piątek, 10 kwietnia 2026

filary cywilizacji

W telewizjach informacyjnych żenada wylewa się z ekranu nader często (zwłaszcza, gdy jakiś jełop od tych pasków na dole nazwie niemiecki land "Nadrenią-Palestynatem"), ale są dni, gdy wylewa się wyraźnie bardziej, a jednym z takich dni jest Wielka Sobota. Dwa zjawiska są wtedy w owych serwisach irytujące. Jednym jest arcysztampowy sposób relacjonowania obrzędów religijnych tego dnia, czyli zagadywanie "przypadkowo napotkanego" pacholęcia, co ma w koszyku z tzw. "święconką", oraz zgrabne unikanie arcypogańskiego rodowodu czynności "święcenia pokarmów", aby pewnie przypadkiem nie zapłodnić widza jakimś niewygodnym dysonansem. 

A drugim zjawiskiem jest antycypowanie politycznych kłótni w rodzinnym gronie w dniu następnym. Serio, włączając dowolny kanał informacyjny w Wielką Sobotę, szansa że natknie się na rozmowę z "ekspertem" o tym jak uniknąć scysji o politykę przy świątecznym stole jest równie duża, jak szansa na przypadkowe trafienie na emisję "Znachora" (tego z Bińczyckim) w pierwszy dzień Świąt.
 
Tegorocznym "zwycięzcą" był Polsat News, który usadził aż cztery osoby w studiu i zorganizował konkretną debatę na ten temat! Od banałów i dowodów anegdotycznych parowało bardziej niż w "Hell's Kitchen" podczas dnia sous vide, a jeden z zaproszonych gości wypalił, że u niego w rodzinie była niedawno taka sytuacja, że "już po 30 sekundach zeszło na politykę w rozmowie przy świątecznym stole". I wprawdzie "się nie pokłócili" (no bo jakże inaczej, gość z telewizji to nie byle pospólstwo!), ale fakt jest faktem. A "podziały w narodzie" mają się dobrze.
 
Wylewanie przez TVN24, PolsatNews i TVPInfo łez nad tymi podziałami i radzenie widzom jak ich uniknąć jest czynnością godną krokodyli różańcowych (to - uwaga dla tych, którzy spali na lekcjach biologii - największe z tych gadów, a nie niezgrabna aluzja do chrześcijańskich świąt) i ich łez. Oraz hipokryzją jak stąd do Australii (tam - uwaga jak wyżej - żyją owe wielkie krokodyle). Bo przecież to właśnie media i kanały informacyjne do tych podziałów się najbardziej przyczyniły. One na nich najbardziej korzystają, bardziej nawet niż politycy - bo u tych ostatnich przynajmniej, gdy jednemu rośnie, to drugiemu spada, a telewizjom rośnie wszystkim, im bardziej "wybrańcy narodu" naparzają się werbalnie po mordach. To telewizje informacyjne, od prawa do lewa, żyją z politycznych kłótni i hałaśliwych pasków informacyjnych, zwłaszcza od sławetnych wyborów 2005 roku, gdy dwie partie wyrosłe z tego samego, postsolidarnościowego rdzenia, miały rządzić wspólnie i w porozumieniu, w ramach koalicji PO-PIS, ale ponieważ przy urnach kolejność była odwrotna niż w sondażach, posprzeczały się karczemnie, a dzisiaj są wręcz jak niebo i ziemia, jak dzień i noc - dwoma przeciwstawnymi biegunami w społecznym odbiorze. 
 
Ale ten odbiór nie bierze się z księżyca. To telewizje informacyjne lubują się w usadzaniu naprzeciw siebie najbardziej krewkich, najbardziej temperamentnych i najbardziej ortodoksyjnych przedstawicieli "wrogich" ugrupowań. I niby oburzają się prowadzący w drogich garniturach, gdy któryś gość wyjdzie ostentacyjnie ze studia, niby płonią się im lica niczym dziewiętnastowiecznym pensjonarkom, gdy lecą grube słowa od prawicy do lewicy i vice versa, ale w duchu się cieszą, bo ich stacjom oglądalność rośnie jak pszenica na czarnoziemach. A gdyby sobie jeszcze panowie posłowie przyłożyli tak konkretnie po facjatach, jak to się czasem dzieje w parlamentach krajów Trzeciego Świata albo na Ukrainie, to już w ogóle za konsoletą strzelałyby korki od win musujących.
 
I oni mają czelność użalać się nad upadkiem moralności w publicznej debacie i nad politycznymi kłótniami przy rodzinnych stołach...
 
Doskonale widzi to na przykład kardynał Grzegorz Ryś, który przedwczoraj podczas nabożeństwa w Kalwarii Zebrzydowskiej, zauważył trzeźwo, że "przesuwamy granice zła, nienawiści, niechęci. To, co dzisiaj w życiu publicznym uznaliśmy za normę, jeszcze 20 lat temu dla naszych rodziców było kompletnie niewyobrażalne"
 
Kardynał wie, co mówi, bo sam pada ostatnio ofiarą nienawiści, w związku z niedawno wystosowanym listem Konferencji Episkopatu Polski, pod którym - jako jeden z ponad setki sygnatariuszy - się podpisał. Korzystając z okazji, warto chociaż raz przyklasnąć biskupom, którzy zwykle - jako episkopalne gremium - zajmują się albo zbyt nachalnym zaglądaniem wiernym do łóżek, albo tych wiernych usypianiem, emitując kilka razy w roku listy pasterskie, odczytywane później na mszach świętych zamiast kazania, a składające się z fraz ("transcendentne zanurzenie się w boskiej tajemnicy zbawienia winno ubogacać naszą wiarę w Chrystusie Panu podczas tego doczesnego, ziemskiego pielgrzymowania"), których pustosłowie działa lepiej niż najsilniejsza dawka melatoniny.
 
A tym razem napisali coś mądrego i życiowego (na przykład, że "antysemityzm to grzech"). Chociaż nieszczególnie akurat odkrywczego, gdyż nawet niewierzący a w miarę zorientowany w świecie człowiek wie z pewnością, że Chrystus każdy przejaw nienawiści czy wrogości, więc również nienawiść wobec grupy etnicznej czy wspólnoty wyznaniowej, uważał za grzech i obrazę Boga. Widocznie napisać to jednak należało, bo już chyba niedaleki jest czas, gdy większość adresatów listu zacznie uważać niechęć do Żydów za "polską rację stanu" czy wręcz objaw "polskiego patriotyzmu". A może nawet uzna arbitralnie, że Jezus i jego Matka byli Polakami (bo przecież Matka Boska Częstochowska, a Częstochowa gdzie? w Izraelu leży?).
 
Każdemu się może wydawać co chce, ale śmiesznie się jednakowoż obserwuje jak ludzie, którzy w kościele bywają tylko dwa razy w roku (na Pasterkę oraz na "święcenie pokarmów" w Wielką Sobotę, a i tak wtedy stoją za filarem i ględzą ze szwagrem o ostatnim meczu "kolejorza" czy innej "gieksy"), recenzują teologiczne tezy hierarchów, nazywają ich "judeobiskupami" (sic!) i oskarżają ich o herezję (!), WIEDZĄC "LEPIEJ" od historyków Kościoła i doktorów teologii, co jest zgodne z tego Kościoła nauczaniem i kto według nauczania Kościoła ma szansę na zbawienie, a kto nie.
 
Tak samo to żenujące jak te PolsatyNews, które najpierw nakręciły polityczne podziały, by teraz radzić, jak ich uniknąć. I jak technologiczni giganci, którzy najpierw uzależnili nas od instagramów i tik-toków, a teraz oferują nam aplikacje mające na celu ograniczenie czasu spędzanego w mediach społecznościowych, monitorowanie aktywności oraz "zwiększenie produktywności". 
 
Tylko że to z tymi Żydami i rzekomą herezją biskupów to prywatne poglądy różnych domorosłych specjalistów od teologii i prawa kanonicznego, więc ich nie pokazują w telewizji, dopóki ktoś się sam takimi "mądrościami" ze światem sam nie podzieli. A jak mawia stare porzekadło, lepiej milczeć i tylko uchodzić za głupiego, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości.
 
5. kwietnia 2026, 18:50 CEST,  52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego 
 

Brak komentarzy: