planet of the sun
piątek, 2 stycznia 2026
Happy New Fear!
poniedziałek, 22 grudnia 2025
krakowski spleen
Jest
takie popularne powiedzenie: "Szanuj (i tu wstawia się dowolną osobę,
są znane na przykład wersje z sąsiadem i z nauczycielem) swego, bo
możesz mieć gorszego". Od pewnego czasu znacznie bardziej od sąsiada,
nauczyciela czy lekarza pasuje tam jednak, niestety, Prezydent RP.
Ostatnim
przyzwoitym "strażnikiem żyrandola" był Aleksander Kwaśniewski.
Pamiętam o jego alkoholowych problemach, ale w ogólnym rozrachunku
wszystko wychodziło na zdecydowany plus. A później, z każdym kolejnym
prezydentem, było gorzej. Wpadki i niechęć do pracy nad dykcją Lecha
Kaczyńskiego, Bronisław Komorowski z manierą jowialnego wujka, który
przy ognisku, racząc się dziczyzną, sypie rubasznymi żartami i opowiada
jak to - ho! ho! ho! - drzewiej bywało, gdy chodziło się do lasu z fuzją
na grubego zwierza. No i "plastelinowy" Andrzej Duda, którego
egzaltowane przemówienia bardziej pasowały do kościelnych kazań z czasów
Savonaroli niż do świeckich wystąpień publicznych. Ale przy tym panu,
który obecnie piastuje urząd Prezydenta RP, każdy z poprzedników - nawet
Andrzej Duda! - to nieomal mąż stanu!
Jak
ten pan coś powie, ze swoim sztucznie przyklejonym do oblicza uśmiechem
(wygląda to jakby specjaliści od wizerunku poświęcili tam mnóstwo pracy
i przerwali swoja robotę w pół drogi), to nie wiadomo gdzie chować oczy
ze wstydu. Oto chyba przedwczoraj w obecności prezydenta Ukrainy
oświadczył w te słowa: "Polacy odnoszą wrażenie, że nasz wysiłek, czy
wielowymiarowa pomoc Ukrainie po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji, nie
spotkały się z należytym zrozumieniem i docenieniem"... Naprawdę,
prywatnie niech sobie facet opowiada takie banialuki u cioci na
urodzinach i w swoim własnym imieniu, a nie wypowiada się za innych,
którzy mogą mieć odmienne zdanie (ja na ten przykład jestem Polakiem, a
nie odnoszę wcale takiego wrażenia, jakie odnosi pan Prezydent!).
Ta
wypowiedź wiele mówi zresztą o moralnej kondycji pana Prezydenta. Oto
obnosi się ze swoją wiarą i religijnością tak bardzo, że nie pozwala mu
to wziąć udziału w ceremonii zapalenia świec z okazji święta żydowskiego
("ja swoje poglądy i swoje przywiązanie do wartości chrześcijańskich
traktuję poważnie" - tłumaczy, a czy zapalenie świeczki by nimi
zachwiało, nie mnie oceniać). Swoją drogą, w Pałacu
pan Prezydent jednak stawia choinkę, a przecież choinka to zwyczaj zapożyczony z
tych paskudnych Niemiec (polską tradycją była podłaźniczka) i z religii
protestanckiej, a nie katolickiej, a korzenie zwyczaju strojenia choinki
są w ogóle pogańskie!
Wygląda jednak na to, że ta deklaratywna religijność głowy państwa jest przy tym bardzo powierzchowna. I nie zadała sobie trudu, aby sięgnąć choćby do
fragmentu Ewangelii świętego Mateusza, gdzie jest mowa o tym, aby dając
jałmużnę (i szerzej - pomagając innym) robić to bezinteresownie i po
cichu ("niech nie wie twoja lewa ręka co czyni prawa"), nie na pokaz i
nie po to, aby liczyć na jakieś pochwały, wdzięczności i poklask od
innych. Tak uczy sam Jezus Chrystus, którym pan Prezydent wyciera sobie
oblicze w politycznych przepychankach. I jest to, delikatnie mówiąc,
niesmaczne.
Podobnie jak
niesmaczna jest dekoracja szopki, która stanęła przed dawnym Pałacem
Namiestnikowskim w Warszawie. W której to (szopce, nie Warszawie) wisi
historyczny herb województwa krakowskiego, sięgający korzeniami XIV
wieku. Litanię na temat braku sensu takiego posunięcia można by napisać
dłuższą niż Loretańska. Już pomijając nawet fakt, że ten herb o
intensywnych kolorach wizualnie i stylistycznie pasuje tam jak świni
siodło. Oto Chrystus mówił, żeby nie łączyć polityki z religią
("oddajcie bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie") - dlatego nie
znoszę Grobów Pańskich i szopek z aluzjami do współczesnych wydarzeń.
Oto wiemy przecież, że Jezus przyszedł na świat na terenach Bliskiego
Wschodu, a nie Małopolski. I w czasach, gdy jakakolwiek państwowość ani
organizacja terytorialna na terenie obecnej Polski jeszcze nie istniała.
Najbardziej pasuje mi jednak przede wszystkim scena z serialu "Ranczo",
gdy pani Solejukowa (zanim jeszcze została doktorantką filozofii) w
odpowiedzi na pytanie księdza o to jakiej narodowości był Jezus odparła,
że przecież oczywiste iż Polakiem. "No bo Matka Boska Częstochowska. A
Częstochowa gdzie leży? W Polsce! No to jak matka Polka - to dziecko też
Polak".
Może pan Prezydent wierzy zatem, że Jezus Chrystus był Polakiem. Spod Krakowa.
(Bo przecież chyba nie Żydem, no jak to?!)
W sumie... nie zdziwiłbym się...
(zdjęcie ze strony: https://wiadomosci.gazeta.pl/.../7,198072,32481824,tak...)
sobota, 20 grudnia 2025
"Zwierzogród 2" - warto było czekać prawie dekadę
Z
przyjemnością zawiadamiam, że "Zwierzogród 2" jest co najmniej na tym
samym poziomie co "Zwierzogród 1". I równie obficie, jeśli nawet nie
bardziej, nadziany rodzynkami. Co ma kluczowe znaczenie, bo ze
wszystkich w teorii dziecięcych animacji, ta jest zdecydowanie najmniej
dziecięca. Już w pierwszej części różnych smaczków niezrozumiałych dla
dzieci, ale też wielu dorosłych, jak i aluzji nie tylko do kultury
(scena gdy samica pancernika wita w "Pensjonacie pani Potiomkin" czy lemingi wychodzące z pracy w banku "Leming Brothers") było
multum. Pod tym względem taki choćby "Sing", o "Madagaskarze" nawet nie wspominając, odpada już na starcie.
A
teraz jest chyba jeszcze więcej, co przy dynamicznej akcji właściwie
uniemożliwia wyłapanie wszystkich. Już w pierwszych dziesięciu minutach
"Zwierzogrodu 2" jest ich równie dużo, co w niektórych filmach braci
Zuckerów i Jima Abrahamsa na całej ich długości. Dzielnica Gnu Jersey,
tunel Moleholland Drive, catering z restauracji Amoose-Bouche, prognoza
pogody (fur-cast) w telewizji ZNN, wyszukiwarka Zoogle i serwis EweTube.
Oraz cudownie nawiązująca czcionką i logiem do operatora kontenerowców
MAERSK firma MEERKT (oczywiście z surykatką w logo!).
A
to tylko ułomek pysznego ciasta, bo film spełnia oczekiwania w całej
rozciągłości. Show kradnie za każdym razem, gdy tylko się pojawia na
ekranie, skorumpowany, narcystyczny burmistrz Brian Huculski (w ogóle
świetnie, z idealnym wyczuciem kulturowym przetłumaczone są nazwiska i
nazwy własne!), niegdysiejszy gwiazdor filmu "Konian Barbarzyńca",
marzący obłudnie by wymiar sprawiedliwości ruszył z kopyta. Wraca na
moment, ale z przytupem, wątek Ojca Chrzestnego i jego ochroniarzy ze
wschodnim akcentem (tym razem produkują podróby drogich wytworów
modowych; zauważyłem m.in. torebki marki Grucci). Nie męczy powtarzający
się wtręt Zebraci. Są pyszne szpileczki w kierunku ideologii DEI
("osoba terapeutyczna") i foliarzy/ płaskoziemców (naklejka "Reptiles
exist!" na samochodzie tropicielki spisków). Hitem jest świnia
policjantka o nazwisku Parmeńska.
Mam
nadzieję, że na kolejną część nie będzie trzeba czekać prawie dziesięć
lat. Ale jeśli ma być na takim poziomie, warto czekać i dekadę!
niedziela, 7 grudnia 2025
Santa Klaus i jego pretorianie
Oto nadszedł. Od północy, od bramy Powroźniczej jak u Sapkowskiego. I równie jak u Sapkowskiego złowrogi. Równie bezlitosny.
poniedziałek, 10 listopada 2025
the cold white light
Serial o "polskim Titanicu" rozpoczyna się dość niemrawo (chociaż sceną katastrofy, więc niejaki Hitchcock byłby kontent), ale w miarę upływu czasu ekranowy sztorm narasta do wartości Beauforta nieznanych współczesnej nauce. Ostatni odcinek to już arcydzieło kompletne, co najmniej równorzędne z finałem brytyjskiego "Czarnobyla", słusznie uznawanego za - jak dotąd - najlepszy serial XXI wieku. Długa sekwencja załadunku i wyjścia promu w morze, wstrząsająca kronika zapowiedzianej śmierci przeplatana mową mecenasa przed Izbą Morską, gdy wszystkie klocki wskakują na swoje miejsca, jest wy-bit-na. Wszystko tam się zgadza. Każdy kadr, każde ujęcie, każde słowo, posępna muzyka, zimne białe światło, absolutnie wszystko. Człowiek siedzi jak na przyjęciu u fakira i momentami wręcz zapomina oddychać.





