Odważną tezę iż społeczeństwo głupieje udowodnić byłoby niezwykle trudno. Niby można studiować malownicze tabele ze statystykami obrazującymi zatrzymanie się sławetnego efektu Flynna. Niby można analizować ogłaszane corocznie w lipcu wyniki matury (zwanej wciąż z niewiadomego powodu „egzaminem dojrzałości”). Niby można jeszcze coś innego... Jak to jednak w dużych zbiorach danych bywa, łatwo nimi manipulować i dobrać je tak, aby potwierdzały założoną hipotezę.
planet of the sun
poniedziałek, 20 lipca 2026
pajdopatologia
sobota, 6 czerwca 2026
ice truck dealer
Właścicielka lodziarni w Pszczynie od ćwierć wieku rozdawała lody za darmo uczniom, którzy po zakończeniu roku szkolnego pokazali świadectwo z czerwonym paskiem. Teraz pani Rzecznik Praw Dziecka domaga się ukrócenia tego niecnego procederu, gdyż dzieci uczące się gorzej mogłyby się poczuć skrzywdzone i pominięte. Od paru dni to jest w Polsce najważniejszy temat publicznej debaty (może oprócz tej tenisistki, o której istnieniu jeszcze dwa tygodnie temu nikt, poza zagorzałymi fanami tenisa, nie miał pojęcia, a teraz media pieją o niej, jakby od co najmniej dekady wspierały jej karierę ze wszystkich sił i całą zawartością swojego portfela…).
Interwencja RPD jest
oczywiście idiotyczna i nie podlega dyskusji fakt, że stanowi modelowy
przykład parodii polityki równościowej, która zamiast wspierać tych,
którzy nie ze swojej winy mają niższe szanse w jakiejś dziedzinie,
wylewa – nomen omen – dziecko z kąpielą. Bardziej jednak mnie
zastanawia, że nikogo nie oburza inny aspekt całej sprawy. Ten, gdzie
urzędnik państwowy próbuje wpływać na działania prywatnego przedsiębiorcy, który nie robi niczego, co wykraczałoby poza granice
prawa, a wszystkich i tak bardziej dziwi tamten pierwszy debilizm, a ten
drugi już nie.
Pisałem o tej
przedziwnej niekonsekwencji już kilka razy, chociażby przy okazji
dyskusji nad tzw. „stałą ceną książki”. Jeśli ktoś prowadzi prywatny
biznes - np. właśnie sklep z książkami, to ma prawo te książki
sprzedawać komu chce i za ile chce. Za pół ceny "okładkowej", za ćwierć
ceny, a nawet za czapkę śliwek, gdy ma taką fantazję. Podobnie jeśli
sprzedaje pomarańcze, ołówki albo wapno gaszone. A jeśli państwo mu
narzuca, komu albo za ile może te książki czy pomarańcze sprzedawać,
jakie rabaty stosować i kiedy, to już nie jest jego prywatny biznes,
tylko w połowie państwowy, czyli jakiś wykoślawiony, pełzający
socjalizm.
I to się tyczy każdej
dziedziny i branży. Jeśli ktoś ma restaurację, to ma prawo w określone dni
nie wpuszczać do niej np. rodziców z małymi dziećmi (był taki przypadek
niedawno, bodaj w Poznaniu, i ogromna burza w soszalmidjach) albo ludzi,
którzy noszą skarpetki do sandałów. Tak jak gdy ktoś prowadzi
drukarnię, piekarnię, albo studio tatuażu i ma zachciankę, aby we wtorki
nie obsługiwać gejów, a w piątki katolików, sympatyków PSL-u albo ludzi
o innym kolorze włosów niż czerwony. I nikomu nic do tego! Bo to jest
jego prywatny biznes, on jest panem swojego losu, ryzykuje własnymi
pieniędzmi i jeśli się powszechnie nie spodobają takie zachcianki
właściciela, to po prostu zbankrutuje, w dodatku owiany infamią we
wspomnianych soszalmidjach.
Podobnie
zatem z lodziarnią. Pani z Pszczyny może swoje lody rozdawać za darmo
dzieciom z czerwonym paskiem, ze szczególnymi osiągnięciami w sporcie,
albo tym, którzy mają na świadectwie trójkę z plusem wyłącznie z
geografii. Może rozdawać je za jeden grosz we wtorki tym, które mają
plecak z Topolino (znanym u nas lepiej pod ksywą „Myszka Miki”), w środy
- opaskę z logo Kociego Domku Gabi, w czwartki - zeszyt z Pettersonem i
Findusem, a w dni parzyste - buty z licencją Psiego Patrolu.
I
pani Rzecznik Praw Dziecka ma się od tego odfasolić, bo to nie jest jej
interes. Dzieci są różne. Jedne zawsze będą zazdrościć innym i źle
znosić porażki, inne wszczynają histerię, gdy rodzeństwo dostaje
prezenty i im też trzeba coś na szybko skombinować. Jedne uważają tych
dobrze uczących się za szkolny "gorszy sort", "kujonów" i "fizoli", a
jeszcze inne mają to wszystko w sempiternie. Żadnym z nich jednak nie
pomoże, gdy takie niedźwiedzie przysługi będzie im robić kobita, która
powinna stać na straży ich praw, a nie emocji. I która powinna się
wcześniej zastanowić, policzyć do dziesięciu i wypić szklankę zimnej
kranówy, zanim pojedzie pogadać z właścicielką takiej lodziarni jak ta w
Pszczynie.
Bo w przeciwnym
razie, to prywatni przedsiębiorcy zaczną się zastanawiać, czy jest sens
prowadzić prywatną działalność w państwie, gdzie urzędnicy kręcą takie
lody.
5. czerwca 2026, 15:21 CEST, 52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego
niedziela, 31 maja 2026
"Jedna bitwa po drugiej"
Prawdopodobnie nie pojmuję kunsztu reżysera Paula Thomasa Andersona (podobnie jak nie rozumiem fenomenu niejakich braci Coen), ponieważ w nagrodzonym niedawno Oscarem filmie "Jedna bitwa po drugiej" czegoś wyraźnie mi brakuje.
piątek, 8 maja 2026
och, Karol...
Wydawało mi się, że żyję już wystarczająco długo, aby jakikolwiek poziom głupoty czy populizmu w polityce mógł mnie zadziwić, nawet jeśli obecny lokator pałacu przy Krakowskim Przedmieściu wyznacza w tej materii zupełnie nowe horyzonty, a każdy jego poprzednik urasta przy nim do miana męża stanu. Gdy jednak zobaczyłem tę łamiącą wiadomość, naprawdę pomyślałem w pierwszej chwili, że to jest żart albo coś parodystycznego typu AszDziennik. Bo przecież nie można być aż takim ignorantem...
Pytanie sugerujące jest jedną z najpoważniejszych zbrodni jaką można popełnić w niemal każdej nauce, która wykorzystuje i opracowuje materiał zebrany od ludzi. Od socjologii, przez psychologię, prawo, kryminologię, ekonomię, marketing, po historię, w zakresie której pan prezydent jest podobno doktorem... Podstawowe prawo ogólnej metodologii nauk (wszelkich!) głosi, że garbage in = garbage out, czyli jeśli niechlujnie zbudujesz kwestionariusz albo nieudolnie przeprowadzisz badanie, to dostaniesz śmieciowe wyniki, bo tak to po prostu działa. I za takie coś się wylatuje z sali już na pierwszym roku studiów dowolnej z tych nauk, po czym od razu biegnie się na trawnik przed uczelnią szukać tam indeksu, który w międzyczasie wyleciał oknem. Nawet jeśli owo pytanie sugerujące jest opakowane w jakiś leksykalny kombinezonik, który większości respondentów wyda się niewinny (np. konstrukcja typu: "Jak bardzo jesteś zadowolony z działania naszego serwisu?"), a mimo to jest wybitnie sugestywny.
Natomiast tutaj nikt nie próbuje nawet ukrywać, że to ordynarne pytanie jest z wbudowaną tezą. I to jest jak cios pięścią w ryj dla każdego, komu zostanie zadane. Głupota level Trump do potęgi fąfnastej. Dno Rowu Mariańskiego i jeszcze kilometr cuchnącego mułu. Socjalistyczna anegdotka z tematem wypracowania szkolnego dla uczniów ("Napisz dwie strony o tym, kto jest twoim największym autorytetem i dlaczego Lenin") przynajmniej była zabawna...
Niech sobie pan prezydent organizuje referendum, jego święte prawo. Ale niech zada w nim normalne, obiektywne pytanie (np. "Czy jest Pan/i za realizacją unijnej polityki klimatycznej?"), a nie takie koszmarki dla ćwierćinteligentów, którym trzeba w treści pytania przypomnieć, co mają myśleć w kwestii postawionego zagadnienia. I jeśli ktoś w ogóle rozważał to wszystko na poważnie, a nie tylko jako podpałkę do politycznego okładania się gumowymi młotkami w studiach telewizyjnych, to takie referendum oznaczać będzie olbrzymią stratę publicznych środków, bo jego wyników nawet nie trzeba liczyć - z góry wiadomo jaki będzie wynik (i będzie to tak zwany w statystyce "efekt podłogi"). Równie dobrze można zapytać ludzi: "Czy chcesz być brzydki, chory i ubogi?", a potem naiwnie zastanawiać się, jak wielki będzie odsetek przeczących odpowiedzi...
7. maja 2026, 15:08 CEST, 52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego
wtorek, 28 kwietnia 2026
unholy proliferance
Fizyka jest nieubłagana. Samochód poruszający się z prędkością 70 kilometrów na godzinę w ciągu sekundy pokonuje około 19 metrów drogi. Z czego nietrudno wyciągnąć wniosek, że gdyby kierowca, który kilka dni temu śmiertelnie potrącił pod Sosnowcem posła Lewicy zasłabł sekundę wcześniej lub sekundę później, do tragedii by w ogóle nie doszło. Mitsubishi wjechałoby do rowu dobrych kilka metrów przed lub za rowerzystą, a parlamentarzysta zamiast ofiarą, stałby się pewnie bohaterem, gdyż od razu mógłby wezwać pomoc i sprawdzić co z pechowym kierowcą. Ale facet z Mitsubishi zasłabł dokładnie w tej sekundzie pomiędzy i to właśnie poseł miał ekstremalnego pecha…
piątek, 10 kwietnia 2026
filary cywilizacji
W telewizjach informacyjnych żenada wylewa się z ekranu nader często (zwłaszcza, gdy jakiś jełop od tych pasków na dole nazwie niemiecki land "Nadrenią-Palestynatem"), ale są dni, gdy wylewa się wyraźnie bardziej, a jednym z takich dni jest Wielka Sobota. Dwa zjawiska są wtedy w owych serwisach irytujące. Jednym jest arcysztampowy sposób relacjonowania obrzędów religijnych tego dnia, czyli zagadywanie "przypadkowo napotkanego" pacholęcia, co ma w koszyku z tzw. "święconką", oraz zgrabne unikanie arcypogańskiego rodowodu czynności "święcenia pokarmów", aby pewnie przypadkiem nie zapłodnić widza jakimś niewygodnym dysonansem.
wtorek, 13 stycznia 2026
wyższa matematyka
Matematyka jest wszędzie - powiadają popularyzatorzy nauki i co bardziej pomysłowi nauczyciele tej dziedziny wiedzy. To prawda, a w dodatku ta prawidłowość wykazuje pewne cechy sezonowości. Dla przykładu, w styczniu w Polsce najwięcej matematyki jest... na drzwiach. Co rusz można na nich dostrzec tajemnicze równanie z trzema niewiadomymi.










