia</title><content type='html'>Bodaj największy szok związany z komunikacją publiczną przeżyłem 1.lutego bieżącego roku, gdy podróżowałem pociągiem do Ostrzeszowa. Na dworcu w Kluczborku oczekiwałem na pociąg InterREGIO relacji Kraków Pł. - Świnoujście i nauczony doświadczeniem spodziewałem się, że na peron wtoczy się popularna "ezetka" EN57, jaką każdy pasażer polskich kolei zna aż zanadto dobrze. Tymczasem przyjechało coś, co bardziej przypominało tabor cygański. Pociąg składał się bowiem chyba ze wszystkich rodzajów wagonów pasażerskich, jakie można spotkać na naszych torach, a każdy wagon był inny. Był tam więc wagon bezprzedziałowy (ale ten starego typu, ze skrzydłowymi drzwiami), był wagon piętrowy, była przedziałowa zielona "dwójka" i była wreszcie czerwona "jedynka", ale zdegradowana na "dwójkę", bo InterREGIO nie prowadzą pierwszej klasy. A ciągnął to wszystko elektrowóz towarowy! Widok był tak groteskowy, że chciałem zrobić zdjęcie, ale skład był opóźniony i nie było czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast jeśli chodzi o transportowe marzenia, to mam ich trochę. Podróż pierwszą klasą EIC czy przejażdżka trolejbusem (gdzie one jeszcze w Polsce są?) ze zrozumiałych względów należą do zamierzeń mglistych. Ale czasami warto mieć takie marzenia. Jedno z nich spełniło się bowiem w miniony piątek. Przejechałem się &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;wagonem piętrowym&lt;/span&gt;. I to nie byle jakim, bo tą słynną "Bipą". Tych wagonów było mnóstwo za socjalizmu, wszystkie w identycznym oliwkowym kolorze (choć w praktyce to i tak był czarny), z siedzeniami twardymi jak chleb z "Biedronki" i z drzwiami, których nie byłby w stanie otworzyć sam Herkules.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Er4VdIRh1fU/Tot0IuzKcoI/AAAAAAAADnY/gcCmAXigzgM/s1600/Bipa.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Er4VdIRh1fU/Tot0IuzKcoI/AAAAAAAADnY/gcCmAXigzgM/s320/Bipa.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659745050071560834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już kiedyś czymś takim podróżowałem, ale to było tak dawno temu, że niewiele z tego pamiętam. Prezydentem Polski był wówczas Lech Wałęsa, płaca minimalna wynosiła jakieś 3 miliony złotych, komputer osobisty miało najwyżej kilka osób na osiedlu i nikt nie słyszał o czymś takim jak Windows, a Lech Kaczyński nosił wąsy. Nic dziwnego zatem, że straciłem już nadzieję, że jeszcze kiedyś taki wagon w ogóle zobaczę na żywo. Sądziłem, że wszystkie zezłomowano, a jak coś się jeszcze ostało, to zmodernizowano i przemalowano na te niebiesko-żółte barwy Przewozów Regionalnych, podobnie jak następną generację "piętrówek" (przez kolejarzy zwaną pieszczotliwie "bohunami"). A tu niespodzianka - na dworzec w Krzyżu wtoczył się jeden zestaw ("Bipy" nie były samodzielnymi wagonami, musiały być łączone w zestawy, jak na zdjęciu powyżej), w oryginalnym, czarnym kolorze! W środku też nic się nie zmieniło - wszystko wyglądało niemal dokładnie tak, jak 16 lat temu, gdy jechałem nim po raz ostatni. I niespodzianka nr 2 - skład ciągnął &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;spalinowóz SP32&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-nZvTGSnFzTM/Tot3e84xiGI/AAAAAAAADng/hdI4slEUDKI/s1600/sp32_bhp_2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 212px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-nZvTGSnFzTM/Tot3e84xiGI/AAAAAAAADng/hdI4slEUDKI/s320/sp32_bhp_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659748730345195618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękny jest, prawda? W Polsce zostało już ich tak niewiele, że wybierając na chybił trafił jakiekolwiek połączenie kolejowe na terenie całego kraju, prawdopodobieństwo, że spotka się właśnie tą lokomotywę jest pewnie mniejsze niż prawdopodobieństwo wygrania siedmiocyfrowej sumy w LOTTO. I niestety, znowu nie udało się zrobić zdjęcia. Tym razem z najbardziej prozaicznej przyczyny - nie miałem przy sobie aparatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro zatem możliwe są takie cuda, nie tracę tym samym nadziei, że uda mi się jeszcze spełnić marzenie nr 1 na mojej transportowej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bucket list&lt;/span&gt;. A jest nim przegubowy autobus &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ikarus-Zemun IK-160P.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/--lQ1t06RDgU/Tot5FcCGfXI/AAAAAAAADno/kne6NgCG7Ig/s1600/70502%257E1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/--lQ1t06RDgU/Tot5FcCGfXI/AAAAAAAADno/kne6NgCG7Ig/s320/70502%257E1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659750491052473714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie uwierzycie, jaki to był dziwoląg! Mimo, że w nazwie występuje "Ikarus", to nie miał on nic wspólnego ze słynną węgierską fabryką autobusów. Montowano go... w Polsce, na licencji jugosłowiańskiej. Silnik chodził głośniej niż trąby jerychońskie, podłoga była tak wysoko, że trzeba się było wspinać jak na Giewont, a siedzenia miał przełożone z najsłynniejszego polskiego Jelcza, czyli PR-ki 110. I przede wszystkim "genialny" układ drzwi 2-2-0-2. Nie mam pojęcia - to pytanie do znawców i MKM-ów - czy jeszcze w jakimkolwiek innym "przegubie" zastosowano takie rozwiązanie. W każdym razie z tego właśnie powodu - mimo, że był to model projektowany z przeznaczeniem dla komunikacji miejskiej - trafiał głównie do PKS-ów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale miał ten autobus niesamowity klimat. Uwielbiam go. Z dzieciństwa mgliście pamiętam, jak kursował w barwach opolskiego PKS m.in. na trasie Opole - Krapkowice przez Rogów Opolski. PKS Kędzierzyn-Koźle również miał ten model na wyposażeniu. Potem zaczęły dość szybko znikać. Ostatnie egzemplarze widziałem na własne oczy dobrych kilka lat temu w barwach PPKS Ostrów Wielkopolski, na dworcach w Kępnie i Ostrzeszowie, ale podobno już też się ich stamtąd pozbyto. Strony miłośników komunikacji co jakiś czas aktualizują swoje zestawienia, wykreślając ten model ze stanu posiadania kolejnych przewoźników. Wygląda na to, że nie ma go już dziś w żadnym PKS-ie w Polsce, a jakieś niedobitki ostały się tylko w prywatnych rękach i w jakichś zakładach pracy. A może jednak można go gdzieś jeszcze "dorwać"? Może ktoś z Was widział go w swoim mieście? Jeśli przypadkiem trafił tu ktoś, kto posiada jakikolwiek trop, proszę o cynk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;4. października 2011, 22:32 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-2271672524575047960?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/2271672524575047960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=2271672524575047960' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2271672524575047960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2271672524575047960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/10/transportowe-marzenia.html' title='transportowe marzenia'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Er4VdIRh1fU/Tot0IuzKcoI/AAAAAAAADnY/gcCmAXigzgM/s72-c/Bipa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-4811051585313098265</id><published>2011-09-28T18:59:00.003+02:00</published><updated>2011-09-28T19:12:54.833+02:00</updated><title type='text'>nic nikomu</title><content type='html'>W jednym z najnowszych spotów wyborczych Platformy Obywatelskiej, posłanka Joanna Mucha przekonuje: "Pomożemy młodym, tworząc nowe miejsca pracy". Jeśli ktoś jeszcze miał jakiekolwiek wątpliwości co do lewicowości PO, to po tej wypowiedzi powinien już ich się wyzbyć. I absolutnie nie marnować głosu na tych socjalistów w przyszłą niedzielę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praktycznie każdy polityk (z chlubnym wyjątkiem Korwina-Mikke i przedstawicieli środowisk prawdziwie prawicowych; z PiS jest taka prawica jak z koziej trąby walec drogowy) obiecuje przed wyborami TWORZENIE NOWYCH MIEJSC PRACY. Gdy jednak włączyć trochę myślenia, natychmiast dojdziemy do wniosku, że hasło to jest brednią niebywałą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polakach tkwi wciąż nostalgia za szczęśliwie minionym ustrojem, w którym "państwo dbało, aby wszyscy mieli pracę". I owszem, każdy młody człowiek wchodzący wówczas na rynek pracy miał stuprocentową pewność, że zatrudnienie dostanie. Ile jednak w tym celu państwo stworzyło niepotrzebnych stanowisk pracy (jak ta przysłowiowa pani-urzędniczka, do której obowiązków należało jedynie przewracanie kartek w kalendarzu albo parzenie kawy)? A pensje dla nich nie spadały z księżyca, ale były finansowane z podatków. Dlaczego zatem nikt nie krzyczał, że to marnowanie publicznych pieniędzy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rewolucja technologiczna i informatyczna sprawia, że rynek pracy dynamicznie się zmienia. Wiele czynności, które kiedyś wykonywali ludzie, dziś wykonują maszyny, automaty i przede wszystkim komputery. Dlatego struktura zatrudnienia musi ewoluować, ludzie powinni "migrować" w te dziedziny aktywności, w których nie potrafią człowieka zastępować komputery - w tworzenie wiedzy, innowacyjność, w sektor usług etc. Populistyczny postulat "tworzenia nowych miejsc pracy" tkwi jednak w poprzedniej epoce. I trafia do ludzi, którzy oczekują, że obiecująca to partia otworzy na powrót gigantyczne socjalistyczne kombinaty, że zmartwychwstaną przemysłowe molochy, w których przy produkcji nie będą pracować samodzielne automaty, a przy każdej maszynie zatrudnieni będą ludzie. I dzięki temu wszyscy będą mieć pracę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No bo w jaki inny sposób państwo miałoby "tworzyć nowe miejsca pracy"? Przywrócić instytucję "pani od przewracania kartek w kalendarzu"? Przykładać prywatnym przedsiębiorcom flintę do głowy i nakazywać im zwiększyć zatrudnienie o 200% ? Powiększać armię urzędników (no, to akurat państwo robi...) ? Tworzenie przez państwo miejsc pracy jest fikcją, sloganem, socjalistycznym reliktem. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jedyne, co państwo powinno zrobić dla rynku pracy, to się od niego całkowicie odczepić.&lt;/span&gt; Dlaczego bowiem "prywaciarzom" nie opłaca się zatrudniać nowych pracowników? Ano dlatego, że od każdego zatrudnionego muszą płacić multum składek, ubezpieczenia społeczne, wypełniać stosy papierów, formalności... Oczywiste zatem jest, że taniej męczyć się w jak najmniejszym składzie osobowym, albo zatrudnić Ukraińca czy Wietnamczyka "na czarno" i obydwie strony będą zadowolone. A wielkim przedsiębiorcom bardziej opłaca się przenieść produkcję do Chin, a siedzibę na Kajmany, bo w Rzeczpospolitej Obojga Kaczorów im większy dochód uzyska, tym większy mu podatek przyłożą. W myśl socjalistycznej zasady sprawiedliwości społecznej, która głosi, że bogaty ma się tym, co uczciwie zarobił, podzielić z biednym tylko dlatego, że ma więcej niż ten biedny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego państwo w ramach "tworzenia miejsc pracy" powinno jedynie: zlikwidować podatki dochodowe (PIT i CIT), zlikwidować przymusowe składki emerytalne i przymus jakichkolwiek ubezpieczeń, oraz - już przy okazji - sprywatyzować służbę zdrowia. I w ten sposób pozwolić działać wolnemu rynkowi. Jak prywatnym przedsiębiorcom państwo nie będzie kazało wypełniać stosów formularzy i płacić tysięcy składek od każdego pracownika, to &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;zaczną zatrudniać na potęgę i nikt ich nie będzie musiał do tego zachęcać&lt;/span&gt;. Dlaczego? Bo im się to będzie OPŁACAĆ.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego gdy któraś partia stanie do wyborów z hasłem: "nie będziemy wam niczego dawać, a już zwłaszcza nie będziemy tworzyć nowych miejsc pracy", to ja pobiegnę na nią zagłosować ze śpiewem na ustach (Nowa Prawica ma podobne postulaty, ale nie startują w moim okręgu...). Oraz z nadzieją, że pójdzie za ciosem i sprawi, że państwo odczepi się nie tylko od rynku pracy, ale też od edukacji, wspomnianej służby zdrowia, pomocy społecznej, polityki prorodzinnej, związków partnerskich, "wyrównywania szans" i tak dalej. I zajmie się tym (owo państwo), czym powinno, czyli gwarantowaniem nienaruszalności fundamentalnych praw jednostki - wolności, własności i sprawiedliwości. I niczym więcej. No, w ostateczności jeszcze niech buduje drogi publiczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wiecie, gdzie w Europie najwięcej ludzi w młodym wieku (absolwentów szkół i uczelni) ma pracę? W Szwajcarii. Gdzie nie ma tej "wspaniałej" Unii Europejskiej, nie ma waluty euro, nie ma nawet Ministerstwa Edukacji (!), a o tym gdzie, czego i jak długo uczą się dzieci i młodzież nie decyduje państwo, ale rodzice danego osobnika. Amen.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;28. września 2011, 18:57 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-4811051585313098265?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/4811051585313098265/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=4811051585313098265' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4811051585313098265'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4811051585313098265'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/09/nic-nikomu.html' title='nic nikomu'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-416202268304024298</id><published>2011-09-22T22:26:00.003+02:00</published><updated>2011-09-22T23:42:34.396+02:00</updated><title type='text'>oj dana dana, nie ma szatana</title><content type='html'>Znajomy zalinkował na Fejsbuku coś &lt;a href="http://www.forumczestochowa.pl/printview.php?t=1630&amp;amp;start=0&amp;amp;sid=f812941d596e0fcc3947a894b9de43d2"&gt;takiego&lt;/a&gt;. W sumie nie wiem, co o tym sądzić. Już od najdawniejszych czasów ludzie, którzy za bardzo się nudzili, doszukiwali się w przeróżnych tekstach (zarówno forward, jak i puszczonych od tyłu) ukrytych przesłań samego Szatana. Dlatego skłonny byłbym nawet uwierzyć, że ktoś tą "listę zespołów satanistycznych" ułożył będąc w pełni władz umysłowych i ze stuprocentowym przekonaniem o prawdziwości tego, o czym pisze. No, może poza obecnością w zestawieniu kamandy Trubadurzy. Krzysztof Krawczyk w satanistycznym entourage'u, czczący imię Lucyfera, w czarnych szatach nabijanych ćwiekami znacznie przekracza możliwości mojej wyobraźni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko wskazuje więc na to, że owa próbka twórczości jest po prostu domowej roboty satyrą na wszechobecny w Polsce hype wokół satanizmu. Temat ten wyłazi teraz już niemal z każdej lodówki i każdej mysiej dziury. Z jednej strony Adam Darski (ksywa: "Nergal") i jego adherenci, a naprzeciw ich zbulwersowani adwersarze, podzieleni na rozmaite stronnictwa: radiomaryjno-gazetopolskie, inteligencko-biskupie oraz księdzo-natankowe. Gdyby nie to, że wybory za pasem, media nie mówiłyby o niczym innym. A jakby tak jeszcze zechcieli przejść od słów do czynów i zaczęli się naparzać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I taką zbitką jest też ten podlinkowany fragment z internetowego forum (?). Trochę w stylu "moherowych" krucjat przeciw zepsuciu (niczym przypisywane ojcu Rydzykowi słowa, że "Teletubisie są dziełem Szatana i prowadzą wprost ku zatraceniu"), trochę w duchu retoryki księdza-egzorcysty od żelu na głowie i telekinezji ("szatanizm", "okultycyzm"). Autor (autorzy?) raczej wciąż korzystają z wątpliwych dobrodziejstw przymusu państwowej edukacji, o czym świadczy obfitość błędów ortograficznych. Chociaż to może być celowy zabieg artystyczny, jako kamyczek do ogródka oponentów Adama Darskiego (ksywa: "Nergal"), którzy też czasami plotą jak potłuczeni i wydaje się, że tak naprawdę nie mają pojęcia o czym. Wówczas takie "kwiatki" jak płyn rdzeniowo-kręgowy (nie ma czegoś takiego, a stwierdzenie, że w dodatku odpowiada on za wydzielanie hormonów jest medyczną herezją) czy powoływanie się na "cenionych amerykańskich naukowców J.Bagginsa i M.Burtona" (wątpię w ich istnienie) jest niezłą szyderą ze stylu argumentacji zbulwersowanych obecnością apologety Piekieł w publicznej telewizji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są jednak w tym tekście rzeczy naprawdę kapitalne. Mówię o tych fragmentach, gdzie do jednego worka wrzucono funkcjonujące od wieków w kulturze skojarzenia dotyczące a to Szatana, a to jakiejś mało wyszukanej demonologii, czy wreszcie motywy z najtandetniejszych horrorów. Satanistyczny sąsiad, który tylko "czyha, żeby zwiększyć swoją listę ofiar", zalecenie żeby spalić satanistyczną biblię z dala od miasta (no, ale resztki powinno się chyba głęboko zakopać i zabetonować dla pewności...), a najcudowniejsza jest i tak instrukcja, jak rozpoznać muzykę metalową. Otóż są to te dźwięki, które podczas ich słuchania, przy jednoczesnym odkurzaniu (!), wywołują halucynacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są tam wreszcie niezwykle interesujące implikacje naukowe. Szczególnie zainteresował mnie wątek o tym, że słuchanie satanistycznej muzyki powoduje - w szczególnych warunkach - utratę kontroli nad układem wydalniczym. Ja już dawno temu zaproponowałem niebanalny temat na cały interdyscyplinarny grant badawczy: "Wpływ słuchania muzyki metalowej na przebieg procesów trawienia w okresie adolescencji". I okazuje się, że coś jednak jest na rzeczy! Zresztą amerykańska armia już wiele lat temu prowadziła tajne badania naukowe nad dźwiękami o niskiej częstotliwości, które podobno miały wprawiać w wibracje ludzkie jelita, powodując mimowolne wypróżnienie. Te dźwięki, które nazwano roboczo "brown notes" (proszę, nie pytajcie o bliższe wyjaśnienia...), miały służyć jako szczególny rodzaj broni biologicznej (a właściwie fizjologicznej). A na jaw wyszło to całkiem niedawno, dopiero kilkanaście lat temu, co skrzętnie wykorzystali twórcy serialu "South Park" - w jednym z odcinków któryś z bohaterów przypadkowo nadał taki dźwięk przez radio, powodując jednoczesne wypróżnienie całego narodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O, to może oponenci Adama Darskiego (ksywa: "Nergal") poeksperymentowaliby z takimi dźwiękami. I z wzajemnością ze strony "szatanistów". Najlepiej na wizji. Powstałby cykl interaktywnych programów "Gwiazdy ... ekhm... na lodzie", albo "Jak oni... no właśnie...". Nie od dziś się mówi, że mainstreamowa prasa to szlam, a telewizja to szambo. No, to pora słowa wcielić w czyn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;22. września 2011, 22:23 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-416202268304024298?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/416202268304024298/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=416202268304024298' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/416202268304024298'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/416202268304024298'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/09/oj-dana-dana-nie-ma-szatana.html' title='oj dana dana, nie ma szatana'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-4980664988079336236</id><published>2011-09-09T23:34:00.000+02:00</published><updated>2011-09-10T00:35:43.101+02:00</updated><title type='text'>ring bardzo wolny</title><content type='html'>Wygląda na to, że jestem jedną z niewielu osób w tym kraju, których kompletnie nie obchodzi, czy jutro w godzinach wieczornych bokser Adamek pokona boksera Kłyczko, czy odwrotnie. Chciałem natomiast zwrócić uwagę na ponury zbieg okoliczności, którym jest fakt, że owo "wydarzenie" odbędzie się na zakończenie Europejskiego Kongresu Kultury, który również organizowany jest we Wrocławiu. Być może koincydencja ta ma znaczenie prorocze - już za kilka lat jedynie do obejrzenia walki bokserskiej może się sprowadzać uczestnictwo przeciętnego Polaka w kulturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam kolorowego pojęcia o zawodowym boksie, ale to musi być sport niezwykły. Mistrzów świata jest chyba ze trzech równocześnie i każdy tak samo ważny, bo jest ileś równoważnych "organizacji", które się dodatkowo tak fajnie nazywają (WBA, USB, HBO). Nie istnieją jakiekolwiek rozgrywki, a pojedynki się umawia między zainteresowanymi menedżerami. I praktycznie co roku jest jakaś walka stulecia! Kondensacja czasu zadziwiająca. Chociaż już Einstein odkrył, że wszelkie wielkości fizyczne (zatem czas również) są względne i zależą od przyjętego układu odniesienia, ale chyba w całym Wszechświecie nie znalazłoby się takiego układu odniesienia, zgodnie z którym reguły boksu nosiłyby jakiekolwiek znamiona sensowności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No nie potrafię się zmusić do fascynacji dyscypliną, która polega na tym, aby przeciwnikowi przyładować (w wersji polit.popr. - "wyrządzić krzywdę"). Na tym stanowisku jestem w wyraźnej mniejszości, bo pokutuje przekonanie, że facet powinien jednak interesować się boksem (podobnie jak powinien pić wódkę, oglądać "męskie kino akcji" i jeszcze parę innych rzeczy). Nie powiem, nawet próbowałem. Obejrzałem w życiu jedną walkę bokserską (zgadnijcie czyją z polskiej strony...), ale to było tak bezdennie nudne, że tłumaczenie instrukcji obsługi frezarki obwiedniowej do stożkowych kół zębatych z aramejskiego na hindu wydaje się być przy tym fascynującym zajęciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potrafię natomiast zrozumieć powszechne urzeczenie boksem we współczesnym społeczeństwie. Już średnio rozgarnięty uczeń Freuda dopatrzy się tu sublimacji popędu wojennego, który przez tysiąclecia popychał przedstawicieli płci brzydkiej do interakcji, podczas których ręcznie tłumaczyło się oponentowi, aby oddał nam swoją &lt;span style="font-style: italic;"&gt;squaw, &lt;/span&gt;terytorium i pozostałe dobra doczesne. Dzisiaj sami nie możemy zdefasonować twarzy adwersarzowi (chyba, że w wyjątkowych przypadkach i jak prokurator nie widzi), więc chociaż sobie popatrzymy, jak ktoś robi to w naszym imieniu. Ale do diabła z psychoanalizą. Ja lubię podejście ewolucyjne. A boks zawsze mi przypomina, że należy zrewidować koncepcję o brakującym ogniwie w teorii Darwina. I docenić fakt, że na własne oczy, tuż obok nas możemy podziwiać spektakl obrazujący korzenie gatunku &lt;span style="font-style: italic;"&gt;homo&lt;/span&gt; (i to bardzo głębokie, bo małpy człekokształne chyba jednak się po mordach nie piorą).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nauka już dawno dowiodła, że człowiek nie powstałby, gdyby pierwsze naczelne w pewnym momencie dziejów nie zeszły z drzew. W tym kontekście chyba bardziej zrozumiały jest fakt, że bokser Adamek wychodzi na ring przy dźwiękach przeboju: "Nie zapomnij, skąd tutaj przybyłem". Nie mam wątpliwości, że nie zapomnimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;9. września 2011, 23:23 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-4980664988079336236?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/4980664988079336236/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=4980664988079336236' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4980664988079336236'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4980664988079336236'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/09/ring-bardzo-wolny.html' title='ring bardzo wolny'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-9010414088213779017</id><published>2011-08-29T23:31:00.003+02:00</published><updated>2011-08-30T00:21:14.368+02:00</updated><title type='text'>debatologia</title><content type='html'>W dniu mijającym osiągnięto (uwaga, będzie mądre słowo) konsensus w kwestii przedwyborczych debat. Prawo i Sprawiedliwość konsekwentnie obstawało przy swoim, czyli przy wzywaniu członków rządu na "zdawanie sprawy" w swojej kwaterze głównej. Dlatego pozostałe towarzystwo zabrało zabawki i przeniosło się do innej piaskownicy. Będą sobie debatować we własnym gronie (PO, SLD, PSL, PJN), według ustalonej dziś rozpiski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Narzekaniem, że do medialnych debat nie dopuszcza się członków mniejszych partii (Ruch Palikota, Nowa Prawica Korwin-Mikkego etc.) psuję Wam humor na Fejsbuku, więc tu już nie będę się powtarzać. Zastanawiało mnie natomiast, dlaczego PiS tak bardzo obstaje przy debatowaniu jedynie z Platformą, a nie chce telewizyjnych starć w szerszym gronie, unikając SLD. Na chłopski rozum wydaje się, że ludzie Kaczora zdają sobie sprawę, że ugrupowanie Donalda jest jedynym, które będzie im zagrażać w wyborczej walce, dlatego w debatach chcą się przede wszystkim odróżnić od głównego konkurenta. W ten sposób mógłby jednak rzecz wyjaśnić już średnio douczony politolog. Moim zdaniem PiS nie pali się do bezpośredniej debaty z SLD, gdyż w bezpośredniej konfrontacji widzowie mogliby zauważyć, że PiS i SLD tak naprawdę ideowo dzieli bardzo niewiele. I tego obawia się prezes Kaczyński - że ktoś to dostrzeże i zamiast na jego listy, zagłosuje na partię Napieralskiego, Kalisza i (przepraszam, nie mogłem się powstrzymać) Łukasza Naczasa. A uwypuklanie wspólnych cech PiS i SLD będzie na rękę kaczystom dopiero po wyborach, gdy będą z Sojuszem zawiązywać koalicję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydaje się Wam, że to niemożliwe? A niby dlaczego? Aha, bo PiS to prawica, a SLD lewica. No, tak... I tu niestety wracamy do tego, o czym pisałem już setki razy i wygląda na to, że będę pisać do siódmej nieskończoności. Rozumienie pojęć "prawica" i "lewica" jest w Polsce beznadziejnie mizerne. Nie trzeba być do tego politologiem, wystarczyłoby samemu trochę poczytać, bo na lekcjach wiedzy o społeczeństwie chyba tego teraz nie uczą, tylko indoktrynują unioeuropejsko. W rezultacie otrzymujemy dorosłych ludzi, wykształconych, z dyplomami, którzy się "interesują życiem publicznym", "świadomie uczestniczą w wyborach", ale gdy zapytać, czym różni się w zasadniczych założeniach partia lewicowa od prawicowej, pojawia się tak zwany problem. I w najlepszym przypadku można liczyć na dukanie oparte na prostych skojarzeniach: prawica to starzy, wąsaci, albo fanatycy, co blisko z kościołem są, bronią krzyża i religii w szkole, wszystkiego chcieliby zabraniać i rozprawiają tylko o tym, jak to drzewiej bywało. A lewica to młodzi, na luzie, popierają jaranie blantów i lubią gejów. Skojarzenia w większości niewiele mające wspólnego z prawdą, ale w niewiadomym celu podtrzymywane przez masowe media.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Celem wyjaśnienia - Prawo i Sprawiedliwość nie jest partią prawicową. Jest partią lewicową, państwowo-socjalistyczną (no już nie róbcie takich wielkich oczu). W kwestiach gospodarczych "program" PiS-u jest bardziej lewicowy niż program SLD. Oczywiście w kwestiach światopoglądowych (czy - jak wolicie - obyczajowych) SLD jest bardziej "liberalne", ale to jeszcze za mało, żeby partię pana Jarosława nazywać prawicową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie chcę już ciągnąć tego wątku, bo piszę bloga, a nie podręcznik podstaw doktryn politycznych. Kto chce, poczyta sobie (choćby na Wikipedii), jak odróżnić partię lewicową od prawicowej. A kto nie chce, to nie musi - nie ma powszechnego obowiązku, aby się znać na polityce. Ale - do diabła - przestańcie potem pie***ć dookoła, że prawica to najchętniej chciałaby państwa kościelnego, a lewica promuje wolność!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;29. sierpnia 2011, 23:28 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-9010414088213779017?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/9010414088213779017/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=9010414088213779017' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/9010414088213779017'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/9010414088213779017'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/08/debatologia.html' title='debatologia'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-7215197622504854251</id><published>2011-08-18T23:18:00.003+02:00</published><updated>2011-08-19T00:07:59.951+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='legendarne'/><title type='text'>keep on pretending</title><content type='html'>Nie tak dawno temu, podczas uroczystości na Jasnej Górze, pewien ksiądz solennie zapewnił, że "nigdy nie będziem z ku*wami w aliansach". Słuchając tych słów, przykładowy dresiarz mógłby pomyśleć o autorze coś w stylu: "spoko ziomal", za to przykładowy literaturoznawca pochwaliłby duchownego za nieprzeciętną znajomość klasyki. Dla każdego coś miłego. Wydaje się jednak, że akurat w tym przypadku ksiądz nie miał na celu przypodobać się jakiejkolwiek z kategorii społecznych, a ta wypowiedź była po prostu przykładem charakterystycznego dla niego sposobu werbalizacji emocji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej jednak, pretensjonalność nadal trzyma się mocno. Tak jest zresztą od wieków, może nawet od chwili, gdy człowiek zszedł z drzewa. A sfera językowa, to co i jak mówimy, zawsze było idealną płaszczyzną, aby w oczach innych malować swoje doskonalsze "ja". Kiedyś dobrze było wygłosić coś z francuska lub z włoska, innym razem odpowiedniejsza była łacina (klasyczna, nie kuchenna). Współcześnie języki romańskie bynajmniej nie straciły na znaczeniu, zwłaszcza włoski (ach te "ekspresso" i "ciał!"), a i znajomość łaciny może dać w rezultacie +50 do ogólnego podziwu i uwielbienia, z tym, że nie klasycznej, a elitarnej - czyli świńskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie jednak na tak zwanym topie jest angielski (w czym celuje zwłaszcza niżej podpisany), ale jedynie w grupie wiekowej - powiedzmy - 25-35 lat. Przy czym częstotliwość nadużywania jest odwrotnie proporcjonalna do znajomości języka Szekspira, Królowej i Pippy Middleton. Młodsi (-20) zaznaczają swój status raczej nadużywaniem słów powszechnie uważanych za nieparlamentarne (podobno wszystko da się wyrazić za pomocą tylko czterech spośród nich), natomiast starsi (50+) zanadto obficie posługują się słownictwem, które uważają za "młodzieżowe". I chociaż w rzeczywistości "młodzieżowe" przestało być wieki temu, nie przeszkadza to okrasić wypowiedzi iście jadowitą formułą "Jak to się teraz mówi...", po czym następuje np. "cool", "wypasiony" tudzież "trendi".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Portretowanie pretensjonalności w taki sposób nie ma jednak najmniejszego sensu. Już choćby dlatego, że społeczeństwo nam się zatomizowało jak nigdy dotąd i nie istnieje coś takiego jak moda rozumiana &lt;span style="font-style: italic;"&gt;per se&lt;/span&gt;. Ludzie stają na uszach, robią tysiące mniej lub bardziej sensownych rzeczy, a nawet - tu kłania się teoria Veblena - nabywają dobra, które nie są im absolutnie do niczego potrzebne, nie po to, aby "być modnym" albo "być na czasie", bo to jest pustosłowie jakich mało. Podejmując te wszystkie czasochłonne i finansochłonne zabiegi człowiek nie chce uzyskać jakiejś ogólnej i niewiele mówiącej łatki "jestem nowoczesny" czy "jestem modny". Wkładając tyle wysiłków i kosztów dąży do czegoś konkretnego - do przyodziania się w czytelny komunikat, który będzie wysyłany współplemieńcom w postaci sygnału potwierdzającego jasne i określone aspiracje: "Jestem X a nie jestem Y".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ponieważ grupy potencjalnych aspiracji mnożą się jak króliki po Viagrze, nawet unikanie tak zwanego obciachu nie jest proste. Dawniej wystarczyło kreować się na inteligentniejszego niż się jest w rzeczywistości, co świetnie portretuje słynna anegdotka o obywatelu zachodzącym do księgarni i proszącego sprzedawcę o jakąś wymagającą lekturę. Gdy księgarz proponuje Kafkę, delikwent odpowiada: "Dziękuję, już dzisiaj piłem". Obecnie można opowiadać, że na wystawnym przyjęciu jadło się krykiety posypane estradiolem i bastylią, ale i tak prędzej wyśmieją gościa, który pomyli Alexandra McQueena ze Stevem McQueenem, albo - co gorsza - hippisa z hipsterem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świadomość owych pułapek i wynikających z nich tragicznych konsekwencji natchnęły mnie do stworzenia czegoś w rodzaju skryptu wtajemniczającego w arkana postmodernistycznej pretensjonalności. Zakładałem, że znajdą się w nim - w formie przystępnej pigułki - wskazówki i rady, jak odnaleźć się w rzeczywistości, w której właściwie nie wiadomo nawet, czy lepiej być w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mainstreamie&lt;/span&gt; czy poza nim. Na szczęście jest kilka uniwersalnych trików.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pewnością warto posiadać smarkfona spod znaku jeżyny. Aktywnie korzystamy również z Google+ i ćwierkamy na Tweeterze. Konto na Fejsbuku na razie nie zaszkodzi (ale na NaszejKlasie - wykluczone!), chociaż wypada nadmienić w towarzystwie, że nie jest się zwolennikiem zmieniania świata przy pomocy przycisku "Lubię to!" (nie używamy terminu "lajkowanie", bo to wczesne liceum). Polityką się zanadto nie interesujemy, ale gdy ktoś zapyta, to odpowiadamy, że popieramy integrację europejską, rozwój demokracji oraz sprawiedliwy podział dochodu narodowego. W kwestiach ekonomicznych jesteśmy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;anti-trust&lt;/span&gt; i opowiadamy się za zrównoważonym rozwojem, a w sprawach społecznych wspieramy uciśnione mniejszości (Polaków na Litwie, ateistów w Polsce, środowiska LGBT). O religii lepiej się nie wypowiadać, ale jak już przyciśnie, to najlepiej zadeklarować się jako buddysta, ewentualnie wyznawca czegoś, co się dziwnie nazywa i nikt nie wie, z czym to się je (ale obowiązkowo musi być uduchowione; parodie w stylu pastafarianizmu są dobre dla&lt;span style="font-style: italic;"&gt; geeków)&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odrębną działką jest kultura. Obowiązkowo czytamy. Dużo i na pokaz. A co? Przede wszystkim Murakamiego, Larssona (tego od kryminałów) i Cobena (nie Cohena, bo ten śpiewał). Pratchett jeszcze ujdzie, ale King już nie zawsze. Polskich autorów jedynie tych, którzy piszą o gejach albo sami nimi są; ale jeśli dostali NIKE to nie (wiadomo przecież kto przyznaje NIKE...). Czytamy także tygodniki opiniotwórcze. Ale tu również wybór jest ograniczony. "Newsweek" odpada, bo przereklamowany, "Polityka" się źle kojarzy, a "Uważam Rze" już za sam tytuł (za &lt;span style="font-style: italic;"&gt;content&lt;/span&gt; zresztą też). Więc co czytamy? Oczywiście "Przekrój" (bo tęczowy) i "Wprost". A dlaczego "Wprost"? No, co za pytanie?! Przecież tam pisze felietonistyczna śmietanka: Skiba, Hołdys, Meller (Marcin) i Magda Gessler.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słuchamy muzyki z białych słuchawek nawet wtedy, gdy nie słuchamy. Czego słuchamy? To mniej istotne, dopóki nie zaczniemy o tym mówić. Ale najlepiej&lt;span style="font-style: italic;"&gt; indie&lt;/span&gt; rocka ("indie" nie oznacza, że to muzyka z ojczyzny Bollywood, tylko skrót od "independent") i wszystkiego, co ma w nazwie "alternatywny"; chill-out i reggae nie powinny zaszkodzić, ale trzeba uważać. Pokazujemy się na letnich festiwalach, ale nic poniżej OFF-a i Heinekena... - przepraszam - "Henia", nie wchodzi w grę. Może być Roskilde czy Glastonbury, chociaż węgierski Sziget aktualnie nabije nam więcej punktów. Oglądamy również filmy, chociaż kina odwiedzamy rzadko, ale gdy już, to z fasonem. Z polecanych reżyserów warto wyróżnić Tima Burtona (kiedyś) i braci Coen (teraz), a z naszego podwórka - Koterskiego (kiedyś) i Smarzowskiego (teraz). Warto mieć też na podorędziu garść cytatów z aktualnych animacji Pixara, Disney'a czy DreamWorks.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jeszcze? Ubieramy się w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;outletach&lt;/span&gt; (nie mylić z lumpeksami), a jeśli markowo to np. Bershka (gimnazjum), Smith's (liceum), Stradivarius (studia) czy New Yorker (później). Powyższa klasyfikacja nie dotyczy skejtów, dresów, ziomali oraz kryptoziomali - dla nich stworzono enklawy w postaci Croppa, House'a etc. Dobre rezultaty powinno przynieść, gdy delikatnie skrzywi nas na widok sweterka w serek, białych kozaczków i skarpetek do sandałów. Jemy egzotycznie i najlepiej bezmięsnie, chyba że mamy dobry &lt;span style="font-style: italic;"&gt;reason&lt;/span&gt; (np. jesteśmy na diecie NewMayo Clinic). Pijemy piwo (z sokiem), Whisky (potajemnie), wódkę (tylko na weselu), oraz drinki które nazywają się jeszcze dziwniej niż smakują (Cuba Libre i Mojito to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;borderline&lt;/span&gt; dobrego gustu). Z nie-alkoholu: wodę mineralną niegazowaną średnionasyconą dwutlenkiem węgla oraz sok pomidorowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak tańczymy to nie szkodzi, jak nie uprawiamy sportu to niedobrze. Najlepiej połączyć te dwie aktywności i wybrać coś, co się nazywa dziwnie (Muay Thai) lub śmiesznie (Krabi Krabong) - gwarantuję, że nikt się śmiać nie odważy. Może być jeszcze WenDo (dla kobiet), oraz Capoeira (bez ograniczeń fizjologicznych). A ze sportu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;sensu stricto&lt;/span&gt;: squash, siłownia, pływanie, snowboard. Telewizji nie oglądamy, chyba że akurat oglądamy. Wspieramy działania na rzecz pokoju na świecie. Lubimy fotografować ludzi i zwierzęta (poważniejsze tematy zostawiamy tym, którym się wydaje, że umieją obsługiwać lustrzankę). Jesteśmy ekologiczni jak jasna cholera (atom jest be, Al Gore jest cacy), segregujemy śmieci, ale jeśli już lubimy się brudzić w ogródku, to nie przyznajemy się do tego za chińskiego boga. Otwarcie krytykujemy powszechne zainteresowanie prywatnym życiem celebrytów oraz naukę Kościoła w kwestiach rodziny i seksu. Uwielbiamy drobiazgi w stylu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;vintage. &lt;/span&gt;Na wakacje jeździmy w nurcie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;backpacking&lt;/span&gt; albo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;couchsurfing&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;by the way - &lt;/span&gt;warto spojrzeć na Wschód i kraje byłego ZSRR). Kończymy kursy wszelakie (tańca brzucha, tkania gobelinów) i zdobywamy różnorodne sprawności (instruktora karaoke dla słuchaczy Uniwersytetów Trzeciego Wieku). W wolnych chwilach spotykamy się ze znajomymi (a jeśli nie, to i tak mówimy, że się spotykamy), oraz uprawiamy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;clubbing, churching &lt;/span&gt;i&lt;span style="font-style: italic;"&gt; jogging.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po namyśle sądzę jednak, że praca nad takim &lt;span style="font-style: italic;"&gt;manualem&lt;/span&gt; byłaby &lt;span style="font-style: italic;"&gt;pointless&lt;/span&gt;. Żyjemy przecież w takich czasach, że każdy, kto chce być &lt;span style="font-style: italic;"&gt;on the top&lt;/span&gt;, sam musi wyznaczyć sobie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;target &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;i sam być sobie&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;trendsetterem, &lt;/span&gt;żeglarzem i okrętem. A poza tym to przecież niemożliwe, aby człowieka poważnie zajmującego się trudną sztuką pretensjonalności, dało się opisać w kilkunastu zaledwie zdaniach. Nieprawdaż...?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;18. sierpnia 2011, 23:05 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-7215197622504854251?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/7215197622504854251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=7215197622504854251' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7215197622504854251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7215197622504854251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/08/keep-on-pretending.html' title='keep on pretending'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-5581736327897529617</id><published>2011-08-13T16:08:00.004+02:00</published><updated>2011-08-13T20:49:17.194+02:00</updated><title type='text'>w proch się obrócisz</title><content type='html'>Od października wejdą w - nomen omen - życie nowe wytyczne Kościoła w kwestii pogrzebów. Jeśli ktoś ma zamiar się pogrzebać tradycyjnie, to nie ma się czego obawiać - wszystko zostaje po staremu. Natomiast problem ma ktoś, kto chciałby poddać się kremacji. Pozostawi bowiem swoim bliskim spore wyzwanie logistyczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ksiądz nie będzie już miał prawa odprawić mszy pogrzebowej, gdy w kościele zamiast trumny z ciałem będzie się znajdować urna z prochami. Prawo kościelne stanowi, że mszę takową można odprawić tylko w obecności ciała zmarłego. Dopiero potem odeśle się ciało do krematorium, a gdy się odbierze prochy, będzie można przeprowadzić drugą część uroczystości żałobnych - na cmentarzu. Rzecz w tym, że krematoria nie załatwiają tej sprawy "od ręki", to trochę trwa i prochy można odebrać zwykle najwcześniej następnego dnia. A zatem całość pogrzebu rozciągnie się - jak dobre wesele - na dwa dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już widzę te pomstujące tłumy, tych podburzanych przez media rozgoryczonych ludzi, utyskujących, że się znowu księżom w dupach poprzewracało, bo co to dla nich za różnica, czy podczas mszy jest ciało czy prochy, podczas gdy dla rodziny to jest ogromny kłopot finansowy i organizacyjny, bo przecież trzeba zakwaterować żałobników, którzy przybyli z daleka, skoro zostają na dwa dni, wyżywić ich etc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem teologiem, nie wiem jaką różnicę Kościołowi czyni, jeżeli podczas mszy jest urna a nie trumna, ale mimo to uważam - jako prosty człowiek - że nam nic do tego. Kościół stanowi prawo kanoniczne i naszym zadaniem - jeśli chcemy w tym Kościele być, bo to przecież nie obowiązek - jest się dostosować, a nie naciągać kościelne regulacje pod nasze widzimisię. I już. A nawet więcej  - sądzę, że księża powinni być bardziej asertywni i odmawiać katolickiego pogrzebu ludziom, o których wiadomo, że kościelny przybytek omijali za życia łukiem jak najszerszym. Pogrzeb katolicki nie należy do katalogu fundamentalnych praw człowieka, więc gdy słyszę, że ktoś mówi, iż księdza psim obowiązkiem jest pogrzeb odprawić absolutnie każdemu (o ile nie podpisał aktu apostazji), to mam szczerą ochotę kopnąć go w sempiternę (tego, kto tak mówi, nie księdza). Cmentarze są "komunalne", więc nikt nikomu miejsca nie może tam odmówić, ale żeby przy zakopywaniu obecny był ksiądz - na to moim zdaniem trzeba sobie za życia zasłużyć. Jestem zacofanym Ciemnogrodzianinem, wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I uważam też, że dobrze się stanie, iż niektóre z pogrzebów przeciągną się na dwa dni. Obecnie często wygląda to tak, że rodzina - choćby i najbliższa - przybywa w ostatniej chwili, nawet już po rozpoczęciu mszy, potem na cmentarz, sypnąć ziemią, złożyć kondolencje, potem na konsolację, opić "skórkę" i w nogi. Oficjalnie dlatego, że droga do domu daleka. A tak naprawdę z obawy przed tym, że jeszcze komuś coś strzeli do głowy i każe nam z wdową porozmawiać, sieroty pocieszyć, jeszcze się zapomnimy i zastanowimy się dłużej nad istotą śmierci, spychanej w naszej kulturze na margines. A może nawet zagalopujemy się i dojdziemy do wniosku, że też kiedyś będziemy musieli umrzeć. I święty spokój diabli wezmą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wszystko byłoby w porządku w kwestii nowych regulacji, gdyby nie jedno zdanie, które zbulwersowani zmianą pogrzebowych przepisów mogli nawet przeoczyć. Gdzieś tam na marginesie jest napomknięte, że "same uroczystości na cmentarzu powinny odbywać się już tylko z udziałem najbliższych"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem nawet w stanie zrozumieć, o co księżom w tym... ekhm... ustępie chodzi. Zdają sobie sprawę, że wielu krewnych nie będzie sobie mogło pozwolić na dwudniowe uczestnictwo w uroczystościach pogrzebowych, dlatego dają dyskretną wskazówkę, który dzień celebracji powinni wybrać - pierwszy, czyli mszę świętą. Niestety, wykazują się kompletnym niezrozumieniem realiów. Polscy wierni mają wyjątkowe problemy z wiarą w byty i pojęcia abstrakcyjne. Potrzebują często czegoś namacalnego - relikwii, cudu widomego, płaczącego obrazu, gorejącego krzewu, figury papieża w ogrodzie... Dla nich ważniejsza wydaje się cmentarna część pogrzebu: wodą pokropią, ziemią można sypnąć, trumnę/urnę zamyka się na wieki wieków  przy dźwiękach żałobnych tonów. To potężnie oddziałuje na emocje, utrwala się w pamięci. A msza święta to jest tylko sztampowy teatrzyk, odgrywany za każdym razem w identycznej formie, w którym się uczestniczy bo trzeba, ale o co w tym chodzi, czemu to takie długie, po co te wszystkie czytania, litanie i pieśni - nie bardzo wiadomo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że do tego typu wiernych się nie kwalifikuję, ale i tak protestuję przeciw tej sugestii o uczestnictwie tylko najbliższych członków rodziny w cmentarnej części pogrzebu. Bo dlaczego ktoś decyduje, że nie powinienem się pojawić na cmentarzu, gdy żegna się kogoś z dalszej rodziny, albo wręcz zupełnie niespokrewnionego, nawet jeśli był mi bliższy niż niejeden krewny? Ktoś bardziej krewki ode mnie zacząłby się teraz pewnie rozwodzić nad tym, że "niech klechy jeszcze ustawią szlaban w cmentarnej bramie i legitymują gości celem ustalenia stopnia pokrewieństwa".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam wciąż nadzieję, że to kościelne zalecenie jest tylko niefortunnym nieporozumieniem albo właśnie sugestią dla dalszej rodziny, którą z części pogrzebu powinni wybrać, jeśli nie mogą sobie pozwolić na przyjazd z noclegiem. Znając życie, w naszym społeczeństwie skończy się jednak jak zwykle. Czyli konstatacją, że chodzi o pieniądze - bo podczas mszy zbiera się "tacę", a na cmentarzu nie, więc księża dbają o to, żeby więcej osób było w kościele. A resztę już znamy - "czarnym zależy tylko na kasie"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;13. sierpnia 2011, 16:05 DST, &lt;/span&gt;52.435                              °N, 15.142 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-5581736327897529617?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/5581736327897529617/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=5581736327897529617' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/5581736327897529617'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/5581736327897529617'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/08/w-proch-sie-obrocisz.html' title='w proch się obrócisz'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-8473791717538523929</id><published>2011-08-06T14:21:00.005+02:00</published><updated>2011-08-06T14:33:27.210+02:00</updated><title type='text'>samobójcze mity</title><content type='html'>O Andrzeju Lepperze napisano już niemal wszystko, więc nie zamierzam swoich wątpliwej jakości przemyśleń dodawać. Natomiast przy tej okazji powymądrzam się trochę na pokrewny temat, który staram się nieco bardziej zgłębiać już od wielu lat. W wypowiedziach polityków, którzy powątpiewają w samobójstwo szefa "Samoobrony", widać bowiem jak bardzo ogólnospołeczne myślenie o samobójstwach jest przesiąknięte zdroworozsądkowymi mitami i stereotypami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mit #1 - Samobójca zawsze zostawia list&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;"A Andrzej Lepper listu nie zostawił, więc to nie było samobójstwo, tylko ktoś mu pomógł." Bzdura do kwadratu! W rzeczywistości &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;samobójca rzadko kiedy zostawia list&lt;/span&gt;. Według różnych statystyk to jest od 15 do 20 %, a zatem tylko co piąty, a nawet co szósty samobójca pisze list pożegnalny, lub zostawia informację w innej formie, np. na kasecie video. Oczywiście, te dane w różnych grupach społeczno-demograficznych mogą się wahać. Np. w społecznościach - jak to się ładnie mówi - mniej cywilizowanych, jak ktoś jest niepiśmienny, to listu nie napisze za chińskiego papieża. Z kolei w niektórych grupach (Emo?) pozostawienie samobójczego listu jest "w dobrym tonie". Jednak średnia szacowana dla ogółu populacji nie wybiega poza te magiczne 20%.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mit #2 - Samobójca w liście wyjaśnia powód.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Czyli "jeśli już delikwent napisze list, to z niezachwianą pewnością znajdziemy tam powody samobójstwa". Niestety, nieprawda. Owszem, jest to jeden z powodów pisania listu i relatywnie często takie wyjaśnienia można w tych listach znaleźć. Ale nie najczęściej. Częściej ton takiego listu sprowadza się do próby zdjęcia z bliskich poczucia winy ('Nie mogliście mnie powstrzymać', 'To nie wasza wina', 'Nie próbujcie zrozumieć dlaczego, ale musiałem to zrobić', 'Nie obwiniajcie się' etc.), albo wręcz przeciwnie - do czegoś w rodzaju personalnej zemsty, czyli obarczenia bliskich poczuciem winy ('Przez ciebie to zrobiłem, gnoiłeś mnie przez całe życie, już nie mogłem tego wytrzymać. Mam nadzieję, że ta świadomość będzie cię gnębić do końca twoich dni').&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poza powyższym, w takich listach często można znaleźć coś jeszcze, coś czego na tzw. chłopski rozum trudno się spodziewać. Wybitny badacz samobójstw, Amerykanin Edwin Schneidman, przeanalizował setki listów pozostawionych przez samobójców i stwierdził, że przypominają one ponurą parodię pocztówek wysyłanych do domu z zagranicznych wczasów. 'Pamiętaj, żeby w lipcu zaszczepić psa', 'Ten kwiat w moim pokoju trzeba podlewać dwa razy w tygodniu', 'Wywóz śmieci jest opłacony do końca roku' - tak proste, banalne wskazówki samobójcy zostawiali w swoich listach, zamiast rozdzierać szaty nad dramatem i tragedią swojego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mit #3 - Samobójca zdradza wcześniej swoje zamiary.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;"Lepper nic nie mówił, nie zdradził wcześniej nikomu, że myśli o samobójstwie, a gdyby faktycznie chciał je popełnić, to wysłałby wcześniej jakieś sygnały". Niekoniecznie. A właściwie: to zależy. Dla uproszczenia, podzielmy samobójców na trzy grupy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) Ludzie, którzy popełniają swój czyn pod wpływem silnych emocji (w "afekcie"). Nie planują, nie namyślają się, działają pod wpływem impulsu. Np. rzuciła kogoś dziewczyna i on nie wpada w depresję, nie zamyka się w sobie, tylko prosto z jej mieszkania idzie się rzucić pod pociąg. Tacy ludzie nie wysyłają sygnałów ostrzegawczych, gdyż po prostu nie ma kiedy. Ten typ jednak występuje najrzadziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2) Ludzie, dla których próba samobójcza jest wołaniem o pomoc. Oni nie chcą się zabić, ale sądzą, że jak spróbują popełnić samobójstwo, to ktoś zwróci na nich uwagę, dostrzeże ich problemy, pomoże im je rozwiązać. Oni bardzo dużo mówią ('Życie straciło dla mnie sens', 'Chyba się zabiję'), starają się na wszelkie sposoby przyciągnąć uwagę innych; niby przypadkowym zdradzaniem myśli samobójczych chcą innych sobą zainteresować. Oni też zwykle, jeśli już podejmują próbę samobójczą, starają się... aby się nie udała. Zostawiają informację w widocznym miejscu, podejmują próbę w takim miejscu albo o takiej porze, żeby istniało duże prawdopodobieństwo, że ich ktoś znajdzie, wieszają się na kruchej belce pod sufitem, aby się złamała etc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3) Ludzie, którzy faktycznie chcą się zabić. Nie widzą sensu życia, samobójstwo jest dla nich jedynym rozwiązaniem. Wszystko mają od dawna zaplanowane, miejsce, czas, sposób, uporządkowali wszelkie sprawy. A ponieważ chcą, aby się próba udała, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;zrobią wszystko, aby się nie zdradzić, aby przypadkiem ktoś ich nie znalazł, nie uratował&lt;/span&gt;. Nie pisną słowem o swoich zamiarach. Czasem nawet bliskim wydaje się, że z takim człowiekiem już jest lepiej, był w depresji, a teraz jest jakby bardziej energiczny, coś robi. Owszem, wydaje się, że jest z nim lepiej, bo znalazł rozwiązanie swoich problemów - samobójstwo. Paradoksalnie, to sprawia, że nagle wstępuje w niego "nowe życie". Czasami planowanie wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach zajmuje długie miesiące. W tym okresie uspokojona rodzina traci czujność, niczego nie podejrzewa, bo przecież "jest z nim lepiej".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mit #4 - Ludzie wieszają się w nocy&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;"Ludzie, którzy się wieszają, robią to w nocy, a nie w dzień" - stwierdziła Danuta Hojarska, sugerując, że śmierć jej szefa nie była samobójstwem. Nie, pora dnia nie ma tu nic do rzeczy. Próba samobójcza ma miejsce zwykle o takiej porze, która jest zgodna z intencjami. Ludzie z grupy 2. (wołanie o pomoc) chcą, aby ich ktoś znalazł. Jeśli funkcjonują w takim środowisku, np. zawodowym, gdzie właśnie w nocy jest większa szansa, że ich ktoś znajdzie, to właśnie w nocy się powieszą. Ludzie z grupy 3. (zdecydowani na śmierć) popełnią samobójstwo o takiej porze, co do której będą pewni, że nikt im nie przeszkodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wbrew temu, co sądzą przyjaciele Leppera z "Samoobrony", wielu internautów na forach czy choćby Janusz Korwin-Mikke, moim zdaniem Andrzej Lepper &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;popełnił&lt;/span&gt; samobójstwo i nikt mu w tym bezpośrednio nie pomógł. Wiele wskazuje na samobójstwo dokładnie zaplanowane i przemyślane: brak sygnałów ostrzegawczych, a także fakt, że powiesił się w łazience swojego biura, a nie np. w domu (miał gospodarstwo rolne, a jest okres żniw, a więc dużego ruchu i zamieszania - duże prawdopodobieństwo, że ktoś by przeszkodził w próbie). Brak listu pożegnalnego nie ma tu nic do rzeczy. Mógłby jedynie wyjaśnić motyw.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żyjemy w świecie, w którym lubimy wszystko drążyć, aby poznać przyczyny, powody, kulisy. Może czasami wypadałoby na chwilę o tym zapomnieć i przyznać, że jednak nie musimy koniecznie wiedzieć wszystkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;6. sierpnia 2011, 14:18 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-8473791717538523929?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/8473791717538523929/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=8473791717538523929' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/8473791717538523929'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/8473791717538523929'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/08/samobojcze-mity.html' title='samobójcze mity'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-4243113709200568933</id><published>2011-08-03T23:51:00.004+02:00</published><updated>2011-08-06T14:28:33.177+02:00</updated><title type='text'>będąc młodym fotografem</title><content type='html'>Gdy człowiek zaczyna swoją - jak to się eufemistycznie określa - przygodę z poważniejszym fotografowaniem świata, powinien sobie postawić na owym początku jedynie dwa zasadnicze cele. Aby to, co fotografia przedstawia, było na niej ostre, oraz by kadr jako tako trzymał pion (przyjmijmy, że mniej więcej tak, jak delikwent po dwóch-trzech piwach średniej mocy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kolejnym etapie, zadanie do realizacji zmienia się. Tu pracujemy nad tym, aby to co widzimy tak zwanym gołym okiem przenieść na fotografię w dokładnie taki sposób jak chcemy, czyli - najczęściej - w sposób jak najwierniejszy rzeczywistości. Wymaga to dobrania, tudzież ręcznego ustawienia, odpowiednich parametrów aparatu. Co wbrew pozorom łatwe nie jest. Każdy z Was ma zapewne takie traumatyczne osiągnięcia w życiorysie. Oglądamy gotowe zdjęcie, a tu barwy i krawędzie radośnie przenikają się niczym na obrazach LeRoya Neimana, śnieg przybiera wszelkie odcienie od niebieskiego do szarości, za to lazurowe w rzeczywistości niebo ma na fotografii kolor zsiadłego mleka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas zakończonego w niedzielę wakacyjnego wyjazdu, w nader niesprzyjających okolicznościach pogody, miałem okazję doskonalić właśnie te umiejętności i muszę nieskromnie przyznać, że jest już całkiem nieźle i opisany w powyższym akapicie etap wkrótce będzie można definitywnie odhaczyć. Co sprawia, że - mimo iż letnia aura wypowiedziała wojnę entuzjastom słonecznych krajobrazów - wzmiankowany wyjazd można uznać za pomyślny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym miejscu, w którym się znajduję, od fotograficznej doskonałości nadal dzieli mnie dystans taki jak polskie szosy od niemieckich, a polskie koleje od japońskich. Niemniej jednak, również na tym etapie można czasami doświadczyć fotograficznego Absolutu. Wtedy nie tylko odwzorowuje się na matrycy rzeczywistość dokładnie w taki sposób, w jaki się chciało, ale jeszcze to odwzorowanie zachwyca bardziej niż sama rzeczywistość. Wtedy właśnie powstaje na przykład coś takiego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-I4AO6GPMDqI/TjnJ7mBAX9I/AAAAAAAADm0/WG-lrz0kc7U/s1600/Bobrowniki%2B2011%2B%252898%2529.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-I4AO6GPMDqI/TjnJ7mBAX9I/AAAAAAAADm0/WG-lrz0kc7U/s320/Bobrowniki%2B2011%2B%252898%2529.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5636758434285117394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A więcej fotografii skrywa &lt;a href="https://picasaweb.google.com/piotrek.phl.83/Bobrowniki2011"&gt;nowy album&lt;/a&gt; w galerii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;3. sierpnia 2011, 23:50 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-4243113709200568933?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/4243113709200568933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=4243113709200568933' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4243113709200568933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4243113709200568933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/08/bedac-modym-fotografem.html' title='będąc młodym fotografem'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-I4AO6GPMDqI/TjnJ7mBAX9I/AAAAAAAADm0/WG-lrz0kc7U/s72-c/Bobrowniki%2B2011%2B%252898%2529.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-3973529644491084625</id><published>2011-07-13T23:43:00.004+02:00</published><updated>2011-07-14T09:40:58.136+02:00</updated><title type='text'>zabrać bogatym i odebrać biednym</title><content type='html'>Lipiec jest miesiącem, w którym obchodzimy przeróżne rocznice: bitwy pod Grunwaldem, manifestu PKWN, czy mojego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;close encounter&lt;/span&gt;. Mało kto pamięta natomiast o jeszcze jednej rocznicy, która ponadto w tym roku jest okrągła niczym Trójkąt Weimarski. Jest to rocznica wprowadzenia bodaj największego ekonomicznego barbarzyństwa, jakie państwo może wyrządzić swoim obywatelom. 26 lipca minie bowiem 20 lat odkąd ustanowiono w Polsce podatek dochodowy od osób fizycznych, znany wszystkim pod ksywką "PIT". Cudownym scenariuszem byłoby, gdyby jesienią po wyborach - w tą okrągłą rocznicę - PIT zakończył swój długi i niepotrzebny żywot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemal każdy, kto wie, że jestem libertarianinem i "korwinistą" zarazem, wysuwa mi argumenty w rodzaju: "no tak, wy chcielibyście zlikwidować wszystkie podatki i w ogóle, a z czego wtedy ma się państwo utrzymać?". Otóż nie. My nie chcemy zlikwidować &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;wszystkich&lt;/span&gt; podatków. Na pewno powinien pozostać podatek od gruntu. Chcielibyśmy też wprowadzić coś na kształt niezbyt wysokiej, zryczałtowanej opłaty od wszystkich dorosłych obywateli bez wyjątku (żadnych ulg i zwolnień!), z której finansowałoby się skromną administrację państwową. Ale natychmiast należy zlikwidować podatek dochodowy, który jest zbrodnią i draństwem najwyższej kategorii, oraz przeczy jakimkolwiek zasadom logiki i zdrowego rozsądku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podatek dochodowy, czy to w postaci progresywnej czy liniowej, jest niczym innym jak okradaniem ciężko pracujących obywateli z ich uczciwie zarobionych pieniędzy. Opiera się na zasadzie, że im kto więcej zarobił, tym więcej musi wpłacić do kasy państwa. Czyli: im kto bardziej pracowity, pomysłowy, sumienny - tym jest bardziej za to karany. Weźmy przeciętnego Kowalskiego, który wpadł na ciekawy pomysł biznesowy, znalazł niszę, z trudem uzbierał kapitał, na początku poświęcał swojej firmie dzień i noc, kosztem rodziny, wypoczynku, zainteresowań. Ale gdy już się wybił, interes się kręci, firma się rozwija, zyski są coraz większe - państwo każe mu płacić coraz większe podatki. Jajogłowi nieustannie debatują w mediach, dlaczego w Polsce nie rozwija się tak zwany MiŚ (sektor Małych i Średnich przedsiębiorstw). I przeważnie plotą bzdury. Bo to nie rząd, opozycja, Rosja, kryzys, lenistwo czy nieświadomość społeczna są przyczynami, dla których Polacy nie chcą prowadzić własnych firm. Tymi przyczynami są piętrowe formalności przy rejestracji działalności gospodarczej, obowiązkowy ZUS i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;właśnie podatek dochodowy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PIT jest idealnym przykładem myślenia (tfu!) socjalistycznego. Myślenia w stylu: "jak ktoś ma więcej niż my, to się musi tym z nami podzielić". A niby dlaczego? Socjalista powie: dlatego, że ma więcej od nas. Komunista powie: żeby wszyscy mieli po równo. I to socjalistyczne myślenie jest od pokoleń wbijane ludziom do głów. Wraz z towarzyszącą zawiścią: "Jak ktoś jest bogaty, to mu trzeba zabrać, bo na pewno nie dorobił się tego uczciwie. Ukradł, robił machlojki, dawał łapówki. A nawet jeśli nie kombinował to i tak mu trzeba zabrać, bo ma więcej od nas, a my jesteśmy biedni, więc jego obowiązkiem jest nam pomóc". A na jakiej, k***a, podstawie?! Owszem, jak ktoś jest religijny, to niech się dzieli, bo tak mu nakazują zasady wiary. Jak ktoś jest wrażliwy, niech się dzieli, bo tak mu nakazuje sumienie. Takich ludzi jest mnóstwo. Ale to "dzielenie się" nie może być sankcjonowane przez państwo. Bo jeśli jest, to młodym, ambitnym przedsiębiorcom wysyła wówczas czytelny sygnał: pracujcie, harujcie, rozwijajcie wasze firmy, a wasze ciężko i uczciwie zarobione zyski rozdamy nieudacznikom i miernotom, którzy tylko czekają aż im skapnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałem pomysł, aby pisać o ekonomicznej bezsensowności istnienia podatku dochodowego. Boję się jednak, że byłby to głos wołającego na puszczy. W kraju, w którym (było takie badanie) ogromny procent obywateli wierzy, że to państwo ustala ceny podstawowych artykułów i to smutni panowie w garniturach decydują, że masło w osiedlowym spożywczaku ma kosztować 3,48 zł. Owszem, nie jestem ekspertem, znam tylko mizerne podstawy ekonomii, ale wiem, co to jest Krzywa Laffera, oraz potrafię wydedukować, że na przykład podniesienie płacy minimalnej spowoduje wzrost bezrobocia, a nie powszechną szczęśliwość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego jeśli ktoś obawia się o stan finansów państwa, to chciałem go tu przekonywać, że wpływy z PIT to tak naprawdę niewielki procent budżetu, więc jego likwidacja (PIT, nie budżetu) umiejętnie przeprowadzona, nie skończyłaby się grecką tragedią. Miałem pisać o tym, dlaczego podatek dochodowy prowadzi nie tylko do wzrostu cen i bezrobocia, ale też do absurdów w stylu "państwo płaci samo sobie". Bo - jeśli dobrze pamiętam - prawie połowa wpływów z PITu to wpływy z rozliczeń podatkowych emerytów i pracowników państwowych (którym pieniądze wypłaca państwo, więc oni &lt;span style="font-style: italic;"&gt;de facto&lt;/span&gt; płacą podatek z otrzymanych od państwa środków; w przeciwieństwie do prywatnych przedsiębiorców, których pensje pochodzą z kieszeni klientów, zatem płacony przez nich podatek jest dla państwa w pewien sposób "wartością dodaną").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałem o tym pisać, ale to nie ma sensu. Ludzie nie lubią myśleć, niektórych nawet to fizycznie boli, zatem jesienne wybory po raz kolejny wygrają socjaliści z PO, PiS albo SLD, bo oni nie zmuszają ludzi do myślenia, tylko obiecują. A człowiek nie tylko uwielbia słuchać, jak mu kadzą, ale też jest święcie przekonany, że aby coś się zmieniło na lepsze, nie trzeba zmieniać systemu, wystarczy jedynie zmienić ludzi u władzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;13. lipca 2011, 23:41 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-3973529644491084625?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/3973529644491084625/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=3973529644491084625' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3973529644491084625'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3973529644491084625'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/07/zabrac-bogatym-i-odebrac-biednym.html' title='zabrać bogatym i odebrać biednym'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-859564003611824056</id><published>2011-07-07T22:26:00.001+02:00</published><updated>2011-07-07T22:27:39.395+02:00</updated><title type='text'>tędy przebiegła historia</title><content type='html'>Aby zobaczyć wymarłe miasto, nie trzeba wcale jechać w okolice Neapolu. Serce Kostrzyna nad Odrą tak wyglądało jeszcze relatywnie niedawno, bo przed II wojną światową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-1JT32xLXnDY/ThYKJniivCI/AAAAAAAADZA/iaJFFGZXTcY/s1600/gal07.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 177px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-1JT32xLXnDY/ThYKJniivCI/AAAAAAAADZA/iaJFFGZXTcY/s320/gal07.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626695944794979362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(fot. ze strony http://kostrzyn.um.gov.pl)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1945 roku Kostrzyn został jednak starty z powierzchni Ziemi. Dosłownie. Spośród 8 tysięcy budynków zostało jedynie dziewięć. Dziewięć budynków! Z widocznych na powyższej archiwalnej fotografii nie ostał się ani jeden. Może to żadna niezwykłość, bo w tym samym roku Hiroszima i Nagasaki, a rok wcześniej Warszawa i wiele innych miast polskich zostało zgruzowanych. Różnica jest taka, że wszystkie te miasta odbudowano. Kostrzyńskiego centrum - nigdy. Miasto "przeniesiono" za linię Warty. Wgniecione w ziemię Stare Miasto istnieje do dziś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Istnieje" to może zbyt wielkie słowo. Niczym krwawiące serce historii egzystuje tam to, co z kostrzyńskiej "Starówki" pozostało. Nigdy nie byłem u stóp Wezuwiusza, ale mam wrażenie, że podobnie jak Stary Kostrzyn, zwiedza się słynne Pompeje. W tej chwili bowiem Stary Kostrzyn to miasto, które składa się wyłącznie z ulic. Pomiędzy nimi, zarośnięte bujną zielenią "straszą" fragmenty murów wysokich na około metr, schody urywające się w powietrzu, zachowane kawałki bruku, odłamki posadzek. Krążąc wśród nich można sobie tylko wyobrażać, że w tym upiornym, chociaż pełnym zieleni, osobliwym parku, jeszcze niedawno stało tętniące życiem miasto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W centrum zamieszczonej wyżej archiwalnej fotografii można dostrzec stojący pod skosem kościół. Tak wygląda obecnie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-qKy4EWYJuZ0/ThYSfLWx-rI/AAAAAAAADZI/8Gidzy0usOM/s1600/DSC01733.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-qKy4EWYJuZ0/ThYSfLWx-rI/AAAAAAAADZI/8Gidzy0usOM/s320/DSC01733.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626705111279598258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle pozostało z największej budowli na zdjęciu - okazałego zamku:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-o6z3sdmSa_g/ThYSfkJ5XNI/AAAAAAAADZQ/IqttQ4NSExU/s1600/DSC01755.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-o6z3sdmSa_g/ThYSfkJ5XNI/AAAAAAAADZQ/IqttQ4NSExU/s320/DSC01755.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626705117936442578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak wygląda typowa miejska ulica...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-1eVAoFA0yz4/ThYUKb1mE0I/AAAAAAAADZY/hUm7GGFYP5w/s1600/DSC01729.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 237px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-1eVAoFA0yz4/ThYUKb1mE0I/AAAAAAAADZY/hUm7GGFYP5w/s320/DSC01729.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626706953949811522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... skrzyżowanie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-_8lQiMao7Ng/ThYU_4HE02I/AAAAAAAADZo/QdPttmNbwP0/s1600/DSC01728.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-_8lQiMao7Ng/ThYU_4HE02I/AAAAAAAADZo/QdPttmNbwP0/s320/DSC01728.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626707872072389474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... dom...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-VH4bfIZiPKg/ThYVAcG5-bI/AAAAAAAADZw/CKzv18YP-fU/s1600/DSC01732.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-VH4bfIZiPKg/ThYVAcG5-bI/AAAAAAAADZw/CKzv18YP-fU/s320/DSC01732.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626707881735354802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... sklep...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-NbYZ__L2wEE/ThYUPlkyqMI/AAAAAAAADZg/nkTUWAK0fZg/s1600/DSC01762.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-NbYZ__L2wEE/ThYUPlkyqMI/AAAAAAAADZg/nkTUWAK0fZg/s320/DSC01762.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5626707042463033538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej moich fotografii ze Starego Kostrzyna w &lt;a href="https://picasaweb.google.com/piotrek.phl.83/StaryKostrzyn"&gt;galerii&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;7. lipca 2011, 22:22 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-859564003611824056?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/859564003611824056/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=859564003611824056' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/859564003611824056'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/859564003611824056'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/07/tedy-przebiega-historia.html' title='tędy przebiegła historia'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-1JT32xLXnDY/ThYKJniivCI/AAAAAAAADZA/iaJFFGZXTcY/s72-c/gal07.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-1442872745799967171</id><published>2011-07-01T10:57:00.003+02:00</published><updated>2011-07-01T11:47:23.185+02:00</updated><title type='text'>credo eurosceptyka</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Po co jest ta prezydencja? (...) Otóż to! Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ta prezydencja? Ona odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest prezydencja na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tą prezydencją? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie - mówimy - to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo. I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest prezydencja europejska, w oparciu o sześć instytucji, która sobie zgnije do jesieni na świeżym powietr&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;zu..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Jeśli się ktoś nie zorientował, powyższy cytat pochodzi z filmu Stanisława Barei "Miś", który to film - czy się to komuś podoba czy nie - jest klasyką polskiej kinematografii. W cytacie tym pozwoliłem sobie zmienić słowo "miś" na "prezydencja", a "społeczna" na "europejska". I wyszło całkiem zgrabne zwierciadło tego, co się ostatnio dzieje, a dzisiaj kulminuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli nie zgadzacie się ze mną, zapytajcie 100 losowo wybranych osób na ulicy, na czym polega "unijna prezydencja", jakie przywileje się z nią wiążą, jaką władzę ona daje, czemu to w ogóle służy. Zapytajcie nawet dalej - o absolutne podstawy tej cudownej organizacji, do której od siedmiu lat należymy. Kto rządzi Unią Europejską, co to jest Komisja Europejska, a co to Parlament Europejski, czym się różni Rada Europy od Rady Europejskiej? Gwarantuję, że - o ile nie traficie na fanatyków lub studentów europeistyki - odpowiedzi, jeśli się pojawią, będą absolutnie komediowe. Zapytajcie zresztą o te fakty sami siebie. Kto wie? Anyone? Właśnie... Jaki obraz nam to maluje? Nas - Świadomych Aktywnych Obywateli Wspaniałej Integrującej Się Europy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po co jest ta prezydencja? Po to, po co kiedyś było TPPR, festiwal piosenki polsko-radzieckiej i wizyty Breżniewa. Żeby kształcić w nas miłość i uwielbienie do jedynie słusznego modelu rozwoju naszej państwowości. Żeby głosić jaka to Unia Europejska jest wspaniała i w dobroci swojego serca i niepohamowanej szczodrobliwości daje nam fundusze, żeby nasz kraj mógł rosnąć w siłę. Po to są te wszystkie koncerty, bankiety, spoty, kampanie, wina i bączki. Żeby odwrócić uwagę od faktu, że nasz Wielki Brat jest tak naprawdę kolosalną urzędniczą hydrą, w której panuje socjalizm, biurokracja totalna i złodziejstwo absolutne. I żeby nikomu nie przyszło do głowy, że Unia nie jest dobrym wujkiem, który wręcza dzieciom pieniążki, tylko perfidnym oszustem, który gdy daje 100 euro, to jednocześnie zabiera 150. Bo to my płacimy za to "dobrodziejstwo" w podatkach, akcyzach, rosnących cenach. W godzinach spędzonych na czytaniu unijnych dyrektyw, w kosztach dostosowywania się do idiotycznych standardów, w nerwach straconych przy adaptowaniu się do bzdurnych wymogów.&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Ja mam przynajmniej czyste sumienie. W referendum z 2003 roku głosowałem przeciw.&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;1. lipca 2011, 10:55 DST, &lt;/span&gt;52.435                              °N, 15.142 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-1442872745799967171?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/1442872745799967171/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=1442872745799967171' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1442872745799967171'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1442872745799967171'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/07/credo-eurosceptyka.html' title='credo eurosceptyka'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-4826718228491095004</id><published>2011-06-27T13:44:00.003+02:00</published><updated>2011-06-27T13:51:48.530+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zielone ludziki z antenkami'/><title type='text'>inwazja</title><content type='html'>Raz na jakiś czas media ochoczo rozgłaszają informacje, że ku Ziemi zmierza gigantyczna asteroida, meteoryt lub jakieś inne kosmiczne paskudztwo, które - jeśli trafi - przemieni naszą ukochaną planetę w sos pomidorowy. Ale że zgładzić zamierzają nas nie martwe skały, ale żywi kosmici - z tym do tej pory spotykaliśmy się tylko w kinie, najczęściej kiepskim. Na naszych oczach jednak kino staje się rzeczywistością. W te brednie dotyczące roku 2012 (i-co-się-wtedy-ma-wydarzyć) wierzą już chyba tylko ludzie ze zbioru w granicach błędu statystycznego, za to fajną sumeryjską legendę o Annunakich odmieniają przez wszystkie przypadki nawet gospodynie domowe. Ktoś, komu zależy na podtrzymaniu paniki w społeczeństwie, uderzył więc teraz w Dzwon Zygmunta. Kosmici lecą do nas osobiście!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieść ta głosi - najogólniej - że słynny projekt monitorujący przestrzeń kosmiczną SETI został kilka miesięcy temu zamknięty nie jak głosi oficjalna wersja - z powodu braku funduszy, ale dlatego, że coś odkrył. Coś, a konkretnie trzy gigantyczne statki kosmiczne zmierzające ku Ziemi, z których największy ma średnicę 240 kilometrów. W chwili obecnej znajdują się w pobliżu Plutona (dlatego astronomiczne teleskopy jeszcze ich nie widzą), a do nas dolecą w grudniu 2012 roku (jakaż cudowna koincydencja - przecież wtedy właśnie ma być koniec świata!). Oczywiście tajną tą informację pierwszy poznał rząd Stanów Zjednoczonych i NASA, a następnie kilku innych wtajemniczonych przywódców wiodących państw na świecie, z przykazaniem zatajenia jej przed społeczeństwem. "Przypadkowo" doszło jednak do przecieków, tropy wiodą ponoć do Macedońskiej Agencji Informacyjnej, w każdym razie o tym, że lecą do nas wrogie zielone ludziki wiedzą już wszyscy, a nie tylko krewni i znajomi Królika. A ludziki te dysponują taką bronią i technologią (w końcu mają talerz jak stąd do Warszawy), że unicestwią nas w mgnieniu oka (a może lecą nas uratować?). I żeby nie być gołosłownym, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=tVASNuYB454"&gt;tutaj&lt;/a&gt; m.in. można obejrzeć "zdjęcia" z przecieków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mógłbym zapytać jak to możliwe, że RADIOTELESKOPY projektu SETI, które wychwytują fale RADIOWE, stworzyły widoczny na tych przeciekach dwuwymiarowy OBRAZ. Ale po co, skoro usłyszę, że teraz nie należy pytać, tylko uciekać. Gdzie pieprz rośnie! Dramat, klęska, apokalipsa, pandemonium, Indianin w Paryżu, Krecik w mieście. Mało mnie obchodzi, czy ktokolwiek w to uwierzy (choć na pewno znajdą się tacy), bardziej interesuje mnie, dlaczego mamy - jako społeczność planety zwanej Ziemią - najbardziej wybujałe ego we Wszechświecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie dość, że wszystkie ciała niebieskie uparły się, żeby akurat w nas uderzyć, to jeszcze uwzięli się na nas kosmici. We wszystkich galaktykach, na wszystkich zamieszkanych planetach, nic nie robią tylko knują przeciw nam. Siedzą kosmici i kombinują, jak tu się nam dobrać do skóry. Czy od razu wysłać statki bojowe, czy najpierw zwiadowcę w postaci przerośniętego tasiemca (nieuzbrojonego), który kompulsywnie dzwoni do domu, czy może kilkoro szpiegów wyglądających jak ludzie ziemscy, ale pod zdradziecką powłoką skrywających ciała oślizgłych jaszczurów? Czy porwać kilka osób w takt dziwnej muzyki, czy uprowadzić córkę Blake'a Carringtona i porobić na niej testy wszelakie, a może tylko odrolnić chłopu ziemię, unosząc do swojego statku wszystkie krowy i wysysając im krew? I siedzą dalej ci kosmici, i liczą, i planują, grzeją się im zielone mózgownice, czułki się trzęsą, srebrzyste skafandry im parują, ale nie spoczną, dopóki nas nie zniszczą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby było jasne, czyli clear.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Osobiście wierzę głęboko w istnienie życia pozaziemskiego, i to w takiej skali i w takiej formie, że przekracza to nasze wszelkie wyobrażenia.&lt;/span&gt; Ale wydaje mi się także, że oni nas mają głęboko gdzieś. Wiedzą o nas, owszem, ale nic ich nie obchodzimy, tak jak ludzkości nie obchodzi niewielkie mrowisko gdzieś na skraju lasu. Oni mają o wiele ważniejsze sprawy na głowie (czy cokolwiek chroni ich mózgi) aby się nami przejmować. Choćby dlatego, że wiedzą, iż nie będzie z nas żadnego pożytku. Jesteśmy żałosnymi, głupimi istotkami, ale za to samoocenę mamy, że ho ho. Uważamy się za pępek Wszechświata, rozgłaszamy, że tylko na Ziemi jest życie "inteligentne", a nawet jeśli gdzieś indziej też, to zaraz do nas przylecą - zbratać się, albo potykać na oręż dowolny. W przypadku tych ostatnich doniesień jest identycznie - nawet jeśli zauważono jakieś pojazdy w okolicach Plutona, to nasze wygórowane ego od razu zakłada, że lecą do nas. A może po prostu podróżują na wakacje i uznali, że tędy będzie najbliżej i w dodatku ominą jakąś płatną kosmiczną autostradę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie potrafimy przyjąć do wiadomości, że w Kosmosie są miliardy gwiazd, wokół których krążą miliardy planet, większość z nich miliony razy większe od Ziemi. Nasza galaktyka (Droga Mleczna) jest kosmicznym zadupiem, a nasza planeta jest niczym więcej niż tylko pyłkiem. Szczerze wątpię, żeby ktokolwiek naprawdę inteligentny zapuszczał się załogowym statkiem w nasze rejony. A wysilać się, żeby nas niszczyć? Po co? Chyba jedynie po to, żeby uchronić przed gniciem zdrową tkankę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, mogę się mylić. I w grudniu przyszłego roku, niczym John Locke w ostatnim odcinku drugiego sezonu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lost&lt;/span&gt; powiedzieć ze strachem w oczach: "I was wrong". Jedyną pozytywną okolicznością będzie wówczas, że już nie będę musiał nikomu spojrzeć potem w oczy i tłumaczyć się z moich nietrafionych przewidywań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to chyba jeszcze nie teraz...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;27. czerwca 2011, 13:42 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-4826718228491095004?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/4826718228491095004/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=4826718228491095004' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4826718228491095004'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4826718228491095004'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/06/inwazja.html' title='inwazja'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-7627817581299043358</id><published>2011-06-22T22:14:00.003+02:00</published><updated>2011-06-22T22:23:08.188+02:00</updated><title type='text'>jednak święci garnki lepią</title><content type='html'>W książkach, które pamiętam z dzieciństwa (raczej wczesnego), powtarzał się czasami zestaw edukacyjnych obrazków z cyklu: "To samo, a ciągle inaczej". Miały one na celu zobrazowanie dzieciom, czym różnią się od siebie pory roku. Czasami były dwa (lato-zima), czasami cztery. Gdyż - jak powszechnie wiadomo - pory roku mamy w Polsce cztery: przedwiośnie, żarówa, babie lato i śródzimie. Nie przyjął się jednak importowany z Etiopii za ciężkie pieniądze podział na porę suchą i porę deszczową. Gdyby się bowiem trzymać tego zróżnicowania, to... nie byłoby żadnego zróżnicowania. Pora sucha trwa jakieś 11 miesięcy, a przez pozostałą część roku kalendarzowego udaje, że pada śnieg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anyway, na wspomnianych obrazkach trzymano się jeszcze klasycznego podziału, który w meteorologii zaczynał zanikać mniej więcej wtedy, gdy Reymont zaczynał pisać "Chłopów" (za których dostał potem - jak pamiętamy - Nagrodę Wedla). Na obrazku pt. "Lato" był na przykład domek (z czerwonym dachem i kominem), drzewo liściaste, ścieżka, błękitne jezioro i złote słonko na niebie. Obrazek "Zima" przedstawiał identyczny krajobraz, ale pokryty śniegiem, drzewo straciło liście, z komina wydobywał się dom, a jezioro skute było lodem. Teraz pewnie takich zestawów już nie ma w książkach, bo raz, że dzieci jakoś bardziej nowoczesne, a dwa, że w czasach, gdy w maju pada śnieg, a w grudniu jest +15 st. C, oprotestowano by zaraz te obrazki, jako wprowadzające dziatwę w błąd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja miałem jednak o czymś innym. Otóż rzecz w tym, że gdy to były obrazki, to jeszcze było w miarę fajnie - i domek, i jezioro w tym samym miejscu. Gdy jednak były to fotografie, pod względem rozmieszczenia widocznych na nich obiektów nie wszystko było identycznie. Ba, czasami niełatwo było dostrzec w ogóle jakieś podobieństwo - albo inny kadr, albo inna perspektywa. Co mnie - jako anankastycznego pedanta - mocno raziło. I myślałem: co za problem wziąć zimowe zdjęcie, przyjść w lecie, spojrzeć na zdjęcie i stanąć mniej więcej w tym samym miejscu, aby uzyskać podobny kadr?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś muszę uderzyć się w piersi. Na własnej skórze przekonałem się bowiem, że to jest pewien problem. Owszem, do przeskoczenia, ale nie tak banalny, jak sądziłem. Wprawdzie moje fotografie wykonywałem nie mając w ręku zdjęcia z przeciwstawnej pory roku, ale za to byłem na terenie, na którym znam każde drzewo i każde ziarnko piasku. A efekty są jednak - jak poniżej - mizerne. Chociaż to wciąż są te same miejsca - ręczę za to głową i innymi częściami ciała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(i jak zwykle - na fotografię klikamy lewym guziczkiem myszki dla praworęcznych, aby te efekty zobaczyć)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-OeFcVPfhByU/TgJM_d_STqI/AAAAAAAADVg/G9R7z5r-gMA/s1600/mix2_1.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-OeFcVPfhByU/TgJM_d_STqI/AAAAAAAADVg/G9R7z5r-gMA/s320/mix2_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5621139938177339042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5DF2ujPbgSI/TgJM_IYJ4CI/AAAAAAAADVY/Krahx4JoB3E/s1600/mix1_1.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 238px; height: 343px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-5DF2ujPbgSI/TgJM_IYJ4CI/AAAAAAAADVY/Krahx4JoB3E/s320/mix1_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5621139932376064034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-cU98bkzjL-Q/TgJM_vqRFZI/AAAAAAAADVo/NUM8u33ZCYk/s1600/mix3_1.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 246px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-cU98bkzjL-Q/TgJM_vqRFZI/AAAAAAAADVo/NUM8u33ZCYk/s320/mix3_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5621139942921016722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-PVKP20WrNGQ/TgJM_3qnIwI/AAAAAAAADVw/jlHJ2W2Sv2Q/s1600/mix4_1.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 244px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-PVKP20WrNGQ/TgJM_3qnIwI/AAAAAAAADVw/jlHJ2W2Sv2Q/s320/mix4_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5621139945069945602" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;22. czerwca 2011, 22:12 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-7627817581299043358?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/7627817581299043358/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=7627817581299043358' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7627817581299043358'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7627817581299043358'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/06/jednak-swieci-garnki-lepia.html' title='jednak święci garnki lepią'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-OeFcVPfhByU/TgJM_d_STqI/AAAAAAAADVg/G9R7z5r-gMA/s72-c/mix2_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-7783939274722421736</id><published>2011-06-14T15:29:00.004+02:00</published><updated>2011-06-14T17:14:19.417+02:00</updated><title type='text'>kto się boi czarnego Murzyna?</title><content type='html'>Sprawa rzekomo rasistowskiej wypowiedzi Kuby Wojewódzkiego w którymś radiu otarła się już o ministra (sic!). Liczba punktów na liście postulowanych sankcji wobec dziennikarza zwiększa się szybciej niż dług publiczny Rzeczpospolitej Obojga Kaczorów (Donalda i Jarosława). Ukarać, usunąć z radia, zamknąć mu program, odsunąć od organizacji koncertu z okazji inauguracji unijnej prezydencji, postawić przed Trybunałem Stanu. W normalnym kraju rzekomo poszkodowany pan Gajadhur wytoczyłby panu Wojewódzkiemu sprawę cywilną. Wówczas sąd - z dala od medialnego zainteresowania - zbadałby, czy zostały naruszone jakieś dobra pana Gajadhura i ewentualnie pociągnąłby Kubę za konsekwencje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, nie żyjemy w normalnym kraju. I już nawet nie chodzi o to, że na tzw. Zachodzie ostra satyra jest na porządku dziennym, ani o to, że gdyby u nas narodził się Monty Python, musiałby się ukrywać w bardzo głębokim podziemiu. Zresztą rzeczonej wypowiedzi Kuby nie słyszałem, więc nie będę dywagować "czy to było rasistowskie, czy nie". Nie żyjemy w normalnym kraju z powodów ogólniejszych. Po pierwsze - uwaga, truizm! - sprawa Kuby to kolejny temat zastępczy, niezbędny do tego, aby media mogły podtrzymywać swoje funkcje życiowe. W ostatnich tygodniach głośno było kolejno o: "kibolach", niemieckich ogórkach, stadionach na "Euro" i pewnej posłance, która partie polityczne zmienia częściej niż bieliznę osobistą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A po drugie - charakterystyczne dla naszego społeczeństwa jest to, że raz na pewien czas potrzebujemy jakiegoś kozła ofiarnego. Najlepiej kogoś znanego, komu "się w życiu udało", kto ma lepiej od nas. I dla poprawy narodowego samopoczucia potrzebujemy odsądzić go od czci i wiary, oraz w majestacie prawa obrzucić błotem. Owszem, zawsze pod ręką jest Jarosław Kaczyński, w którego bije się niczym w afrykański bęben i oskarża o wszelkie plagi i nieszczęścia. Ale jest społeczność, która stoi za nim murem i leży za nim krzyżem, więc na ogólnonarodowego chłopca do bicia się już nie nadaje. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bo musimy jednak od czasu do czasu ukrzyżować kogoś ponad podziałami.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie, trudno było ostatnio o kogoś takiego, co do którego byłaby ogólnonarodowa zgoda, od plaż Bałtyku po szczyty Tater. Pewien poseł, który lubi popatrzeć na baraszkujące lesbijki odpadł w przedbiegach, gdyż jest zbyt mało rozpoznawany. Premier z Gorzowa, znany też jako Atrakcyjny Kazimierz, ze względu na romans z dziewczyną w wieku swojej córki był idealnym kandydatem, ale udał się na banicję i ani myśli wracać do tych pól malowanych zbożem rozmaitem. Nie udało się nawet ze słynnym reżyserem Polanem Romańskim. Wszystko było pięknie - bo i Żyd, i sławny, bogaty, i dziecko zbałamucił, ale cholera, musiał się znaleźć ktoś, kto go zaczął bronić. I już nie wypada stawiać szubienicy. Musi bowiem do tego istnieć pełna zgoda, jak pod pałacem Poncjusza Pirata, gdy tłum jak jeden mąż krzyczał "Ukrzyżuj".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim jednak zapłoną stosy odkupienia i usmażymy sobie Kubę Wojewódzkiego na rzecz społecznego dobro-samopoczucia, przyjrzyjmy się sobie jako tak zwanemu Narodowi. Naszym anegdotom, dowcipom i odzywkom inkrustowanym uprzedzeniami i resentymentami tak obficie, jak wielkanocna babka rodzynkami. Przypomnijmy sobie, co czujemy na widok żebrzących Rumunów, krążących po domach Cyganów, przyrządzających sajgonki "Kitajców". Wyobraźmy sobie, co pomyślimy, gdy znajoma zwierzy się nam, że zamierza wyjść za mąż za fantastycznego Turka albo Irakijczyka, i czy to na pewno jest to samo, co w przypadku gdyby powiedziała, że wychodzi za faceta z Wrocławia. Nawet mainstreamowe kabarety operują stereotypami ("Kuciak na ostro raz", "Z psa robimy cielęcinę, a z kota kisiel i ciastka") i mam poważne obawy, czy w celu walki z nimi, czy dlatego, że tak głęboko one już w nas siedzą. I nikt za chińskiego papieża nie przekona naszej podświadomości, iż Wietnamczycy nie jedzą psów, Murzyni nie skaczą po bananowych drzewach, a Indianie nie rozmawiają z duchem wiatru i orła cieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem zastanówmy się, czy to właśnie Kuba Wojewódzki jest tym obiektem, z którym powinniśmy toczyć boje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po II wojnie światowej jeden facet, Stetson Kennedy, zachwiał całą potęgą Ku-Klux-Klanu tak bardzo, że ta organizacja już nigdy później nie odzyskała swojej pozycji w USA. Nie walczył jednak na salach sądowych, ani nie rzucał grubym, moralnościowym słowem. Wstąpił do Klanu, wyniósł jego tajemnice, zwyczaje i rytuały na zewnątrz, a następnie ośmieszył je. Humorem, ironią można walczyć równie skutecznie jak mieczem. Ale w Polsce wciąż obowiązuje obrażanie się, wywijanie szabelką i grobowa powaga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;14. czerwca 2011, 15:26 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-7783939274722421736?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/7783939274722421736/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=7783939274722421736' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7783939274722421736'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7783939274722421736'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/06/kto-sie-boi-czarnego-murzyna.html' title='kto się boi czarnego Murzyna?'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-7539004953152487300</id><published>2011-06-09T19:08:00.005+02:00</published><updated>2011-06-09T23:42:18.773+02:00</updated><title type='text'>pacaneum</title><content type='html'>W moim mieście, które w tych dniach jest słynne raczej z festiwalu wszech-popu i plastikowej piosenki, doszło w mijającym tygodniu również do innego wydarzenia. Tragicznego, owszem, ale dającego jednocześnie Opolu ogromne szanse na zasłynięcie w świecie, gdy w swojej następnej książce pani Wendy Northcutt będzie wręczać kolejne Nagrody Darwina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż w środku nocy, na dworcu kolejowym Opole-Wschód, pijany student Uniwersytetu Opolskiego wspinał się na słup trakcyjny. Poważnie - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;wspinał się na słup trakcyjny!&lt;/span&gt; Jak relacjonują lokalne media, gdy był na wysokości ok. 5 metrów, poraził go prąd. Widocznie chciał (ten student, nie prąd) zabłysnąć przed kolegami, którzy razem z nim na owym dworcu spożywali alkohol. No i właściwie mu się to udało. I to nie byle jak! Nie tak, jak zwykły śmiertelnik, który przypadkiem w mieszkaniu włoży widelec do gniazdka, gdzie jest zaledwie 220 V (niskie napięcie). Sieć trakcji kolejowej jest linią średniego napięcia, płynie tam prąd o napięciu 3 kV (3 kilowolty czyli 3 000 V). Gość zatem zabłysnął naprawdę olśniewająco i jak nietrudno przewidzieć, podjęta przez ratowników medycznych reanimacja zakończyła się niepowodzeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej zaskakujące jest jednak, czym na co dzień zajmował się nasz kandydat do Nagrody Darwina. Gdyby bowiem przyjechał on z jakiejś zabitej dechami prowincji na rubieżach cywilizacji, gdzie diabeł gasi światło przed snem i gdzie nie wiedzą, co to kolej żelazna, to można by mu jeszcze wybaczyć. Było nawet za socjalizmu takie powiedzenie: wpuścić chłopa do biura, to atrament wypije. Ale nie, ten śmiałek wspinający się na słup trakcyjny był studentem &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;fizyki&lt;/span&gt;. I stworzył w ten sposób wymarzony argument dla przeciwników powstawania uczelni w miastach mniejszych niż mega-trendi-Wroclove. Bo skoro w tych małych uczelniach nawet studenci fizyki nie są świadomi, czym grozi bliskie spotkanie z elektrycznością...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapominając na moment o religii, etyce i moralności, można podsumować, iż w pewnym aspekcie dobrze się stało, że reanimacja tego studenta nie przyniosła skutku. Zadziałał bowiem odwieczny i niezawodny mechanizm selekcji naturalnej. Głupota jest przypadłością dość powszechną i jak dotąd - cytując zmarłą niedawno Młodą Lekarkę - "medycyna nie znalazła na to żadnego pacaneum". Skutkiem ubocznym (choć niektórzy nazwą to osiągnięciem) medycyny jest natomiast to, że posiada środki pozwalające odratować delikwentów cierpiących na opisywaną przypadłość, których pomysły w normalnych warunkach powinny zakończyć się zejściem (śmiertelnym).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawniej, gdy znalazł się gość, który próbował stąpać po wodzie, uznał, że jest "hardkorem" i potrafi latać, ruszał z jedną dzidą przeciw szarżującemu stadu słoni czy strzelał z procy do niedźwiedzia, to wkrótce po takim wyczynie jego współtowarzysze grzebali głęboko w ziemi to, co z niego zostało. A jeśli nie zdążył jeszcze przekazać dalej swoich "bezcennych" genów, przyszłe pokolenia mogły odetchnąć z ulgą. Rozwój medycyny - oczywiście nieoceniony - zaburzył jednak działanie tego mechanizmu, który odsuwał w czasie dzień, gdy świat wezmą w posiadanie jednostki o inteligencji szczotki do włosów. Paradoksem współczesności jest, że mimo powszechnej edukacji, co krok spotyka się idiotów. Ale to nie tak, że jest ich proporcjonalnie więcej niż kiedyś. Tylko osiągnięcia cywilizacyjne sprawiają, że mogą oni dłużej cieszyć się życiem. Podobnie jak z chorobami wieku starczego - również nie jest ich więcej niż 200 czy 500 lat temu, ale to nowoczesna medycyna sprawia, że ludzie częściej dożywają wieku sędziwego i mają nieprzyjemność na takie choroby zapadać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, wiem, każdego z nas w jakimś stopniu dotyczy pośrednia autodestrukcja. Każdy podobno zasługuje na nowe życie, na drugą szansę i takie tam. Zgoda, to prawda. I wyjątkowo nie mam nawet pretensji o to, że "z naszych podatków" ratuje się delikwenta, który wspina się na słup trakcyjny. Wydaje mi się jednak, że przede wszystkim trzeba samemu sobie dać szansę na tą drugą szansę. W przeciwnym wypadku to naprawdę nie ma sensu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;9. czerwca 2011, 19:06 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-7539004953152487300?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/7539004953152487300/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=7539004953152487300' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7539004953152487300'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7539004953152487300'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/06/pacaneum.html' title='pacaneum'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-4999325966709682077</id><published>2011-06-04T23:01:00.004+02:00</published><updated>2011-06-05T00:17:24.296+02:00</updated><title type='text'>shrink</title><content type='html'>W gabinecie kozetka. Na ścianie portret Freuda. W repertuarze między innymi: czytanie w myślach, grzebanie we wspomnieniach z wczesnego dzieciństwa, patologiczna potrzeba odnalezienia w zachowaniu interlokutora objawów zaburzenia psychicznego, wystawianie zaświadczeń o dysleksji albo ADHD.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś określenie "psycholog", a już zwłaszcza "psycholog kliniczny" brzmiało dumnie. Osobnika takiego otaczano szacunkiem, trochę jak lekarza, tylko lekarza od czegoś innego niż kaszel i bul (według "Słownika Nowej Ortografii" pod redakcją B.Komorowskiego) w krzyżu. Współcześnie psychologa wrzuca się do jednego worka z napisem "magistry bez przyszłości". Stawia się w jednym szeregu z absolwentami kierunków dających tak szerokie perspektywy na rynku pracy, jak filozofia, zarządzanie, stosunki międzynarodowe czy wiedza o kulturze. Przed studentem psychologii kreśli się rozległe i zróżnicowane horyzonty zawodowe: w hipermarkecie, na budowie, w McDonaldzie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stereotypy i błędne przekonania nie przylatują z księżyca. Winnymi ich potęgi są przede wszystkim sami psychologowie. To, że nie mogą przepisywać leków i przez 20 lat "wolnej Polski" nie potrafią wypracować ustawy o własnym zawodzie to jedno. Istotniejsze jest jednak, że niektórym po ukończeniu tych kiedyś prestiżowych studiów odbija i zachowują się, jakby posiedli wszelkie mądrości tego świata. Na podstawie testów projekcyjnych wysuwają wyrafinowane wnioski o ludzkiej osobowości, opowiadają brednie o "zabawianiu wewnętrznego dziecka", "odnajdywaniu siebie" czy "akceptacji ograniczeń własnego JA" i płodzą pseudonaukowe poradniki, które językiem typowym dla Paulo Coelho radzą jak żyć, żeby być pięknym, zdrowym i bogatym. A wszystko to podpierają uniwersalną frazą: "najnowsze odkrycia psychologii dowodzą, że...".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy wydarzy się katastrofa, są ofiary śmiertelne i w internecie napiszą, że na miejsce wysłano psychologów, zawsze znajdzie się kilka komentarzy w rodzaju: "Po co te darmozjady tam pojechały, będą gadać te swoje psychologiczne "mądrości", a nikomu i tak nie pomogą". Gdy kandydat na zawodowego kierowcę wraca z badań psychotechnicznych, relacjonuje w stylu: "K***a, jakieś klocki mi kazał ten kretyn układać, zamiast badać to, co faktycznie jest potrzebne na drodze". Człowiek z poważnym problemem nawet nie decyduje się na wizytę u psychologa, gdyż z opowieści znajomych wie, że zamiast rozmowy dostanie test, albo zostaną mu okazane plamy atramentowe z pytaniem "Co tutaj widzisz?". I na tej podstawie Pani Psycholog stwierdzi, że wszystkie problemy klienta to wina odrzucającej matki, zbyt ciężkich zabawek w dzieciństwie albo braku orgazmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakby nie patrzeć, taki jest wizerunek psychologa. Hybryda wróżki, szarlatana i niespełnionego seksualnie wyznawcy Freuda, który wszystkie problemy sprowadza do jednego. Obsesyjnie przekonanego o własnej nieomylności, który dowodzi: "mam rację, bo jestem psychologiem, a ty nie". Względnie cudotwórcy, który potrafi rozwiązać każdy problem jeśli tylko mu się chce (a zwykle mu się nie chce). Który ma magiczną różdżkę schowaną w szufladzie, gdzieś pomiędzy testami inteligencji a dłutem do przeprowadzania lobotomii. I który ma dostęp do wiedzy tajemnej, więc wystarczy, że powie dwa zdania, albo zaordynuje odpowiednią terapię, a nasze życie - niezależnie od tego, jak poważny jest problem - zamieni się w krainę winem i śpiewem płynącą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I mnie to trafia, bo studiuję tą dziedzinę nauki z pasji i z przekonania. Dla tej wiedzy tajemnej zresztą też, bo cierpię na "syndrom ucznia czarnoksiężnika". A za rok wyląduję w świecie, który psychologa generalnie wyśmiewa albo wysyła do tak zwanego diabła. Nawet nie chodzi o to, że szersze społeczeństwo uzna mnie za wiecznego studenta, któremu nie chciało się uczyć, więc zrobił sobie kierunek lekki, łatwy i przyjemny. Albo rozpuszczonego cwaniaka, który zamiast zabrać się do prawdziwej pracy, bierze pensję "z naszych podatków" za przekładanie papierów i robienie uczciwym ludziom idiotycznych testów. Z tym sobie poradzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Problem ma za to owo szersze społeczeństwo. Bo - niezależnie od powodów - z psychologa zrobiło sobie takiego Czarnoksiężnika z Krainy Oz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;a rebours&lt;/span&gt;. Najpierw go ignoruje i odsądza od "prawdziwej naukowości" i "poważnej wiedzy", ale jak przychodzą kłopoty, to oczekuje od niego cudów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;4. czerwca 2011, 23:00 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-4999325966709682077?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/4999325966709682077/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=4999325966709682077' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4999325966709682077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4999325966709682077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/06/shrink.html' title='shrink'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-3436986432706835152</id><published>2011-06-02T23:24:00.005+02:00</published><updated>2011-06-02T23:32:10.805+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z głośnika'/><title type='text'>Amorphis - "The Beginning Of Times"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-jCuHwzCImu4/TefLOvCFvvI/AAAAAAAADVM/XOnYy2cf-is/s1600/The%2BBeginning%2BOf%2BTimes.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 208px; height: 208px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-jCuHwzCImu4/TefLOvCFvvI/AAAAAAAADVM/XOnYy2cf-is/s320/The%2BBeginning%2BOf%2BTimes.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5613678914544451314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;To miał być muzyczny Genesis. Opowieść o Początku. Dźwiękowa ilustracja fińskiej wersji Księgi Rodzaju. I o ile taka idea zasługuje na obiektywne uznanie, ocena jej realizacji musi już pozostać wyłącznie kwestią indywidualnych upodobań. A jedynym zastrzeżeniem jakie można postawić, staje się pytanie, czy wybrali właściwy czas, czy akurat na tym etapie kariery warto było się porywać na tak potężne przedsięwzięcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tezę jakoby Amorphis się twórczo wypalił, mógłby postawić tylko kompletny ignorant. Poza tym to akurat są ludzie, którzy nie muszą niczego nikomu udowadniać. Ponad 20 lat na scenie, 10 albumów, z których już tylko losowo wybrana połowa sytuuje zespół wśród najważniejszych wykonawców europejskiej, a nawet światowej sceny przełomu wieków. A pomysł z regularnym sięganiem w zakresie warstwy tekstowej do "Kalevali" (fińskiej epopei narodowej) jest dosłownie nie z tej ziemi. Zgoda, panowie niebezpiecznie szybko zbliżają się do "czterdziestki", więc można byłoby próbować dowodzić, że starszy człowiek jednak nie może. Że równia pochyła, że demencja, że właśnie artystyczny &lt;span style="font-style: italic;"&gt;burnout&lt;/span&gt;...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... ale dałoby się to obronić jedynie wówczas, gdyby dwa lata temu nie wyszedł spod ich rąk znakomity "Skyforger". Album od pierwszej do ostatniej nuty niemal perfekcyjny, nawiązujący do najlepszych czasów kapeli, a może nawet piszący ich historię na nowo. Przy całej mojej miłości dla beztroskiej "Elegy", dla genialnej "Tuoneli", dla miażdżącego "Am Universum" i dla wokalu Pasi Koskinena, gdyby ktoś określił "Skyforger" najlepszą płytą w dorobku Amorphis, nie miałbym argumentów, aby protestować. I aby z infantylnym podekscytowaniem nie oczekiwać na kolejny krok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krok, jak się okazuje pusty. Krok, który niestety nie posuwa historii naprzód. "The Beginning Of Times" nie tylko na gruncie lirycznej metafory jest spojrzeniem wstecz. Na pierwszy rzut ucha jest logiczną kontynuacją "Skyforger", ale tylko na pierwszy. Zbyt dużo jest na tej płycie niedoróbek, zbyt dużo słabych momentów. Oczywiście, jest ten charakterystyczny amorphisowy klimat, ale tylko wzmaga on pozostające po fakcie uczucie niedosytu. Fuszerki widać bowiem wszędzie. Pierwsza ścieżka ("Battle For Light") razi bezbarwnością i brakiem pomysłu, a przecież otwarcia oni zawsze mieli kapitalne. Wybór promujących (również na Fejsbuku) płytę kawałków jest przysłowiowym strzałem kulą w płot. "My Enemy" tylko się interesująco zaczyna, a później jest już coraz gorzej. Natomiast "You I Need" jest nudny jak krawat Zbigniewa Wodeckiego, i tylko klawisze Santeriego Kallio ratują rzecz od kompromitacji. Generalnie przynajmniej połowa tracklisty brzmi jak odrzuty z sesji do "Skyforger" i nawet ta niesamowita melodyka, która była być może największym atutem poprzedniego dzieła, tutaj chwilami po prostu irytuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby jednak nie rozbijać w proch legendy, trzeba obowiązkowo wspomnieć, że nie wszystko na "The Beginning Of Times" jest niestrawne jak fińskie pieczywo. Wciąga hipnotyzująca melodia w "Mermaid", przebojowo brzmi "Three Words", coś wreszcie dzieje się w drugiej części albumu ("Reformation", "On a Stranded Shore" czy "Escape"), spodobać musi się końcówka "Crack In a Stone". I przede wszystkim bezapelacyjnie najlepszy na płycie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ER34tHaSGL8"&gt;"Song Of The Sage"&lt;/a&gt;. Dla mnie jak dotąd - obok "Under Flaming Skies" Stratovariusa - absolutnie hit roku. Takiej dawki szaleństwa w amorphisowym wydaniu nie było już dawno. Obłędna melodia, folkowe wstawki, energia rodem z serca reaktora atomowego. Niezbity dowód, że Esa Holopainen i jego ludzie wciąż znają się na swojej robocie. Ta płyta im po prostu nie wyszła, ale przecież świat się jeszcze nie kończy. Jeśli wierzyć tytułowi, to właściwie dopiero się zaczyna.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;Amorphis - "The Beginning Of Times"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;2011, Nuclear Blast&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;ocena: 6/10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;2. czerwca 2011, 23:22 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-3436986432706835152?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/3436986432706835152/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=3436986432706835152' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3436986432706835152'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3436986432706835152'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/06/amorphis-beginning-of-times.html' title='Amorphis - &quot;The Beginning Of Times&quot;'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-jCuHwzCImu4/TefLOvCFvvI/AAAAAAAADVM/XOnYy2cf-is/s72-c/The%2BBeginning%2BOf%2BTimes.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-7530546636352538226</id><published>2011-05-24T21:25:00.009+02:00</published><updated>2011-05-25T07:19:32.077+02:00</updated><title type='text'>Ministerstwo Dobrostanu</title><content type='html'>Niezwykle rzadko zdarza mi się mówić jednym głosem ze środowiskiem tzw. feministek. Nadeszła jednak odpowiednia okazja. Oto bowiem w miniony weekend media umiarkowanie głośno, ale z nieskrywanym entuzjazmem &lt;a href="http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110521/ZDROWIE/349190955"&gt;informowały&lt;/a&gt;, iż już niedługo "walka z rakiem będzie obowiązkowa". Ministerstwo Zdrowia jest bowiem "zdeterminowane", aby jak najszybciej wprowadzić ustawę, która sprawi, że badania mammograficzne i cytologiczne będą obligatoryjne. I przeciw temu piramidalnemu kretyństwu odważyły się publicznie zaprotestować jedynie feministki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście - badania umożliwiające wczesne wykrywanie raka i innych poważnych chorób powinno się wykonywać. Ale żadne państwo &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;nie ma prawa nakazać&lt;/span&gt; swoim obywatelom, aby takie badania robili. Bo w tym momencie rozpoczyna się już totalitaryzm. Właśnie tak, totalitaryzm - gdyż państwo, które wie lepiej od obywatela, co jest dla tego obywatela dobre, jest państwem totalitarnym. I niczym nie różni się od tego, co w swojej najsłynniejszej książce opisał swego czasu Eric Arthur Blair (ksywa: George Orwell).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie zakażeni polityczną poprawnością oburzają się często, gdy np. Janusz Korwin-Mikke określa Unię Europejską czy nawet nasze wspaniałe państwo mianem organizacji faszystowskich. Co z tego, że mało kto wie, czym właściwie jest faszyzm; ważne, że na dźwięk tego strasznego słowa na "F" zapala się ludziom w głowach szereg wstrząsających skojarzeń: Hitler, II wojna światowa, Oświęcim. Więc jakie ma znaczenie, że Hitler nie był faszystą tylko nazistą, a faszyzm jako doktryna polityczna wcale nie ma w programie prowadzenia wojny ze wszystkimi dookoła i eksterminacji jegomościów w gustownych jarmułkach. Zgoda, Korwin-Mikke czasami zbyt ochoczo szafuje "faszyzmem" w politycznych debatach, ale tego co planuje Ministerstwo Zdrowia nie można nazwać inaczej, jak działaniem w stylu państwa totalitarnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W normalnym ustroju, dorosły, zdrowy na umyśle człowiek jest odpowiedzialny za siebie. Nie chce zrobić mammografii, nie chce ubrać kasku jadąc na rowerze, nie chce zapiąć pasów w samochodzie - jego sprawa. I państwu nic do tego. W razie czego bowiem - ucierpi tylko on sam. Oczywiście, wymaga to zlikwidowania państwowej służby zdrowia, gdzie za leczenie człowieka X płaci "całe społeczeństwo", a nie sam zainteresowany człowiek X, ale to jest szybko do zrobienia. Najtrudniejsza będzie zmiana świadomości ludzi, gdyż w reakcji na taki pomysł jak wyżej opisywany, powinni wyjść na ulice liczniej niż ta cała "Solidarność", która zmobilizowała do walki z socjalizmem pół kraju, a chodziło przecież tylko o podwyżkę cen kiełbasy, a nie o najbardziej intymną wolność osobistą. W Stanach, gdy ten czarnoskóry pajac forsował przymusowe ubezpieczenie zdrowotne, z transparentami wyszło parę milionów ludzi. U nas odwagę mają tylko marginalizowane feministki, a większość ludzi komentuje propozycję ustawy słowami w rodzaju: "Bardzo dobry przepis, dzięki temu na pewno uratuje się wiele kobiet".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo możliwe, że tak. Ale w takich przypadkach nie chodzi o efekty, a o zasadę. Zasadę, że nie wolno - w imię niczego - naruszać wolności wyboru dorosłego, odpowiedzialnego człowieka. Gdyż jeden taki przepis jest jak wstawienie stopy w drzwi i pociągnie za sobą kolejne. I pewnego dnia obudzicie się w państwie, które nakazuje Wam robić o wiele bardziej naruszające intymność rzeczy niż mammografia, rzekomo dla Waszego własnego dobra. "Obudzicie się", gdyż mnie to już nie będzie dotyczyć. Współczuję kobietom, ale jak wielokrotnie obiecywałem, w dniu, w którym nasze państwo - na sztandarach walki z czymśtam - wprowadzi jakiekolwiek obowiązkowe badania medyczne dla mężczyzn, zrzeknę się formalnej przynależności do tego państwa (popularnie zwanej "obywatelstwem"). A w skrajnej ostateczności - wyjadę. Do kraju, gdzie rządzi jakiś bandyta, bo paradoksalnie tam jest więcej wolności niż w Nowej Wspaniałej Unii Europejskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;24. maja 2011, 21:23 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Zastanawia mnie jeszcze, jakie będą konsekwencje niepodporządkowania się nowemu prawu. Czy powstaną Patrole Cytologiczne, siłą doprowadzające dziewczyny na badania. Czy od razu ewaporacja...?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-7530546636352538226?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/7530546636352538226/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=7530546636352538226' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7530546636352538226'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7530546636352538226'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/05/ministerstwo-dobrostanu.html' title='Ministerstwo Dobrostanu'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-4172921816661739328</id><published>2011-05-15T23:32:00.006+02:00</published><updated>2011-05-16T00:18:28.132+02:00</updated><title type='text'>Suomi on maailman paras !!!</title><content type='html'>Całe życie czekałem na ten obrazek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-kJpMU2MVzpo/TdBRH4csM2I/AAAAAAAADVE/UH4gR27Ztsk/s1600/z9603177X%252CFinowie-swietuja-mistrzostwo-swiata.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 209px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-kJpMU2MVzpo/TdBRH4csM2I/AAAAAAAADVE/UH4gR27Ztsk/s320/z9603177X%252CFinowie-swietuja-mistrzostwo-swiata.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607070731929924450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poprzedniego (i jedynego do wczoraj) mistrzostwa świata w hokeju dla Finów nie pamiętam. To było 16 lat temu. 16 długich lat niepowodzeń, upokorzeń i przede wszystkim niebywałego pecha. Porażki po karnych, po dogrywkach, po bramkach traconych w ostatnich sekundach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-YHNLrca73Nw/TdBHyHimfrI/AAAAAAAADUs/RIQGlKyivkM/s1600/1136004-max484x290.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 192px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-YHNLrca73Nw/TdBHyHimfrI/AAAAAAAADUs/RIQGlKyivkM/s320/1136004-max484x290.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607060462419476146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakoś to jest wszystko nierzeczywiście hollywoodzkie. To poprzednie Mistrzostwo - z 1995 roku - zdobyte zostało w Szwecji, po zwycięstwie w finale ze Szwecją. I teraz też zwycięski finał ze Szwecją. Z tą Szwecją, z którą mecze zostały jakby obłożone klątwą. Z tą Szwecją, z którą w ostatnich latach Finowie przegrali wszystko, co najważniejsze, z finałem olimpijskim w Turynie na czele. I z tą koszmarną klęską, która do dziś pewnie śni się niektórym po nocach - w ćwierćfinale 2003 roku, na własnych lodowiskach, gdy w połowie 2. tercji było 5-1 dla Finów, a skończyło się 5-6.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakoś to jest tak patetycznie banalne, że ten szwedzki kompleks udaje się przełamać w najważniejszym momencie, jak gdyby zły los na moment odwrócił swoją twarz i pozwolił się odegrać za wszystkie dotychczasowe dramaty. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bo to nie było zwycięstwo. To była egzekucja! 6-1!!!&lt;/span&gt; Trzecia tercja: 5-0.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą, do diabła z symboliką. Przez te ostatnie lata zaczynałem się obawiać, że nie dożyję tej chwili...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-YwHSybSeGHg/TdBKEHumyvI/AAAAAAAADU0/jBYVYhPH9lk/s1600/1136021-max484x290.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 192px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-YwHSybSeGHg/TdBKEHumyvI/AAAAAAAADU0/jBYVYhPH9lk/s320/1136021-max484x290.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607062970730728178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Warto było czekać! :D&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wyobrażam sobie, co teraz się dzieje w Helsinkach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;15. maja 2011, 23:31 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-4172921816661739328?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/4172921816661739328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=4172921816661739328' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4172921816661739328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4172921816661739328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/05/suomi-on-maailman-paras.html' title='Suomi on maailman paras !!!'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-kJpMU2MVzpo/TdBRH4csM2I/AAAAAAAADVE/UH4gR27Ztsk/s72-c/z9603177X%252CFinowie-swietuja-mistrzostwo-swiata.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-4686380168075008795</id><published>2011-05-10T17:56:00.004+02:00</published><updated>2011-05-10T18:03:13.141+02:00</updated><title type='text'>chichot historii</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-yaWpIo88dKA/TclgSo_QSnI/AAAAAAAADUc/aYaUgNNYbbA/s1600/DSC01586.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 396px; height: 239px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-yaWpIo88dKA/TclgSo_QSnI/AAAAAAAADUc/aYaUgNNYbbA/s320/DSC01586.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5605117084595931762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To trochę tak, jakby szynkę po żydowsku wyrabiano na ulicy Oświęcimskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;10. maja 2011, 17:55 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-4686380168075008795?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/4686380168075008795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=4686380168075008795' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4686380168075008795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4686380168075008795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/05/chichot-historii.html' title='chichot historii'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-yaWpIo88dKA/TclgSo_QSnI/AAAAAAAADUc/aYaUgNNYbbA/s72-c/DSC01586.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-6550299881796766288</id><published>2011-05-02T18:56:00.003+02:00</published><updated>2011-05-03T22:12:13.095+02:00</updated><title type='text'>wojna o pokój</title><content type='html'>Amerykanie podobno wysłali wreszcie Osamę bin Ladena do Krainy Wiecznych Łowów. Nie rozumiem jedynie płynących zewsząd gratulacji i zachwytów. Przecież to wstyd! Najpotężniejsza armia świata, dysponująca najnowocześniejszą technologią i uzbrojeniem, potrzebowała prawie 10 lat i kilkunastu tysięcy zabitych po swojej stronie, aby zlikwidować faceta, ukrywającego się w kraju biednym jak mysz kościelna. A największe jaja były na początku operacji, jeszcze w 2001 roku, gdy jeden z zastępców bin Ladena - słynny mułła Omar - wymknął się z oblężonej przez Amerykanów twierdzy i uciekał przez pustynię na motorze. Na motorze! I go nie złapali! Mając do dyspozycji supernowoczesne urządzenia naprowadzające, radiolokacyjne i satelity, które z przestrzeni kosmicznej potrafią na powierzchni ziemi przeczytać gazetę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziwne są też te wszystkie peany pochwalne od przywódców państw, które swoich wojsk do Afganistanu nie wysłały. Przypominają trochę takie lizusowskie wazeliniarstwo w stylu: "Wy, Amerykanie, nasi wspaniali przyjaciele. Dziękujemy wam za odwalenie za nas mokrej roboty". Ale najbardziej zdziwił mnie jeden z komentarzy, uroczo obficie kopiowany potem w sieci, jakoby upolowanie bin Ladena było "wielkim zwycięstwem demokracji". Demokracji?! Co ma demokracja wspólnego z operacją wojskową? Chyba, że w oczach kogoś, kto dzieli świat na dwie kategorie: my, wszyscy dobrzy ludzie = demokracja vs. wszyscy źli ludzie = terroryzm. Ów ktoś jest oczywiście kretynem, jego sprawa, ale dlaczego zajmuje się dyplomacją albo polityką?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta wojna nauczyła nas jeszcze jednego. Konfrontacja z bezkompromisowymi muzułmanami obnażyła wszelkie słabości armii poborowej, złożonej z normalnych chłopaków z normalnych rodzin, którzy na froncie nabawiają się PTSD i tym podobnych. Armie powinny być już nawet nie zawodowe, ile wręcz prywatne - coś na wzór amerykańskiej Blackwater. I złożone wyłącznie z dobrze opłacanych najemników, pozbawionych skrupułów, pozbawionych wszelkich religijnych ograniczeń i wszelkiej moralności. Takich hybryd Rambo z Robocopem, dla których zabić człowieka to jak pstryknąć palcami. Oczywiście - pokój jest jedną z najważniejszych wartości, ale jeśli już ktoś nas napadnie, to będę pewny swojego bezpieczeństwa tylko wówczas, gdy bronić mnie będzie właśnie taki osiłek, zdolny bez mrugnięcia okiem ukręcić wrogowi głowę, a nie dwudziestolatek, który jak przypadkowo zastrzeli przeciwnika, to zaraz musi biec do psychologa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amerykanie stracili kilkanaście tysięcy takich chłopaczków polując na JEDNEGO Araba. Co będzie, gdy takich Arabów - żądnych naszej krwi, bezlitosnych, nie wahających się nożem do obierania ziemniaków poderżnąć gardło - przyjdzie kilka tysięcy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;2. maja 2011, 18:55 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-6550299881796766288?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/6550299881796766288/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=6550299881796766288' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6550299881796766288'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6550299881796766288'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/05/wojna-o-pokoj.html' title='wojna o pokój'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-3482616279763047345</id><published>2011-05-02T01:07:00.007+02:00</published><updated>2011-05-02T02:31:33.209+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z głośnika'/><title type='text'>Poisonblack - "Drive"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-S9FXm2VkOAY/Tb3oEvmszjI/AAAAAAAADUU/ImK5JEi-1eE/s1600/Drive.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 212px; height: 212px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-S9FXm2VkOAY/Tb3oEvmszjI/AAAAAAAADUU/ImK5JEi-1eE/s320/Drive.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5601888679714672178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dawno już nie polecałem w tym miejscu żadnej płyty, ale też już dawno nie ukazało się nic nowego, co zasługiwałoby, aby w tym miejscu się pojawić (nie ma to jak wysokie mniemanie o sobie). I oto - jak to zwykle bywa - zaskoczenie przychodzi w najmniej spodziewanym momencie. Ale ab ovo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poisonblack to autorska kapela pana, który nazywa się Ville Laihiala i kiedyś był frontmanem nieodżałowanego zespołu SENTENCED. Aha - zauważy ktoś - będę nieobiektywny, gdyż skoro ubóstwiam dotychczasową twórczość lidera Poisonblack, to pogrążony w tęsknocie za SENTENCED będę koić ból wszystkim, co jest w jakimś stopniu z nim związane. Zgoda, kochałem SENTENCED artystyczną miłością bezwarunkową, jednak nie przeszkadzało mi to krytycznie spojrzeć na późniejszą twórczość Villego Laihiali. Cztery poprzednie albumy Poisonblack były wybitnie nierówne. Każdy zawierał kilka kapitalnych kawałków, ale też każdy - może poza "Dead Heavy Day" - pełny był ścieżek, które niczym szczególnym się nie wyróżniały. Każdy zawierał też jakiś feler - a to wokal Villego brzmiał jakby w dniu nagrania rozcieńczył Koskenkorvę kranówą, a to gitary grały sobie a muzom. I wreszcie błąd kardynalny - nad każdą płytą unosił się - w mniejszym lub większym stopniu - duch SENTENCED. To nie zbrodnia oczywiście, jednakże wykopywanie i reanimowanie trupa udało się dotąd tylko pewnemu szalonemu doktorowi nazwiskiem Frankenstein.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego - tak, przyznaję - postawiłem na Poisonblack pewnego rodzaju krzyżyk. Od zeszłorocznego "Of Rust And Bones" byłem przekonany, że odtąd będą już nagrywać solidne albumy, takie na szkolną czwórkę, które się fajnie słucha, ale jakoś się specjalnie do nich nie tęskni. A tu niespodzianka! Bez fanfar i fajerwerków kilka dni temu ukazał się "Drive". Nawet mi się specjalnie doń nie spieszyło - przecież zaledwie kilkanaście miesięcy upłynęło od ostatniej płyty, czyżby panowie z Oulu dostąpili w tym czasie twórczego olśnienia? Na pewno nie dostąpił go grafik - okładka jest koszmarna, dawno nie widziałem takiego paskudztwa, a myślałem, że po okładce ostatniej płyty zespołu Lordi nic mnie już nie zdziwi. Świnia z papierosem i gilotyna na kółkach. No, błagam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak, jak głosi stare przysłowie, nie ocenia się ludzi po okładce. I słusznie głosi, gdyż w środku mamy doszlifowany brylant. Muzycy wreszcie odesłali do diabła zabłąkanego ducha poprzednich dokonań i nagrali prawdopodobnie najlepszą płytę w karierze. Album jest w 100% zgodny z tytułem - od początku do końca mamy prawdziwą jazdę. Owszem, jest w tym też sporo tej charakterystycznej, cudownej, fińskiej melancholii. Ale wreszcie naprawdę wszystko ze sobą współgra - kapitalny wokal Villego, jak za najlepszych czasów SENTENCED, do tego energia, rasowe gitary, rewelacyjne melodie, radość grania. To wszystko już się szczątkowo pojawiało na poprzednich albumach, ale wreszcie dostajemy z tego spójną całość. 10 kawałków i żadnego "zapychacza" (może tylko "Futile Man" trochę się nudzi), a wręcz przeciwnie - co jeden, to hit. Bo i znakomity opening w postaci "Piston Head". I promujący płytę &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=CDZYBipJnPw"&gt;"Mercury Falling"&lt;/a&gt; (OK, teledysk kiepski) z miażdżącym początkiem a'la kultowy "Neverlasting" z przedostatniej płyty SENTENCED. I boska końcówka "Maggot Song". I chwytający za serce "Scars". I może nawet najlepszy z tego całego towarzystwa "The Dead-End Stream".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam pojęcia do ścinania czego służy ta gilotyna na okładce, ale jeśli to jest to, o czym myślę (otwór cokolwiek nieduży), a o czym przed dwudziestą trzecią mówić nie wypada, to panowie z Poisonblack wciąż to mają. Bo rozkręcali się długo, ale wreszcie nagrali album z jajami. Mamy dopiero maj, ale jak na razie - płyta roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Poisonblack - "Drive"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;2011, Hype Records&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;ocena: 8,5/10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;2. maja 2011, 01:05 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-3482616279763047345?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/3482616279763047345/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=3482616279763047345' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3482616279763047345'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3482616279763047345'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/05/poisonblack-drive.html' title='Poisonblack - &quot;Drive&quot;'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-S9FXm2VkOAY/Tb3oEvmszjI/AAAAAAAADUU/ImK5JEi-1eE/s72-c/Drive.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-6860434010134998958</id><published>2011-04-26T19:05:00.002+02:00</published><updated>2011-04-26T20:04:04.448+02:00</updated><title type='text'>bajka o żelaznym wilku</title><content type='html'>Dawno, dawno temu, żyły sobie małpy. Trosk nie znały, ich jedynym zmartwieniem było jak dobrze zjeść, gdzie dobrze się wyspać i jak uniknąć niebezpieczeństwa. Potem pojawili się ludzie. Istoty, które dotarły nieco dalej niż małpy na drodze ewolucji. Chociaż wielu przedstawicieli nowego gatunku preferowało dotychczasowy styl życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie byli bardzo różni, choć gdyby przyjąć pewne kryterium, można byłoby zauważyć, że jednak są pod wieloma względami do siebie podobni. Ale był wśród nich pewien odmieniec. Nie stawał w szranki i konkury, nie interesowały go hulanki i swawole, ni złota i przepychy. Jedyne co chciał, to wszystko poznać, wszystko wiedzieć. Jego rozum wciąż nowe zagadki dostrzegał, wciąż nowych odpowiedzi poszukiwał. Kto doił krowy, gdy nie było ludzi? Dlaczego kobiety otwierają usta, gdy się malują? Jak nazywali się Mama i Tato Muminka zanim mieli Muminka?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele życia mu zbiegło na rozwiązywaniu tajemnic i gromadzeniu wiedzy. A mimo, że to lubił, coraz częściej odczuwał, że czegoś mu brakuje, że coś jest nie tak. I poszukiwał wszędzie kogoś, kto by mu rady jakiejś udzielił, ale nikt nie potrafił. Wreszcie dowiedział się, że za siedmioma rzekami, na skraju bezkresnej gęstwiny mieszka mędrzec stary. Człek roztropny, który ponoć zna odpowiedź na każde pytanie. Wie, gdzie raki zimują i gdzie pieprz rośnie. Wie co w trawie piszczy, komu bije dzwon i gdzie jest Nemo. Wie również co jest grane, gdzie diabeł mówi dobranoc i gdzie się podziały tamte prywatki. Wie podobno także kto skreślił "lub czasopisma", co gryzie Gilberta Grape'a, a nawet kto zabił Laurę Palmer, choć w jego krainie nikt go o to nie pyta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To mój człowiek - pomyślał sobie odmieniec i ruszył na poszukiwania owego pustelnika. Rzeki przepłynął, góry pokonał, wielkim lasem szedł, nocy nie przespał... Aż wreszcie odnalazł mędrca tego i zgryzotę swoją mu wyjawił. Odrzekł mu mąż uczony:&lt;br /&gt;- Sprawa twoja nie jest z tego świata. Dla innych ludzi świat ten zaprojektowany został. Ale po co cię to tak zajmuje, skoro jak oni, tak i ty jednako swój żywot zakończycie, w grobie ciemnym w proch się obrócicie.&lt;br /&gt;- No, ekwifinalność - odrzekł odmieniec - Ale frasuje mnie to, bo poszukuję jak szczęścia zaznać zanim się na tamten świat przeniosę.&lt;br /&gt;- Kiedy ci mówię jak komu dobremu, że niemożliwe to jest.&lt;br /&gt;- Jakże to?! Nie rozumiem?&lt;br /&gt;- Boś trąba zardzewiała! Słuchaj mnie tedy. Objąć wszystkiego i tak nie zdołasz, bo gdy nawet już ci się wyda, że wszystko wiesz, zrazu pojawi się coś nowego i nowego i tak w nieskończoność. A kiery radości w samym poznawaniu poszukujesz, tedy musisz wiedzieć, że jej nigdy nie odnajdziesz. Powiedz sam, jak na tym świecie żyć jest łatwiej - tak, jako ty chcesz, czy tak, jako inni żyją?&lt;br /&gt;- No przecie, że tak, jako inni.&lt;br /&gt;- Toć i słusznie prawisz. Bo tak przez wieki ludzie ten świat urządzili, coby im się jak najłatwiej żyło, coby ich przywary im w tym nie przeszkadzały. I tylko żyjąc podług prawideł tego świata, szczęście osiągnąć możesz. Dlatego zaprawdę powiadam ci - jeśli będziesz inaczej próbować niż to jest ogólnie zadane, radości ty nie dostąpisz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nakopał mu jeszcze do tyłka pustelnik dla zapamiętania i dał mu na drogę kamień zielony. Wyszedł zatem strapiony nasz odmieniec i drapiąc się w głowę wędrował przez las, aż nagle olśnienia dostąpił: Przecie ten mędrzec jest także z tego świata. Więc nie może on inaczej mówić, boby prawidłom tego świata się sprzeniewierzył. Muszę ja znaleźć takiego kogoś, kto duchem tego świata skażony nie jest. On dopiero prawdę jedyną mi objawi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I szukał kogoś takiego po borach i lasach, po kniejach i bezdrożach. I choć nie znalazł, drogi swojej nie porzucił. I żył długo i nieszczęśliwie. Ale z własnego wyboru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;26. kwietnia 2011, 19:03 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-6860434010134998958?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/6860434010134998958/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=6860434010134998958' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6860434010134998958'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6860434010134998958'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/04/bajka-o-zelaznym-wilku.html' title='bajka o żelaznym wilku'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-7506688918467989063</id><published>2011-04-24T23:06:00.001+02:00</published><updated>2011-04-24T23:45:20.183+02:00</updated><title type='text'>venite ad me omnes</title><content type='html'>Mówią o nim, że jest przaśny, bogoojczyźniany i wąsaty. Mówią, że zamiast świadomej refleksji wymaga recytowania regułek i internalizowania dogmatów. Że wprowadza nowe trendy w modzie (ach, te spodnie na kancik i te buty "kościółkowe"). Że pomaga kształtować kapitał społeczny (jakie to przeróżne grupy dyskusyjne się tworzą w słoneczny dzień wśród dżentelmenów stojących przed wejściem). I że sprawia, iż dorośli ludzie dziecinnieją, specyficzną manierę językową przyjmując, gdy zaczynają prawić o "Bozi" i "paciorku".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mówią o nim różne rzeczy. A jaki naprawdę jest? Polski katolicyzm, bo o nim mowa. Nie wiem, nie podejmuję się osądzać, nie odważę się generalizować żadnej z powyższych obserwacji. Ale wiem o nim coś na pewno. Wiem, i będę tego bronić jak Rokita Nicei, że polski katolicyzm ma jedną zasadniczą cechę charakterystyczną. Dwa razy do roku w jego udziale dokonuje się cud wielki, większy niż w Kanie Galilejskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż dwa razy do roku, przy okazji dwóch najważniejszych świąt chrześcijaństwa, tysiące wiernych, którym w każdą niedzielę jest do kościoła za daleko i nie po drodze, w cudowny sposób ścieżkę do świątyni odnajdują. 24. grudnia na Pasterkę oraz w Wielką Sobotę z koszyczkiem, płyną do kościołów strumienie ludzi szerokie niczym Amazonka. Ludzi, których w każdą zwykłą niedzielę od najbliższej świątyni dzieli teren nie do przebycia, najeżony polami minowymi i bezkresnymi bagnami pełnymi krwiożerczych krokodyli. Nie zamierzam oczywiście nikomu zaglądać w religijność i sporządzać list czyichś kościelnych (nie)obecności - to rzecz jak najbardziej prywatna. Ale niezmiernie - jako niespełnionego socjologa - fascynuje mnie samo zjawisko. Spać przez to w nocy nie mogę, tak mnie to nurtuje. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego ludzie, którzy się deklarują jako "wierzący, ale niepraktykujący", w te dwa dni jednak praktykują?&lt;/span&gt; Dlaczego na te dwa dni robią wyjątek od swojego świadomego wyboru, od światopoglądowego postanowienia? Zakładam bowiem rzecz jasna, że taka deklaracja ("jestem wierzący-niepraktykujący") ma wszelkie znamiona świadomej i przemyślanej decyzji. A nie jest podyktowana na przykład... hmm... wygodą? I tym, że w niedzielę lubimy dłużej pospać, a popołudniu poimprezować. Więc mszę świętą trudno już jakoś upchnąć w ten grafik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od razu uprzedzam, że nie uprawiam tutaj żadnej katechezy, a jedynie udałem się na poszukiwania zaginionej hipokryzji. Bo czym jest opisany w poprzednim akapicie "cud", jak nie robieniem w konia zdrowego rozsądku i egzekucją na zwykłej przyzwoitości. Rozwadnianiem czegoś, co rozwadniane być nie powinno. Gdyż mimo że jestem zwolennikiem świata pełnego wszelkich odcieni szarości pomiędzy bielą a czernią, akurat w tym przypadku to jest wybór zero-jedynkowy. Jestem niepraktykujący to nie praktykuję. I już. Nie można być trochę w ciąży i tak samo nie można być trochę niepraktykującym. Niepraktykującym wtedy, kiedy mi jest wygodnie, kiedy mi pasuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A kiedy pasuje, żeby jednak sobie trochę popraktykować? Udajmy się zatem w poszukiwanie zaginionej hipokryzji. Dlaczego ludzie, którzy przez cały rok omijają kościoły łukiem wielkim niczym ten Triumfalny, gdy przychodzi pewna magiczna data, w świątyni stawiają się niezawodnie? Trop pierwszy - ważne święta są "nakazane". Zgoda, ale podobnie jak każda niedziela. Pismo wyraźnie powiada: "pamiętaj, abyś dzień święty święcił" - a Chrystus za "dzień święty" uważa przecież każdą niedzielę, a nie tylko swoje urodziny i Zmartwychwstanie. To może trop drugi - "tradycja tak każe"? No, to jest wymówka genialna. Jak słyszę coś w stylu: "polska tradycja nakazuje iść na Pasterkę i jajeczka na Wielkanoc poświęcić", to współczuję wszystkim głęboko i autentycznie religijnym ludziom, których najważniejsze Święta takie tłumaczenie sprowadza do pozycji kolejnego elementu, który trzeba "odbębnić" w imię jakiejś bliżej niesprecyzowanej "polskiej tradycji".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjaśnień bym szukał raczej bliżej gruntu. Najbardziej przyziemny trop to oczywiście lęk. Zagłuszanie wyrzutów sumienia czymś w rodzaju: "Wierzę w jakąś postać Nieba i Piekła, ale do tego kościoła to mi się naprawdę nie chce chodzić co tydzień (ewentualnie: nie pasuje mi/mam co do innego roboty/muszę odetchnąć po tygodniu harówy). Więc może jak pójdę chociaż w te najważniejsze święta, to Pan Bóg jakoś przez palce na mnie spojrzy, jak będzie wydawał decyzje kto na niebiańskie pastwiska, a kto do kotła". Żałosne. Jeszcze lepsze są tropy owcze: "Wszyscy w święta idą do kościoła, to ja też". Albo snobizm: "W święta wszyscy będą w kościele. I ta Kowalska z trzeciego piętra. I prezes Iksiński z żoną. To my też pójdziemy się pokazać, zajedziemy umytym autem, niech zobaczą moją nową sukienkę od Armaniego". Lub też pantoflarstwo spod znaku: "Na święta przyjeżdża ciocia Gienia spod Białobrzegów i dziadek Antoni też będzie, nie będę robić scen - już pójdę do tego kościoła, niech myślą, że nadal jestem zagorzałym katolikiem".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamiast błyskotliwej - jak zawsze - konkluzji, powtórzę: nie mam nic do tych, których w kościele nie pamiętają najstarsi ministranci. Nawet ich w pewien sposób podziwiam. Rozkłada mnie natomiast styl myślenia tych, którzy w niedzielę świątyni nie zaszczycają bo im się nie chce, dorabiają do tego ideologię "jestem wierzący-niepraktykujący", ale w Święta do kościoła biegną na wyścigi. Z przyzwyczajenia, bo się tak utarło, bo w święta w kościele jest tak uroczyście, aby ugłaskać rozgniewaną Opatrzność. Albo po prostu "bo tak wypada". Fuj!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;24. kwietnia 2011, 23:04 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-7506688918467989063?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/7506688918467989063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=7506688918467989063' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7506688918467989063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7506688918467989063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/04/venite-ad-me-omnes.html' title='venite ad me omnes'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-3981512744816254479</id><published>2011-04-20T14:12:00.006+02:00</published><updated>2011-04-20T15:18:08.500+02:00</updated><title type='text'>celuloidowa nadzieja</title><content type='html'>Polska sztuka filmowa jest do bani. I nie jest to ostentacyjna manifestacja braku tzw. "patriotyzmu" ani też "zdrada o świcie", a subiektywna obserwacja ostatnich - powiedzmy - 20 lat w tej materii. Wskażcie mi bowiem jakikolwiek film z okresu 1990-2010, który można byłoby z czystym sumieniem ocenić przynajmniej na 9 w 10-stopniowej skali. No? Polski film fabularny nie istnieje. Świetni aktorzy grają w teatrze, albo występują w reklamach. Na ekranizacjach lektur widzowie śpią, na komediach romantycznych płaczą, ale ze śmiechu, na komediach zwykłych ogarnia ich pusty śmiech i zażenowanie, a na filmy ambitne nie chodzą, bo ich nie ma. Że co? Smarzowski? Koterski? No, proszę Was...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie jest z serialami. Ogromna większość wywołuje jedynie odruch wymiotny. A jak już się trafi jakiś ciekawy pomysł, to: albo nie jest nasz ("Ojciec Mateusz"), albo po jakimś czasie zaczyna zjadać własny ogon ("Rodzina zastępcza"), albo jest po mistrzowsku sp***ny ("Duch w dom"), albo nie trafia do długofalowej produkcji ("Grzeszni i bogaci"), gdyż tłuszcza preferuje "M jak Miłość", tudzież jakieś Majki. W królestwie ślepców jednooki jest królem, dlatego w/w przykłady interesujących propozycji można uznać za atrakcyjne na rodzimym gruncie, ale w porównaniu do zachodnich osiągnięć tego samego przymiotnika już użyć nie sposób. A już zbrodnią i bluźnierstwem byłoby stosować tą samą skalę do oceny polskiego serialu i np. "Twin Peaks", gdyż nikt przy zdrowych zmysłach nie porównuje Dużego Fiata do bolidu Formuły 1.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie piszę tego wszystkiego, żeby sobie na naszych twórcach poużywać, ale dlatego, że zajaśniało chyba światełko w tunelu. Na razie bardzo słabe i wątłe, ale zawsze. Oto jest bowiem "Ranczo", serial obecny na ekranach naszych odbiorników od 2006 roku, modelowy przykład pysznego ziarna znalezionego przez kurę (TVP), która nie tylko jest ślepa, ale też głucha, kulawa i niczego nie potrafi zrobić dobrze. Chociaż zgodnie z odwiecznym prawem seriali (wyłamują się z niego tylko giganci - wspomniany "Twin Peaks", "House" etc.), każdy kolejny sezon jest niestety gorszy i pogodziłem się już z faktem, że nigdy nie powróci klimat zdecydowanie najlepszego pierwszego sezonu "Rancza". Emitowany właśnie sezon piąty również zaczął się źle, nawet bardzo, ale nagle coś się odmieniło. Już szósty odcinek był świetny, a najnowszy - siódmy - jest parodią samego "House'a"! Nosi tytuł "Dr Wezół", gdyż takim nazwiskiem legitymuje się lokalny medyk-fajtłapa, który na jeden odcinek wchodzi w buty słynnego diagnosty z Princeton-Plainsboro. Coś wspaniałego! Z jaką klasą to jest zrobione, z jaką gracją. Wszystko dopracowane w każdym calu, czołówka, muzyka, sposób poruszania się, każdy detal, do tego genialne aluzje ("To na pewno sarkoidoza!"). Czapki z głów przed scenarzystami! Zrobić strawny pastisz czegoś, co jest nie tylko światową serialową legendą, ale też samo w sobie jest skończoną formą, doprowadzeniem pewnej konwencji do ściany, za którą nie ma już niczego - to absolutne mistrzostwo świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba odzyskałem wiarę w ten kraj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co tam, zrobię jeszcze reklamę, bo może przez przypadek zabłąka się tu jakiś extranjero: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polish film is so mediocre. Well, in fact that's a euphemism. TV-series are crap, and movies are even worse. However, there's a light at the end of the tunnel. Serial "Rancho" ("Ranczo") is about an American girl, who comes to Poland and decides to stay here, at a traditional countryside. Recently aired episode (5x07, "Dr Wezol") is a parody of "House, M.D." Seriously! It's awesome! You should definitely see it. If this isn't something we could be proud of, then I don't know what is...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;20. kwietnia 2011, 14:10 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-3981512744816254479?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/3981512744816254479/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=3981512744816254479' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3981512744816254479'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3981512744816254479'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/04/celuloidowa-nadzieja.html' title='celuloidowa nadzieja'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-9092465444374057784</id><published>2011-04-16T16:27:00.004+02:00</published><updated>2011-04-16T22:51:07.336+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='no shit Sherlock'/><title type='text'>spirytus sanktus</title><content type='html'>W zeszłotygodniowej "Rzeczpospolitej" (z 5. kwietnia) natrafiłem na niewielki artykuł, który streszczał tezy jakiegoś raportu nt. młodzieży i jej stosunku do przeróżnych używek. Najpierw cytat z tekstu: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Z przedstawionego raportu wynika ciekawa prawidłowość. Młodzi ludzie, którzy uczestniczą w praktykach religijnych, rzadziej sięgają po różnego rodzaju używki. - Wśród osób, które kilka razy w tygodniu brały udział w praktykach religijnych, 38% nie piło piwa - mówi Artur Malewski z Krajowego Biura d/s Przeciwdziałania Narkomanii."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamurowało mnie. To jest ta ciekawa prawidłowość?! Przecież to jest "odkrycie" z gatunku "No shit, Sherlock!". Już każde średnio rozgarnięte dziecko powie, że nie ma w tym nic zaskakującego. Osoby, które najczęściej uczestniczą w praktykach religijnych, zwykle jednocześnie najsilniej stosują się do reguł swojej wiary. A skoro Kościół Katolicki ma bardzo restrykcyjny stosunek do wszelkich używek (w wersji tego średnio rozgarniętego dziecka: Pan Jezus ich zabrania), to co jest dziwnego w fakcie, że osoby religijne od nich stronią?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą akcentowanie wyników z akurat takiej próby jest co najmniej dyskusyjne. Ilu młodych ludzi uczestniczy w praktykach religijnych kilka razy w tygodniu? W pierwszych badaniach na jakie natrafiłem w sieci, do systematycznego praktykowania przyznaje się 36% młodzieży. Przy czym "systematycznie" w takich badaniach oznacza "regularnie, w każdą niedzielę". Zatem więcej niż raz w tygodniu praktykuje zapewne jednocyfrowy odsetek. Zbliżony być może do wartości 5%, czyli liczby młodych ludzi związanych z różnymi przykościelnymi ruchami religijnymi (od oazy, przez wspólnoty Taize, aż po duszpasterstwa akademickie). Socjologiczne badania skupiają się raczej na makrotrendach i zależnościach dotyczących większości populacji. Dlatego zastanawiam się, jaki sens ma opisywanie rezultatów w tak małym wycinku badanej próby, nawet jeśli jest tam cokolwiek ciekawego (w opisywanej zależności niczego ciekawego nie ma, quod erat demonstrandum).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Statystyką można udowodnić wszystko. Ale oprócz manipulowania danymi (i stwarzania wrażenia, że w Polsce sporo młodzieży praktykuje regularnie, gdy w rzeczywistości jest to margines), redaktor opisujący wyniki sprawia też wrażenie niedouczonego. Bo w cytowanym tekście rzuca mi się w oczy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;ukryte między wierszami założenie&lt;/span&gt;, wzmocnione słowami "ciekawa zależność", &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;że to uczestnictwo w praktykach religijnych sprawia, że młodzież zaczyna odchodzić od używek&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;I mamy propagandowy tekst już nawet nie do "Rz", ale do jakiejś bardziej ortodoksyjnej światopoglądowo gazety - naukowy dowód skuteczności praktyk religijnych w sprowadzaniu młodzieży na właściwą drogę. Nawet jeśli w rzeczywistości tak jest (nie mam dowodów, aby wątpić), to nie wynika to z przywoływanego raportu. A jeśli autor tekstu faktycznie przekonał się do takiej wersji, to po prostu ordynarnie myli korelację z przyczynowością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla niezorientowanych krótkie wyjaśnienie. Upraszczając, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;przyczynowość&lt;/span&gt; zachodzi wtedy, gdy jedna zmienna bezpośrednio wpływa na drugą. Natomiast &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;korelacja&lt;/span&gt; zachodzi wówczas, gdy obserwujemy, że jedna zmienna współwystępuje z drugą, czyli gdy wartość jednej zmiennej rośnie, to drugiej też, ale to nie oznacza jeszcze, że ta pierwsza wpływa na tą drugą. W podręcznikowym przykładzie zaobserwowano, że im więcej jednostek straży pożarnej wyjeżdża do pożaru, tym większe są potem straty finansowe powstałe w wyniku tego pożaru. Czy to oznacza, że im więcej wozów strażackich jedzie do pożaru, tym gorzej, bo zwiększają one straty (przyczynowość)? Oczywiście, że nie. W grę wchodzi tu trzecia zmienna, czyli wielkość pożaru (im większy pożar, tym więcej jednostek ratowniczych jest na miejsce wysyłanych). Podobnie dzieje się w nie mniej słynnym przykładzie z lekarzami. Odnotowano, że im lepszy lekarz, tym więcej ma na koncie śmiertelnych zejść pacjentów. Czy to oznacza, że znakomici lekarze uśmiercają pacjentów częściej niż ich mniej docenieni koledzy po fachu? Również tu działa zmienna pośrednicząca - stopień rozwoju choroby. Do najlepszych lekarzy nieporównywalnie częściej zgłaszają się pacjenci z najtrudniejszymi przypadkami choroby, gdyż mają (słusznie!) nadzieję, że im lepszy lekarz, tym większa szansa, że jeszcze coś zaradzi. Ale &lt;span style="font-style: italic;"&gt;gros&lt;/span&gt; z nich to przypadki na tyle beznadziejne, że nie pomógłby im nawet doktor House. To sprawia, że wybitni lekarze mają często najobficiej udekorowaną zgonami karierę medyczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak samo dzieje się w przypadku opisywanym przez "Rz". To nie jest związek przyczynowy (uczestnictwo w praktykach religijnych w jakiś cudowny sposób obniża predylekcję młodzieży do alkoholu i narkotyków), a klasyczna korelacja, gdzie trzecią zmienną jest właśnie poziom religijności. Jak słusznie zauważa nasze średnio rozgarnięte dziecko, im kto bardziej religijny, tym częściej uczestniczy w nabożeństwach i tym rzadziej sięga po używki (co jest immanentną cechą prawdziwie przeżywanej głębokiej religijności). Co doskonale wykazał cytowany raport. Ot, i cała tajemnica.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno dawno temu, za siedmioma górami, gdy gazet było mało, dziennikarstwo było zawodem elitarnym, wymagającym długiej edukacji. Obecnie gazet jest mnóstwo, więc aby nasycić popyt, dziennikarzem można zostać już nie tylko po kierunku "dziennikarstwo", ale też po jakiejś komunikacji społeczno-medialnej, czy politologii-specjalność dziennikarska. Gdzie zajęć z logiki czy podstaw metodologii naukowej jest pewnie jeden semestr, kończący się zaliczeniem z oceną. I rozumiem jeszcze, że tacy "redaktorzy" piszą potem w "Wieściach z Koziej Wólki". Ale w "Rzeczpospolitej"...?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;16. kwietnia 2011, 16:25 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-9092465444374057784?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/9092465444374057784/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=9092465444374057784' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/9092465444374057784'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/9092465444374057784'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/04/spirytus-sanktus.html' title='spirytus sanktus'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-4689054790643954286</id><published>2011-04-11T23:48:00.005+02:00</published><updated>2011-04-12T01:20:01.959+02:00</updated><title type='text'>ezopatologia</title><content type='html'>Ludzie skarżą się często, że dostają niechciane SMS-y, z których dowiadują się, że zostali wylosowani i niewyobrażalna nagroda jest już o włos. Wystarczy tylko wysłać SMS na podany numer i podziwiać jak "Prezes Loterii" podpisuje czeki na gwarantowaną sumę, rozdając przy tym luksusowe limuzyny niczym świeże bułeczki. Gdyby jednak ktoś był na tyle nierozsądny i nie wysłał, to loteria mu o jego głupocie niezwłocznie przypomni. Najpierw kulturalnie, a jeśli nie posłucha, to wiązanką typu: "Człowieku, weź się ogarnij!", albo "Porąbało Cię?! Nagroda jest gwa-ran-to-wa-na!".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie - nudy... Dlaczego? Bo ja też dostaję takie niechciane wiadomości, ale nikt mnie w nich nie obsypuje groszem, wyzywając przy okazji od troglodytów. Skądże! Ja dzięki nim poznaję arkana Wiedzy Tajemnej, obcuję z Bytami Astralnymi, uchyla mi się rąbek Zasłony Przeznaczenia, a kto wie, może wkrótce dostąpię kontaktu z samym Absolutem. A zaczęło się niewinnie - pewnego dnia dostałem SMS o treści, jak następuje:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Rozkładałam przy świecach Tarota na całe Twoje życie. Kiedy położyłam na stole kartę Rydwan, to świece zgasły. Poznaj prawdę i napisz ZNAK na nr..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Trochu straszno się zrobiło, bo świece przecież same z siebie nie gasną. Coś w tym musi być - pomyślałem. I słuchajcie - miałem rację! Bo mimo, że nie napisałem ZNAK na zalecony numer, już następnego dnia otrzymałem kolejną przepowiednię:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Do tej pory ufałaś temu człowiekowi, ale widzę w kartach, że on coś robi za Twoimi plecami i bardzo Cię zrani. Po więcej szczegółów pisz RANA na nr..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Eee, dupa a nie jasnowidz&lt;span style="font-style: italic;"&gt;, &lt;/span&gt;skoro nawet nie potrafi określić, jakiej jestem płci. Oczywiście nie odpisałem RANA na wskazany numer. Myślałem, że to zakończy ów kontakt nietelepatyczny, a tymczasem już wkrótce...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Archaniol Gabriel nagradza ludzi czyniacych dobro. Dzisiaj wyznaczył Ci cel. Poznaj go i spelnij, a zaznasz anielskiej laski. Napisz sms CEL na nr..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O, to żarty się skończyły. Do tej pory były karty, Taroty i takie tam wróżby dla pokojówek. A tu sam Archanioł Gabriel! Tak zacna persona osobiście zwraca się do mnie - istoty niegodnej i grzesznej. Niezmiernie mi miło, że uważa mnie za osobę czyniącą dobro. I jeszcze wyznaczył mi cel! Cóż za zaszczyt. No, nie mogę nie skorzystać - mówię sobie. Nie każdy za życia może dostąpić anielskiej łaski. Mam przynajmniej nadzieję, że o łaskę chodziło - ufam, że to po prostu ów astralny pośrednik pomiędzy mną a Archaniołem nie używa polskich znaków. Bo jeśli jest inaczej i miało być dokładnie tak, jak jest napisane, to... ekhm... no, tego... jest mały problem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatecznie jednak nie wysłałem wiadomości o treści CEL, gdyż zdziwiło mnie, że tak daleko już poszła technika w sferach niebieskich. Gdy ostatnio byłem w kościele (wcale nie tak dawno temu), z mieszkańcami Niebios kontaktowano się za pośrednictwem modlitwy. A tu nagle SMS-em, na osobistą komórkę? Nie zdumiałoby mnie to nawet aż tak bardzo, gdyby chodziło o jakiegoś szeregowego anioła. Ale już Archaniołowie to naprawdę powinni mieć zastrzeżony...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja wróżka tymczasem nie poddała się. Lekceważąc już zupełnie zasady ortografii i poprawnej pisowni, prosi, grozi, straszy i przeraża:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Prosze Cie, z calego serca o rozwage. Ta kobieta jest naprawde zla, a jej moc coraz wieksza. Pozwol ze pomoge i odprawie rytual. Slij MAGIA na nr..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmm, rytuał niby zawsze się przyda. Ale tylko 3 złote + VAT? Nisko się ceni kobieta. Cóż, jej strata. Zanim jednak zdołałem wysłać SMS o treści MAGIA, dzwonek telefonu zabrzęczał ponownie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Miałam wyraźną wizję. Ktoś Cię okłamał i chce Ci zaszkodzić! Muszę Ci teraz koniecznie powiedzieć, co przed Tobą ukrywa. Napisz do mnie WIZJA na nr..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ha, a więc jednak! To musi być jakaś zupełnie inna wróżka (raz, że zna reguły poprawnej polszczyzny, a dwa, że numer na który należy wysłać WIZJA był zupełnie inny niż ten, na który miałem wysłać MAGIA), która usiłuje mnie ostrzec przed tą pierwszą, co chciała sobie na mnie odprawić rytuał. I zwiodła mnie, okłamując na temat tej rzekomej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;femme fatale&lt;/span&gt;. Muszę przyznać, że połechtało to moją próżność - dwie wróżbitki zaciekle rywalizują o los mojej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;psyche. &lt;/span&gt;Kartomantyczny pojedynek w astralnych przestworzach. Tarot kontra Kabała. Linie na piasku kontra szklana kula. Zanim jednak zdecydowałem, w ręce której powierzę moją duszę, aby nie skończyć jak imć Twardowski i jego osobisty kogut, nadeszła wiadomość ostateczna:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Dzięki rozmowie z Prorokiem Naszych Czasów wiem, czemu rok 2012 będzie realnym końcem pewnej epoki. Zdradzę Ci tą tajemnicę. Ślij KONIEC pod nr..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, to teraz już poszło do najwyższej instancji. Prorok Naszych Czasów. Keeper of the Seven Keys. Strażnik Tajemnic. Przedsionek Absolutu. Byt Czysto Intencjonalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w dodatku ma absolutną rację. Jak koniec, to koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;11. kwietnia 2011, 23:45 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-4689054790643954286?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/4689054790643954286/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=4689054790643954286' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4689054790643954286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4689054790643954286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/04/ezopatologia.html' title='ezopatologia'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-255639609996763921</id><published>2011-04-10T14:00:00.003+02:00</published><updated>2011-04-10T14:18:08.244+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wieści smoleńskie'/><title type='text'>cała prawda o Smoleńsku</title><content type='html'>Kosztowało mnie to wiele rozterek, miałem niezliczone wątpliwości, ale ostatecznie jednak zdecydowałem się to zrobić, chociaż wiem, że wzbudzi to kontrowersje i nie wszystkim środowiskom będzie na rękę. W dniu, w którym przypada 1. rocznica tragicznej katastrofy rządowego samolotu TU-154 M (nr boczny 101) z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie,  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;zdecydowałem się ujawnić publicznie całą prawdę o Smoleńsku.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Oto ona:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smoleńsk to miasto w Rosji, na Wyżynie Smoleńskiej, nad Dnieprem, stolica obwodu smoleńskiego. 315 tysięcy mieszkańców (wg stanu na 2009 rok). Węzeł kolejowy (na szlaku kolejowym Warszawa-Moskwa) i drogowy. Rozwinięty przemysł maszynowy, elektrotechniczny, włókienniczy i skórzany, oraz szlifiernia diamentów. Kilka szkół wyższych, muzea, dwa teatry i filharmonia. Trzy cerkwie. Zabytkowe mury miejskie i tzw. kreml, będące częścią historycznej twierdzy smoleńskiej, która odegrała istotną rolę w czasie XVII-wiecznych wojen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;10. kwietnia 2011, 14:00 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-255639609996763921?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/255639609996763921/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=255639609996763921' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/255639609996763921'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/255639609996763921'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/04/caa-prawda-o-smolensku.html' title='cała prawda o Smoleńsku'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-1410953826422726251</id><published>2011-04-03T16:59:00.006+02:00</published><updated>2011-08-08T20:01:08.580+02:00</updated><title type='text'>konopia obywatelska</title><content type='html'>Jarosław Kaczyński w swoim "Raporcie o stanie Rzeczypospolitej" (czy jakoś tak), grzmi, że Platforma - wnosząc o złagodzenie prawa wobec osób posiadających przy sobie niewielkie ilości narkotyków - chce zaćpać Polskę. I że ów pomysł to hipokryzja obliczona na pozyskanie głosów rzeszy narkomanów, którzy teraz zagłosują na partię pana Donalda z wdzięczności, że mogą sobie wreszcie legalnie "dać w żyłę". Prezes PiS mówiąc to zachowuje się jednak jak ta pierwsza naiwna, sądząc, że nikt nie zauważy iż ujawnienie owego "niecnego planu PO" samo w sobie jest hipokryzją. Bo nie ma raczej wątpliwości, że PiS krytykuje pomysł zliberalizowania prawa antynarkotykowego bynajmniej nie w trosce o dobrostan rodaków, ale również w celu pozyskania bezcennych głosów wyborczych. Konkretnie głosów tych obywateli, którzy na dźwięk słowa "narkotyk" dostają spazmów i białej histerii, niczym diabeł pokropiony święconą wodą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naiwni są również politycy PO sądząc, że ktokolwiek zdrowo myślący uwierzy, iż naprawdę chcą oni złagodzenia prawa antynarkotykowego. Świadczy o tym zabieranie się przez nich do sprawy jak przysłowiowy pies do jeża. Żeby może nie karać jedynie za niewielką ilość, na własne potrzeby, i może tylko marihuany, a tych "twardszych" to może już karać, i tylko przy pierwszym złapaniu, a przy kolejnym już bezwzględnie delikwenta do kryminału... Klasyczny przykład podejścia: "chciałabym, ale się boję". Co ostatecznie dowodzi, że z Platformy jest tak liberalna partia, jak z koziej trąby walec drogowy. W omawianym przypadku liberalne podejście - którego jestem gorącym zwolennikiem - oznacza bowiem tylko jedno: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;brak ingerencji państwa w możliwość posiadania i produkcji dowolnej ilości wszelkiego rodzaju narkotyków.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I żeby potem nie było - nie stoję na tym stanowisku z powodów osobistych, bo - powtórzę po raz enty - z narkotykami miałem, mam i zamierzam mieć tyle wspólnego co z sułtanem Brunei. Walcząc (myślą, mową i piórem) o pełną legalizację narkotyków walczę jednocześnie z modelem państwa, które lepiej wie od DOROSŁEGO obywatela, co jest dla niego dobre i za tego obywatela podejmuje wszelkie decyzje. Niezależnie, czy chodzi o zapinanie pasów w samochodzie, spożywanie na obiad dania z pieska, czy radosne korzystanie z używek wszelkiego rodzaju, włączając tzw. narkotyki twarde. Innymi słowy: jeśli dorosły, zdrowy na umyśle, świadomy praw i obowiązków człowiek ma ochotę przenieść się do Krainy Wiecznych Łowów dawkując sobie (jednorazowo lub systematycznie) kokainę, heroinę czy inne paskudztwo, to państwo &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;nie ma prawa&lt;/span&gt; mu tego zabronić!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że co? Że nie wolno tak mówić? A przyszłemu psychologowi to już w ogóle? Akurat! Do dupy z taką psychologią, która miałaby prowadzić dorosłych, zdrowych psychicznie ludzi za rączkę i wskazywać im - niczym jakieś Drzewo Wiadomości - co jest dobre, a co złe. W moim - i mam nadzieję - nie tylko moim pojęciu, psychologia ma pomagać wyposażać ludzi w takie zdolności i mechanizmy działania, które pozwolą mu podejmować samodzielne i przemyślane decyzje w oparciu o kontekst społeczny, rodzinny i jaki tam jeszcze, i konsekwentnie je realizować. Czyli pomagać kształtować takiego człowieka, który jak podejmuje świadomą decyzję "Nie będę ćpać", to narkotyków do ręki nie weźmie, choćby go tymi narkotykami obsypywano z każdej strony niczym księdza kwiatami w Boże Ciało. I wszelkie tłumaczenia, że im większa dostępność, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś się skusi, albo złamie, możecie sobie - za przeproszeniem - w buty wsadzić. Bo może i tak jest, ale psychologia, jak wspomniałem, nie jest od tego, aby prowadzić za rączkę dorosłych ale słabowitych ludzi, którzy się wychylają w różne strony, gdy wiatr zawieje. Zamiast tego ma pomagać ludziom budować twardy kręgosłup własnej odpowiedzialności, przekonywać ich, że najbardziej trwałe postanowienia podejmuje się w oparciu o wewnętrzne przekonania, a nie o to, że pan minister czy pani psycholog powiedzieli, że narkotyki są złe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, naprawdę w to wierzę. Jak również w to, że pełna legalizacja dragów rozwiązałaby niemal od ręki dwa inne problemy. Sens istnienia straciłyby liczne mafie, zbijające obecnie biznes na dystrybucji narkotyków. Bo skoro można byłoby kupić legalnie, w sklepie na rogu, to po co dokonywać jakichś pokątnych transakcji. A po drugie - zainteresowanie narkotykami straciliby ci, którzy obecnie ich próbują wyłącznie dlatego, że są zakazane. Jak to kiedyś trafnie ujął pewien kontrowersyjny polityk - gdyby nagle zdelegalizowano kapustę, mnóstwo ludzi, zwłaszcza zbuntowanej młodzieży, zaczęłoby nadużywać kapusty. A tak - wszystko jest legalne, więc już tak nie kręci jak zakazany owoc. Owszem, na początku pewnie krzywa spożycia znacznie by wzrosła, nawet wielu tych do tej pory w ogóle niezainteresowanych być może spróbowałoby z ciekawości. Ale potem spory odsetek stwierdziłby: "Eee, spróbowałem raz, drugi, wcale mi się to nie podoba, niedobre jakieś".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konkluzja dla polityków (mam nadzieję, że wszyscy potrafią już składać literki) i dla pozostałych licznie tutaj zebranych jest więc następująca. Fakt, że coś szkodzi albo uzależnia, nie jest &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;żadnym&lt;/span&gt;  argumentem, aby tego zakazywać. Jeśli ktoś jest słaby, albo podatny na  wpływ, to równie dobrze uzależni się od czekolady, seksu czy zielonego  groszku (a jak powiadał Paracelsus: Wszystko jest trucizną, decyduje  tylko dawka). Jeśli ktoś ma problemy, to równie łatwo przeniesie się w  zaświaty przy pomocy wódki, noża albo pociągu Tanich Linii Kolejowych.  Ale żadnej z tych rzeczy - od groszku po pociągi TLK - jakoś nie zakazujemy.  Chociaż może tą ostatnią się nawet powinno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;3. kwietnia 2011, 16:56 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-1410953826422726251?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/1410953826422726251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=1410953826422726251' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1410953826422726251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1410953826422726251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/04/konopia-obywatelska.html' title='konopia obywatelska'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-5987974646405467714</id><published>2011-03-29T22:10:00.013+02:00</published><updated>2011-08-09T23:47:55.003+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z księgarni'/><title type='text'>Andrzej Pilipiuk - "Wampir z M-3"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-lmsQObLNrew/TZI9Pr7lkzI/AAAAAAAADUM/eyeuY8YvVAU/s1600/Andrzej%2BPilipiuk%2B-%2BWampir%2Bz%2BM-3.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 202px; height: 315px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-lmsQObLNrew/TZI9Pr7lkzI/AAAAAAAADUM/eyeuY8YvVAU/s320/Andrzej%2BPilipiuk%2B-%2BWampir%2Bz%2BM-3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5589597427220190002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Niewiele ponad rok temu na schodach mojej uczelni zaobserwowałem studenta pogrążonego w lekturze przerywanej obficie malowniczymi wybuchami śmiechu. Z ciekawości - ponieważ nie mam nic wspólnego z kotem, nie jest to dla mnie niebezpieczne - dyskretnie podejrzałem tytuł. Był to "Homo bimbrownikus" Andrzeja Pilipiuka. Reakcja rzeczonego czytelnika powinna zatem pociągnąć za sobą moje bardziej wnikliwe przyjrzenie się twórczości owego autora. Nie pociągnęła. Z perspektywy czasu okazuje się, że było to zaniedbanie wprost niewybaczalne. Najlepszym dowodem niech będzie najnowsze dzieło Pilipiuka - "Wampir z M-3".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Książka jest bowiem rewelacyjna&lt;/span&gt;. Przeczytałem ją w cztery godziny i nie mogę doszukać się słów zachwytu (własnych zębów także). I wcale nie dlatego, że świetnym pomysłem było umieszczenie akcji wampirzej powieści z przymrużeniem oka w czasach realnego socjalizmu. Ani też dlatego, że całość jest kapitalną zgrywą ze "Zmierzchu" oraz - między wierszami - z "Harry'ego Pottera". Wszakże to żadna oryginalność - w prozę Stephenie Meyer ostatnio wszyscy biją jak w afrykański bęben.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej pociągający jest w "Wampirze z M-3" fakt, że jest on czymś co uwielbiam, czyli fantastycznym miszmaszem wątków z kompletnie różnych światów, które krzyżują się między sobą aż do słodkiego absurdu. Bo czego w tej książce nie ma? Jest dobrze zorganizowana społeczność stołecznych wampirów nie dających się stłamsić władzy ludowej. Jest mumia egipska, która wstępuje w szeregi konkurującej z "Solidarnością" organizacji antykomunistycznej. Jest środowisko warszawskich cwaniaczków, którzy rzeczy niemożliwe robią od ręki, a cuda do następnego popołudnia. Jest wzorowana na Archiwum X, ściśle tajna komórka Służby Bezpieczeństwa do zwalczania wszelkich bytów nadprzyrodzonych. Jest zabójczo przystojny wilkołak rozbijający się po warszawskich ulicach Mercedesem (przypominam - są lata 80.-te XX wieku; w Polsce). A wisienką na przepysznym torcie jest urzekający wachlarz nieśmiertelnych motywów kultury masowej: Bram Stoker i jego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;opus magnum&lt;/span&gt; (w radzieckim przekładzie), Pan Samochodzik, sławetny Necronomicon, Limahl, Czarna Wołga, Bursztynowa Komnata, Arkham, Egipcjanin Sinuhe, oraz wszystko to, czego wampiry boją się najbardziej: czosnek, srebrne kule, krucyfiksy i osinowe kołki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I napisane to jest tak swobodnie i porywająco, że sam zapragnąłem zostać arystokratą. Ech, mieć tak rodowy herb, literki "hr." przed nazwiskiem i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;sangre azul&lt;/span&gt;... O czym to ja... aha, o lekkości łączenia tak odjechanych pomysłów w zwartą fabułę. Andrzej Pilipiuk jest - jak się okazuje - w tej dziedzinie niezrównany. Kiedyś, w czasach gdy 90% społeczeństwa nie bluzgało niczym przedwojenny szewc, powiedziałbym o nim: "skubany". Teraz podobno mówi się jakoś inaczej, więc nie zaryzykuję szerszego niezrozumienia powyższego epitetu. Zresztą wszystko mi jedno. Podobno bowiem Pilipiuka tytułuje się Wielkim Grafomanem. A mi - oprócz pragnienia posiadania błękitnej krwi - "Wampir..." uświadomił także, że mojego pisarstwa nawet grafomaństwem nazywać nie można. Bo to, że gdy rozdawali swobodę tworzenia, ja stałem w zupełnie innej kolejce, wiem już od dawna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A książka znakomita! Ale to już, zdaje się, mówiłem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Andrzej Pilipiuk "Wampir z M-3"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Lublin, 2011&lt;br /&gt;wydawnictwo Fabryka Słów&lt;br /&gt;stron: 332&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;moja ocena: 9,5/10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;29. marca 2011, 22:08 DST, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-5987974646405467714?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/5987974646405467714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=5987974646405467714' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/5987974646405467714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/5987974646405467714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/03/andrzej-pilipiuk-wampir-z-m-3.html' title='Andrzej Pilipiuk - &quot;Wampir z M-3&quot;'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-lmsQObLNrew/TZI9Pr7lkzI/AAAAAAAADUM/eyeuY8YvVAU/s72-c/Andrzej%2BPilipiuk%2B-%2BWampir%2Bz%2BM-3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-4867903590844084965</id><published>2011-03-19T15:26:00.004+01:00</published><updated>2011-04-01T00:21:05.009+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='JA realne'/><title type='text'>Wielki Przedwieczny</title><content type='html'>Nałogowy romantyk, nie odnajdujący się w naszym świecie... Bardzo wcześnie zaczął się rozwijać... Samouk... Samotnik, spędzający większość czasu w domu... Lubił nocne spacery... Nie potrafił pracować w sposób nowoczesny, nie umiał produkować, umiał tylko tworzyć... Jego ulubionym środkiem transportu były autobusy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wbrew wszelkim pozorom, nie są to fragmenty mojej autobiografii, ale fakty z życia Howarda Phillipa Lovecrafta. Najbardziej wstrząsające było jednak uświadomienie sobie - całkiem niedawno - że łączą mnie z nim nie tylko charakterologiczne podobieństwa, ale też identyczne inicjały: imiona na "P" i "H", nazwisko na "L". Na tym analogie jednak się kończą. I z jednej strony dobrze, bo gdyby ktoś między wierszami odszyfrował z tego tekstu, że uważam się za reinkarnację Lovecrafta, musiałbym w trybie pilnym emigrować do Argentyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie uważam się. Nawet mi to do głowy nie wpadło. Chociaż przyznaję, że uświadomienie sobie tych podobieństw było wstrząsające. Na zewnątrz nie rzucający się w oczy, schludny, niczym nie wyróżniający się, wycofany osobnik z głową w chmurach (skąd ja to znam?). A w środku: albo niezaspokojona, pozbawiona środków wyrazu obsesja tworzenia - to u mnie. Albo geniusz - to u niego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet jeśli ktoś z Was nie słyszał o Lovecrafcie (wstyd!), to jest on obecny w Waszym życiu od dawna. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Niemal wszystko, co nas w kulturze straszy i przeraża, czerpie swoje inspiracje - mniejsze lub większe - z dzieł Lovecrafta&lt;/span&gt;. Od klasycznych dreszczowców po tandetne horrory. Filmy grozy, proza science-fiction, komputerowe gry fantasy, mroczne komiksy - szereg odrębnych dziedzin twórczości, mających miliony fanów, mających swoich guru. Ale gdzieś nad nimi, przed nimi i tak był on. Jak ten jedyny Kreator, od którego wszystko się zaczęło. To, co sam stworzył, to jedna strona medalu. By wspomnieć tylko mitologię Cthulhu, sławetny Necronomicon i postać szalonego Araba Al-Hazreda, oraz te wszystkie odpychające, szkaradne potwory z kosmosu. Czymś zupełnie niesamowitym jest natomiast wpływ jaki jego dokonania wywarły na kulturę. Odniesienia do Lovecrafta we wszelkiego rodzaju sztuce: literaturze, muzyce, filmie, malarstwie można liczyć w milionach. Batman, Twin Peaks, Obcy, Conan Barbarzyńca, Archiwum X, Donnie Darko, Fields of the Nephilim, Metallica, Iron Maiden, czy słynna gra komputerowa Quake. Nawet - uwaga! - sam Stephen King przyznawał się do szerokich inspiracji Lovecraftem i dodawał, że szczyci się tym faktem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym miał sobie postawić kogoś za tzw. "wzór", nie miałbym wątpliwości. Niepozorny, uważany przez otoczenie za nieudacznika, stworzył coś, czego wpływu na ludzkość nie mógł sobie nawet wyobrażać. Stał się Władcą Demonów. Twórcą Koszmarów. Człowiekiem, którego imię wypowiada się z nabożną czcią. Idealnym autorytetem dla kogoś owładniętego obsesją omnipotencji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawno w Polsce ukazała się, licząca 1100 stron (sic!), biografia Lovecrafta. Nie jestem szczególnym wyznawcą teorii o charakterologicznych determinantach geniuszu, ale może kiedyś w wolnej chwili poczytam sobie, kim mógłbym być, a nigdy nie będę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;19. marca 2011, 15:24 CET, &lt;/span&gt;50.479  °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-4867903590844084965?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/4867903590844084965/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=4867903590844084965' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4867903590844084965'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4867903590844084965'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/03/wielki-przedwieczny.html' title='Wielki Przedwieczny'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-7431527060880544278</id><published>2011-03-09T10:24:00.008+01:00</published><updated>2011-08-09T23:56:13.577+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z ekranu'/><title type='text'>"Into the Wild"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-2RjILdSmQjU/TXdHp7F0f6I/AAAAAAAADT4/IpEjwq1Cvtc/s1600/intothewild_duzy.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 194px; height: 286px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-2RjILdSmQjU/TXdHp7F0f6I/AAAAAAAADT4/IpEjwq1Cvtc/s320/intothewild_duzy.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5582009048711331746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;"Po ukończeniu Uniwersytetu (...) wybitny uczeń i sportowiec Christopher McCandless decyduje się zerwać z dotychczasowym, nudnym życiem. Rozdaje swoje rzeczy, przekazuje swoje oszczędności na cele charytatywne i rusza autostopem na Alaskę, aby żyć w dzikiej głuszy. Spotyka go wiele przygód, które na zawsze ukształtują jego życie" (filmweb.pl). Jeśli kogoś nie zniechęcił koszmarnie przetłumaczony na nasz rodzimy język tytuł ("Wszystko za życie"), to z pewnością odstraszy go taki sztampowy zarys fabuły. Jednak film ma naprawdę wysoką ocenę społeczności Filmwebu, a poza tym został mi osobiście polecony, więc poświęciłem czas, aby pozytywnie się zaskoczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, nie zaskoczyłem się. Oczekiwałem czegoś w rodzaju filmowej adaptacji maksymy Wojciecha Cejrowskiego: "Chcesz zostać podróżnikiem? Sprzedaj lodówkę i jedź do Amazonii". Tymczasem "Into the Wild" to kolejna infantylna opowieść z cyklu "Znudzony miejskim życiem bohater wyjeżdża na koniec świata, aby odnaleźć sens życia". Opowieść o nadwrażliwym młodym facecie, który miał schrzanione dzieciństwo i teraz usiłuje dowieść, że jedyną alternatywą dla kostycznych konwenansów i zakłamanego świata podporządkowanego pieniądzom i karierze, jest absolutna kontestacja cywilizacji i wyzbycie się dóbr materialnych. Banał, banał, banał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W efekcie otrzymujemy dwie i pół godziny landszaftowych krajobrazów oraz chwytającej za serce muzyki gęsto przeplatanej irytującym, pseudofilozoficznym słownictwem, nadużywanym zwłaszcza przez głównego bohatera. Nie ma w tym żadnej konsekwencji, a przede wszystkim nie ma w tym szczypty realizmu. Oczywiście, być go nie musi, ale wówczas twórcy ryzykują, że dzieło stanie się Biblią dla wiecznych hippisów, w których słowniku nie występują pojęcia typu "rozsądek". I którzy tyle szczerze, co naiwnie wierzą, że zawsze spadną na cztery łapy, że "love" is always the answer, że w każdej sytuacji uśmiechnie się do nich los, albo znajdzie się ktoś, kto im bezinteresownie pomoże. Pomimo, że sami uważają każdego, kto nie wyznaje ich wersji "wolności" i "spontaniczności" za spaczonego przez chore społeczeństwo uczestnika zepsutego wyścigu szczurów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na kinematografii znam się jak świnia na gwiazdach. Nie potrafię oceniać gry aktorskiej, roboty reżysera etc. Ale mogę ocenić historię, którą film opowiada. A ta historia mnie nie przekonała. Jest zbyt jednowymiarowa. Umieściłbym ją gdzieś pomiędzy barackową filozofią "Yes, I can", "mądrościami" w stylu Paulo Coelho ("If you want something in life, reach and grab it"), a dietą doktora Dukana. "Into the Wild" może byłby nieco lepszym filmem, gdyby nie sposób podania jego myśli przewodniej. Gdyby główny bohater średnio co pół minuty nie karmił widza swoimi przemyśleniami na temat sensu życia i dekadencji społeczeństwa, ubranymi w tak irytujące frazy i moralizatorski ton, że nie mogłem się doczekać końcowych napisów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy z nas pewnie kiedyś przed zaśnięciem prostodusznie marzył o tym, jak by to to było, gdyby był kimś innym, albo jak zmieniłby swoje życie dzięki wygranej na loterii. I nie ma w tym nic złego. Ale żeby od razu robić o tym filmy...?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Into the Wild&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;USA, 2007&lt;br /&gt;reż. Sean Penn&lt;br /&gt;wyk. Emile Hirsch, Jena Malone&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;moja ocena: 3/10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;9. marca 2011, 10:23 CET, &lt;/span&gt;50.479  °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-7431527060880544278?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/7431527060880544278/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=7431527060880544278' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7431527060880544278'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7431527060880544278'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/03/into-wild.html' title='&quot;Into the Wild&quot;'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-2RjILdSmQjU/TXdHp7F0f6I/AAAAAAAADT4/IpEjwq1Cvtc/s72-c/intothewild_duzy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-2697618563851328191</id><published>2011-03-03T23:46:00.003+01:00</published><updated>2011-03-04T00:42:25.195+01:00</updated><title type='text'>bohater dekady</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-NshftYIQ048/TXAapO2lPRI/AAAAAAAADTw/AzyaNC2eTNY/s1600/z8608288X%252CAdam-Malysz.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 215px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-NshftYIQ048/TXAapO2lPRI/AAAAAAAADTw/AzyaNC2eTNY/s320/z8608288X%252CAdam-Malysz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5579989233976032530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż należało się tego spodziewać od dłuższego czasu, w takich chwilach trudno nie popadać w egzaltację. Ale who cares? Przecież nie ma w Polsce chyba osoby, która by o nim nie słyszała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoki narciarskie oglądałem jeszcze zanim zaczął wygrywać, ale właśnie ten pamiętny sezon 2000/2001 chyba najbardziej zapadł w pamięć. Te serie zwycięstw, przeskakiwanie kolejnych rekordów skoczni, pokonywanie rywali o kilkadziesiąt punktów - każdemu z konkursów tamtego sezonu mógłbym poświęcić osobny wpis. Bo każdy miał swoją historię, zapisaną stylem, o którym Anglicy i Amerykanie mówią jednym słowem: epic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obawiałem się tego momentu, gdy powie "dość" już choćby dlatego, że wypadałoby stworzyć przecież jakieś podsumowanie. Ale jak, skoro tego było aż 10 lat. 10 lat wypełnionych setkami wydarzeń, których nie wymyśliliby najbardziej kreatywni jasnowidze. I chociaż jak to zwykle u nas bywa, towarzyszyło temu mnóstwo niepotrzebnego patosu, trzeba przyznać, że był to okres niezwykły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- zwycięstwo w Turnieju 4 Skoczni, szok w Niemczech i wywiady, podczas których za Małysza musiał mówić trener Tajner, bo tylko on w ekipie znał niemiecki&lt;br /&gt;- 129, 5 metra na starej skoczni olimpijskiej w Garmisch&lt;br /&gt;- &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=-G4f2XM0BJA"&gt;151, 5 w Willingen&lt;/a&gt; i beznamiętny głos Stanisława Snopka: "Przeskoczył skocznię! Ustał!"&lt;br /&gt;- &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=NGRf8wz7yXI"&gt;138,5 w Trondheim&lt;/a&gt;, gdy trener Tajner złapał się za głowę&lt;br /&gt;- pierwsze dowcipy o Małyszu (m.in. o szprycowaniu go karmą dla ptaków)&lt;br /&gt;- bar "U Bociana"&lt;br /&gt;- porażka i zwycięstwo na MŚ w Lahti&lt;br /&gt;- niezapomniany Krzysztof Miklas i jego: "Wspaniale, wspaniale, fantastycznie!!!"&lt;br /&gt;- reklamy, w których Małysz zajada czekoladę, a wściekły niemiecki trener każe swoim zawodnikom opychać się bułką z bananem&lt;br /&gt;- książki o Małyszu i gazety o skokach&lt;br /&gt;- piosenki o Małyszu i remiksy jego skoków&lt;br /&gt;- pierwsze zwycięstwo w Zakopanem, gdy ucałował śnieg przy ponad 50-tysięcznej widowni&lt;br /&gt;- dziwne uczucie, gdy po raz pierwszy na zimowe igrzyska jechaliśmy z realnymi szansami na jakikolwiek medal&lt;br /&gt;- zawody w Harrachovie, gdzie polscy kibice rzucali w Svena Hannawalda śnieżnymi pigułami&lt;br /&gt;- komentarze Włodzimierza Szaranowicza i Tomasza Zimocha&lt;br /&gt;- dyskusje na forum www.skokinarciarskie.pl&lt;br /&gt;- "spacer po niebie" jeszcze na starej Holmenkollen&lt;br /&gt;- słynny "skok w szaliku" (z zerwanymi goglami)&lt;br /&gt;- Król Oslo i Cesarz Sapporo&lt;br /&gt;- to, że zawsze miałem ochotę rąbnąć sztucznie uśmiechniętego red.Kurzajewskiego w TV i jego wieczne podbijanie bębenka&lt;br /&gt;- i to, że im gorzej Małysz skakał, tym lepiej się wypowiadał w mediach (a nawet nauczył się niemieckiego)&lt;br /&gt;- i wreszcie to, że gdy potem znowu zaczął skakać lepiej, to z tymi wypowiedziami nie było odwrotnie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkich sukcesów, zwycięstw w PŚ, Kryształowych Kul, medali mistrzostw świata i olimpijskich, rzecz jasna nie wypisuję, bo Wam myszka zastrajkuje od nadmiaru przewijania. Właściwie nie miało większego sensu pisanie czegokolwiek. Wystarczyło tylko powiesić fotografię. I może uzupełnić ją krótką anegdotką. W Opolu, przy placu Kazimierza, tuż przy głównej ulicy, jest budynek mieszkalny, nieduży blok wielorodzinny. W 2001 roku, niedługo po pierwszych sukcesach Małysza, ktoś napisał na starej elewacji sprayem: "O WIELKI ADAM ORZEŁ".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez lata był to jedyny napis na tym budynku, niczym nie zamalowany, ani nie przykryty. Ba, ten budynek jest do dzisiaj nieotynkowany na nowo, mimo że niemal wszystkie dookoła mają już odnowioną elewację. I ten napis jest tam do dziś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. marca 2011, 23:43 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-2697618563851328191?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/2697618563851328191/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=2697618563851328191' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2697618563851328191'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2697618563851328191'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/03/bohater-dekady.html' title='bohater dekady'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-NshftYIQ048/TXAapO2lPRI/AAAAAAAADTw/AzyaNC2eTNY/s72-c/z8608288X%252CAdam-Malysz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-3471300503183724781</id><published>2011-03-01T15:21:00.002+01:00</published><updated>2011-03-01T15:35:06.545+01:00</updated><title type='text'>bohater dnia</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-qo_Y4E4muSc/TW0BKYZT76I/AAAAAAAADTo/XtL_vFXQLtc/s1600/1091473.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 237px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-qo_Y4E4muSc/TW0BKYZT76I/AAAAAAAADTo/XtL_vFXQLtc/s320/1091473.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5579116791240847266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MATTI HEIKKINEN - złoty medal w biegu na 15 km stylem klasycznym podczas narciarskich Mistrzostw Świata w Oslo (o których w Polsce wiedzą wszyscy tylko dlatego, że startują tam Justyna Kowalczyk i Adam Małysz). &lt;span style="font-size:78%;"&gt;(zdjęcie ze strony MTV3)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ostatni złoty medal dla Finlandii w męskich biegach narciarskich na dużej imprezie (Mistrzostwa Świata albo igrzyska olimpijskie) zdobył - jeśli dobrze pamiętam - Mika Myllylae. I było to tak dawno temu, że nie pamiętają tego najstarsi fińscy hodowcy reniferów, bo w 1999 roku. Prezydentem USA był wtedy Bill Clinton, premierem Polski - Jerzy Buzek, nie istniała Platforma Obywatelska ani PiS. A ja zaczynałem wtedy Liceum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dłuuugie 12 lat czekania. Do dzisiaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. marca 2011, 15:20 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-3471300503183724781?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/3471300503183724781/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=3471300503183724781' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3471300503183724781'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3471300503183724781'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/03/bohater-dnia.html' title='bohater dnia'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-qo_Y4E4muSc/TW0BKYZT76I/AAAAAAAADTo/XtL_vFXQLtc/s72-c/1091473.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-2724993513316776030</id><published>2011-02-28T23:15:00.005+01:00</published><updated>2011-04-01T00:21:34.211+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='JA idealne'/><title type='text'>spotkałem Krelboyne'a</title><content type='html'>W Opolu. Dzisiaj. W miejskim autobusie. Normalny, niczym nie wyróżniający się kurs linii nr 18. U kierowcy w radiu wciąż o Marit Bjoergen i Justynie Kowalczyk. Za mną jacyś "ziomale" opowiadają o "zajebistym melanżu" (cokolwiek to jest). Obok mnie reprezentantki wieku przedemerytalnego przebijają się dolegliwościami somatycznymi: "wie pani, tu mnie tak boli już trzeci dzień, poszłam z tym do lekarza, bo rozumie pani, mojej synowej szwagierki teścia sąsiadka miała kuzynkę, której brata ciotki zięć miał siostrę, którą tak samo bolało i ona na to umarła".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przede mną on. Jak głos z innego wymiaru. Na tzw. oko miał może siedem, najwyżej osiem lat. Chyba wracał ze szkoły, bo z plecakiem, pewnie z wujkiem albo z dziadkiem (na ojca ten pan był troszkę za stary). Najpierw wymieniał z nienagannym akcentem jakieś angielskie tytuły i tłumaczył je swojemu opiekunowi ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Shadow&lt;/span&gt; to jest cień, dlatego to się tak tłumaczy"). Potem zreferował mu (już po polsku) w najdrobniejszych szczegółach technikę budowy piramid egipskich. Wspomniał, że oglądał o tym niedawno program na Discovery Science (i jako jedna z nielicznych osób jakie słyszałem, wymówił nazwę telewizji tak, jak się wymawiać powinno, a nie tak, jak wymawia przeciętny Polak: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"diskawery"&lt;/span&gt;). Następnie zapytał swojego opiekuna, czy wie, jak wyglądała ziemianka. Jego odpowiedź natychmiast rozbudował do stopnia akademickiego, szczegółowo opisując techniczne detale budowy, zalety i wady, oraz różne aspekty życia codziennego w tych czasach, gdy ludzie mieszkali w ziemiankach (sposoby polowania, używaną broń etc.). Siedmiolatek! Omawiał jeszcze kilka różnych tematów (nie tylko z historii), a ja sam się dowiedziałem w trakcie tego kwadransa podróży za nimi kilku rzeczy, o których nie miałem pojęcia. I widać było, że wszystko, o czym mówi, autentycznie go fascynuje. A jak perfekcyjnie formułował wypowiedzi (wielu maturzystów tak nie potrafi), jaką miał płynność językową, jak rozbudowane słownictwo i jaką gramatyczną poprawność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc jednak oni naprawdę istnieją... Boże, dzięki Ci!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. lutego 2011, 23:13CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Nie zamierzam tu tworzyć antylaurki dla współczesnej rzeczywistości, ani pisać romantycznych poematów o nieprzystawalności geniusza do okrutnego świata. Stwierdzenie, że żyjemy w chorym kraju i chorym świecie byłoby spostrzeżeniem z gatunku "no shit, Sherlock!". Mój Krelboyne z "osiemnastki" być może odniesie kiedyś sukces, zostanie kimś wybitnym. Chociaż po drodze, za kilka albo kilkanaście lat, i tak pewnie dostanie mocno od życia w dupę. Ale chciałbym mu życzyć, aby jak najdłużej żył tym złudzeniem, że zazdrości mu wiele, wiele osób. A nie tylko ja.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-2724993513316776030?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/2724993513316776030/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=2724993513316776030' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2724993513316776030'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2724993513316776030'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/02/spotkaem-krelboynea.html' title='spotkałem Krelboyne&apos;a'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-6523747991688603364</id><published>2011-02-25T21:58:00.005+01:00</published><updated>2011-02-25T22:31:46.287+01:00</updated><title type='text'>rozrywki ludzi lodu</title><content type='html'>Juha Kankkunen - jeden z najwybitniejszych kierowców w historii (tak, wbrew temu co można usłyszeć w telewizji, są lepsi kierowcy od Roberta Kubicy), m.in. czterokrotny mistrz świata w rajdach, a prywatnie mój motoryzacyjny autorytet, pobił właśnie rekord świata w jeździe samochodem po lodzie. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;330,7 km/h&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-d_se7fC7-po/TWgdXZZQ5ZI/AAAAAAAADTg/TU9cpawOU7U/s1600/12801822621739341149.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 318px; height: 212px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-d_se7fC7-po/TWgdXZZQ5ZI/AAAAAAAADTg/TU9cpawOU7U/s320/12801822621739341149.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5577740426289407378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;(zdjęcie ze strony www.worldcarfans.com)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydarzenie to miało miejsce nie gdzieś za kołem polarnym, albo na skutym wiecznym lodem jeziorze Syberii, ale na Bałtyku. Tak właśnie - na Morzu Bałtyckim. Owszem, nie powinno to dziwić, wszak już w XVII wieku podróżowano saniami z Najjaśniejszej do Szwecji. Ale podobno mamy globalne ocieplenie... ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. lutego 2011, 21:58 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Krótką relację z bicia rekordu można zobaczyć np. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=rH_tS4g58-0"&gt;tu&lt;/a&gt; (proponuję przewinąć do ok. 1:50).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-6523747991688603364?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/6523747991688603364/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=6523747991688603364' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6523747991688603364'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6523747991688603364'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/02/rozrywki-ludzi-lodu.html' title='rozrywki ludzi lodu'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-d_se7fC7-po/TWgdXZZQ5ZI/AAAAAAAADTg/TU9cpawOU7U/s72-c/12801822621739341149.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-8153321369260487475</id><published>2011-02-23T18:22:00.002+01:00</published><updated>2011-02-23T19:10:16.714+01:00</updated><title type='text'>murzynek Kali w Krakowie mieszka</title><content type='html'>Było tak: pewien bank ogłosił konkurs na reklamę swoich usług. Grupa osób wymyśliła filmik, nagrała i do owego konkursu zgłosiła. Dzieło wyglądało mniej więcej w następujący sposób. Dramatis personae: krakowscy hejnaliści z Wieży Mariackiej. Miejsce akcji: mieszkanie jednego z nich. Czas akcji: za pięć dwunasta. Kameeeera... i akcja! Chłopaki budzą się po jakiejś wyjątkowo udanej imprezie. Właściwie to budzi ich budzik, gdyż żaden z nich nie nadaje się do sprawnego funkcjonowania. Ten najbardziej przytomny szuka swojej komórki, wybiera numer i punktualnie w południe dzwoni, uruchamiając w ten sposób skomplikowany mechanizm zainstalowany na Wieży Mariackiej. Mechanizm ów - pobudzony sygnałem z telefonu - odgrywa z taśmy hejnał mariacki. Krakusy i turyści pod wieżą zadowoleni. Hejnaliści śpią dalej. Stop kamera!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem było tak: Film zdobył główną nagrodę w konkursie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem było tak: Zaprotestowało środowisko prawdziwych krakowskich hejnalistów - strażaków. Że film ich ośmiesza, że w świat pójdzie, że oni nic nie robią tylko chleją wódkę (jakby ktoś o tym nie wiedział), imprezują oraz ważą sobie lekce swoje obowiązki. I że w reklamie wykorzystano hejnał mariacki, który jest przecież dobrem narodowym, więc nawet jeśli nie jest jeszcze opatentowany, to i tak wykorzystanie go w tak haniebnym celu jest niegodne Polaka i patrioty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakież to wszystko delikatne. Jak bardzo wrażliwe i zatroskane o swój wizerunek. Wystarczyło 700 lat historii i jedna zabłąkana tatarska strzała, o której uczą w szkołach powszechnych, aby krakowski hejnalista stał się narodowym monumentem do którego nie można podchodzić inaczej, niż tylko na klęczkach i z błogosławieństwem na ustach. Pomijając już kwestię praw autorskich do hejnału, bo jak trafnie zauważył twórca filmiku, skoro tak, to on sobie opatentuje "Bogurodzicę".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest taka polska komedia pt. "Jak rozpętałem II wojnę światową" (podobno klasyka, ale zdecydowanie na wyrost). Gdyby ten film obejrzeć pod takim kątem, jak krakowscy hejnaliści obejrzeli filmik na bankowy konkurs, to reżysera i scenarzystów trzeba by wysłać na 600 lat ciężkich robót. Bo w tym filmie dostaje się wszystkim nacjom i kategoriom społecznym. Zakonnicy to fajtłapy, Polacy to idioci, którzy nie odróżniają krowy od byka, Niemcy to kretyni, Anglicy to uzależnieni od herbaty flegmatycy, a Włosi to leniwi erotomani, którzy do walki ruszają tylko wtedy, gdy w niebezpieczeństwie jest polowy burdel. Zresztą tak jest w większości dzieł kinowych. A jeśli faktycznie należałoby się kierować przy produkcji filmu tym, czy przypadkiem nie przedstawia on jakiejś grupy w krzywym zwierciadle, to najszybciej rozwijającą się gałęzią kinematografii byłaby produkcja filmów instruktażowych dla emerytowanych sadomasochistów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tu jest sedno sprawy. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Krakowskim strażakom nie chodzi o to, że filmik o hejnalistach ośmiesza kogokolwiek, tylko że ośmiesza ICH.&lt;/span&gt; Gdyby ośmieszał górali, Poznaniaków, zwolenników Samoobrony albo fanów Dody, słowem by się nie odezwali. Typowa filozofia Kalego: my ośmieszać kogoś - dobrze, wolność słowa. Ktoś ośmieszać nas - wstyd, hańba, oburzenie, przestępstwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie jest wyłącznie polska specjalność (vide: słynne karykatury Mahometa w duńskiej prasie), ale nasz kraj jest pod tym względem wyjątkowo popaprany (robimy idiotów z Niemców czy Ruskich w co drugim filmie, ale niechby oni się ośmielili zażartować z nas, Polaków, Narodu Krwiście Naznaczonego Martyrologią...). Podobno w piłkę nożną idzie nam kiepsko, ale dopiero pod względem dystansu do siebie jesteśmy na samym dnie międzynarodowego rankingu. I ten stan jest od dawna nieuleczalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23. lutego 2011, 18:20 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-8153321369260487475?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/8153321369260487475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=8153321369260487475' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/8153321369260487475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/8153321369260487475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/02/murzynek-kali-w-krakowie-mieszka.html' title='murzynek Kali w Krakowie mieszka'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-6234146676483920037</id><published>2011-02-21T00:22:00.004+01:00</published><updated>2011-02-21T00:25:21.377+01:00</updated><title type='text'>przerwa reklamowa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-4vXGsn0jzEk/TWGiQ7XNrZI/AAAAAAAADTY/j-RvoZ0Lkuk/s1600/jkm_sejm_2-520_.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 327px; height: 446px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-4vXGsn0jzEk/TWGiQ7XNrZI/AAAAAAAADTY/j-RvoZ0Lkuk/s400/jkm_sejm_2-520_.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5575916225358048658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja wspomagam myślą. Kto ma bliżej do stolicy, niechaj bieży pod Sejm i wspomaga mową oraz uczynkiem. Wybory blisko!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-6234146676483920037?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/6234146676483920037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=6234146676483920037' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6234146676483920037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6234146676483920037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/02/przerwa-reklamowa.html' title='przerwa reklamowa'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-4vXGsn0jzEk/TWGiQ7XNrZI/AAAAAAAADTY/j-RvoZ0Lkuk/s72-c/jkm_sejm_2-520_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-2522210031618735445</id><published>2011-02-15T22:29:00.005+01:00</published><updated>2011-02-15T23:41:59.366+01:00</updated><title type='text'>sztuczne światło</title><content type='html'>Wydarzeniem tygodnia w pewnych kręgach było podarowanie rannemu Robertowi Kubicy przez JEm. kardynała Dziwisza "relikwii" związanych z Janem Pawłem II (kropli krwi i kawałka szaty bodajże). Nie byłoby absolutnie żadnego powodu, aby się nad tym faktem rozwodzić, gdyby nie okoliczność, iż w tym wydarzeniu zbiegają się dwie kwestie, z którymi w tzw. sprawach wiary i religijności pogodzić mi się najtrudniej. Instytucja "świętych i błogosławionych", oraz właśnie kwestia relikwii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Słońce nie potrzebuje światła lampy, a Kościół Katolicki świętych trupów" - pisał Bazyli Wielki, jeden z ojców Kościoła i... także święty. W podobnym tonie wypowiadał się bohater jednego z odcinków serialu o przygodach młodego Indiany Jonesa, pragnący uświadomić nastolatkowi, jak wiele z tego, czym zajmują się duchowni (sztuczne światło świecy), odciąga uwagę wierzących od samego Boga (światła słonecznego). Przez wieki młyny watykańskie wyprodukowały ogromną, kilkudziesięciotysięczną rzeszę świętych i błogosławionych. Im stawia się pomniki, ołtarze, im maluje się obrazy, pod ich wezwaniem buduje się kościoły. A niektórzy z nich mają dodatkowo jakąś swoją działkę, na której się znają i w której pomagają. I to jest chyba ten powód, dla którego katolicyzm jest obiektem drwin ze strony przedstawicieli pozostałych wielkich religii - oni widzą w katolickim kulcie świętych i błogosławionych politeizm absolutny. Oni modlą się do jedynego Allaha, Buddy, Jahwe, podczas gdy katolicy - do tłumu osób. Dlatego -  mimo, że przeczytałem setki stron uzasadniających ten stan rzeczy - pod tym względem jest mi znacznie bliżej do islamu, buddyzmu czy judaizmu. Bo w moim skromnym, skrzywionym i pewnie wypaczonym pojmowaniu religii &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;modlić się można tylko i wyłącznie do Boga&lt;/span&gt;, a nie do - strzelam - JP2, św. Teresy z Avila, czy bł.Czesława. I żadne okrągłe figury retoryczne typu "za wstawiennictwem", żadne wyrafinowane tłumaczenia, że "tak naprawdę modlimy się do Boga, ale przy pomocy tego i tego świętego", &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;za chińskiego papieża nic mnie nie przekona, że jest inaczej!&lt;/span&gt; A jeśli czyjeś życie i twórczość faktycznie zasługują na podziw i szacunek, to we wspólnocie zdrowo myślących ludzi nie potrzeba przybijać mu na czole pieczątki z napisem "święty", aby objawić, że jego postawa warta jest naśladowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konsekwencją uznania niektórych osób "świętymi" i "błogosławionymi" stało się przekonanie, że wszystko, co wiązało się w jakiś sposób z życiem doczesnym owych wyróżnionych ma magiczną/cudowną/uzdrawiającą/nadnaturalną (niepotrzebne skreślić) moc. Tak powstały "relikwie". Relikwią może być w zasadzie wszystko: kości nie kości, krew, paznokcie, włosy, kawałki ubrań, przedmioty codziennego użytku, fragment całunu grobowego, szczeble z drabiny, która się przyśniła świętemu Jakubowi etc. Śmiejemy się z ludów prymitywnych, że się modlą do totemów i fetyszy, albo odprawiają rytuały do bóstw wszelakich, ale wiarą w cudowną moc złotego zęba czy gumy od majtek świętego, sami sprowadzamy się do poziomu rozwoju tych ludów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem, że niektórym z wierzących łatwiej jest praktykować religijnie, mając coś realnego, rzeczywistego - czy to osobę świętego, czy jego przedmiot - co przybliża abstrakcyjną ideę Boga, pozwala ją nieco bardziej objąć rozumem. Zresztą, mamy wolność wyznania i każdy ma prawo czcić, co mu się żywnie podoba, od pomnika w Świebodzinie po Latającego Potwora Spaghetti. I jakkolwiek nie mam żadnych podstaw, aby odgadywać intencje Chrystusa zakładającego Kościół Katolicki, tak postawiłbym sporo pieniędzy, że jednak nie o to, co się wokół nas dzieje, mu chodziło. Potężna watykańska biurokracja, kanonizacje, beatyfikacje, cuda, wianki, relikwie, kremówki, Całuny Turyńskie, rywalizacja na Chrystusy, bazyliki, sanktuaria. Może w założeniach miało to pomagać w dążeniu do Boga, ale wyszło jak zwykle - przykryło Boga tak bardzo, że już go spoza stosu tych "ułatwień" nie widać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprawa z Kubicą i kardynałem Dziwiszem ma zresztą dodatkowe dno. Kierowca podkreśla, że jest do osoby Jana Pawła II bardzo przywiązany (ma jego imię wypisane na kasku i takie tam), a po poprzedniej kraksie w wyścigu miał stwierdzić, że to właśnie wstawiennictwo polskiego papieża pozwoliło mu wyjść z wypadku bez szwanku. Jednocześnie, środowisko kościelne usilnie poszukiwać będzie kolejnego "cudu", który niezbędny będzie przy kanonizacji Karola Wojtyły. Zatem ostatnia rajdowa kraksa Kubicy, z której znowu uszedł z życiem (zapewne dzięki papieżowi), może być dla zwolenników kanonizacji JP2 bardzo potrzebną okolicznością. Jednak jeżeli Kubica będzie się rozbijał z dotychczasową częstotliwością, to wkrótce zabraknie dla Jana Pawła II tytułów, którymi można by go odznaczyć za ratowanie polskiego kierowcy z tych wypadków. Chociaż z drugiej strony, jeżeli Kubica ma zamiar prowadzić wyścigowe samochody w dotychczasowym stylu, to do jego "ochrony" należałoby oddelegować teraz już kogoś o jeszcze większej mocy niż polski papież.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. lutego 2011, 22:26 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-2522210031618735445?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/2522210031618735445/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=2522210031618735445' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2522210031618735445'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2522210031618735445'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/02/sztuczne-swiato.html' title='sztuczne światło'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-7585321400616851587</id><published>2011-02-08T17:49:00.004+01:00</published><updated>2011-02-08T23:31:56.965+01:00</updated><title type='text'>żeczpospolita</title><content type='html'>Wczoraj ukazał się światu pierwszy numer nowego tygodnika społeczno-politycznego o wiele mówiącym tytule "Uważam Rze". Wydawało mi się, że na rynku takich periodyków jest już wystarczająco wiele tytułów i trudno o jakąś niszę czytelniczą, ale widocznie twórcy uważają rze jest inaczej. W każdym razie rzyczę... tfu!... życzę im, aby pismo utrzymało się na rynku dłużej niż świętej pamięci "Nowy Dzień".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mniejsza o to. Warto jednak zwrócić uwagę na to, kto będzie się w nowym tygodniku produkował. A kogóż tam nie ma! Sama śmietanka: Lisicki, Wildstein, Ziemkiewicz, Zaremba, Janke, Semka, Feusette, Mazurek &amp;amp; Zalewski oraz bracia Karnowscy. Naprawdę, brakuje tylko głowy Rodu Pospieszalskich, tudzież Tomasza Sakiewicza. Ale w sumie dlaczego zatrzymywać się w pół drogi? Przecież można na tym fundamencie zbudować prawdziwy dream-team: o tematyce rodzinnej mogłaby pisać Anna Sobecka, a redakcję edukacyjną poprowadziłby Mirosław Orzechowski. Dział sportowy objąłby np. Paweł Zarzeczny, a dział kulturalny - Ryszard Nowak, prywatnie wybitny znawca problematyki sekt, który mianem satanistycznych zdążył już obwołać większość zespołów muzycznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uprzedzam - zanim dostanie mi się od wielbicieli Michnika, Lisa, Żakowskiego, Wajdy i Kutza - że nie pociąga mnie w takim samym stopniu opozycyjne środowisko "Wybiórczej". Co więcej, uważam że część kadry "Uważam Rze" (nie zdradzę którzy, ale to powinno być łatwe do rozszyfrowania) to znakomici dziennikarze, których warsztat podziwiam i chciałbym kiedyś pisać tak, jak oni. Nie znoszę natomiast formowania takich jednomyślnych kombajnów jak właśnie "Uważam Rze", gdzie z góry wiadomo co się znajdzie, bo tzw. linia pisma jest nadrzędna w stosunku do własnych przemyśleń i obserwacji autorów. Ta gazeta będzie po prostu tygodnikową wersją "Rzepy", tak jak "Wprost" przepoczwarzył się w tygodnikową wersję "Wybiórczej". A istnienie takich gazet, gdzie cały skład sobie z dziobków pije, solidarnie miotając błotem w opozycyjną prasę, nie ma kompletnie żadnego sensu i stanowi intelektualne wyzwanie o stopniu porównywalnym z oglądaniem polskiej komedii romantycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, jak gdyby tego było mało - twórcy "Uważam Rze" reklamują swoje nowe pismo jako "tygodnik centro-prawicowy" albo wręcz "konserwatywno-liberalny"(!). Cóż, jeżeli on będzie tak centro-prawicowy jak centro-prawicowa jest Platforma Obywatelska, a prawicowy PiS, to ze mnie jest Matka Teresa z Kalkuty. Ale czego ja właściwie oczekuję? Przecież żyjemy w kraju, gdzie jedynym kryterium odróżniającym partię lewicową od prawicowej stał się stosunek do Kościoła i miejsca religii w życiu publicznym. Co w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;normalnym&lt;/span&gt; systemie politycznym jest kwestią zupełnie marginalną w porównaniu do podstawowych cech, na podstawie których stwierdzamy, czy dana partia jest lewicowa czy prawicowa. O tych cechach nie mają niestety bladego pojęcia ani nasi politycy na czele z WikiBronkiem, ani - jak się właśnie okazuje - wykształceni dziennikarze, o tak zwanym przypadkowym społeczeństwie nie wspominając (proponuję eksperyment z cyklu "zapytaj 100 osób na ulicy").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zamiast "Uważam Rze" już lepiej poczytajcie "Super Ekspress". Bo w nim jest przynajmniej śmieszno, a u Wildsteinów i Ziemkiewiczów będzie tylko straszno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. lutego 2011, 17:47 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Żeby nie było wątpliwości - Platforma jest partią lewicową i to bardzo. PiS też, a już na pewno nie mniej niż SLD.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-7585321400616851587?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/7585321400616851587/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=7585321400616851587' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7585321400616851587'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7585321400616851587'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/02/zeczpospolita.html' title='żeczpospolita'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-1704920797565456814</id><published>2011-02-07T00:30:00.003+01:00</published><updated>2011-02-07T00:49:30.218+01:00</updated><title type='text'>pod śniegiem</title><content type='html'>Idziesz samotnie przez odludny las. Leśną ścieżkę, którą kroczysz, przecinają prostopadle inne ścieżki - wydeptane w śniegu, biegnące w niedostępny gąszcz. Coś tędy przechodziło. Przed chwilą? Niedawno? Raczej nie, ślady nie są świeże, przyprószone już strącanymi przez wiatr liśćmi. Prawdopodobnie to coś szło tędy w nocy, gdy spałeś; wprawdzie niedaleko stąd, ale w bezpiecznym pokoju, pod podwójną kołdrą. Co to było? Może tylko sarna, jeleń albo lis. A może stadko dzików, powoli, jeden za drugim. Albo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TU8x5WkShsI/AAAAAAAADSg/aXuuzylK1rU/s1600/Bobrowniki%2Bzima%2B2011%2B%2528105%2529.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TU8x5WkShsI/AAAAAAAADSg/aXuuzylK1rU/s320/Bobrowniki%2Bzima%2B2011%2B%2528105%2529.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5570726125460686530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może będą też przechodzić następnej nocy. I chciałbyś tam być, obserwować jak idą w sobie tylko wiadomym kierunku, jak znikają w leśnych ostępach. Chciałbyś. Chociaż wiesz, że nigdy nie wystarczy ci odwagi, aby wkroczyć w ciemność - tak odmienną od miejskiej ciemności - ciemność prawdziwego lasu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. lutego 2011, 00:29 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Więcej zdjęć w galerii - nowy album można obejrzeć &lt;a href="http://picasaweb.google.com/piotrek.phl.83/ZimaWBobrownikach2011#"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-1704920797565456814?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/1704920797565456814/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=1704920797565456814' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1704920797565456814'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1704920797565456814'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/02/pod-sniegiem.html' title='pod śniegiem'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TU8x5WkShsI/AAAAAAAADSg/aXuuzylK1rU/s72-c/Bobrowniki%2Bzima%2B2011%2B%2528105%2529.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-3009146159836167858</id><published>2011-01-29T23:20:00.005+01:00</published><updated>2011-04-01T00:22:23.389+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='JA realne'/><title type='text'>all I care is dying</title><content type='html'>Oprócz nieudolnych prób uprawiania różnych dyscyplin sportowych, lubię też sport oglądać. Nie jestem jednak typem kibica, który siada przed odbiornikiem z piwem i chipsami, aby śledzić to, w czym akurat wygrywają "nasi". Niezależnie, czy jest to aktualnie ściganie się na nartach, celowanie piłką do bramki przy pomocy rąk (a nie - jak Pan Bóg przykazał - nogami), lanie przeciwnika po mordzie, czy synchroniczne strzelanie do rzutków. Przez lata starannie wyselekcjonowałem kilka konkurencji, a ich skrupulatna obserwacja zajęła mi wiele godzin, które z kolei mogły być wykorzystane w znacznie bardziej produktywny sposób. Najwcześniej - bodajże od 1996 roku - w grupie tej znalazły się skoki narciarskie i piłka nożna, wkrótce potem dołączyły Formuła 1, hokej na lodzie, kombinacja norweska, koszykówka, oraz - najpóźniej - siatkówka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj oglądanie żadnej (poza hokejem) nie sprawia mi już właściwie żadnej przyjemności. Piłka nożna - przyznaję - po prostu mi się znudziła. Pozostałe zostały na moich oczach bestialsko zamordowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza zginęła Formuła 1, a sprawcami zabójstwa było doborowe komando Starszych Panów Mosley &amp;amp; Ecclestone. Już na początku XXI wieku zaczęli kombinować z zakazem zmieniania opon podczas wyścigu, potem bezustannie mieszali przy formule kwalifikacji, wprowadzali limity kosztów oraz absurdalne ograniczenia typu: jeden silnik na cztery GP. Ale gwoździem do trumny był dopiero zakaz tankowania w czasie wyścigu, który najlepsze widowisko świata z czasów pojedynków Schumachera z Hakkinenem przemienił w rywalizację ociężałych cystern wyposażonych w opony niczym z ciężarówek Liebherra, na torach arabskich potentatów naftowych. Moją kolekcję polskiej edycji magazynu "F1 Racing" sprzedałem na Allegro. Własnoręcznie wykonany z tektury model McLarena MP4-15 (wersja Mika 2000) pożerają mole w piwnicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zimie z torów wyścigowych moja uwaga przenosiła się na skocznie i trasy biegowe, gdzie rywalizowali zawodnicy w kombinacji norweskiej, zwanej też narciarskim dwubojem klasycznym. Oczywiście magnesem był Hannu Manninen, przebijający się z trzydziestych pozycji po skokach na miejsca medalowe, ale interesujący był również szeroki wachlarz konkurencji: oprócz klasycznego Gundersena i sprintu oraz drużynówki, eksperymentowano ze startami masowymi i widowiskowym Hurricane Start. Aż tu pewnego roku przejechał walec i wyrównał. Odtąd mamy tylko jedną (!) formę zawodów indywidualnych: 1 seria skoków + bieg na 10 km. I jeszcze ktoś ośmielił się nazwać to Gundersenem. Phi! Not in my name.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoki narciarskie wykrwawiają się już od półtora roku, celnie trafione pociskiem pod nazwą "Wind/Gate Factor". Jest to skomplikowany system przeliczania zmiennych warunków atmosferycznych, tudzież przesuwania belki najazdowej, na punkty bonusowe. Pomijając absolutną nieczytelność dla widza zawodów przeprowadzanych tym algorytmem, okazuje się również, że gdy jeden gość skacze 211, a drugi 190 metrów, to wcale nie oznacza, że musi wygrać ten pierwszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rykoszetem dostało się też koszykówce, chociaż na nią killerzy dopiero chyba gromadzą amunicję. Ale "genialny" przepis o słynnej strzałce, plus "polska" reguła wprowadzona w naszej rodzimej lidze (na parkiecie w barwach danej drużyny musi w każdym momencie meczu znajdować się minimum dwóch Polaków) skutecznie odstrasza od koszykówki. Zresztą, czego spodziewać się po państwie, gdzie szefem Związku Koszykarskiego jest facet, który ustawiał wybory na prezydenta Wałbrzycha, a mistrz kraju gra w trzech ligach naraz i ma więcej zawodników niż kadra europejskiej klasy zespołu piłkarskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpóźniej, i to śmiercią tragiczną, zginęła siatkówka. Zabierano się za nią już od dłuższego czasu, czego efektem były klubowe mistrzostwa świata gdzieś w jakimś petrokalifacie, czy też słynna "złota reguła", nakazująca po zagrywce atakować z drugiej linii. Tymczasem, dosłownie kilka dni temu, bez żadnych ostrzeżeń, strzałem w plecy zamordowano siatkówkę w Polsce. Konkretnie Plusligę, która zafascynowała mnie 8 lat temu, jako znakomite połączenie produktu sportowo-marketingowo-telewizyjnego. Jednak, decyzją władz od przyszłego sezonu Plusliga staje się ligą zamkniętą - na wzór choćby NBA - co oznacza, że spaść z niej nie można, a awansować do niej - tylko po spełnieniu określonych wymagań (finansowych rzecz jasna). W sytuacji, gdy nie ma ryzyka spadku, a mistrz Polski znany jest już na starcie sezonu (S**a Bełchatów), liczba meczów o nic (a więc takich, w których nie trzeba wspinać się na wyżyny swoich możliwości i umierać za Niceę) wzrasta do 99% ogólnej liczby spotkań w sezonie. Jesteśmy wolni, możemy iść...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wnioski?&lt;br /&gt;1) Hokej to wszystko, co mi pozostało (a w tym roku wraca podobno Puchar Świata!)&lt;br /&gt;2) Stanowczo powinienem przestać narzekać.&lt;br /&gt;3) A może to ja przynoszę pecha? Hm...&lt;br /&gt;4) You wish.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. stycznia 2011, 23:17 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-3009146159836167858?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/3009146159836167858/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=3009146159836167858' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3009146159836167858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3009146159836167858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/01/all-i-care-is-dying.html' title='all I care is dying'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-1689364205151322329</id><published>2011-01-25T18:09:00.007+01:00</published><updated>2011-01-26T00:41:12.265+01:00</updated><title type='text'>nadchodzą</title><content type='html'>Na moskiewskim lotnisku wysadził się w powietrze zamachowiec-samobójca i polskie media zwariowały. Temat wałkowano wczoraj przez długość całych serwisów informacyjnych, rozmawiano z przeróżnymi ekspertami, zbierano opinie od każdego, kto tylko się nawinął, apelowano do wszystkich świętych, aby sprawdzali, czy polskie lotniska/dworce/stacje metra są "należycie zabezpieczone". Mimo, że na świecie niemal codziennie dochodzi do takich zamachów, gdzie giną dziesiątki przedstawicieli ludności cywilnej, w Polsce nie podnosi się wtedy alarmów na pierwszych stronach gazet. Nie poświęca się im ani sekundy w popołudniowych programach informacyjnych. Bo to gdzieś w Indonezji, na Filipinach, w Pakistanie, w Izraelu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie jest z tym nieszczęsnym smoleńskim Tupolewem, który wyłazi już i z lodówki, i z mysiej dziury. Tą sprawą próbuje się zainteresować cały świat, aby ją śledził, przeżywał i wziął w obronę nasz biedny naród, po raz kolejny ciemiężony przez złych Rosjan. A gdy rozbije się samolot z murzyńskim królem gdzieś w jakimś Bantustanie, pies z kulawą nogą się o tym w Polsce nie zająknie. Ba, samolot? Raczej kompletnie wyeksploatowana maszyna, którą nikt nie powinien latać już od przedwojny. Przecież z takiego newsa tabloidy powinny mieć pracy na pół roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hipokryzja? Podwójna moralność? Nic z tych rzeczy. Panowie dziennikarze, panowie politycy, panowie celebryci - chcecie wiedzieć, dlaczego tak was ruszył wczorajszy zamach w Moskwie? Otóż z przyjemnością wam odpowiem. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dlatego, że strach wam zajrzał głęboko w oczy.&lt;/span&gt; Żyjecie sobie wygodnie, zarabiacie grubą forsę, prasujecie mózgi pod szablon politycznej poprawności, ale takie wydarzenia unaoczniają wam, że to wszystko nie czyni was kuloodpornymi. Podobnie jak fakt, że na pokład samolotu wsiada prezydent i cała partyjna wierchuszka nie sprawia, że samolot ten przestaje podlegać prawom fizyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jest, to całe wasze gorączkowe sprawdzanie, czy Polska jest gotowa obronić się przed zamachem terrorystycznym, nie wynika z waszej troski o los przeciętnego obywatela. W tym niby obojętnym pytaniu "Czy w Polsce może wydarzyć się coś podobnego?", jest ukryty &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;wasz&lt;/span&gt; strach, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;wasze&lt;/span&gt; wołanie: "Ratunku, nadchodzą ci źli terroryści, boimy się ich, obrońcie nas!". Po wczorajszym zamachu dotarło do was, że skoro uderzyli już nie gdzieś w jakimś odległym Kabulu czy Nowym Jorku, ale w Moskwie, to jutro mogą uderzyć w Warszawie, Opolu czy Koziej Wólce. Że skoro bez przeszkód można wnieść bombę na największe lotnisko największego europejskiego miasta, to równie łatwo można ją podłożyć w luksusowej restauracji, gdzie spożywacie wykwintną kolację, w sali kongresowej, w której odbieracie kolejną "zasłużoną" nagrodę, czy na lotnisku, gdzie z pancernej limuzyny przesiadacie się na prywatny odrzutowiec. W takich sytuacjach uświadamiacie sobie, że nie jesteście półbogami, że przed zamachowcami nie obronicie się waszymi pieniędzmi, "popularnością" i imejdżem. W wasze życie wkrada się niepewność. I lęk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo nie będziecie znać dnia, ani godziny. Bo to już nie będą sfrustrowani fani, którzy rzucą jajkiem, ale "goryl" zdąży was zasłonić, ani zdesperowani górnicy, którzy pokrzyczą, spalą trochę opon, ale wystarczy im coś tam obiecać i sobie pójdą. Terroryści nie będą mieć dla was litości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A gdyby nie fakt, że cierpi na tym niewinna ludność cywilna, sardonicznie dodałbym: "I bardzo dobrze".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. stycznia 2011, 18:05 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-1689364205151322329?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/1689364205151322329/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=1689364205151322329' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1689364205151322329'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1689364205151322329'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/01/nadchodza.html' title='nadchodzą'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-5169886714423987701</id><published>2011-01-14T23:54:00.009+01:00</published><updated>2011-04-01T00:15:38.800+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='legendarne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wieści smoleńskie'/><title type='text'>siedem milionów sprawiedliwych</title><content type='html'>Styczeń Roku Pańskiego 2011 gorącość wielką w krainie nad Wisłą objawił. Bynajmniej nie chodzi jednak o śniegi i mrozy obfite, które ustąpiły, ziąb słotny i szarugi w zamian przynosząc. Azaliż doprawdy srogie swary wśród mieszkańców Lechistanu się rodzić poczęły. Natenczas bowiem w dalekiej Moskwie prace swoje zakończyła Wysoka Komnata, co się MAK zwie. Była ona miała wystudiować powody, dlaczego dnia 10. kwietnia A.D. 2010 o brzasku, pojazd powietrzny latający, którym Najjaśniejszy Nasz Władca Lech z dynastii Kaczyńskich wraz ze swoją świtą do Rusi podążał, o ziemię uderzył z wysokości wielkiej, gdy na postój w Smoleńsku bliskość już była.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Możni Lechistanu pod wodzą imć Tuska, racje swoje do Wysokiej Komnaty wystosowali, ale otrzymali rekuzę. Wysoka Komnata wieść taką przyniosła, jakoby Rusin winy żadnej za zajście rzeczone nie ponosi. Do zajścia owego przyczynili się jednakowoż: powożący pojazdem latającym, którzy mowy ruskiej nie znali i ujarzmić pojazdu narowistego nie potrafili, oraz dowódca ich, który mocą okowity otumaniony, miast baczenie mieć na bezpieczność podróży, lekkomyślność wielką wykazał i wolę swoją powożącym narzucał, o czym autorytetem swoim zaświadczyli uczeni w tajemnej nauce psychologii. Winny jest również sam Najjaśniejszy Władca Lech, co na postój w Smoleńsku bardzo nastawał, nie bacząc, iż opary mgielne niczym z piekła samego zstąpiły, tak że widzenia żadnego nie było, ni oko wykol.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieści te niepomyślne bardzo rozsierdziły mieszkańców Lechistanu i możnowładców. Aby do wojny nowej między Lechistanem a Rusią nie dopuścić i baczenie Lachów na inne sprawy skierować, sam Wielki Biały Ojciec z Watykanu dekret pospieszny podpisał, co stwierdza, że Karolus Wojtyła co wywodził się z ziemi, tej ziemi, błogosławionym jest ogłaszany i ołtarze ku czci jego wznosić można. Zaprawdę jednak kapłanów koncept sprawie zakończenia nie dał. Opamiętania nie przyniosła także wieść o nadchodzącej zarazie morowej, którą świń gospodarski na człowieka przenosi. Albowiem żółć zbyt wielka się już w Lechistanie zrodziła, od brzegów morza, aż po szczyty gór.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A stało się tak za przyczyną tego, że wieść podstępną rozpuścił brat bliźniaczy Najjaśniejszego Władcy - Jarosław herbu Kaczor. Wedle słów jego, car moskiewski Putinin wszedł w zmowę z imć Tuskiem, który oskomę miał wielką na insygnia królewskie. I na tron już nawet namaścił niejakiego wielmożę z Komorowa. Imć Tusk z carem targu dobili i podług tego knowania, ruskie sołdaty pojazd powietrzny Najjaśniejszego Lecha na ziemię siłą sprowadzili, przy użyciu magii czarnoksięskiej, co się zowie "magnes". A jeśli kto przeżył z jego świty, to zaraz go o głowę skrócili, rabując uprzednio talary z jego trzosu. Więc lud gniewny na miejscach przestrzennych się gromadził i przez kamratów Jarosława podburzany, pod włościa królewskie przystąpił. I tamże imć Tuska poszukiwali, aby go pochwycić, zakuć w dyby i wybatożyć, ale jego w kraju nie było, bo w góry wysokie wyjechał i tam tydzień cały przebywał, odpoczywając. A gdy powrócił, zastał tłumy wzburzone, krzyczące "Gańba!", "Na pohybel!". A oto posłów swoich magnaci od Jarosława wysłali, poparcia dla siebie po całym świecie poszukując. I w delegacje zamorskie się udali, prosić o pomoc Czarnego Władcę zza Oceanu, który w bojach z Saracenami jest zaprawiony, Brytyjską Monarchinię, Cesarza Francuzów - Ser Koziego, a nawet Pruską Hrabinę Anielę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podówczas faryzeusze z cechu zwanego OBOP wylegli na rozdroża i lud prosty pytać poczęli, czy w ustalenia na Rusi dokonane wiarę pokładać należy. I przedziwne wyniki objawili. Oto bowiem aż 61 procent pospólstwa osądza, że raport komnaty MAK to łgarstwo wierutne, a 15 procent powiada, że prawdę czystą Rusin ukazał. I tylko 24 % (a to jest jakoweś siedem milyjonów chłopów i mieszczan Lechistanu, odliczając dziatwę i starców niedołężnych) zdania swojego nie przedstawiło. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam - oni właśnie są godni mianować się sprawiedliwymi&lt;/span&gt;. Albowiem chłop prosty, co kraj nasz piękny zamieszkuje, wiedzy takowej nie posiada, co by mu się pozwalała rozeznawać na pojazdach latających i czarnych kufrach, jakowe na wypadek katastrofy w pojazdach tych są przewożone. I prawdę jedyną mówi ten, kto rzecze, że w sprawach tych osądzać nie jest władny, bo tym się jeno profesory i uczeni w lotnictwie powietrznym trudzić powinni. A ten, kto ustalenia poczynione słowem swoim niekształconym komentuje, tego tylko szaleństwo i obłęd się trzymają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jest to przeto frapujące - kielokroć bowiem sprawa jakaś ważna się w Królestwie Lechistanu podnosi, chłop prosty zawżdy swój sąd na nią ma. I wiedzą o tym ludy i plemiona okoliczne, że każdy Lach to zna się i na znachorstwie, i na sztuce władzy, i na budowie mechanicznych koni, i takowoż na ludowej uciesze, co w niej kulę skórzaną po zielonej łące się kopie. A ostatnimi czasy również na uganianiu się po śnieżnych pagórach na dwóch kawałkach sztachety, odkąd to córa pierworodna górala spod Tater pierwszeństwo w tych konkurach dzierży i królestwa znamienite podbija. I taka to jest najpierwsza Lachów przywara, aliż dufność i zarozumialstwo sąd swój na każdą sprawę mieć każe, grzechem tym własną duszę kalając. Bo morał dla potomnych się niesie taki, że kiery się uczonym nie mienisz, aby o ważkich materiach rozprawiać, tedy gęby swojej nie otwieraj, albowiem za głupca i błazna będzie ci policzone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;było to czytanie z Listu Grala Homonima do Polaków&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;a o wszystkim w szczegółach będzie napisane w Księdze Jedynego Rodzaju&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Amen&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. stycznia 2011, 23:52 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-5169886714423987701?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/5169886714423987701/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=5169886714423987701' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/5169886714423987701'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/5169886714423987701'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/01/siedem-milionow-sprawiedliwych.html' title='siedem milionów sprawiedliwych'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-6653905368705251432</id><published>2011-01-11T17:28:00.003+01:00</published><updated>2011-01-11T17:53:07.178+01:00</updated><title type='text'>pies, czyli kot?</title><content type='html'>Odwiedziłem wczoraj największą opolską księgarnię i natrafiłem tam na coś zdumiewającego. Na półce stała sobie książka pana Wilbura Smitha pt. "Lampart poluje w ciemności". To jeszcze aż tak zdumiewające nie jest - ostatecznie w takim miejscu jak księgarnia można od czasu do czasu natknąć się na książkę. Zdumiewająca była dla mnie okładka tej książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TSyGK7-g_jI/AAAAAAAADNs/YRtCV0Kd_gY/s1600/smith.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 203px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TSyGK7-g_jI/AAAAAAAADNs/YRtCV0Kd_gY/s320/smith.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560967162352434738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wbrew tytułowi dzieła, na okładce znajduje się bowiem - moim skromnym zdaniem - nie lampart, a &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;gepard&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od razu zaznaczam, że nie kieruję tych rozważań do ludzi, którzy utrzymują, że tygrysy żyją w Afryce, a z kolei niedźwiedzie polarne na Antarktydzie, gdzie zresztą polują na pingwiny mieszkające w domkach ze śniegu i lodu, znanych szerzej jako igloo. Dla nich bowiem kwestia, który dziki kot zdobi okładkę książki Smitha, jest bez znaczenia. Przypuszczam, że powiedzieliby coś w rodzaju: "Przecież to jeden pies!".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam nie jestem znawcą tematu, ale mam jakieś 90 % pewności, że na okładce książki widnieje gepard. Wydaje mi się, że lampart ma większą głowę, mniej sprężyste ciało, oraz cętki na ciele w zupełnie innym kształcie i także większe niż te u geparda. A poza tym lampart jest znacznie brzydszy od geparda, który jest w moim odczuciu niezwykle dostojny. Czy jest na sali jakiś biolog lub zoolog, który mógłby ten problem rozstrzygnąć? (może z wyjątkiem tej ostatniej refleksji)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli istotnie prawdą jest, że wydawnictwo ozdobiło książkę z lampartem w tytule fotografią geparda, to byłaby to kompromitacja stulecia. I bez znaczenia jest tu fakt, że książka nie jest dziełem zoologicznym, tylko - z tego, co zdążyłem się zorientować na stronach internetowych księgarni - raczej jakimś czytadłem, aczkolwiek z Afryką w tle. Zgoda, nie każdy mieszkaniec planety umownie przez nas zwanej Ziemią musi wiedzieć, czym różni się gepard od lamparta, ale jeśli decydujemy się już pokazać coś publicznie i chcieć za to pieniędzy, to wypadałoby się lepiej rozeznać w temacie. Tym bardziej, że nie wymaga to konsultacji z profesorem zoologii; wystarczyłby dobry research w necie. Tymczasem wygląda na to, że redaktorzy złapali pierwsze zdjęcie dzikiego kota, na jakie natrafili, co pozwala nam, jako czytelnikom, mieć o tym wydawnictwie jak najgorsze zdanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. stycznia 2011, 17:28 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Nazwy wydawnictwa nie upubliczniam tylko dlatego, że sam nie mam stuprocentowej pewności, że to gepard. Ale gdy ktoś z Was w komentarzach mi tą pewność zagwarantuje, nie będę mieć litości (dla Wydawnictwa rzecz jasna).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-6653905368705251432?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/6653905368705251432/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=6653905368705251432' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6653905368705251432'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6653905368705251432'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/01/pies-czyli-kot.html' title='pies, czyli kot?'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TSyGK7-g_jI/AAAAAAAADNs/YRtCV0Kd_gY/s72-c/smith.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-3602597592174599237</id><published>2011-01-07T21:50:00.006+01:00</published><updated>2011-01-10T00:26:25.219+01:00</updated><title type='text'>jest super, jest super...</title><content type='html'>Przyczyn, dla których niektórzy ludzie patrzą na otaczający ich świat przez zbyt różowe okulary, jest wiele. Niektórzy za bardzo naoglądali się obrazów Joana Miró i teraz uśmiecha się do nich każde drzewko, każdy ptaszek i każda dziura w asfalcie. Inni za często wsłuchują się w prezydenta Komorowskiego, którego wypowiedzi przekonują, że mamy przyjemność mieszkać w kraju mlekiem i miodem płynącym (a trzeba pamiętać, że są to płyny które mają do siebie, że lubią się zbierać w jednym miejscu i stanowić zagrożenie, a potem spływają do morza). Jeszcze inni przesadzają ze środkami odurzającymi, przez co obserwują na niebie i ziemi rzeczy, o których nie śniło się filozofom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie jednak zbyt duży optymizm w postrzeganiu rzeczywistości jest przypadłością, z której się z upływem czasu wychodzi. Jeśli jednak nie, trafia się do zakładu zamkniętego, albo pracuje się w telewizji. Cierpiące na takie objawy nieuleczalne przypadki widać na szklanym ekranie od lat. A to w trakcie beznadziejnego meczu polskiej reprezentacji przekonują, że "w postawie naszych piłkarzy widać symptomy poprawy jakości gry". A to pod koniec grudnia z roześmianym obliczem wmawiają nam, że "na wyjątkowy czas rodzinnych spotkań przygotowaliśmy dla Państwa specjalny, świąteczny zestaw najbardziej oczekiwanych propozycji programowych dla całej rodziny". A my przecieramy oczy ze zdumienia, bo w tym "specjalnym" programie aż roi się od komercyjnego badziewia sprzed lat, odgrzewanych po raz sześćdziesiąty ósmy kotletów, tudzież przygód Karguli i Pawlaków serwowanych w takiej częstotliwości, że rzygają już nimi nawet przedszkolaki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio jednak choroba ta przenosi się do mediów papierowych. Dla przykładu, przez cały mijający tydzień prasowe artykuły krzyczały, że oto nasza znakomita narciarka Justyna Kowalczyk ma szansę &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;jako pierwsza zawodniczka w historii&lt;/span&gt; wygrać prestiżowy turniej Tour de Ski dwa razy z rzędu. "Fajnie" - pomyśli laik - "to może być naprawdę wyjątkowe osiągnięcie naszej rodaczki". Tylko jakoś nigdzie w tych tekstach nie natrafiłem na choćby wzmiankę wciśniętą małym druczkiem, że &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;historia tego turnieju liczy sobie zaledwie... cztery lata. &lt;/span&gt;Więc niespecjalnie miał ktoś wcześniej okazję, żeby dwukrotnie w nim triumfować. Ale gdyby to była impreza naprawdę z długimi tradycjami (jak choćby Turniej Czterech Skoczni w skokach), to w tych artykułach stałoby jak wół, że "nasza fenomenalna biegaczka ma szansę dokonać czegoś, co nie udało się nikomu w sześćdziesięcioletniej historii tego turnieju!". A tak, ponieważ krótki staż Tour De Ski obniżałby wartość ewentualnego sukcesu pani Justyny, to lepiej ten "nieistotny" fakt przemilczeć, może ciemny lud się nie połapie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyzwyczaiłem się już do tego, że w mediach pompuje się balon oczekiwań i podbija bębenek czczych nadziei do granic możliwości. I nie mam nic przeciwko temu, że robi się pozytywny hype wokół jakiegoś interesującego tematu. Gorzej, gdy przeinacza albo przemilcza się fakty, czy nawet stosuje się różne przekłamania. I to w poważnych dziennikach. Owszem, we wszelkich mediach manipulacja dorównuje już hipokryzji. Z tym, że kiedyś robiło się to w celach bardziej ideowych i wymagało to istnienia Ministerstwa Propagandy czy Głównego Urzędu Kontroli Prasy i Publikacji. Teraz motywem jest wyłącznie pieniądz. A cel to zwiększenie oglądalności, gdy zwabiony propagandą sukcesu obywatel będzie śledził z wypiekami na twarzy występy polskiego sportowca w konkurencji, o której wcześniej nie miał zielonego pojęcia (niezależnie czy "nasz" dominuje w biegach narciarskich czy w waterpolo).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrych kilka lat temu, gdy na topie były pojedynki Adama Małysza z Niemcem Hannawaldem, przy okazji których wskrzeszano okupacyjne resentymenty i obficie posługiwano się retoryką rodem z "Czterech Pancernych", gdzieś w drugim obiegu krążyła taka anegdotka. Otóż odbył się nietypowy konkurs skoków, w którym udział wzięło tylko dwóch zawodników: Małysz i Hannawald. Zwyciężył Niemiec, Małysz był - rzecz jasna - drugi. Oto jak rywalizację podsumowały polskie media: "Po wspaniałej walce nasz reprezentant minimalnie przegrał zwycięstwo, zajmując wspaniałe, drugie miejsce. Natomiast Sven Hannawald był przedostatni!".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. stycznia 2011, 21:48 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-3602597592174599237?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/3602597592174599237/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=3602597592174599237' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3602597592174599237'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3602597592174599237'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/01/jest-super-jest-super.html' title='jest super, jest super...'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-4143070078463049196</id><published>2011-01-05T22:41:00.003+01:00</published><updated>2011-03-31T23:49:01.185+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='the ones that passed away'/><title type='text'>"And when you wake up it's a new morning..."</title><content type='html'>Zmarł Gerry Rafferty. Nazwisko, a tym bardziej zdjęcie, niewiele pewnie powiedziałoby bardzo wielu ludziom. Bo to nie był artysta, którego imię powtarzają miliony ust, nie sprzedawał bilionów płyt, nie gromadził stutysięcznych tłumów na koncertach, na które fani wydawali ostatnie pieniądze. Aczkolwiek odniósł relatywnie spory sukces. Ponad 30 lat temu, z płytą na której znalazł się utwór "Baker Street". Grały to nieustannie stacje radiowe. Grają zresztą często do dziś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym miał ułożyć osobistą listę piosenek wszech-czasów, "Baker Street" obowiązkowo znalazłaby się w pierwszej trójce. Ponadczasowa magia, fenomenalny tekst, fantastyczna gitara i ta jedyna w swoim rodzaju solówka saksofonowa, znana i rozpoznawana chyba na całym świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wierzę, że nie znacie "Baker Street", że nie obiła Wam się o uszy, nawet jeśli nie ubóstwiacie jej tak, jak niżej podpisany. A od wczoraj słuchają jej też w zaświatach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;script type="text/javascript" src="http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=3v7Z0RBCBmw&amp;amp;login=exine&amp;amp;width=340&amp;amp;bg=ffffff"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. stycznia 2011, 22:41 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-4143070078463049196?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/4143070078463049196/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=4143070078463049196' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4143070078463049196'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/4143070078463049196'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/01/and-when-you-wake-up-its-new-morning.html' title='&quot;And when you wake up it&apos;s a new morning...&quot;'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-2251190875420658437</id><published>2011-01-02T18:16:00.003+01:00</published><updated>2011-01-04T23:32:43.248+01:00</updated><title type='text'>podsumowanie roku 2010 (3)</title><content type='html'>Spóźniona nieco, trzecia i ostatnia już odsłona podsumowania minionych dwunastu miesięcy. Dziś wyróżnienia w różnych kategoriach za rok 2010, tak jak w latach ubiegłych - bezczelnie subiektywnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Człowiek roku: &lt;/span&gt;Karol Bielecki. Kontuzje, urazy, upadki i kraksy są ryzykiem wpisanym w każdą dyscyplinę sportową i zawodnicy muszą się z nimi liczyć. Utrata oka nie należy chyba jednak do ryzyka zawodowego w żadnym sporcie, tym bardziej w piłce ręcznej. Nie mam bladego pojęcia o tej grze, ale akurat to nie przeszkadza uznać, że facet ma więcej jaj niż obydwie izby polskiego Parlamentu razem wzięte.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Polityk roku: &lt;/span&gt;Janusz Palikot. Potrafi zwrócić na siebie uwagę. I chociaż, jak &lt;a href="http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/10/papierowy-kot.html"&gt;udowodniłem &lt;/a&gt;niedawno, program jego nowego Ruchu to nic odkrywczego (i zbyt często trąci socjalizmem, więc na niego na pewno nie zagłosuję), to trzeba przyznać panu Januszowi, że ma coś, co lubię - bezkompromisowo walczy o to, w co wierzy.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sportowiec roku:&lt;/span&gt; Wesley Sneijder. Mistrzostwo Włoch, Puchar Włoch, Puchar Mistrzów, finał Mistrzostw Świata - w pół roku wygrał więcej niż przereklamowane pseudo-gwiazdy typu Lionel Messi przez całą swoją karierę.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Drużyna roku:&lt;/span&gt; Lech Poznań. Nie za to, że mozolnie udowadniali, że Polak też potrafi jako tako grać w piłkę kopaną, ale za hart ducha. Obydwa największe sukcesy (Mistrzostwo Polski, awans do fazy pucharowej Ligi Europejskiej) wywalczyli w ostatnich sekundach meczów.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Książka roku: &lt;/span&gt;Richard Wiseman "Dziwnologia". Ta nominacja to nie zboczenie zawodowe. Po prostu to Bardzo Dobra Książka. Żeby się nie powtarzać, zapraszam &lt;a href="http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/09/richard-wiseman-dziwnologia.html"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Film roku:&lt;/span&gt; "Get Low" ("Aż po grób") (USA, reż. Aaron Schneider). Schemat może oklepany, ale pomysł przedni! I &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;wybitna&lt;/span&gt; rola Billa Murraya.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Serial roku:&lt;/span&gt; "Lie to Me". Podobieństwa do House'a są - jak sądzę - zamierzone, chociaż dzieło absolutnie nie razi wtórnością, a nawet momentami jest dynamiczniejsze, anektując dziedziny, na których serial medyczny z definicji nie może się pojawić. P.S. W tym przypadku zboczenie zawodowe miało niewielki wpływ.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Płyta roku:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;- w Polsce: Raz Dwa Trzy "SkąDokąd". Ich pomysły powoli wydają się wyczerpywać, ale jeszcze nie teraz. Pewne przyzwyczajenia nieco drażnią, poza tym za mało jest - jak dla mnie - gitary elektrycznej na tym albumie. Niemniej jednak ścieżki 2,3,4,5,7,10 i 11 nie pozostawiają wątpliwości, że w tym kraju nie ma na razie dla Raz Dwa Trzy konkurencji.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;- na świecie: Cain's Offering &lt;a href="http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/10/cains-offering-gather-faithful.html"&gt;"Gather The Faithful"&lt;/a&gt;. Album wydany wprawdzie pod koniec 2009 roku, ale na Dzikie Pola nowoczesnej cywilizacji, czyli do Rzeczpospolitej, dotarł już w 2010. A ponadto nic innego w tym minionym roku nie gościło częściej w moim odtwarzaczu.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;Przebój roku: &lt;/span&gt;Hurts "Wonderful Life". Znaleźć w radiu nominację na przebój roku, pod którą się mogę z dumą podpisać, to jak znaleźć perłę na wysypisku śmieci. Płyta jest do bani, ale ten singiel - bajecznie klimatyczny, w lekkim duchu new wave i może Pet Shop Boys - rzuca na ziemię.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kabaret roku: &lt;/span&gt;Chwilowo Kaloryfer. Dwóch facetów, a robią show za dziesięciu. Nie zawsze ilość przechodzi w jakość, o czym te wszystkie wieloosobowe formacje z TV chyba chwilowo zapomniały.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dziennikarz roku:&lt;/span&gt; Szymon Hołownia. Szefuje stacji telewizyjnej, skrobie do "Newsweeka", prowadzi wywiady o Bogu w wielkim mieście, rozmawia z ludźmi, którzy dostąpili bliskiego spotkania z Ostatecznością,  para się konferansjerką w "Mam Talent!". A w wolnych chwilach pisze znakomite książki. Jego doba ma także 24 godziny, podobnie jak nasza, jakkolwiek wydaje się to niemożliwe.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Powrót roku:&lt;/span&gt; Kasper Martenson &amp;amp; Olli-Pekka Laine. Po ponad 10 latach od opuszczenia Amorphis powrócili, tym razem z projektem o nazwie Barren Earth (w składzie również m.in. Mikko Kotamaki i Sami Yli-Sirnio) i z albumem, który brzmi niczym zaginione dzieło Amorphis z magicznych czasów "Tales From The Thousand Lakes".&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Odkrycie roku:&lt;/span&gt; Bakterie w kalifornijskim jeziorze, w których strukturę DNA buduje arsen. Poważne źródła naukowe mówią o rewolucji w biochemii.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Blog roku:&lt;/span&gt; &lt;a href="http://jacek23151.pinger.pl/"&gt;http://jacek23151.pinger.pl/&lt;/a&gt; Absurdy codzienności, totalna różnorodność, językowa doskonałość - wszystko, co lubię.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cytat roku:&lt;/span&gt; "Gdyby w XV wieku istniał &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Taniec z Gwiazdami&lt;/span&gt; to Iwona Pavlović by was na pal nadziała" - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kuba Wojewódzki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Farsa roku:&lt;/span&gt; Wojny krzyżowe pod Pałacem Namiestnikowskim w Warszawie.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Skandal roku:&lt;/span&gt; Reforma ochrony zdrowia w USA. Tego @#$%^&amp;amp;* Obamę na miejscu Amerykanów wyekspediowałbym tam, gdzie JFK wysłał Neila Armstronga i Edwina Aldrina. Z tą różnicą, że Barrackowi opłaciłbym bilet tylko w jedną stronę.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kompromitacja roku:&lt;/span&gt; Znowu po amerykańsku. Bill Gates (tak, ten) oświecił nas, jak należałoby rozwiązać problem nadmiernej emisji CO2 do atmosfery. Otóż wystarczy zredukować na Ziemi liczbę ludności stosując specjalne szczepionki (lub dosypując coś do jedzenia), które będą powodować bezpłodność, zwyrodnienie niektórych organów, oraz wyniszczać organizm tak, aby człowiek kopnął w kalendarz przed 30. rokiem życia. Ja wiem, że ludzi na świecie jest za dużo. I rozumiem, że forsa potrafi otumanić. Ale są chyba jakieś granice...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cud roku:&lt;/span&gt; "Warto rozmawiać" Jana Pospieszalskiego zdejmują z anteny TVP2. Chlip... myślałem, że tego nie dożyję... Wzruszenie i łzy szczęścia odbierają mi mowę...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wydarzenia roku:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- w Polsce: 1) Katastrofa rządowego Tu-154 M obok lotniska Siewiernyj pod Smoleńskiem; 2) Potężna, trzyetapowa powódź pustosząca Polskę w maju i czerwcu. Rok 1997 przypomniał się szybciej, niż się wydawało.&lt;br /&gt;- na świecie: 1) Eksplozja platformy wiertniczej Deepwater Horizon w Zatoce Meksykańskiej; 2) Rok apokaliptycznych żywiołów: pożary w Rosji, powodzie w Brazylii (i Polsce), trzęsienie ziemi na Haiti, wybuch wulkanu na Islandii (i jego konsekwencje dla ruchu lotniczego), gwałtowny atak zimy paraliżujący w grudniu pół Europy.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pożegnania:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- w Polsce: Pasażerowie i Załoga rządowego Tu-154 M, o. Joachim Badeni, Jerzy Turek, Maciej Kozłowski, Jerzy Stefan Stawiński, ks. Henryk Jankowski, Krzysztof T. Toeplitz, Katarzyna Sobczyk, Ludwik Jerzy Kern, Gabriela Kownacka, Romuald Czystaw&lt;br /&gt;- na świecie: Malcolm McLaren, Alexander McQueen, Jerome D. Salinger, Peter Steele, Juan Antonio Samaranch, Ronnie James Dio, Leslie Nielsen, Theo Albrecht, Gloria Stuart, Algirdas Brazauskas&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. stycznia 2011, 18:12 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-2251190875420658437?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/2251190875420658437/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=2251190875420658437' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2251190875420658437'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/2251190875420658437'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2011/01/podsumowanie-roku-2010-3.html' title='podsumowanie roku 2010 (3)'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-1931815325013892314</id><published>2010-12-29T22:14:00.016+01:00</published><updated>2010-12-29T22:54:32.601+01:00</updated><title type='text'>podsumowanie roku 2010 (2)</title><content type='html'>Pod względem fotograficznym mijający rok był do bani, przyzwoitych zdjęć udało mi się wykonać dosłownie kilka. Z tego względu poniższy zestaw to nie jest - jak w poprzednich latach - wybór moich najlepszych fotografii z całego roku, ale zestaw tych zdjęć, które jeszcze można pokazać publicznie bez większego wstydu. Chociaż chwalić też się nie ma czym...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRulkEuMVxI/AAAAAAAADMc/yQVLRLNdE0Q/s1600/10.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRulkEuMVxI/AAAAAAAADMc/yQVLRLNdE0Q/s320/10.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556216604453000978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;10. Ciepłownia&lt;/span&gt; - przeszkadzają mi te druty z prawej. Ale inaczej się nie dało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRumiPDWJ6I/AAAAAAAADMk/v2nn0IxgGZE/s1600/9.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRumiPDWJ6I/AAAAAAAADMk/v2nn0IxgGZE/s320/9.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556217672377968546" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;9. Porzeczki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRunMKcJpbI/AAAAAAAADMs/-SQ_wIllATY/s1600/8.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 210px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRunMKcJpbI/AAAAAAAADMs/-SQ_wIllATY/s320/8.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556218392694334898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;8. Wszystkie kolory lata&lt;/span&gt; - to był magiczny wieczór, jedyny taki tego roku. Żeby jeszcze wystarczyło umiejętności, żeby te wszystkie kolory uchwycić...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRunwb-WbtI/AAAAAAAADM0/_qEAdiz7uIM/s1600/7.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 210px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRunwb-WbtI/AAAAAAAADM0/_qEAdiz7uIM/s320/7.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556219015876472530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7. Łuna &lt;/span&gt;- a wieczór ten sam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRuoJ_97wpI/AAAAAAAADM8/6BgSoUyt44M/s1600/6.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 219px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRuoJ_97wpI/AAAAAAAADM8/6BgSoUyt44M/s320/6.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556219455035130514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;6. Into the blue&lt;/span&gt; - podobno minimalizm jest aktualnie modny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRuo0zpkclI/AAAAAAAADNE/4NI55RWrWIE/s1600/5.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 210px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRuo0zpkclI/AAAAAAAADNE/4NI55RWrWIE/s320/5.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556220190462866002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;5. Droga donikąd&lt;/span&gt; - dla takich widoków warto chwalić Pana za narząd wzroku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRupPZsnHeI/AAAAAAAADNM/7yz3OrVEBq0/s1600/4.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 231px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRupPZsnHeI/AAAAAAAADNM/7yz3OrVEBq0/s320/4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556220647352770018" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;4. Garden party&lt;/span&gt; - w klimatach patriotyczno-brytyjskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRupn2p-GVI/AAAAAAAADNU/QZd3FxJCz04/s1600/3.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRupn2p-GVI/AAAAAAAADNU/QZd3FxJCz04/s320/3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556221067443181906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;3. Minor earth, major sky&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRup9oWXEcI/AAAAAAAADNc/c0wlCScutyM/s1600/2.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 235px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRup9oWXEcI/AAAAAAAADNc/c0wlCScutyM/s320/2.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556221441559957954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;2. Wodny świat&lt;/span&gt; - powódź, maj/czerwiec 2010; fala kulminacyjna na Odrze w Opolu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRuqcZj-N4I/AAAAAAAADNk/-LBywrKqPbc/s1600/1.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRuqcZj-N4I/AAAAAAAADNk/-LBywrKqPbc/s320/1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556221970166462338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;1. Sen nocy letniej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. grudnia 2010, 22:14 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-1931815325013892314?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/1931815325013892314/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=1931815325013892314' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1931815325013892314'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1931815325013892314'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/12/podsumowanie-roku-2010-2.html' title='podsumowanie roku 2010 (2)'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRulkEuMVxI/AAAAAAAADMc/yQVLRLNdE0Q/s72-c/10.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-5460382691452923190</id><published>2010-12-28T22:07:00.003+01:00</published><updated>2010-12-28T22:26:37.498+01:00</updated><title type='text'>podsumowanie roku 2010 (1)</title><content type='html'>Tegoroczne podsumowanie mijających dwunastu miesięcy zafunkcjonuje w nieco innej formie niż w poprzednich latach. Na początek subiektywny wybór 10 najlepszych dowcipów roku (a było w czym wybierać!). Wszystkie można znaleźć na nieocenionym portalu JoeMonster.org (nie, twórcy tego serwisu nie płacą mi za reklamę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;10.&lt;/span&gt; Nasza babcia była bardzo stara. Tak stara, że gdy umarła, znaleźliśmy w jej torebce zdjęcie Matki Boskiej z dedykacją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;9.&lt;/span&gt; Egzamin z chemii. Profesor pyta studenta:&lt;br /&gt;- Jak uzyskujemy siarkę?&lt;br /&gt;- Bierzemy siarkowodór, podgrzewamy, wodór się ulatnia - zostaje siarka.&lt;br /&gt;- Wyśmienicie! Daję panu piątkę, trójka się ulatnia - zostaje dwója.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;8.&lt;/span&gt; 1. stycznia, Nowy Rok, policjant zatrzymuje auto z młodym człowiekiem za kierownicą. "Wygląda na pijanego" - myśli glina - "Ale nie mam już alkoholomierzy"&lt;br /&gt;- Dmuchaj pan w balon - policjant wyciąga zwykły balonik&lt;br /&gt;Gościu dmucha, gliniarz bierze balonik, wypuszcza powietrze, wącha... Nie czuć alkoholu! Wącha dalej, wypuszczając powietrze na twarz.&lt;br /&gt;- Ciężka ta służba mundurowa - zagaja kierowca&lt;br /&gt;- No... - mruczy policjant, wciąż wdychając powietrze z balonu&lt;br /&gt;- Ja chciałem pójść do wojska, ale nie wzięli - ciągnie facet&lt;br /&gt;- Czemu?&lt;br /&gt;- A, bo... wykryli gruźlicę, płonicę i drożdżaki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7.&lt;/span&gt; Telefon rano:&lt;br /&gt;- Cześć, co robisz?&lt;br /&gt;- Jem śniadanie z żoną i psem, a ty?&lt;br /&gt;- A ja z serem i pomidorem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;6.&lt;/span&gt; W hotelu:&lt;br /&gt;- Proszę pana, ten kanał porno to trochę słaby jest.&lt;br /&gt;- To nie jest kanał porno, to monitoring tego hotelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;5.&lt;/span&gt; W restauracji:&lt;br /&gt;- Kelner, kelner!&lt;br /&gt;- Słucham pana.&lt;br /&gt;- Nie odpowiada mi ta zupa.&lt;br /&gt;- A o co pan ją pytał?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;4.&lt;/span&gt; - Wywieziemy pana na Syberię!&lt;br /&gt;- Za co?!&lt;br /&gt;- Za krąg polarny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;3.&lt;/span&gt; Długo się zastanawialiśmy, czego kotu brakuje w organizmie, skoro je folię. W końcu stwierdziliśmy, że rozumu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;2.&lt;/span&gt; Zebrał lew wszystkie zwierzaki i zapowiada:&lt;br /&gt;- Dziś zjem najbardziej tchórzliwego.&lt;br /&gt;Na co krzyczy zając:&lt;br /&gt;- Nie pozwolę obrażać dzika!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;1.&lt;/span&gt; Pod pałacem prezydenckim, koło krzyża, stali ludzie z transparentem: "Nie pozwolimy zapomnieć o mordzie naszego prezydenta!!!". Podchodzi do nich facet i mówi:&lt;br /&gt;- Trudno będzie zapomnieć, bo przecież taka sama morda jest jeszcze w Sejmie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. grudnia 2010, 22:05 CET, 50.479 °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-5460382691452923190?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/5460382691452923190/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=5460382691452923190' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/5460382691452923190'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/5460382691452923190'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/12/podsumowanie-roku-2010-1.html' title='podsumowanie roku 2010 (1)'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-7491099876451134126</id><published>2010-12-26T21:34:00.003+01:00</published><updated>2010-12-26T21:37:42.243+01:00</updated><title type='text'>witaj, Święty Mikołaju!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRem14DNyGI/AAAAAAAADMU/OduBG0qNFiE/s1600/miko%25C5%2582aj.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 344px; height: 252px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRem14DNyGI/AAAAAAAADMU/OduBG0qNFiE/s320/miko%25C5%2582aj.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5555092109893945442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;rys. Marek Klukiewicz /"Angora" nr 52/2010&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po prostu boskie! :D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-7491099876451134126?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/7491099876451134126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=7491099876451134126' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7491099876451134126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7491099876451134126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/12/witaj-swiety-mikoaju.html' title='witaj, Święty Mikołaju!'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRem14DNyGI/AAAAAAAADMU/OduBG0qNFiE/s72-c/miko%25C5%2582aj.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-3257981748317287302</id><published>2010-12-24T23:14:00.005+01:00</published><updated>2010-12-25T00:05:23.667+01:00</updated><title type='text'>cicha noc</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRUbgLS6dMI/AAAAAAAADMI/hh0Ol1j80fI/s1600/DSC01136.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRUbgLS6dMI/AAAAAAAADMI/hh0Ol1j80fI/s320/DSC01136.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5554375955033257154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taszczymy do domów drzewa iglaste. Składamy należną ofiarę bogom konsumpcjonizmu. Przynosimy z kościoła jakieś Betlejemskie Światło Pokoju. Uznajemy za stosowne wyśmiać nową świecką tradycję, czyli doroczną emisję oficjalnego filmu Świąt Bożego Narodzenia o przygodach małego Kevina. A potem toczymy nierówną bitwę z ośćmi karpia, wręczamy sobie kolorowe paczki, co ma genezę w rzymskich Saturnaliach i przestępujemy z nogi na nogę na Pasterce marząc tylko o tym, żeby wreszcie położyć się do łóżka. I jeszcze łamiemy się niepoświęconym opłatkiem nad poświęconą świecą Caritasu w dniu prastarego pogańskiego święta upamiętniającego jedno z najważniejszych wydarzeń chrześcijaństwa, które miało zresztą miejsce w sercu państwa żydowskiego. Alleluja do potęgi trzeciej. Obrzędowość i symbolika Świąt Bożego Narodzenia to niezwykły tygiel kulturowy i tak totalnie zakręcony galimatias, na widok którego najbardziej ortodoksyjni ideolodzy postmodernizmu złapaliby się za głowy. Ale też program działania, rozpiska zajęć za którą staramy się nadążyć, tracąc siły już na starcie. A wszystko to w złudnym przekonaniu, że odhaczenie wszystkich punktów owej listy zagwarantuje cudowne i niezapomniane święta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jest. To nie media robią nam przy okazji świąt największą krzywdę, pokazując wielopokoleniowe, roześmiane rodziny, skupione wokół bajecznie kolorowej choinki tudzież piramidki błyszczących sześcianików imitujących prezenty. Największą krzywdę robimy sobie sami, próbując dogonić jeden z niedoścignionych ideałów wspaniałych świąt, który zamieszkał sobie gdzieś w naszej pamięci i ani myśli dać się eksmitować. Prawie każdy z nas ma takie wspomnienie cudownych świąt, czy to z dzieciństwa, czy trochę późniejsze. Wspomnienie, które z biegiem lat jeszcze bardziej idealizujemy i koloryzujemy. Ale nie chodzi o to, aby wręczyć mu komorniczy nakaz z klauzulą natychmiastowej wykonalności. Ważne, żeby nie starać się każdego roku odtwarzać tego ideału atom po atomie, ponieważ skończy się to spektakularną katastrofą. I ważne, żeby świadomie decydować: sianko pod obrusem? kolędy? puste nakrycie? pierwsza gwiazdka? choinka? Aniołek/Gwiazdor/Dzieciątko/Św.Mikołaj? (A może Dziadek Mróz?) Tak albo nie. I dlaczego. Bo inaczej ugrzęźniemy na zawsze w schizofrenicznej rzeczywistości, gdzie pewne obyczaje pielęgnujemy w najdrobniejszych szczegółach, a inne naginamy do granic wytrzymałości, gdyż tak nam z jakiegoś powodu pasuje. Ale tak naprawdę nie mamy pojęcia, po co to wszystko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami myślę, że chciałbym urodzić się i żyć w czasach, gdy ludzie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;naprawdę&lt;/span&gt; wierzyli, że w noc Bożego Narodzenia zwierzęta mówią ludzkim głosem i bali się wychodzić z domu w przeświadczeniu, że tej nocy duchy i demony przemierzają ziemię. W czasach gdy istniała większa spójność między zachowaniami a tym, co leżało u ich podłoża. Mam wrażenie, że znacznie bardziej pasowałbym do takiego świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;24. grudnia 2010, 23:11 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-3257981748317287302?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/3257981748317287302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=3257981748317287302' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3257981748317287302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3257981748317287302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/12/cicha-noc.html' title='cicha noc'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TRUbgLS6dMI/AAAAAAAADMI/hh0Ol1j80fI/s72-c/DSC01136.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-8383965915778786770</id><published>2010-12-22T18:20:00.003+01:00</published><updated>2010-12-22T19:16:29.899+01:00</updated><title type='text'>Naród Dobra Rada</title><content type='html'>W całym kraju związkowcy (tfu!) protestują przeciw temu, że hipermarkety niektórych sieci będą 24.grudnia otwarte aż do 17.00. Przed innymi hipermarketami przeróżni "zieloni" i inni młodzi ludzie demonstrują w obronie karpia i domagają się humanitarnego jego traktowania. Przedstawicielka stowarzyszenia "Empatia" idzie jeszcze dalej twierdząc, że w XXI wieku, w tak cywilizowanym kraju jak Polska, nie ma już potrzeby dokonywania rybnej hekatomby przy okazji świąt, gdyż mamy tak wielką różnorodność potraw roślinnych (zatem najlepiej, gdy wszyscy zostaniemy wegetarianami i będzie fajnie, a na końcu założymy komunę hippisowską i będziemy żyć długo i szczęśliwie). Media aż trąbią od głosów oburzenia z powodu "zamachu na demokrację" na Białorusi. A idiotyzmem miesiąca i tak jest kwestia jednego z klubów bodajże w Szczecinie. Otóż właściciel tego klubu ustalił, że będzie wpuszczał do środka kobiety od lat 20, ale mężczyzn dopiero od lat 25 wzwyż. I - uwaga! - pani minister Radziszewska (to ta od równego statusu kobiet, mężczyzn i kosmitów) postanowiła "coś w tej sprawie zrobić". Że to niby dyskryminacja młodszych facetów i trzeba wpłynąć na właściciela, aby obniżył próg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W innych społeczeństwach też są protesty, demonstracje i setki ludzi, którzy próbują coś narzucić innym. Ale mam wrażenie, że u nas to jest wręcz nagminne. Nie mam pojęcia, co takiego jest w Polakach, że zawsze wszystko wiedzą najlepiej i - co gorsza - wiedzą lepiej od innych, co jest dla nich dobre. Mówimy właścicielom sklepów o której godzinie mają zamykać interes, a ich pracownikom, że mają teraz iść do domów przygotowywać wieczerzę (a może oni chcą pracować jak najdłużej, bo wolą zarobić, albo mają w dupie Wigilię). Mówimy ludziom, co mają jeść podczas wspomnianej wieczerzy i jaką metodą mają zabijać rybę. Mówimy ludziom, jak powinny wyglądać ich święta, co robić należy, jakie zwyczaje pielęgnować &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;się powinno&lt;/span&gt; (słowo-klucz) i uświadamiamy ich, że rezygnacja z pisania tradycyjnych kartek, catering zamiast własnoręcznego gotowania tudzież wyjazd na święta na narty do Austrii to sprzeniewierzenie się patriotycznej tradycji i zamach na podstawy państwa polskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I żeby nie ograniczać się tylko do świąt: wiemy lepiej, jakich ludzi powinien wpuszczać do &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;własnego&lt;/span&gt; klubu ów właściciel ze Szczecina. Wiemy lepiej, jaki prezydent będzie lepszy dla Białorusinów (chociaż może oni właśnie chcą pana Łukaszenko, dobrze im się z nim żyje, a tylko marginalna grupa matołów odstawia rewolucyjne szopki, aby media na całym świecie mogły kreować obraz Białorusi jako ostatniej dyktatury w tej części świata, gdzie na każdym rogu ulicy stoi Sasza z karabinem). Wiemy lepiej, jaki ustrój polityczny będzie lepszy dla Irakijczyków czy Afgańczyków i wbrew ich woli krzewimy im d***krację ogniem i mieczem. Mówimy Koreańczykom, że nie powinni jeść psów, Japończykom - że nie powinni polować na delfiny, a Hiszpanom, że nie powinni organizować w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;swoim&lt;/span&gt; kraju corridy, bo to wszystko barbarzyńskie zwyczaje. Mówimy ludziom, że papierosy są dla nich niedobre, dopalacze złe, a narkotyki to natchnione dzieło Szatana, zapominając, że każdy dorosły ma swój rozum i potrafi decydować o własnym życiu. Mówimy ludziom jak powinni spędzać czas, jak żyć. Dlaczego? Bo wiemy lepiej od nich, jak będzie dla nich dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest chrześcijańska przypowieść o drzazdze w oku bliźniego i belce w oku własnym. Jest stary tekst Pudelsów: "chcesz zmienić ten świat, to zacznij od siebie". Do przedstawicieli Narodu Dobra Rada niewiele jednak trafia. Atakują uniwersalnym argumentem: "się powinno". Się powinno robić tak i tak, się powinno zabronić, się powinno nakazać. Głosy rozsądku (choćby te w postaci wypowiedzi ichtiologów, że jak karp poleży pół godziny bez wody to mu korona z głowy nie spadnie) odbijają się od nich jak od ściany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam dziką ochotę ubrać koszulkę z napisem "Popieram Aleksandra Łukaszenko!", pójść do Tesco 24. grudnia późnym popołudniem, kupić tam żywą rybę i wynieść ją przed nosem obrońców karpia ze złośliwym uśmiechem i żądzą rybiego mordu wypisaną na twarzy. Ale mi się nie chce. Do wszystkich, którzy wiedzą lepiej od innych, co jest dla nich dobre, mam tylko dwa słowa. Te same, które kiedyś Agnieszka Chylińska skierowała do swoich nauczycieli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;22. grudnia 2010, 18:19 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-8383965915778786770?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/8383965915778786770/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=8383965915778786770' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/8383965915778786770'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/8383965915778786770'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/12/narod-dobra-rada.html' title='Naród Dobra Rada'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-1414290886703333968</id><published>2010-12-20T23:32:00.004+01:00</published><updated>2010-12-21T14:15:09.003+01:00</updated><title type='text'>precedens</title><content type='html'>W sobotę podróżowałem TLK do Poznania. Pociąg był punktualny, wbrew zimowej aurze, która w tym roku wypowiedziała wojnę nie tylko kierowcom, ale także kolejarzom i wszystkim naiwnym korzystającym z ich usług. Natomiast w każdym przedziale drugiej klasy siedział komplet ośmiu pasażerów - ostatni raz coś takiego widziałem półtora roku temu, gdy wracałem z Heinekena w Gdyni. Przedwczesne wyjazdy na święta? Bynajmniej. Otóż skład zawierał zaledwie jeden wagon klasy pierwszej i traf chciał, że akurat w nim zepsuło się ogrzewanie, zatem panowała tam niezwykle rześka temperatura +6 stopni Celsjusza. Niezahartowani podróżni, którzy przez własną nieroztropność wykupili bilety na podróż w klasie pierwszej, pospiesznie migrowali do wagonów klasy drugiej, w których - dla odmiany - było gorąco jak w piekle. Zwolennicy sprawiedliwości społecznej (tfu!) byli pewnie zachwyceni tym widokiem: podkrawacone biznesmeny, doktorki i inne krezusy nawykłe do podróży w luksusach, muszą się gnieździć w ośmioosobowych przedziałach z pospólstwem i tłuszczą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konduktorzy skwapliwie wypisywali owym imigrantom z wyższych sfer adnotacje na biletach, aby mogli ubiegać się o zwrot pieniędzy z tytułu odbycia podróży w warunkach plebejskich. Przy okazji wywiązywały się ciekawe konwersacje. Byłem świadkiem rozmowy przesiedlonego [P]asażera z [K]onduktorką:&lt;br /&gt;[P]: To co z tą pierwszą klasą?&lt;br /&gt;[K]: Kierownik pociągu mówi, że nie da się tego naprawić.&lt;br /&gt;[P]: A czy jest taka możliwość, żeby na najbliższej stacji wymienić ten wagon pierwszej klasy na inny, ale z działającym ogrzewaniem?&lt;br /&gt;[K]: Wie pan, możliwość jest, ale wszystko zależy od tego, czy tam na stacji będzie stał taki wagon, dostępny i naszego przewoźnika.&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;[P] (ironicznie): Albo na przykład towarowy...&lt;br /&gt;[K]: Niech pan nie mówi głośno, bo jeszcze tam w dyrekcji usłyszą i dopiero się będzie działo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie taki precedens nie jest całkowicie nierealny. Jedna z tanich linii lotniczych podjęła niedawno całkiem zaawansowane prace nad wprowadzeniem w samolotach miejsc stojących. Zatem w Tanich Liniach Kolejowych - znając polskie standardy - nie takich rzeczy można się spodziewać. Na dachach wagonów marnuje się przecież tyle bezcennego miejsca...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;20. grudnia 2010, 23:31 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;EDIT: Jak informuje &lt;a href="http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20101221/POWIAT05/492891475"&gt;nto.pl&lt;/a&gt;, w tym samym pociągu TLK jadącym trzy dni później, znaleziono trupa mężczyzny. Zamarzł?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-1414290886703333968?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/1414290886703333968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=1414290886703333968' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1414290886703333968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1414290886703333968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/12/precedens.html' title='precedens'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-6954561249334396785</id><published>2010-12-16T23:30:00.004+01:00</published><updated>2010-12-17T00:13:46.104+01:00</updated><title type='text'>railway on you...</title><content type='html'>... czyli w swobodnym tłumaczeniu z języka &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ponglish&lt;/span&gt;: kolej na Ciebie. Akurat w tym tygodniu kolej przyszła na kolejarzy. Pracownicy PKP poczuli się winni galimatiasu, jaki miał miejsce podczas ubiegłego weekendu. Powód chaosu był jednak poważny - najbardziej skomplikowana logistycznie operacja od czasu akcji "Pustynna Burza", czyli coroczna zmiana rozkładu jazdy PKP. Mimo to kolejarze, niezależnie od kierownictwa spółki, wykupili w największych polskich dziennikach miejsca reklamowe i umieścili tam stosowne przeprosiny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeprosiny te prawdopodobnie również sami układali, ponieważ tekst wieńczy gafa roku. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Wyrażamy nadzieję, że mimo ostatnich złych doświadczeń, w podróż do bliskich w nadchodzące święta Bożego Narodzenia wybierzecie się Państwo koleją, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;a czas spędzony w pociągu będzie chwilą wytchnienia przed spotkaniami w gronie rodziny&lt;/span&gt;"&lt;/span&gt; - piszą skruszeni kolejarze. Pogrubiony fragment świadczy jednak o tym, że autorzy tekstu uważają, iż spotkania w rodzinnym gronie to jakiś wyjątkowo nieprzyjemny obowiązek. Bo przecież z chwil wytchnienia korzysta się przed wyczerpującymi, niemiłymi zajęciami (lub po nich). Chociaż... Kolejarz to niemal tak, jak lekarz, jak ksiądz - blisko ludzi pracuje, zwierzają mu się, rozumie ich, więc kto, jak nie on, może się pokusić o trafną diagnozę polskiego społeczeństwa. Może i w tej kolejarskiej odezwie jest jakiś głębszy sens.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyobraźmy sobie faceta, który podróżuje na święta i ma świadomość, że czekają go trzy dni pełne sztucznego uśmiechania się, marudzenia teściowej, opowieści dziadka o hemoroidach, narzekania babci na strzykające kolano, wrzeszczących bachorów, psa szarpiącego za nogawki, konieczności chwalenia wypieków cioci Zosi, która zmysł kulinarny zamieniła na wieczysty karnet do sanatorium, słuchania kolęd &lt;span style="font-style: italic;"&gt;a capella&lt;/span&gt; w nowatorskiej interpretacji stryjenki Gieni ("Śrut w nocnej ciszy..."), oraz udawania radości z prezentów, którymi są - jak co roku - skarpety "Made in China", woda po goleniu "Brutal", oraz sweterek w serek. O dwa numery za duży. Przecież dla tego męczennika nawet podróż drezyną na te święta byłaby błogą chwilą wytchnienia i synonimem niebiańskiej rozkoszy. A najlepiej, jakby znowu tory zasypało. Na amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;16. grudnia 2010, 23:28 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-6954561249334396785?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/6954561249334396785/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=6954561249334396785' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6954561249334396785'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/6954561249334396785'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/12/railway-on-you.html' title='railway on you...'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-1478607861398050394</id><published>2010-12-13T23:09:00.003+01:00</published><updated>2010-12-14T00:39:58.067+01:00</updated><title type='text'>Gniot-Pres-Foto</title><content type='html'>Gdy nieco ponad rok temu Kuba Wojewódzki grzmiał zza sędziowskiego stolika programu "Mam Talent!", że Polacy mają beznadziejny gust, nie było w tym na pozór bulwersującym stwierdzeniu właściwie nic odkrywczego. Że co? Że nie miał racji? Że Was obraził? Przepraszam bardzo. Mogę z miejsca obalić każdy krążący o Polakach stereotyp, czy to pozytywny, czy negatywny. Że Polacy są mądrzy po szkodzie, że potrafią latać nawet na drzwiach od stodoły (podejrzewam, że Tu-154 M jest technicznie nieco bardziej zaawansowany, a jednak spadł), że potrafią pić wódkę (jestem najbardziej spektakularnym zaprzeczeniem tej tezy), że potrafią tak w ogóle. Mogę obalić każdy, ale nie ten, że Polacy - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;in general - &lt;/span&gt;mają fatalny gust. To nie stereotyp, to niestety prawda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby nie szukać daleko. Ostatnią edycję wspomnianego "Mam Talent!" wygrywa dziewczynka śpiewająca piosenki starsze niż dąb Bartek, a w międzyczasie ze łzami w oczach zarzekająca się, że za ewentualną wygraną postawi nowy dom ubogim rodzicom. W edycji poprzedniej na podium znaleźli się: sentymentalny akordeonista, który także obficie wylewał łzy podczas występów, oraz Filipińczyk, który na każdym kroku podkreślał, że pieniądze za zwycięstwo pozwolą mu kupić bilet na podróż do Ojczyzny i spełnią marzenie jego córek, które nigdy nie spotkały dziadków. Akurat w tych przypadkach Rodacy wykazują niebezpieczną tendencję do używania emocji tam, gdzie używać ich po prostu nie wolno i może to być pewna okoliczność łagodząca, ale nadal nie usprawiedliwia grzechu głównego, jakim jest nasz koszmarny gust narodowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewien opolski felietonista opisywał, że gdy w 2009 roku Hertha Mueller otrzymała literacką Nagrodę Nobla, udał się on do pobliskiego EMPiK-u w celu zapoznania się z twórczością pisarki. Od miłego sprzedawcy usłyszał jednak, iż żadnej pozycji noblistki nie ma "na stanie", ewentualnie można sporządzić specjalne zamówienie, bo szkoda miejsca na półkach na książkę, którą kupi jedna czy dwie osoby. Ów felietonista nie omieszkał kąśliwie nadmienić, że rozmowa ze sprzedawcą prowadzona była obok regałów, które aż uginały się pod setkami egzemplarzy "Domu nad rozlewiskiem" tudzież "Zmierzchu". I podobnie jest w innych dziedzinach. Film? Ambitne produkcje często nie wchodzą w ogóle do kin w naszym kraju, gdyż operator potrzebuje mieć wolną salę, aby od świtu do nocy wyświetlana tam była sto czterdziesta siódma część "Piły", ewentualnie rodzima "komedia", w której obowiązkowo występuje ktoś z trójki: Karolak, Kot, Szyc. Muzyka? Każdego roku pojawiają się dwa lub trzy albumy, które są naprawdę warte tego, aby odżałować na nie banknot z królem, co zostawił Polskę murowaną (a teraz w grobie się przewraca), ale niestety nie da się ich w tej murowanej Polsce kupić, bo nawet specjalistyczne sklepy (czy to fizyczne, czy internetowe) nie mają interesu, aby utrzymywać w hurtowniach egzemplarze, które sprzedadzą się w ilościach bardzo detalicznych. Radio? Wystarczy posłuchać którejkolwiek z list przebojów, żeby nabawić się ostrych torsji. Telewizja? Rzut oka na to, co jest na ekranie w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;prime-time&lt;/span&gt;, najlepiej w święta lub weekendy: "megahity" przeplatane powtarzanymi po raz enty Pancernymi, Klossem i Kargulami. Seriale? Dość powiedzieć, że coś, czego jeszcze u nas nie było - ociekająca genialnym, absurdalnym humorem parodia latynoskich telenowel "Grzeszni i bogaci" ostatecznie nie została skierowana do produkcji, ponieważ cztery pilotażowe odcinki dzieliła oglądalnościowa przepaść od badziewia typu "M jak miłość na dobre i złe na Wspólnej".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat był bezpieczny, dopóki to kisiło się w naszym lokalnym piekiełku. Ostatnio jednak choroba, którą zdiagnozował Kuba Wojewódzki, rozprzestrzenia się niczym zmutowany wirus świńskiej grypy. Wygląda na to, że zainfekowane nią zostało jury konkursu World Press Photo. Nb. może właśnie dlatego wystawa nagrodzonych fotografii rokrocznie przyciąga w Polsce tak wielu ludzi, bo koszmarnego gustu zbudowanego na tanich emocjach jest w niej pod dostatkiem. Z tego względu oglądam każdą kolejną z coraz większym niesmakiem, a w tym roku chyba sobie zupełnie odpuszczę. W 2009 roku klęsk żywiołowych, katastrof i wojen na świecie nie brakowało, więc o zawartość tegorocznej ekspozycji jestem dziwnie spokojny. Bowiem już od lat przynajmniej 90% nagrodzonych zdjęć to fotografie z tego typu tragicznych wydarzeń. Ruiny, zawalone domy, działania wojenne, dzieci rozdzielone od rodziców, żołnierze bez ręki czy nogi, krew, pot, brud, smród i ubóstwo. Ewentualnie sportowcy, ale najlepiej niepełnosprawni. Słowem: ludzkie dramaty. Czy tylko tym żyje współczesny świat? Oczywiście, że nie i świetnych zdjęć prasowych nie brakuje, o czym przekonuje choćby cotygodniowa kolumna "Prasowe zdjęcia tygodnia" w "Angorze"(polecam!). Laureat World Press Photo 2010 to jednak wciąż sprawdzony schemat: kobiety na dachach domów w Teheranie protestujące przeciw wynikom wyborów prezydenckich. Samo zdjęcie może nawet coś w sobie ma (ale nie aż tyle, żeby zasługiwało na tytuł Fotografii Roku), jednak najbardziej razi podnoszona przy tym patetyczna ideologia: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Fotografia pokazuje początek czegoś, początek ogromnej historii (...) porusza zarówno wizualnie jak i emocjonalnie" &lt;/span&gt;(z wypowiedzi Przewodniczącej Jury). Bla, bla, bla. To zresztą jest rak, który trawi również nasz ledwo żywy gust narodowy - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;przyszywanie do dzieła lukrowanej historyjki, która ma wycisnąć z oczu łzy&lt;/span&gt;, szczególnie "gospodyniom domowym" zaczytanym w "gazetach" herbu "Z życia wzięte".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może wyjaśnienie tego wszystkiego jest o wiele prostsze - może ja po prostu nie znam się na fotografii. Zawsze jednak wśród stosu tych gniotów na World Press Photo znajdę jedną, maksymalnie dwie perły przy których spędzę więcej czasu niż przy pozostałych sześćdziesięciu zdjęciach razem wziętych (chyba dwa lata temu była taka fantastyczna fotografia z chińskiego święta, gdy w powietrze wzlatują setki ogromnych, misternie zdobionych lampionów). I może też nie znam się na sztuce w ogóle. Ale wydaje mi się, iż współcześnie zarówno słowo "sztuka", jak i "znać się" zdewaluowały się do poziomu morza, na którym istnieje tylko kadzenie gustowi masowego odbiorcy kształtowanego przez media, a ów odbiorca ma tą przewagę, że jest w większości. W takiej rzeczywistości nie ma dokonań obiektywnie ambitnych i obiektywnie tandetnych. Jak śpiewał dawno temu Adam Nowak: "Miliony mają rację, reszta przeszkadza". To ja już dłużej nie przeszkadzam. Cześć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;13. grudnia 2010, 23:05 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-1478607861398050394?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/1478607861398050394/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=1478607861398050394' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1478607861398050394'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/1478607861398050394'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/12/gniot-pres-foto.html' title='Gniot-Pres-Foto'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-8920334543640508303</id><published>2010-12-10T17:08:00.006+01:00</published><updated>2010-12-10T18:13:51.687+01:00</updated><title type='text'>in your face</title><content type='html'>Jeśli szary obywatel odczuwa wyjątkowy absmak (modne słowo!) wobec któregoś z polityków czy innego "powszechnie szanowanego przedstawiciela życia publicznego", może wyrazić to w sposób wizualny jedynie poprzez domalowanie czegoś na plakacie wyborczym. Ewentualnie, jeśli liznął trochę grafiki komputerowej, może pokusić się o ostry fotomontaż i powiesić go w internecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Btw, zawsze frapowało mnie, czy poniższe zdjęcie jest prawdziwe, czy "fotoszopowane". Niby Jacques Chirac (bo wydaje mi się, że to on stoi w pierwszym rzędzie dokładnie w środku) jest wysoki, ale żeby pan Kaczyński (którykolwiek z nich to jest) wyglądał przy nim jak mieszkaniec Szuflandii? Jeśli mimo wszystko to prawda i aż taka różnica wzrostu dzieli ich w rzeczywistości, to fotografa należałoby wysłać na ciężkie roboty za to, że ustawił ich obok siebie. W takich sytuacjach bowiem, osoba która ma metr pięćdziesiąt w kapeluszu, wędruje do ostatniego rzędu i jeszcze najlepiej na taboret. Moje wątpliwości budzi ponadto kilka innych elementów tej fotografii, na czele z panem pierwszym z prawej, który wygląda, jak gdyby należał do stałej załogi Star Treka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TQJVghP8jzI/AAAAAAAADMA/otRZT2cdogs/s1600/nasz%2Bma%25C5%2582y%2Bpolski%2Bkaczorek.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 196px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TQJVghP8jzI/AAAAAAAADMA/otRZT2cdogs/s320/nasz%2Bma%25C5%2582y%2Bpolski%2Bkaczorek.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5549091708043300658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do meritum - przeciętny zjadacz chleba ma cały wachlarz możliwości wyrażenia swojej niechęci do danego VIP-a. Co jednak ma zrobić poczytna opiniotwórcza gazeta lub dziennik? Jak na przykład taka pseudointelektualnie-bogoojczyźniana "Rzeczpospolita" może między wierszami wyrazić swoją pogardę dla osoby premiera Tuska czy prezydenta (not in my name) Komorowskiego? Albo jak kryptopopulistycznie-lewacka "Wyborcza" może podprogowo zmieszać z błotem biskupa, który straszy ogniem piekielnym kobiety decydujące się na zapłodnienie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;in vitro&lt;/span&gt;? Przecież nie dorysuje mu wąsów i brody na fotografii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jest i na to sposób. I stosują go wszelkie gazety, od lokalnych pisemek po ogólnopolskie periodyki. Hipotezę taką postawiła już dobre kilka lat temu pewna pani doktor, z którą miałem zajęcia na poprzednim kierunku studiów. Otóż, dobiera się wówczas wyjątkowo brzydkie zdjęcie znienawidzonej osoby i właśnie nim ilustruje się rzeczony tekst. Zdjęcie jest oczywiście prawdziwe, w żaden sposób nie retuszowane, ale mimo to wygląda się na nim jak kretyn. A "poszkodowany" przyczepić się nie ma do czego. Takie zrobili - takie wyszło. Przecież w dobie wszechobecnej fotografii każdy z nas został nieraz przypadkowo uchwycony w taki sposób, że prezentuje się na zdjęciu niczym przyjaciel samego diabła (bynajmniej nie wesołego).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznaję - sam wątpiłem w tą hipotezę. Redakcje przechowują w swoich przepastnych archiwach wyjątkowo niefortunne zdjęcia różnych VIP-ów, aby "niewinnie" wykorzystać je dopiero w odpowiedniej chwili? To przecież pachnie niezwykle wysublimowaną spiskową teorią dziejów. Dziś jednak przekonałem się, że pani dr B. miała rację! Bo właśnie dziś wspomniana "Rz" publikuje tekst o Ruchu Autonomii Śląska. Po spektakularnym wyniku tego ugrupowania w wyborach samorządowych, jego lider - dr Jerzy Gorzelik - jest obecny niemal we wszystkich mediach. Jednak tylko "Rz" zamieściła akurat taką jego &lt;a href="http://www.rp.pl/galeria/576469,1,576594.html"&gt;fotografię&lt;/a&gt;, na której wygląda on niczym brat Ędwarda Ąckiego. Dziwny to "przypadek" w obliczu faktu, że w redakcji "Rz" dr Gorzelik awansował ostatnio na podium "tych, których nie lubimy", jako separatysta dążący potajemnie do czwartego rozbioru Polski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście zbliża się karnawał w Wenecji - będzie można chodzić w maskach. A autorowi tytułowego idiomu, którego nazwisko ginie w mrokach dziejów, pozostaje jedynie gratulować daru jasnowidzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;10. grudnia 2010, 17:07 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Jeśli chcecie bliżej przyjrzeć się tej fotografii z politykami, to powiększcie ją sobie (klikamy lewy przycisk myszki na zdjęciu) - w trosce o własny wzrok. Żeby potem nie było, że nie ostrzegałem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-8920334543640508303?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/8920334543640508303/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=8920334543640508303' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/8920334543640508303'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/8920334543640508303'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/12/in-your-face.html' title='in your face'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TQJVghP8jzI/AAAAAAAADMA/otRZT2cdogs/s72-c/nasz%2Bma%25C5%2582y%2Bpolski%2Bkaczorek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-3417086943371179766</id><published>2010-12-06T01:00:00.004+01:00</published><updated>2010-12-06T01:24:09.060+01:00</updated><title type='text'>jeszcze zima...</title><content type='html'>Niektórzy mówią, że tegoroczna zima przyszła zbyt wcześnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPwof5EtHBI/AAAAAAAADLY/q6ihF5SewWo/s1600/DSC01104.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPwof5EtHBI/AAAAAAAADLY/q6ihF5SewWo/s320/DSC01104.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5547353369375218706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokryła śniegiem świat, jaki widzimy na co dzień...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPwogIPLiOI/AAAAAAAADLg/UEWBm6MbC2Q/s1600/DSC01118.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPwogIPLiOI/AAAAAAAADLg/UEWBm6MbC2Q/s320/DSC01118.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5547353373445687522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet w mieście zima nie musi się jednak kojarzyć wyłącznie ze śliskimi chodnikami i spóźnionymi autobusami...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPwogUbrdnI/AAAAAAAADLo/8MKZX2e5O6M/s1600/DSC01110.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 242px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPwogUbrdnI/AAAAAAAADLo/8MKZX2e5O6M/s320/DSC01110.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5547353376719337074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... trzeba tylko ruszyć się na działki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPwogppqvsI/AAAAAAAADLw/oOjQP820MC4/s1600/DSC01121.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPwogppqvsI/AAAAAAAADLw/oOjQP820MC4/s320/DSC01121.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5547353382415154882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Jeszcze zima, dym się włóczy&lt;br /&gt;w wielkiej biedzie żyje kot&lt;br /&gt;i po cichu nuci, mruczy:&lt;br /&gt;kiedy wróci trzmiela lot..."&lt;br /&gt;                              (A.Osiecka)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPwohO5J6JI/AAAAAAAADL4/4LSTS29Rcz8/s1600/DSC01124.JPG"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 238px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPwohO5J6JI/AAAAAAAADL4/4LSTS29Rcz8/s320/DSC01124.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5547353392412223634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;6. grudnia 2010, 00:59 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-3417086943371179766?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/3417086943371179766/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=3417086943371179766' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3417086943371179766'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3417086943371179766'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/12/jeszcze-zima.html' title='jeszcze zima...'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPwof5EtHBI/AAAAAAAADLY/q6ihF5SewWo/s72-c/DSC01104.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-8543006213702881203</id><published>2010-12-03T18:53:00.003+01:00</published><updated>2011-04-01T00:06:14.084+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tako rzecze doktor House'/><title type='text'>tako rzecze doktor House</title><content type='html'>Bieżący tydzień to niestety tydzień 'bezhouse'owy". O swoim bezgranicznie pozytywnym uczuciu dla tego serialu pisałem już kilkukrotnie. Gruby brulion byłby potrzebny, aby spisać wszystkie cytaty i wypowiedzi głównego bohatera, które ubóstwiam i pod którymi mógłbym podpisać się rękami i nogami. Na czele z ultranarcystycznym mottem "I should never doubt myself" (1x03, Occam's Razor), w zwięzły sposób wyrażającym przekonanie o własnej wyjątkowości i przewadze intelektualnej nad resztą świata. Gdybym miał jednak wskazać numer 1 w owym zestawieniu, prawdopodobnie postawiłbym na inną wypowiedź kontrowersyjnego medyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czwartym odcinku 3. sezonu ("Lines in the Sand") dr House mówi o swoim kilkunastoletnim pacjencie z zaawansowaną postacią autyzmu w następujący sposób:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Why would you feel sorry for someone who gets to opt out of the inane courteous formalities, which are utterly meaningless, insincere and therefore degrading. This kid doesn't have to pretend to be interested in your back pain, or your excretions, or your grandma's itchy place. Can you imagne how liberating it would be to live a life free of all the mind-numbing social niceties? I don't pity this kid. I envy him..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;3. grudnia 2010, 18:52 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-8543006213702881203?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/8543006213702881203/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=8543006213702881203' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/8543006213702881203'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/8543006213702881203'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/12/tako-rzecze-doktor-house.html' title='tako rzecze doktor House'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-7702260849221260316</id><published>2010-11-29T11:22:00.005+01:00</published><updated>2011-03-31T23:49:58.747+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='the ones that passed away'/><title type='text'>Leslie Nielsen (1926-2010)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPN_Hd0CUFI/AAAAAAAADLQ/3W6dz8jvRrg/s1600/320377415_c3924573cf.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPN_Hd0CUFI/AAAAAAAADLQ/3W6dz8jvRrg/s320/320377415_c3924573cf.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5544915332461908050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większość spośród filmów, w których grał, było tak głupich, że po prostu musiały śmieszyć i rozbawiać do łez. Ale - w przeciwieństwie do dzieł typu "Zabójcze Ryjówki" - właśnie o to w nich chodziło. Z tego też powodu był pewnie jednym z najlepiej rozpoznawanych aktorów. Owszem, łatwość przywołania sobie twarzy i nazwiska w masowej wyobraźni nie jest kryterium decydującym o klasie aktora. Ale nie jest nim również typ filmów, w jakich brało się udział. To kamyczek do ogródka tych, którzy uważają, że wybitnym aktorem można zostać jedynie grając wielkie role w hollywoodzkich superprodukcjach do mdłości naładowanych patosem, niczym te wszystkie "Waleczne Serca" i "Gladiatory". Gdyby faktycznie tak było, myślę, że nie tylko ja nie chciałbym mieć z takim kinem nic wspólnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1966 - Buster Keaton. 1977 - Charlie Chaplin. 1983 - Louis de Funes. 1992 - Benny Hill. 2010 - Leslie Nielsen - ostatni z Wielkich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;29. listopada 2010, 11:21 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;(fotografia ze strony: &lt;span style="font-family:georgia;"&gt;http://www.flickriver.com/photos/blinkofaneye/tags/blackandwhite/)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-7702260849221260316?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/7702260849221260316/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=7702260849221260316' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7702260849221260316'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/7702260849221260316'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/11/leslie-nielsen-1926-2010.html' title='Leslie Nielsen (1926-2010)'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPN_Hd0CUFI/AAAAAAAADLQ/3W6dz8jvRrg/s72-c/320377415_c3924573cf.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-3068637030046584497</id><published>2010-11-26T22:08:00.008+01:00</published><updated>2011-03-29T23:53:58.400+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z księgarni'/><title type='text'>Szymon Hołownia - "Bóg. Życie i twórczość"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPAiXc5j3vI/AAAAAAAADLI/B6kBWPtJ3hw/s1600/Szymon%2BHo%25C5%2582ownia%2B-%2BB%25C3%25B3g.%2B%25C5%25BBycie%2Bi%2Btw%25C3%25B3rczo%25C5%259B%25C4%2587.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 202px; height: 287px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPAiXc5j3vI/AAAAAAAADLI/B6kBWPtJ3hw/s320/Szymon%2BHo%25C5%2582ownia%2B-%2BB%25C3%25B3g.%2B%25C5%25BBycie%2Bi%2Btw%25C3%25B3rczo%25C5%259B%25C4%2587.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5543968927583035122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Pisarski talent Szymona Hołowni adoruję nie od dziś. Niezależnie od tego, czy przejawia się on w książkach o Matce Boskiej Elektrycznej, w wywiadach z ludźmi, których los  zaprowadził na granicę życia i śmierci, czy wreszcie w działalności blogowej, gdzie autor komentuje aktualne wydarzenia i stara się na przykład dociec, co leżało u podstaw zachowania faceta, który wtargnął z bronią do biura PiS z zamiarem uwolnienia Ojczyzny od osoby Jarosława Kaczyńskiego. Tematyka książek Hołowni naprawdę nie ma tu nic do rzeczy. Czytałbym jego dzieła prawdopodobnie również wtedy, gdyby pisał o wpływie prądów oceanicznych na pogłowie bydła w Burkina Faso.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Bóg. Życie i twórczość" to kolejna książka znakomicie kontynuująca charakterystyczny styl publicysty. I mógłbym tu produkować frazesy o poruszaniu z humorem i lekkością trudnych, egzystencjalnych tematów. Mógłbym bredzić o niebanalnych odniesieniach i błyskotliwych porównaniach. Mógłbym wreszcie narzekać, że jednak trochę lepiej czytało mi się poprzednie książki Szymona Hołowni. Jednak w równym stopniu może być to rezultat tego, że najnowsza pozycja porusza bardziej filozoficzno-teologiczne i mniej przyziemne tematy, jak również tego, że schemat narracji oparty na tekście głównym, Poradniku i (Do)Czytaniach nie przypadł mi do gustu tak bardzo, jak choćby konwencja gry planszowej z quizem w "Monopolu na zbawienie". Te moje subiektywne odczucia są jednak bez znaczenia. W istocie bowiem, jedyna opinia na temat tej książki (jak i poprzednich dzieł Autora) na jaką mnie stać, to stwierdzenie, że jest w niej coś, co sprawia, że chce się w pierwszej chwili krzyknąć "Alleluja!!!", obwołać się Wyznawcą, zostawić barkę na brzegu i ruszyć na kolanach w kierunku najbliższego sanktuarium.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego "w pierwszej chwili"? Ano dlatego, że największym atutem Szymona Hołowni jest umiejętność subtelnej, ale stanowczej i nieprzejednanej obrony swojego stanowiska i poglądów stanowiących fundament Kościoła Katolickiego, czy - szerzej - chrześcijaństwa. A są one - jak wiadomo - niełatwe, chociaż Autor z pewnością by się ze mną nie zgodził, bo w jego ocenie zależy to od przyjętego punktu widzenia. Trzeba jednak mu oddać, że w jego argumentacji nie ma kompromisów i post-modernistycznego relatywizmu. A to ogromny plus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I właśnie z tego powodu, książka ta (podobnie jak poprzednie) była dla mnie pasjonującym przedzieraniem się przez gąszcz stwierdzeń, pośród których z jednymi zgadzam się w stu procentach, a co do innych mam wątpliwości, czy w ogóle kiedykolwiek mógłbym uznać je za własne przekonania. Bo prędzej czy później lektura dzieł Hołowni musi postawić przed nami niełatwe pytanie o nasz stosunek do dogmatów i założeń wiary katolickiej. Ja - jak wynika z powyższego - pozostaję pod tym względem w olbrzymim rozkroku, a jest to pozycja cokolwiek niewygodna i narażająca na bardzo bolesny szpagat, gdy obydwa brzegi za bardzo się rozjadą. Stąd też moje odczucia wobec dzieł pana Szymona są wyraźnie ambiwalentne, co nie przeszkadza mi przyznawać, że jest to kawał fantastycznej literackiej i intelektualnej roboty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I stąd również moje odwieczne obawy, że przy końcu Czasu, jeśli każą mi zająć w tej fundamentalnej kwestii ostateczne stanowisko, to opowiedzenie się po stronie Tego, kogo biografię popełnił właśnie Szymon Hołownia, będzie tylko rezultatem pierwotnego, adaptacyjnego lęku. Niech więc najlepszą recenzją tej książki będzie moje rosnące w trakcie jej lektury przekonanie, że może jednak nie tylko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Szymon Hołownia "Bóg. Życie i twórczość"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Kraków, 2010&lt;br /&gt;wydawnictwo Znak&lt;br /&gt;stron: 264&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;moja ocena: 7/10&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;26. listopada 2010, 22:05 CET, &lt;/span&gt;50.479                              °N, 17.960 °E, trzecia planeta Układu       Słonecznego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8575551454763022363-3068637030046584497?l=planet-of-the-sun.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/feeds/3068637030046584497/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8575551454763022363&amp;postID=3068637030046584497' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3068637030046584497'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8575551454763022363/posts/default/3068637030046584497'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://planet-of-the-sun.blogspot.com/2010/11/szymon-hoownia-bog-zycie-i-tworczosc.html' title='Szymon Hołownia - &quot;Bóg. Życie i twórczość&quot;'/><author><name>Piotrek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01643972283526416652</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/-k_Oktmp1lGk/TjlNPx8U-iI/AAAAAAAADlg/kNubdZpc3jg/s220/Bobrowniki%2B2009%2B%2528181%2529.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_xJbpgQvJk2U/TPAiXc5j3vI/AAAAAAAADLI/B6kBWPtJ3hw/s72-c/Szymon%2BHo%25C5%2582ownia%2B-%2BB%25C3%25B3g.%2B%25C5%25BBycie%2Bi%2Btw%25C3%25B3rczo%25C5%259B%25C4%2587.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8575551454763022363.post-963807596356745542</id><published>2010-11-19T22:03:00.004+01:00</published><updated>2010-11-19T23:07:34.803+01:00</updated><title type='text'>d***kracja w działaniu</title><content type='html'>Wybory samorządowe nie bez kozery można nazwać najdobitniejszą egzemplifikacją demokracji... przepraszam - d***kracji (zapomniałem, że wyjątkowo ordynarne wyrazy się wykropkowuje). Gdy bowiem słówko to tłumaczymy dosłownie z greki ("władza ludu" - jeśli ktoś nie pamięta ze szkoły), właśnie przy okazji wyborów samorządowych wszelkie absurdy kompromitujące tą formę ustroju politycznego wyłażą na wierzch niczym robactwo po deszczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż to - władza ludu. W tych dniach przekonujemy się, że to nie jest tylko slogan, którym faszeruje się mózgowia uczniów na lekcjach historii i wiedzy o społeczeństwie. Przeglądając już tylko pobieżnie listy kandydatów, których będziemy - tfu! - wybierać pojutrze, okazuje się, że rządzić nami może praktycznie każdy. Tylko w moim rodzinnym mieście - oprócz zawsze najliczniej reprezentowanych środowisk nauczycieli i lekarzy - do rady miejskiej tudzież powiatowej kandydują m.in.: cukiernik, rolnik, trener piłkarski, muzyk metalowy, kobieta-ochroniarz, guru lokalnej sekty religijnej, dziennikarz miejskiej gazety, strażak, czy "Lider Zespołu w Tesco" (cokolwiek to znaczy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w Opolu to dopiero są jaja. Jest na przykład taki szerzej nieznany pan, który kandyduje na prezydenta miasta jako kandydat niezależny. Wyróżnia go to, że ma identyczne imię i nazwisko jak powszechnie szanowany poseł Mniejszości Niemieckiej. Myślicie, że robi wszystko, żeby się od owego posła zdystansować? Bynajmniej! On właśnie liczy na to, że przy urnach (wyborczych) sporo osób go z tym posłem pomyli. Szczególnie oczekuje tego od wyborców, którzy na co dzień z polityką nie mają nic wspólnego, co najwyżej słyszeli, że w niedzielę są jakieś wybory, pójdą na nie z przyzwyczajenia, na karcie zobaczą znane nazwisko i zadziała u nich reakcja bezwarunkowa. Dlatego ten sprytny pan wychodzi ze skóry, żeby ludzie nie połapali się, iż na prezydenta Opola kandyduje nie znany poseł, ale szary, nikomu nieznany urzędas. Nie ma własnych plakatów wyborczych (poważnie!), nie organizuje konferencji i spotkań z wyborcami, właściwie nikt nie wie nawet, jak on wygląda. Gdy raz dziennikarze lokalnej gazety chcieli mu zrobić zdjęcie na ulicy, to zasłaniając się aktówką uciekał przed nimi jak w dobrym filmie akcji, aż skrył się w swoim biurze. To prawdopodobnie jedyny taki przypadek na świecie,
