Prawdopodobnie nie pojmuję kunsztu reżysera Paula Thomasa Andersona (podobnie jak nie rozumiem fenomenu niejakich braci Coen), ponieważ w nagrodzonym niedawno Oscarem filmie "Jedna bitwa po drugiej" czegoś wyraźnie mi brakuje.
planet of the sun
niedziela, 31 maja 2026
"Jedna bitwa po drugiej"
piątek, 8 maja 2026
och, Karol...
Wydawało mi się, że żyję już wystarczająco długo, aby jakikolwiek poziom głupoty czy populizmu w polityce mógł mnie zadziwić, nawet jeśli obecny lokator pałacu przy Krakowskim Przedmieściu wyznacza w tej materii zupełnie nowe horyzonty, a każdy jego poprzednik urasta przy nim do miana męża stanu. Gdy jednak zobaczyłem tę łamiącą wiadomość, naprawdę pomyślałem w pierwszej chwili, że to jest żart albo coś parodystycznego typu AszDziennik. Bo przecież nie można być aż takim ignorantem...
Pytanie sugerujące jest jedną z najpoważniejszych zbrodni jaką można popełnić w niemal każdej nauce, która wykorzystuje i opracowuje materiał zebrany od ludzi. Od socjologii, przez psychologię, prawo, kryminologię, ekonomię, marketing, po historię, w zakresie której pan prezydent jest podobno doktorem... Podstawowe prawo ogólnej metodologii nauk (wszelkich!) głosi, że garbage in = garbage out, czyli jeśli niechlujnie zbudujesz kwestionariusz albo nieudolnie przeprowadzisz badanie, to dostaniesz śmieciowe wyniki, bo tak to po prostu działa. I za takie coś się wylatuje z sali już na pierwszym roku studiów dowolnej z tych nauk, po czym od razu biegnie się na trawnik przed uczelnią szukać tam indeksu, który w międzyczasie wyleciał oknem. Nawet jeśli owo pytanie sugerujące jest opakowane w jakiś leksykalny kombinezonik, który większości respondentów wyda się niewinny (np. konstrukcja typu: "Jak bardzo jesteś zadowolony z działania naszego serwisu?"), a mimo to jest wybitnie sugestywny.
Natomiast tutaj nikt nie próbuje nawet ukrywać, że to ordynarne pytanie jest z wbudowaną tezą. I to jest jak cios pięścią w ryj dla każdego, komu zostanie zadane. Głupota level Trump do potęgi fąfnastej. Dno Rowu Mariańskiego i jeszcze kilometr cuchnącego mułu. Socjalistyczna anegdotka z tematem wypracowania szkolnego dla uczniów ("Napisz dwie strony o tym, kto jest twoim największym autorytetem i dlaczego Lenin") przynajmniej była zabawna...
Niech sobie pan prezydent organizuje referendum, jego święte prawo. Ale niech zada w nim normalne, obiektywne pytanie (np. "Czy jest Pan/i za realizacją unijnej polityki klimatycznej?"), a nie takie koszmarki dla ćwierćinteligentów, którym trzeba w treści pytania przypomnieć, co mają myśleć w kwestii postawionego zagadnienia. I jeśli ktoś w ogóle rozważał to wszystko na poważnie, a nie tylko jako podpałkę do politycznego okładania się gumowymi młotkami w studiach telewizyjnych, to takie referendum oznaczać będzie olbrzymią stratę publicznych środków, bo jego wyników nawet nie trzeba liczyć - z góry wiadomo jaki będzie wynik (i będzie to tak zwany w statystyce "efekt podłogi"). Równie dobrze można zapytać ludzi: "Czy chcesz być brzydki, chory i ubogi?", a potem naiwnie zastanawiać się, jak wielki będzie odsetek przeczących odpowiedzi...
7. maja 2026, 15:08 CEST, 52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego
wtorek, 28 kwietnia 2026
unholy proliferance
Fizyka jest nieubłagana. Samochód poruszający się z prędkością 70 kilometrów na godzinę w ciągu sekundy pokonuje około 19 metrów drogi. Z czego nietrudno wyciągnąć wniosek, że gdyby kierowca, który kilka dni temu śmiertelnie potrącił pod Sosnowcem posła Lewicy zasłabł sekundę wcześniej lub sekundę później, do tragedii by w ogóle nie doszło. Mitsubishi wjechałoby do rowu dobrych kilka metrów przed lub za rowerzystą, a parlamentarzysta zamiast ofiarą, stałby się pewnie bohaterem, gdyż od razu mógłby wezwać pomoc i sprawdzić co z pechowym kierowcą. Ale facet z Mitsubishi zasłabł dokładnie w tej sekundzie pomiędzy i to właśnie poseł miał ekstremalnego pecha…
piątek, 10 kwietnia 2026
filary cywilizacji
W telewizjach informacyjnych żenada wylewa się z ekranu nader często (zwłaszcza, gdy jakiś jełop od tych pasków na dole nazwie niemiecki land "Nadrenią-Palestynatem"), ale są dni, gdy wylewa się wyraźnie bardziej, a jednym z takich dni jest Wielka Sobota. Dwa zjawiska są wtedy w owych serwisach irytujące. Jednym jest arcysztampowy sposób relacjonowania obrzędów religijnych tego dnia, czyli zagadywanie "przypadkowo napotkanego" pacholęcia, co ma w koszyku z tzw. "święconką", oraz zgrabne unikanie arcypogańskiego rodowodu czynności "święcenia pokarmów", aby pewnie przypadkiem nie zapłodnić widza jakimś niewygodnym dysonansem.
wtorek, 13 stycznia 2026
wyższa matematyka
Matematyka jest wszędzie - powiadają popularyzatorzy nauki i co bardziej pomysłowi nauczyciele tej dziedziny wiedzy. To prawda, a w dodatku ta prawidłowość wykazuje pewne cechy sezonowości. Dla przykładu, w styczniu w Polsce najwięcej matematyki jest... na drzwiach. Co rusz można na nich dostrzec tajemnicze równanie z trzema niewiadomymi.
piątek, 2 stycznia 2026
Happy New Fear!
Jest taka stara, głupkowata anegdotka jak to jakiś luksusowy wycieczkowiec zaczął tonąć na którymś oceanie i zaczęto się zastanawiać na mostku, jakby tu skłonić ludzi do wsiadania do szalup ratunkowych, aby nie wywołać paniki. Ostatecznie kapitan doradził, aby załoga rozgłosiła jak następuje: Amerykanom - że w szalupach będą rozdawane darmowe hamburgery, Francuzom - że będzie tam po kieliszku Chardonnaya, Niemcom - po prostu należy powiedzieć "Raus!", a Polakom - że absolutnie i pod żadnym pozorem nie należy wchodzić do łodzi ratunkowych.
poniedziałek, 22 grudnia 2025
krakowski spleen
Jest
takie popularne powiedzenie: "Szanuj (i tu wstawia się dowolną osobę,
są znane na przykład wersje z sąsiadem i z nauczycielem) swego, bo
możesz mieć gorszego". Od pewnego czasu znacznie bardziej od sąsiada,
nauczyciela czy lekarza pasuje tam jednak, niestety, Prezydent RP.
Ostatnim
przyzwoitym "strażnikiem żyrandola" był Aleksander Kwaśniewski.
Pamiętam o jego alkoholowych problemach, ale w ogólnym rozrachunku
wszystko wychodziło na zdecydowany plus. A później, z każdym kolejnym
prezydentem, było gorzej. Wpadki i niechęć do pracy nad dykcją Lecha
Kaczyńskiego, Bronisław Komorowski z manierą jowialnego wujka, który
przy ognisku, racząc się dziczyzną, sypie rubasznymi żartami i opowiada
jak to - ho! ho! ho! - drzewiej bywało, gdy chodziło się do lasu z fuzją
na grubego zwierza. No i "plastelinowy" Andrzej Duda, którego
egzaltowane przemówienia bardziej pasowały do kościelnych kazań z czasów
Savonaroli niż do świeckich wystąpień publicznych. Ale przy tym panu,
który obecnie piastuje urząd Prezydenta RP, każdy z poprzedników - nawet
Andrzej Duda! - to nieomal mąż stanu!
Jak
ten pan coś powie, ze swoim sztucznie przyklejonym do oblicza uśmiechem
(wygląda to jakby specjaliści od wizerunku poświęcili tam mnóstwo pracy
i przerwali swoja robotę w pół drogi), to nie wiadomo gdzie chować oczy
ze wstydu. Oto chyba przedwczoraj w obecności prezydenta Ukrainy
oświadczył w te słowa: "Polacy odnoszą wrażenie, że nasz wysiłek, czy
wielowymiarowa pomoc Ukrainie po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji, nie
spotkały się z należytym zrozumieniem i docenieniem"... Naprawdę,
prywatnie niech sobie facet opowiada takie banialuki u cioci na
urodzinach i w swoim własnym imieniu, a nie wypowiada się za innych,
którzy mogą mieć odmienne zdanie (ja na ten przykład jestem Polakiem, a
nie odnoszę wcale takiego wrażenia, jakie odnosi pan Prezydent!).
Ta
wypowiedź wiele mówi zresztą o moralnej kondycji pana Prezydenta. Oto
obnosi się ze swoją wiarą i religijnością tak bardzo, że nie pozwala mu
to wziąć udziału w ceremonii zapalenia świec z okazji święta żydowskiego
("ja swoje poglądy i swoje przywiązanie do wartości chrześcijańskich
traktuję poważnie" - tłumaczy, a czy zapalenie świeczki by nimi
zachwiało, nie mnie oceniać). Swoją drogą, w Pałacu
pan Prezydent jednak stawia choinkę, a przecież choinka to zwyczaj zapożyczony z
tych paskudnych Niemiec (polską tradycją była podłaźniczka) i z religii
protestanckiej, a nie katolickiej, a korzenie zwyczaju strojenia choinki
są w ogóle pogańskie!
Wygląda jednak na to, że ta deklaratywna religijność głowy państwa jest przy tym bardzo powierzchowna. I nie zadała sobie trudu, aby sięgnąć choćby do
fragmentu Ewangelii świętego Mateusza, gdzie jest mowa o tym, aby dając
jałmużnę (i szerzej - pomagając innym) robić to bezinteresownie i po
cichu ("niech nie wie twoja lewa ręka co czyni prawa"), nie na pokaz i
nie po to, aby liczyć na jakieś pochwały, wdzięczności i poklask od
innych. Tak uczy sam Jezus Chrystus, którym pan Prezydent wyciera sobie
oblicze w politycznych przepychankach. I jest to, delikatnie mówiąc,
niesmaczne.
Podobnie jak
niesmaczna jest dekoracja szopki, która stanęła przed dawnym Pałacem
Namiestnikowskim w Warszawie. W której to (szopce, nie Warszawie) wisi
historyczny herb województwa krakowskiego, sięgający korzeniami XIV
wieku. Litanię na temat braku sensu takiego posunięcia można by napisać
dłuższą niż Loretańska. Już pomijając nawet fakt, że ten herb o
intensywnych kolorach wizualnie i stylistycznie pasuje tam jak świni
siodło. Oto Chrystus mówił, żeby nie łączyć polityki z religią
("oddajcie bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie") - dlatego nie
znoszę Grobów Pańskich i szopek z aluzjami do współczesnych wydarzeń.
Oto wiemy przecież, że Jezus przyszedł na świat na terenach Bliskiego
Wschodu, a nie Małopolski. I w czasach, gdy jakakolwiek państwowość ani
organizacja terytorialna na terenie obecnej Polski jeszcze nie istniała.
Najbardziej pasuje mi jednak przede wszystkim scena z serialu "Ranczo",
gdy pani Solejukowa (zanim jeszcze została doktorantką filozofii) w
odpowiedzi na pytanie księdza o to jakiej narodowości był Jezus odparła,
że przecież oczywiste iż Polakiem. "No bo Matka Boska Częstochowska. A
Częstochowa gdzie leży? W Polsce! No to jak matka Polka - to dziecko też
Polak".
Może pan Prezydent wierzy zatem, że Jezus Chrystus był Polakiem. Spod Krakowa.
(Bo przecież chyba nie Żydem, no jak to?!)
W sumie... nie zdziwiłbym się...
(zdjęcie ze strony: https://wiadomosci.gazeta.pl/.../7,198072,32481824,tak...)




