sobota, 9 stycznia 2016

o roku ów!

Sytuacja społeczno-polityczna za oknami aż prosi się o teksty w nurcie "aszdziennikowej" fiction, a ja paradoksalnie nie mam aktualnie na tę stylistykę pomysłów. Zresztą, przełom roku to akuratniejszy czas na mniej i bardziej egzaltowane podsumowania minionych dwunastu miesięcy. Te w sferze kultury zawsze wywołują u mnie podejrzenia o podwójną pretensjonalność ich autorów. Nie sposób przecież obejrzeć/przeczytać/wysłuchać wszystkich filmów/książek/płyt/dzieł pozostałych najróżniejszego autoramentu, jakie się w danym roku ukazały. Nie sposób też wyzbyć się do cna wszystkich pokładów subiektywizmu (by nie przywoływać myślicieli, którzy na gruncie filozofii dowodzili, że to wręcz fizycznie niemożliwe). Bezcelowe jest jednak drążenie, ile książek przeczytali autorzy rankingu "10 najlepszych książek 2015 roku" w medium dowolnym, i w związku z tym stawianie pytań na ile rzetelny jest ich ranking, skoro nie obejmuje całości materii (nie uwierzę, że przeczytali wszystkie wydane). W gatunku zabaw umysłowych pozostaje wyobrażanie sobie hipotetycznej sytuacji, jak to po fakcie (czyli po opublikowaniu rankingu) jednemu z jego twórców wpada w ręce książka, która ukazała się w roku rzeczonym, a która tym rankingiem teraz poważnie chwieje...

Blog z definicji subiektywizmem przesiąka tak, że wirtualny papier na którym spisane są niniejsze słowa należałoby suszyć przynajmniej raz w tygodniu. Dlatego jest idyllicznie wręcz wolny od przytoczonych wyżej dylematów. Co więcej, autor bloga może sobie aspirować do czego mu się żywnie podoba, a powszechnie przyjęte założenie, że bloger pisze sobie tylko "internetowy pamiętnik", broni go od wszystkich zarzutów o jakiekolwiek uzurpatorstwo. Oczywiście, tej władzy która teraz jest, zapewne niespecjalnie taki stan rzeczy się podoba. I być może wskrzeszą stary pomysł, aby każdy blog traktować jak gazetę drukowaną, a co za tym idzie - nad każdym blogerem ustanowić nadredaktora pilnującego, ale zanim do tego dojdzie, to jeszcze trochę członków zarządów i rad nadzorczych nad Wisłą popłynie. A gdy wreszcie moją pisaninę będzie cenzu... pardon... redagował merytoryczny opiekun z "Frondy Lux", zacznę składać zdania tak, żeby nikt nie zrozumiał. Joycem się oczywiście (jeszcze) nie tytułuję, a strata dla ogółu będzie i tak niewielka.

Tymczasem mam ochotę stworzyć ranking czegoś, na czym niespecjalnie się znam, ale co jest mi szczególnie bliskie. Pod względem pierwszego warunku, nie odbiegam znacznie od wielu autorów medialnych podsumowań, a drugi warunek, niczym pani Ordonówna, mi wszystko wybaczy.

Rok 2015 był na fińskim rynku muzycznym okresem wyjątkowym. Oto bowiem już dawno się nie zdarzyło, aby w jednym roku nowe albumy wydali niemal wszyscy giganci tamtej sceny, zespoły które dźwignęły fińską muzykę na ponadlokalny poziom, ludzie którzy osiągnęli sukces w Europie, a niektórzy i na świecie, mimo że to, co grają, nie jest kierowane do stacji radiowych i nie schlebia gustom (ależ to śliczna fraza) najbardziej masowego widza. Zachwycamy się bowiem casusem naszego Behemotha czy Vadera, które grają wprawdzie coś, czego nikt nie rozumie, ale mają rzesze fanów na całym świecie. Gdy tymczasem po drugiej stronie Bałtyku leży sobie państwo o ośmiokrotnie mniejszej od Polski liczbie ludności, gdzie tych zespołów podbijających płytowe półki i koncertowe sale all over the world, są całkiem pokaźne dziesiątki. I właśnie tak się teraz wydarzyło, że większość z owych eksportowych fińskich produktów, w 2015 roku nagrało nowe materiały. Amorphis, Nightwish, Children of Bodom, Ensiferum, Stratovarius czy Waltari sprzedały na świecie pewnie kilkakrotnie więcej krążków niż ich ojczyzna liczy mieszkańców, a przede wszystkim otworzyły drzwi dla swoich następców. Z istniejących jeszcze (czyli nie rozwiązanych) grup, zabrakło w minionym roku nowych płyt zaledwie kilku wybijających się grup. Przede wszystkim największej sensacji ostatnich lat czyli Ghost Brigade (bodaj najbardziej dojrzałego aktualnie zespołu z Kraju Tysiąca Jezior; może tylko Amorphis mógłby się z nimi równać); zabrakło jeszcze Finntrolla, Amoral, Wintersun (na ich kolejne dokonania trzeba będzie pewnie czekać dłużej niż na "Chinese Democracy" Guns'n'Roses, ale nic to) i już bardziej skierowanych do masowego odbiorcy HIM, The Rasmus, The 69 Eyes, Sunrise Avenue czy Lordi.

Kogo zatem stać było na odkrywcze pomysły, a kto tylko odcinał kupony od minionych sukcesów?

10. Ensiferum - "One Man Army" (Metal Blade, styczeń 2015)
Trawestując stary mem, Ensiferum skończyło się na "From Afar", czyli ponad sześć lat temu. Trochę przykro, bo stało się to jakby samo z siebie. Ani nie było większych roszad w składzie, ani żadnemu z liderów nie ukazał się w przypływie mocy twórczej Chrystus czy Hitler (jak to niektórym wybitnym muzykom w tamtym rejonie się przytrafiało). Wygląda więc na to, że Markus Toivonen i jego koledzy się twórczo wypalili. Po wspomnianym "From Afar", które zmuszało do szukania godzinami własnej szczęki na podłodze, było jeszcze "Unsung Heroes" - coś na granicy pomiędzy "przyzwoite" a "przeciętne", ale "One Man Army", mimo podniosłej - jak zwykle - oprawy, jest po prostu dość słabą płytą. Szkoda.

9. Waltari - "You Are Waltari" (Rodeostar Records, luty 2015)
O Waltari można by napisać niejedną książkę i jedna, zdaje się, już powstała. W trzech słowach: najbardziej zwariowany zespół świata, który w okresie niemal 30 lat na scenie zdążył już wymieszać ze sobą wszystkie (sic!) istniejące gatunki muzyczne i wymyślić do tego jeszcze kilka własnych. Co jednak równie istotne, nigdy nie brakowało im także pozamuzycznych pomysłów. Na najnowszej płycie też ich nie brakuje: od tytułu płyty (który wydaje się hołdem dla fanów), przez okładkę (na której Kartsy wygląda jak milion dolarów po denominacji) i fakt zatrudnienia aż czterech gitarzystów, aż po występ w teledysku do "Only The Truth" legendy filmów porno - Rona Jeremy'ego (i to w jakiej roli!). A muzycznie jest tak sobie. Są dobre momenty, chociaż wolę ostatnie solowe projekty Kartsy'ego. A te zwariowane pomysły też zresztą jakieś 15-20 lat temu były jakby bardziej zwariowane.

8. Children Of Bodom - "I Worship Chaos" (Nuclear Blast, październik 2015)
Może to i najostrzejsza ich płyta od lat, jak głosiły recenzje. Może zwolnienie drugiego gitarzysty i fakt, że Alexi Laiho wziął na siebie całą robotę w tej kwestii nawet wyszło grupie na dobre, jak twierdzą niektórzy. Ja do obiektywności w temacie kultury i sztuki nigdy nie aspirowałem, ale w przypadku "Dzieciaków" nie ma mowy nawet o jej szczypcie. Jeśli bowiem pierwszą usłyszaną metalową płytą było "Follow The Reaper", jeśli kilka lat później zakochało się w każdym dźwięku z "Hate Crew Deathroll", jeśli na cały regulator słuchało się swego czasu początku "Living Dead Beat", to już wszystko później, czegokolwiek by nie stworzyli, będzie "nie takie jak kiedyś". Mimo, że najnowsze dzieło jest naprawdę solidne.

7. Stratovarius - "Eternal" (Edel, wrzesień 2015)
Oni z kolei przeżywają już nie drugą, a trzecią albo i czwartą młodość. Z najodleglejszych początków grupy nie ma już nie tylko nikogo z muzyków, ale nawet nazwy i stylu. Najstarszy stażem jest chyba Kotipelto, który przyszedł przed nagraniem czwartego albumu. "Eternal" jest piętnasty. W międzyczasie, jak w dobrym hollywoodzkim filmie, zespół zaliczył bodaj wszystkie życiowe zakręty i koleje losu. W tej sytuacji sukcesem byłoby już to, gdyby grali tak, że dałoby się tego słuchać bez większego bólu zębów. A oni grają znacznie lepiej. Poprzednia płyta ("Nemesis") była wręcz rewelacyjna. "Eternal" jest jednak małym zwrotem, jakby ukłonem w stronę czasów Tolkkiego. Nie jest to złe, produkcja jest świetna, słucha się lekko, łatwo i przyjemnie, wolałem jednak chyba, aby nadal kroczyli drogą brzmieniowych eksperymentów z trzech poprzednich albumów.

6. Nightwish - "Endless Forms Most Beautiful"  (Nuclear Blast, marzec 2015)
Krytycy przyjęli rzecz entuzjastycznie, ja - znacznie gorzej. Chociaż to nie jest zła płyta, skądże! Momentami jest znakomita, przynajmniej połowa ścieżek to przeboje z miejsca, po pierwszym przesłuchaniu ("Elan", "My Walden", "Alpenglow", "Shudder Before The Beautiful"). Problem jednak w tym, że Tuomas Holopainen poprzednimi dokonaniami zawiesił sobie poprzeczkę tak wysoko, że nawet ktoś o jego skali geniuszu, zaczął mieć problem, aby ją przeskoczyć bez wyrżnięcia głową w szklany sufit. Pies pogrzebany mówi, że najnowszy album to nie jest krok naprzód. Że niektóre pomysły aż kłują w oczy wtórnością (vide zamykający album, kilkunastominutowy kombajn). Pytanie tylko, czy na ścieżce, którą obrał Tuomas jest jeszcze możliwość wymyślenia czegokolwiek nowatorskiego, zrobienia jakiegokolwiek kroku do przodu...? Ten album dowodzi, że nie, ale jeśli wbrew temu jednak jest jeszcze jakiś proch do wymyślenia, to właśnie ten facet go wymyśli.

5. Wolfheart - "Shadow World" (Spinefarm, sierpień 2015)
Wolfheart ma, wbrew słowo i intencjom lidera i założyciela, jedno proste zadanie. Koić smutek po nieodżałowanym Before The Dawn. I wprawdzie nie ma już unikalnego, niedoścignionego przenikania się wokali Tuomasa i Larsa (bo nie ma Larsa), ale dźwięki są podobne. A niektórym, jak niżej podpisany, to w dużym stopniu wystarcza. Chociaż ani muzyka Wolfheart, ani płyta (ani nawet nazwa) odkrywcze nie są, to charyzma i techniczne umiejętności Tuomasa robią tak zwaną różnicę. Mi się tego bardzo dobrze słucha. Wam jednak nie daję gwarancji.

4. Swallow The Sun - "Songs From The North I, II i III"  (Century Media, listopad 2015)
Jaką trzeba mieć pewność siebie (albo tupet), żeby w tych czasach, gdzie gros płyt trwa krócej niż szkolna lekcja, a do radia nie ma szans przedostać się cokolwiek, co trwa dłużej niż cztery minuty, nagrać album potrójny. Niemal trzy bite godziny muzyki! W dodatku z pomysłem, bo każda odsłona trochę się od pozostałych różni stylem i przesłaniem. Chociaż oczywiście o większych zaskoczeniach nie może być mowy. Swallow The Sun to nadal niedoścignieni mistrzowie melancholii, Mikko Kotamaki nadal śpiewa tak, że ludzie z depresją powinni unikać jego głosu jak ognia. Jeśli komuś spodobała się którakolwiek z poprzednich płyt STS, spodoba się i najnowsza. Aczkolwiek ocierające się niemal o akustyczne granie "Pray For The Winds To Come" (nawiasem mówiąc, jedna z najciekawszych pozycji w albumie), to strona, od jakiej wcześniej panów z STS nie znaliśmy.

3. The Man-Eating Tree - "In The Absence Of Light"  (Ranka Kustannus, luty 2015)
Ależ to jest zaskoczenie! Zespół, jakich obecnie jest na pęczki, a w Finlandii to i na całe stragany, nagrał znakomity album. Tym większe brawa, że nie jest to debiut, a płyta bodaj czwarta, gdy pewne symptomy braku kreatywności lubią się już uwidaczniać. Grupy nie tworzą wprawdzie ludzie znikąd. Za perkusją zasiada Vesa Ranta - prywatnie zdolny grafik komputerowy, szerzej jednak znany z faktu tworzenia przez lata jednego z fińskich zespołów wszech czasów, legendarnego Sentenced. Z kolei za gitary odpowiada Janne Markus, wcześniej współpracujący z wokalistą Sentenced Ville Laihialą w całkiem dobrze przyjętym projekcie pod nazwą Poisonblack. Man-Eating Tree muzycznej Ameryki nie odkrywa. Coś dla siebie znajdą tu i fani Sentenced, i niemal wszystkich zespołów spod znaku melodyjnego metalu z fińskiej grządki. A przebojowy "Death Parade" przypomniał mi nawet dokonania zapomnianego już chyba Suburban Tribe.

2. Amorphis - "Under The Red Cloud"  (Nuclear Blast, wrzesień 2015)
To powinno być miejsce pierwsze, ale Esa Holopainen i jego drużyna mieli pecha nagrać ten album w roku, w którym twórczo uaktywnił się Jani Liimatainen, o czym poniżej. Amorphis też przeżywa trzecią młodość, ale jeszcze wznioślej niż wzmiankowany Stratovarius. Ich dojrzałość, pewność siebie, dopracowanie stylu, pomysły - trudno znaleźć słowa uznania. Ćwierć wieku na scenie, trzeci wokalista, dwunasta płyta, a niewiele pomyliłbym się, gdybym zaryzykował stwierdzenie, że nigdy nie grali lepiej niż dziś. Owszem, jak niemal każdy zespół mieli w karierze zakręty, ale pokażcie mi tego, kto wyszedł z nich bardziej wzmocniony niż Amorphis. Tomi Joutsen jest losem na loterii wygranym przez Esę H., wokalną ekstraklasą w skali światowej (a ja kiedyś płakałem po Pasim Koskinenie...). Najnowsze dzieło jest za to jeszcze bardziej dopracowaną wersją "Circle", którą obwołałem przecież płytą 2013 roku. Zaczyna się marzycielską melodią i wprowadza słuchacza w taki stan, który trudno opisać słowami. Delicje, po prostu delicje i tyle w tym temacie.

1. Cain's Offering - "Stormcrow"  (Frontiers Records, maj 2015)
Napisać, że Jani Liimatainen jest genialnym kompozytorem (i gitarzystą zresztą też) będzie banalnie naiwne, niczym wypracowanie wziętego gimnazjalisty, ale co można poradzić na fakt, że to prawda. Czegokolwiek się facet nie dotknie, zamienia się w czyste złoto. Lista zespołów, które spadły z piedestału w otchłań gdy tylko Jani je opuścił, jest długa niczym paragon z "Biedronki" (by na Sonacie Arctica i Altarii poprzestać). Długo wydawało się, że Cain's Offering będzie jednorazowym wystrzałem, że na wydanym w 2009 roku "Gather The Faithful" kariera tego projektu rozpocznie się i zamknie zarazem. Tym większe było zaskoczenie, że "Stromcrow" w ogóle przyszedł na świat. Na płycie zaskoczenia już być nie mogło. Jani potwierdza, że nie ma w tej chwili konkurencji. Tworzy swój własny, niedościgniony, dopracowany w każdym calu styl. Płyta jest perfekcyjna od pierwszej do ostatniej sekundy, produkcja powala na kolana. Pod względem melodii, energii, przebojowości, warstwy tekstowej, w stosunku do znakomitego przecież debiutu grupy, "Stormcrow" jest milowym krokiem naprzód. Nie jest to ani styl Stratovariusa, ani Sonaty czy Altarii. Z każdego z tych zespołów Jani wziął to, co najlepsze, niczym te dwa herbaciane listki z samego czubka krzewu, doprawił rzecz własnym, ponadczasowym, talentem, i tym właśnie jest "Stormcrow" (skoro już podejmuję się jakiegokolwiek opisu słowami, choć to z góry skazane na klęskę). Nawet ludziom "uczulonym" na wokal Kotipelto, których przecież nie brakuje, rzecz powinna się spodobać. Wziętym fanom, jak niżej podpisany, taki na przykład "On The Shore" może wręcz wycisnąć z oczu łzy. O obiektywności, jak wspomniałem wyżej kilkukrotnie, nie może być mowy, ale dla mnie to będzie pewnie album dekady. Chyba, że przed jej końcem Liimatainen jeszcze coś wyczaruje...

9. stycznia 2016, 23:07 CET,  52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego

czwartek, 22 października 2015

wróg u bram!

Dzień dobry Państwu! Witamy w kolejnym odcinku programu "Tomasz Lis zażywa". W dzisiejszym wydaniu Tomasz Lis będzie zażywał tabakę, a przy okazji porozmawia z zaproszonymi gośćmi na temat, który od wielu tygodni rozpala naszą wyobraźnię i budzi zrozumiałe emocje. Chodzi oczywiście o problem uchodźców z krajów muzułmańskich, którzy tłumnie szturmują Europę. Spróbujemy dziś wypracować jakieś rozwiązanie, a prowadzący już do państwa zmierza...

[Lis]: Dzień dobry, dzień dobry, witam wszystkich serdecznie! Nazywam się Tomasz Lis, a moimi dzisiejszymi gośćmi będą politycy, ludzie z pierwszych stron gazet, oraz prawdziwi eksperci w tematyce migracji oraz znawcy problematyki bliskowschodniej. W pierwszej części programu porozmawiam z przedstawicielami wszystkich najważniejszych opcji politycznych w naszym kraju. Partię rządzącą, Plandekę Obywatelską, reprezentuje Anna Owocówka, która jest także rzeczniczką sztabu wyborczego pani premier Ewy Piłkarz. Największą partię opozycyjną, Brawo Niesprawiedliwość, reprezentuje z kolei pan poseł Achim Czyściński. Jest wśród nas również pan poseł Eugeniusz Problemik, Polskie Szkodnictwo Ludowe. Dalej, pan Janusz Chłodzipies ze Zniewolonej Lewicy. I wreszcie, pan Przemysław Vip-Ler, kiedyś Brawo Niesprawiedliwość, a obecnie partia KOR-Zwyciężaj! Powitajmy wszystkich gorącymi brawami!

Szanowni Państwo, musicie przyznać, że problem ten przerósł nasze wyobrażenia. Uchodźcy, imigranci, maszerują tysiącami, kolejne kraje zamykają swoje granice, kolejne rządy stawiają mury, płoty; obserwujemy obrazki, które dotąd w Europie były niemal nieznane. Unia Europejska nakłada na nas obowiązek przyjęcia pewnej liczby uchodźców, nie wiemy jeszcze czy będzie to kilka tysięcy, czy może kilkanaście. Co z kolei spotyka się z oporem większości polskiego społeczeństwa. Polacy mówią dość wyraźnie: "Nie chcemy tu imigrantów". Pani poseł, tu zwracam się do pani Anny Owocówki, dla ekipy rządzącej jest to tym większe wyzwanie i tym trudniejszy problem do rozwiązania. Jak pani partia, jak premier Ewa Piłkarz, zamierza rozwiązać ten dylemat? Gdy z jednej strony mamy nasze zobowiązania wobec Unii Europejskiej, a z drugiej strony tak wyraźny sprzeciw opinii publicznej wobec imigrantów...

[Owocówka]: Szanowny panie redaktorze, szanowni państwo. Pragnę państwu z całą mocą zaznaczyć, że nie ma tutaj żadnego dylematu. To jest oczywiście poważny problem, dla całej Europy, ale w tej trudnej sytuacji okażemy solidarność z pozostałymi państwami Unii i przyjmiemy imigrantów...

[Lis]: A sprzeciw opinii publicznej? Także wielu waszych wyborców, co pokazują sondaże, jest przeciwnych przyjmowaniu uchodźców...

[Owocówka]: Panie redaktorze, nie bez powodu nasza partia ma w nazwie "obywatelska", ponieważ my doskonale potrafimy się obywać bez naszych wyborców. Czy to oni podejmują bowiem kluczowe decyzje? Czy to oni ponoszą za nie odpowiedzialność? Nie, to my ciężko pracujemy dniami i nocami, aby Polska wrosła w siłę, a ludzie żyli dostateczniej.

[Czyściński]: Otóż to! To jest właśnie cała buta obecnej władzy i lekceważenie wyborców. Widzicie to państwo jak na dłoni. Ci ludzie są kompletnie oderwani od rzeczywistości, od problemów zwykłych ludzi. Jeżdżą po Polsce pociągami InterSyty, zza okien których nie widać biedy i ubóstwa, nie widać ruiny, w którą wpędziliście ten kraj. Zajadacie sobie kotlety z Sowy i Przyjaciół, jakieś tam kałamarniczki...

[Problemik]: Ja nigdy nie jadłem kotletów z sowy. Jak to smakuje? Jak dziczyzna czy bardziej jak kurczak?

[Chłodzipies]: To taka restauracja, Boże drogi...

[Problemik]: No wiem, że restauracja. Ale gdzie ona jest, gdzie te kotlety z sowy podają?

[Lis]: Proszę państwa, nie spotkaliśmy się, aby rozmawiać na tematy kulinarne. Pani Anno, pozwolę sobie kontynuować pytanie - większość Polaków jest przeciw przyjmowaniu uchodźców, przedstawicieli obcej nam kultury. Co by pani im powiedziała, aby ich przekonać?

[Owocówka]: Proszę państwa, to naprawdę szalenie proste. Przecież ci imigranci właśnie ubogacą naszą kulturę...

[Vip-Ler]: Ubogacą?! Pani żartuje? Będziemy mieć z nimi urwanie głowy... Dosłownie!

[Owocówka]: ....wprowadzą nowy koloryt, swoje zwyczaje...

[Vip-Ler]: Tak, nowe zwyczaje - na przykład bombki nie tylko na choinkę...

[Owocówka]: Proszę mi nie przerywać! Ja panu nie przerywałam...

[Vip-Ler]: Bo ja jeszcze nic nie mówiłem...

[Problemik]: A ja, powiem państwu, jechałem ostatnio taksówką, i taksówkarz był właśnie z tych rejonów, z których przybywają uchodźcy, i on mi się pyta, gdzie mnie ma wysadzić. Myślicie państwo, że on miał coś innego na myśli niż to, dokąd ma mnie zawieźć?

[Chłodzipies]: Ten taksówkarz był z Syrii?

[Problemik]: No nie, nie z Syrii. Powiedział mi, taką łamaną polszczyzną, że jest z Liberii. A to przecież właściwie obok Syrii, bo z Liberii, stamtąd też przecież tysiące ludzi ucieka...

[Chłodzipies]: Pan myli chyba Liberię z Libanem...

[Problemik]: Co też pan mi imputuje?! Jak mógłbym pomylić te dwa państwa? Przecież każde dziecko wie, że w Libanie rządził okrutny dyktator Kadafi. A ja mówię o Liberii!

[Lis]: Przepraszam, ale czy możemy wrócić do sedna sprawy? Pani poseł - jak rozumiem, rząd Ewy Piłkarz przyjmie każdą ilość uchodźców?

[Owocówka]: Jak właśnie zamierzałam powiedzieć, ale mi przerwano...

[Vip-ler]: Dlaczego tak bezosobowo?

[Owocówka]: Bo pan nie zasługuje na poważne traktowanie. Otóż zanim mi przerwano, zamierzałam powiedzieć, że nasz rząd przyjmie nie każdą ilość uchodźców, ale taką ilość na jaką nasze państwo będzie stać, aby ich wyżywić, wyposażyć w ubrania i artykuły pierwszej potrzeby, przy czym nie mniej niż czterdzieści tysięcy...

[Czyściński]: Czterdzieści tysięcy złotych? Na jednego uchodźcę?! Chcecie zrujnować budżet państwa!

[Owocówka]: Nie. Czterdzieści tysięcy to my uchodźców przyjmiemy. Minimum. To zamierzałam powiedzieć, zanim pan mi perfidnie przerwał. A jak pan powinien wiedzieć, za utrzymanie uchodźców zapłaci Unia Europejska i ani złotówka nie pójdzie na to z budżetu państwa.

[Czyściński]: To bujdy, nie wierzę w to zupełnie...

[Lis]: Właśnie, a'propos wiary. A ściślej rzecz biorąc - religii. Pomimo różnic religijnych, nie tylko Papież, ale nawet Epidiaskop Polski zaapelował o przyjmowanie uchodźców i otaczanie ich opieką. Brawo Niesprawiedliwość zawsze bardzo liczyło się ze zdaniem biskupów. A w tej konkretnej sprawie, jesteście im przeciwni. Jak pan to wytłumaczy?

[Czyściński]: Nasza partia, w tym zarówno pan Prezes, jak i nasza kandydatka na premiera - pani Beata Ptaszydło, potrafią krytycznie spoglądać na różne postawy i nie są od nikogo zależni, nawet od biskupów. Zresztą, gdyby pan słuchał radia "MaTwarz" albo chociaż czytał gazetę "Nasz Siennik", wiedziałby pan, że ojciec Tadeusz Podgrzybek, którego osoba jest nam bardzo bliska, pozostaje w sporze z Epidiaskopem Polski i...

[Lis]: Nie interesują nas w tej chwili spory ojca Podgrzybka z biskupami. Chciałbym natomiast dowiedzieć się, ilu ostatecznie Polska przyjmie uchodźców i jakie rząd podejmie kroki, aby mieć pewność, że nie będzie wśród nich terrorystów ani ludzi skłonnych do przemocy, zachowań agresywnych i tak dalej...

[Owocówka]: Przemocy? To są przecież miłujący pokój ludzie, uciekający przed wojną. Młodzi, starzy, całe rodziny, kobiety z dziećmi w jednej reklamówce...

[Vip-Ler]: Pani nie ma pojęcia, o czym pani mówi! Miłujący pokój? Całe rodziny? Może i są tam rodziny z dziećmi, ale to są nieliczni. Większość to młodzi mężczyźni, zdrowi, bez żon, bez dzieci. A wśród nich są ukryci islamscy fanatycy, a może i terroryści. Czy pani ma w ogóle pojęcie o islamie?! Przecież ta religia nie szanuje praw człowieka, nie szanuje innych religii, nie szanuje kobiet. Czy pani sobie zdaje sprawę, że w islamie kobieta jest traktowana niemal jak niewolnik? Że jest nic niewarta? Bo status mężczyzny jest dwukrotnie wyższy niż kobiety. Tak, tak, komentarze ajatollahów do Koranu mówią jasno, że jeśli mężczyzna wart jest bodajże 40 wielbłądów, to kobieta jest warta jedynie 20...

[Owocówka]: Nie wiem skąd pan to wytrzasnął, ale to żaden dowód na to, że kobieta jest nic niewarta. Przecież każdy wielbłąd to jest jakaś wartość, zwłaszcza w tamtych rejonach. A już 20 wielbłądów na pewno piechotą nie chodzi...

[Problemik]: A co, może jeżdżą na hulajnodze? He he!

[Chłodzipies]: Panie redaktorze, ten program to jest jakaś kompletna parodia. Przecież ci ludzie - posłowie, przedstawiciele narodu - rozmawiają o rzeczach, na których się kompletnie nie znają. I oni mają podjąć właściwą decyzję w imieniu obywateli?

[Czyściński]: Na czym się nie znamy, pana zdaniem?

[Chłodzipies]: Na niczym właściwie. Wy nie macie zielonego pojęcia o stosunkach międzynarodowych, o islamie, a pan poseł Problemik to nawet i o geografii, bo myli pan Liban z Liberią i Libią...

[Problemik]: Czepia się pan jednego przejęzyczenia... A na islamie to ja się znam bardzo dobrze, niech pana o to głowa nie boli.

[Chłodzipies]: Tak? To niech nam pan powie na przykład, dokąd uciekł z Mekki prorok Mahomet?

[Problemik]: Ależ to jest banalne pytanie! ......... Każdy głupi to wie......... No, wyleciało mi z głowy, ale to przecież taka oczywista rzecz...

[Lis]: Me... Me....

[Problemik]: No przecież wiem, że muzułmanie lubią kozy, niech pan nie robi z siebie pośmiewiska.

[Chłodzipies]: Pan redaktor stara się panu podpowiedzieć...

[Problemik]: Aha... Dziękuję, ale nie trzeba, bo przecież to jest oczywiste. Mahomet uciekł do... no, do tego... me... me... do Medyki!

[Chłodzipies]: (z ironią) Brawo! Dlaczego pan nie pisze podręczników szkolnych, tylko marnuje się w Sejmie? Niech mi pan jeszcze powie, jak się poprawnie mówi: Irak czy Iran? Ha ha ha!

[Owocówka]: Proszę nie kpić z naszego koalicjanta!

[Chłodzipies]: A co, pani jest większą znawczynią problematyki bliskowschodniej? To proszę powiedzieć, coś łatwego, na przykład jak nazywa się święty miesiąc wyznawców islamu, gdy stosują oni ścisły post od świtu do zmierzchu?

[Owocówka]: A co to, teleturniej? Ale mogę panu odpowiedzieć, proszę bardzo!... Mam to na końcu języka... To jest ten... no... kardamon!

[Chłodzipies]: To bardzo dobrze, że ma pani to na końcu języka, bo to smaczna przyprawa. A ja pytałem o ramadan. RAMADAN. Widzi pan, panie redaktorze, ci ludzie dyskutują o sprawach, o których nic nie wiedzą, oto mieliśmy dowód. Plandeka Obywatelska, Brawo Niesprawiedliwość - oni są siebie warci, biją tylko pianę, a nie mają nic merytorycznego do powiedzenia. Nie to, co my, Zniewolona Lewica, która...

[Lis]: Proszę nie robić tu teraz kampanii wyborczej. Zresztą, za chwilę będziemy mieli drugą część programu, w której spotkają się eksperci od tej tematyki. Pamiętajmy jednak, że to nie eksperci, a politycy podejmują kluczowe dla narodu i państwa decyzje. Dlatego zaprosiłem państwa właśnie, aby posłuchać, jakie wasze ugrupowania mają pomysły na rozwiązanie kwestii setek tysięcy imigrantów z krajów muzułmańskich. Ponieważ zostało nam tylko 30 sekund tej części, proszę po jednym zdaniu. Co robić z uchodźcami?

[Owocówka]: Wpuścić ile wlezie.

[Czyściński]: Nie wpuszczać, niech idą aż do Brukseli.

[Chłodzipies]: Pomagać na miarę możliwości, integrować ze społeczeństwem.

[Vip-Ler]: Gnać, gdzie pieprz rośnie!

[Problemik]: Podłożyć im świnię!

(spontaniczny aplauz widowni)

[Lis]: Dziękujemy pani posłance i panom posłom. To była pierwsza część programu "Tomasz Lis zażywa". Za chwilę przerwa, podczas której zażyję tabakę, a po przerwie na tych fotelach zasiądą eksperci od tematyki geopolitycznej, problematyki bliskowschodniej, bezpieczeństwa i obronności, oraz religii islamu. Moimi i państwa gośćmi będą:
- Sylwester Stalowy - antyterrorysta, były dowódca polskiej elitarnej jednostki GRZMOT;
- David Igrecke - dziennikarz, pisarz, twórca alternatywnych teorii dziejów świata, autor bestsellerowej książki "Przeciążenie Lwa";
- profesor Hero d'Ot - nasz stały ekspert, religioznawca i specjalista zwłaszcza od tematyki krajów basenu Morza Śródziemnego;
- Anna Appletree - ceniona w świecie politolog, autorka wielu książek i artykułów, laureatka Nagrody Policera;
- mufti Muhammad Alfa bin Alfalfa - przełożony społeczności muzułmańskiej w Polsce;
- Jurek Jęczmieniak - znawca tematyki pomocy humanitarnej, organizator Wielkiej Filharmonii Świątecznej Pomocy;
- oraz nasz gość specjalny z zagranicy: pan Halli Burton - wybitny specjalista od zamków i zabezpieczeń

Zostańcie państwo z nami!

22. października 2015, 23:57 DST,  52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego  

piątek, 21 sierpnia 2015

pytania do referendum

Czy ja też mogę zgłosić swoje propozycje pytań do referendum narodowego? Mogę? Naprawdę?! Świetnie! W takim razie uważam rze należy zorganizować referendum 31.listopada br. i zapytać Polaków o następujące kwestie:
  • Gdzie raki zimują?
  • Gdzie pieprz rośnie?
  • Co w trawie piszczy?
  • Gdzie diabeł mówi dobranoc?
  • Komu bije dzwon?
  • Gdzie ta keja?
  • Co jest grane?
  • Gdzie jest Nemo?
  • Co gryzie Gilberta Grape'a?
  • Gdzie się podziały tamte prywatki?
  • Kto zabił Laurę Palmer?
  • Gdzie ci mężczyźni?
  • Kto doił krowy, kiedy nie było ludzi?
  • Jak się nazywali Mama Muminka i Tato Muminka zanim mieli Muminka?
A na moim Fejsbuku i w prywatnej korespondencji, dobrzy ludzie dorzucili jeszcze własne propozycje. Ich zdaniem należałoby również zapytać Rodaków:
  • Jak się masz, kochanie, jak się masz?
  • Kiedy znów zakwitną białe bzy?
  • Czy leci z nami pilot?
  • Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz? 
21. sierpnia 2015, 22:19 DST,  52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego  

piątek, 7 sierpnia 2015

AD 2015

I stało się. W kilka minut świat, jaki znaliśmy, przestał istnieć. Dobrze oswojona rzeczywistość za oknami runęła w gruzach, obróciła się w proch. Teraz pozostało już tylko jedno: ucieczka. Wielkie korporacje wypuściły swoich pracowników o godzinie 11:00, aby mogli spakować w pośpiechu najpotrzebniejsze rzeczy. TVN24, w swojej ostatniej wiadomości zanim nie wyłączono jej sygnału, donosiła o ogromnych korkach tworzących się na ulicy Domaniewskiej w Warszawie. Podobno sam Donald Tusk wystosował z Brukseli nakaz, aby otwarto wszystkie bramki na wszystkich autostradach, nie tylko tych wiodących w kierunku granicy z Niemcami, ale nawet tych prowadzących do Rumunii. Niestety, polecenie zostało przechwycone przez nowe służby specjalne. Przejścia graniczne zostały zamknięte, na wszystkich posterunkach pojawili się faceci w czerni. Wszystkie samoloty tanich linii Ryanair i WizzAir będące w powietrzu, zostały skierowane na najbliższe lotniska, a ich pasażerowie - internowani. Flotę autokarową Polskiego Busa jednym dekretem znacjonalizowano, a same autobusy natychmiast przemalowano w barwy PiS. Składy Pendolino są aktualnie w drodze do baz na terenie całego kraju, gdzie zostaną rozebrane na części pierwsze, drugie i sześćdziesiąte ósme, a surowiec zostanie przekazany na budowę Świątyni Opatrzności Bożej. Warszawskie metro wyjechało na powierzchnię, bliżej nieba.

Ustępujący Prezydent został pojmany i wzorem Napoleona, zesłany na wyspę. Na Komory. Janusz Palikot w ostatniej chwili wzbił się w powietrze prywatnym helikopterem. Wysłano za nim myśliwce F16, ale polityk zgubił je gdzieś nad Zalewem Zegrzyńskim. Jego aktualne miejsce pobytu pozostaje nieznane. Stefan Niesiołowski zaszył się w motylarni, a Radek Sikorski kontaktuje się ze światem wyłącznie za pośrednictwem Twittera. Tymczasem w studiu Telewizji Polskiej pojawił się ubrany w sutannę osobnik w czarnych okularach, który grobowym głosem oświadczył: "Drodzy Rodacy. Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią. Dlatego należy wykonać krok w przód. W związku z tym ogłaszam, że w dniu dzisiejszym ukonstytuowała się Kościelna Rada Uratowania Kraju (KRUK). Rada Państwa, w zgodzie z postanowieniami Konstytucji, wprowadziła dziś o 14:00 stan wyjątkowy na obszarze całego kraju".

W tej chwili nadaje zresztą tylko TVP 1. Na pozostałych antenach widnieje obraz kontrolny. Pracownicy innych mediów zostali przeznaczeni do natychmiastowej weryfikacji. Tomasz Lis został osadzony w kazamatach na Jasnej Górze, a Tomasz Karolak skierowany przymusowo do pracy przy wodewilu na umowę o dzieło. Kuba Wojewódzki zniknął bez śladu. Podobno ktoś widział go na terenach wschodniej Ukrainy. Na ulicy Czerskiej, w miejscu, gdzie mieściła się siedziba redakcji "Gazety Wyborczej", straszy teraz potężny lej o średnicy kilkudziesięciu metrów i głębokości trzynastu pięter. Tęcza na placu Zbawiciela została potraktowana napalmem, Syrenka Warszawska została przyodziana w tymczasowy stanik z dzianiny, który zostanie wkrótce wymieniony na trwalszy - z bakelitu, a wodę w Wiśle poświęcono na całej długości rzeki, od źródeł aż do Morza Bałtyckiego, które jutro, specjalną uchwałą, zmienia nazwę na Morze Kaczyńskie. Każde państwo bałtyckie, które się temu sprzeciwi, otrzyma wypowiedzenie wojny i zostanie najechane bez ostrzeżenia, przy użyciu korwety "Gawron" i okrętu wojennego "Zakamuflowany Niemiec" (dawniej: "Ślązak").

Rozpoczęły się przygotowania do zastąpienia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie gigantycznym pomnikiem Lecha Kaczyńskiego, wykonanym ze stali damasceńskiej i widocznym z każdego miejsca w kraju. Aby wejść na Krakowskie Przedmieście należy okazać świadectwo katechezy ze szkoły średniej oraz zaświadczenie od Proboszcza. W trybie pilnym wydano też zarządzenie, że każdy Polak będzie miał obowiązek przynajmniej raz w życiu odbyć pielgrzymkę na Giewont i do specjalnej skrzynki przy powiększonym trzykrotnie krzyżu złożyć kopertę z odpowiednią zawartością w złotych polskich, spisem członków rodziny do trzeciego pokolenia wstecz oraz udokumentowaniem udziału w jednym z Marszów Niepodległości w ostatnim pięcioleciu (z tego ostatniego obowiązku zwolnione są wyłącznie rodziny posiadające minimum sześcioro dzieci).

Z bibliotek i księgarń w całym kraju wywlekane są egzemplarze książek o Harrym Potterze i Greyu, po czym palone są publicznie na stosach, w temperaturze 451 stopni Celsjusza. Ochotnicze bojówki wrzucają do niszczarek wszystko, co ma na sobie wizerunek Hello Kitty. Nieznani sprawcy plądrują lokale Starbucksa. Uciekają z nich w popłochu przerażeni bariści, których chciano przykładnie ogolić. Po ulicach krążą Lotne Patrole Katechetyczne do walki z Ateizmem i Zgorszeniem. Przypadkowi ludzie są na ulicach odpytywani z prawd wiary. Każdy, kto przyzna się do znajomości nazwiska "Paulo Coelho", zostaje skierowany na terapię do zamkniętego ośrodka w Ciechocinku. Egzemplarz "Frondy" bezpłatnie dodawany jest do każdego bochenka chleba.

W całym kraju rodzi się konspiracja, tworzą się oddolnie lokalne ośrodki ruchu oporu. Podobno jeszcze broni się Gdańsk Orunia. Podziemne radio, nieustannie zagłuszane przez potężne urządzenia zlokalizowane w Grzechyni, na okrągło nadaje jedną piosenkę: "Go West" zespołu Pet Shop Boys. Morale jednak jest coraz słabsze. Wśród powstańców krąży plotka, że rozbito zmasowaną grupę partyzantów, którzy w tunelach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego przygotowywali się do kontrofensywy. Fama głosi także, iż więziony i torturowany jest Nergal (ponoć są mu naprzemiennie puszczane piosenki Arki Noego oraz Dody). Gospodarze na wsiach zakopują głęboko wszelkie sierpy i młoty. Szklanka wódki jest na wagę złota. Coraz trudniej o bezpieczne schronienie. Jezus Maria Peszek, co teraz z nami będzie...

7. sierpnia 2015, 23:00 DST,  52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego 

środa, 3 czerwca 2015

matura 2020

Coś poszło nie tak. Wybory wygrał nie ten kandydat, który miał wygrać, i nagle wszystkie misternie knute plany wzięły w łeb. Gdy opadł kurz bitewny, a urny (wyborcze) schowano do magazynów, podczas najtajniejszej z tajnych narad zebrano się w Ministerstwie Edukacji. Pod osłoną nocy i płaszczy BOR-owców, schowani za największymi spośród znalezionych parasoli, zaproszeni, ściśle wyselekcjonowani goście chyłkiem przemykali do wnętrza gmachu. Jako ostatnia do pokoju, który okazał się wyłączoną z użytku kaplicą, wślizgnęła się Szefowa Rządu we własnej osobie.
- Zamknijcie drzwi od kaplicy i stańcie dokoła trumny! - rozkazała wielkim głosem
- Mój Boże! - jęknęła pani Minister Edukacji - Prezydent umarł...
- Ciii, to Sienkiewicz - syknął któryś z doradców, nieudolnie rozpoznając autora cytatu
- Sienkiewicz? - zdziwiła się pani Minister - Przecież to już od dawna polityczny trup... I dlaczego właściwie spotykamy się w tej kaplicy? Zimno tu jest...
- Nikt nie umarł! Zamiast "dookoła trumny" miałam powiedzieć "dookoła stołu". Właśnie wracam z sekcji i stąd to przejęzyczenie - ucięła dyskusje Szefowa Rządu - A spotykamy się tu, ponieważ to jedyne pomieszczenie w tym budynku, gdzie nie ma okien. Nie chcecie chyba, żeby nas ktoś podsłuchał albo podejrzał, prawda? - dodała z naciskiem, po czym przyciszonym głosem wyjawiła wszystkim zebranym cel tej nocnej narady.

Rządowe limuzyny rozjeżdżały się po spływających deszczem willowych dzielnicach stolicy. Ale... nie, nie wszystkie. Trzy czarne BMW wciąż stały zaparkowane pod rozłożystym platanem, w głębi parkingu przed gmachem Ministerstwa Edukacji. Oznaczało to bez najmniejszych wątpliwości, że ktoś z tajemniczych gości pozostał jeszcze w budynku... Tak. Cztery cienie, cztery ludzkie sylwetki schodziły po krętych schodach do kazamatów gmachu Ministerstwa, korzystając jedynie z wątłego światła kieszonkowych latarek. Trzy kondygnacje pod poziomem gruntu zagadkowa ekspedycja przystanęła na końcu długiego korytarza. Szefowa Rządu bez słowa podała wysokiemu mężczyźnie pęk kluczy. Szczęknął zamek, a ciężkie żeliwne drzwi ustąpiły i z upiornym skrzypnięciem otworzyły przejście do sąsiedniego pomieszczenia. Kolejne schody w dół. Coraz niżej zawieszony strop. Funkcjonariusz BOR-u musi pochylać się, aby nie uderzyć w sufit, ale i tak strąca głową rozłożyste pajęczyny, wiszące tu zapewne od dziesięcioleci. Skręt w lewo. Potem dwa razy w prawo. Kolejne pancerne drzwi. I... tak, to chyba tu. Ekspedycja przystanęła, nerwowo rozglądając się po sali, oświetlonej tylko przez mdłe płomyki dwóch lamp naftowych.
- Może zapalić pochodnię? - zasugerowała pani Minister
- Zwariowałaś?! Chcesz to wszystko spalić, jak w "Imieniu Róży"? - zgromiła ją Szefowa Rządu
- Nie wiem, nie czytałam Pratchetta... - zawstydziła się pani Minister
- To nie Pratchett, to Paulo Coelho - szepnął młody człowiek, który obok dwóch kobiet i BOR-owca był czwartym uczestnikiem wyprawy
- Zamknijcie się w końcu i szukajcie! To musi być gdzieś tu, w tej sali - warknęła Szefowa Rządu

Pomieszczenie wprost zasypane było gratami. Na podłodze walały się połamane krzesła, stare dywany, jakieś metalowe pręty i mnóstwo innych śmieci. Spod podnoszonych, dziurawych kartonów czmychały z piskiem szczury, powykręcane żyrandole z trzaskiem łamały się w rękach. Pani Minister omal nie przewróciła się o zestaw przyborów szkolnych z epoki kredy. W kącie spoczywał kaganek oświaty, a na PRL-owskim kredensie, obok rozbitej fajansowej zastawy, leżał oryginał Karty Nauczyciela, wyryty na kamiennych tablicach. Nie te eksponaty były jednak celem eskapady. Cztery ważne osoby nie przestawały bowiem intensywnie szukać sobie tylko znanej rzeczy.

W końcu krzyk młodego człowieka rozdarł upiorną ciszę kazamatów Ministerstwa Edukacji. Krzyk tak rozdzierający, że pani Minister przestraszyła się wręcz, iż stażysta nadział się delikatną częścią ciała na drewniany wskaźnik do tablic, w rozmiarze XXL, który przed chwilą w ostatniej chwili ominęła. Na szczęście nie potwierdziło się najgorsze. Mężczyzna wymachiwał plikiem jakichś lekko pożółkłych papierów. Szefowa Rządu podeszła bliżej i w świetle latarki przyjrzała się znalezisku.
- Tak, proszę państwa, mamy to! - zawyrokowała - Projekt Nowej Matury 2020 i przykładowe pytania ze wszystkich przedmiotów. Opracowany w tajemnicy kilka lat temu, na polecenie mojego Wielkiego Poprzednika. Sądziliśmy, że nasz kandydat w cuglach wygra tegoroczne wybory i za pięć lat, tuż przed kolejną elekcją, ogłosimy ten projekt publicznie. Wówczas społeczeństwo przez aklamację wybrałoby Pana Prezydenta na trzecią kadencję, co byłoby początkiem nowej, wspaniałej dynastii. Niestety, to już nieaktualny plan. Przez te nieszczęsne wybory wszystko się posypało. Będziemy więc musieli wykorzystać to w inny sposób...

------------------------------------------------------------------------------

Zapewne ciekawi Was, jakie rewolucyjne zmiany zakładał ów projekt Nowej Matury. Całe szczęście, już kilka dni potem, dzięki niezmordowanym dziennikarzom śledczym tygodnika "Prosto!" (stażysta biorący udział w ekspedycji do piwnic Ministerstwa był tak naprawdę wtyką redakcji tygodnika), światło dzienne ujrzały niektóre przykładowe pytania z projektu Nowej Wspaniałej Matury. Publikujemy je poniżej w oryginale, wraz ze wskazówkami dla egzaminatorów.

JĘZYK POLSKI
Polecenie:
Przeformułuj poniższe zdania (relacje z wydarzeń kulturalnych) tak, aby brzmiały bardziej zrozumiale dla przeciętnego odbiorcy tekstu czytanego.
[zdanie nr 1] "Wizyta w teatrze dłużyła się niemiłosiernie. Podczas antraktu można było wyjść do przestronnego foyer. Niektórzy z nas poszli załatwić potrzebę fizjologiczną, inni oddać się zgubnym nałogom, a kilka osób przekomarzało się z przemiłą panią inspicjent".
Wskazówki dla egzaminatora:
Oceniamy stopień zbliżenia się odpowiedzi zdającego do zdania wzorcowego (im bardziej zbliżone, tym więcej punktów). Zdanie wzorcowe brzmi:
"Wyjście do teatru ciągnęło się w ch*j. Na przerwie dało się wreszcie wyleźć na korytarz. Jedni poszli się odlać, inni jarali szlugi, a reszta ekipy miała bekę z jakiejś starej kretynki szczerzącej się jak ślepy do kanapki"

MATEMATYKA
Polecenie:
Mamy rok 2020. Dodaj wszystkie cyfry w tej dacie i podaj wynik.
Wskazówki dla egzaminatora:
Uznajemy następujące odpowiedzi: 2, 4, 20, 22, 2020. Za odpowiedź "4" dodajemy jeden punkt bonusowy.

BIOLOGIA
Polecenie:
Scharakteryzuj destrukcyjny wpływ jednego z poniższych zjawisk na organizm człowieka:
szczepienia, żywność GMO, antybiotyki, gluten, plastik, mięso, benzoesan sodu, mleko od krowy
Wskazówki dla egzaminatora:
Dowody naukowe i odniesienia do prac specjalistów nie są niezbędne (i nie przysługują za nie dodatkowe punkty). Premiowane powinno być za to użycie w eseju fraz takich jak: "plaga", "współczesny Holokaust", "celowe działanie", "zniszczenie ludzkości", "koncerny farmaceutyczne", "światowy spisek", "New World Order"

GEOGRAFIA
Polecenie:
Na załączonej, schematycznej mapie świata zaznacz Afrykę oraz Azję i pomaluj je dwoma różnymi kolorami (zestaw kolorowych kredek znajduje się na każdym stanowisku egzaminacyjnym).
Wskazówki dla egzaminatora:
Jeśli zdający pomalował Afrykę na czarno a Azję na żółto, należy unieważnić egzamin i natychmiast powiadomić Pełnomocnika d/s Przeciwdziałania Dyskryminacji Ze Względu Na Rasę.

HISTORIA
Polecenie:
Udziel krótkich odpowiedzi na następujące pytania:
1) Kto był przywódcą Insurekcji Kościuszkowskiej?
2) Gdzie miała miejsce bitwa pod Beresteczkiem?
3) Kto był ofiarą zamachu na Arcyksięcia Ferdynanda?
4) W którym miesiącu wybuchło Powstanie Listopadowe?
5) Ile lat trwała Wojna Trzynastoletnia?
6) W jakim mieście doszło do Zjazdu Gnieźnieńskiego?
Wskazówki dla egzaminatora:
Prawidłowe odpowiedzi zasadniczo brzmią:
1) Kościuszko
2) Pod Beresteczkiem
3) Arcyksiążę Ferdynand
4) W listopadzie
5) Trzynaście lat
6) W Gnieźnie
Niemniej jednak, dopuszcza się uznanie innych odpowiedzi, o ile będą wystarczająco dobrze uzasadnione oraz politycznie poprawne.

CHEMIA
Polecenie:
Spójrz na załączony układ okresowy pierwiastków (tak nazywa się ta duża, kolorowa tabela, którą masz przed sobą).
1. Wypisz wszystkie pierwiastki na literę "B".
2. Wypisz wszystkie pierwiastki, które kojarzą Ci się z czymś, co można spotkać w mieszkaniu.
Wskazówki dla egzaminatora:
Jeśli chodzi o pytanie 2., zasadniczo uznajemy proste skojarzenia (np. "węgiel - węgiel", "żelazo - żelazko"). Skojarzenia bardziej skomplikowane (np. "sód - sól", "wodór - woda") uznajemy pod pewnymi warunkami, określonymi w Załączniku do niniejszego druku. Skojarzenia odległe (np. "potas - ziemniaki") dyskwalifikujemy jako nie spełniające wymogów Klucza.

FIZYKA
Polecenie:
Z punktu A do odległego o 100 kilometrów punktu B wyrusza pociąg, poruszający się z prędkością 80 km/h. Z punktu C do punktu D w tym samym momencie wyrusza pociąg poruszający się z prędkością 60 km/h. Pół godziny później, z punktu E do punktu F wyrusza pociąg "pędolino", poruszający się z prędkością 50 km/h.
1. Który pociąg porusza się z największą prędkością ?
2. Który pociąg pierwszy dotrze do punktu G ?
Wskazówki dla egzaminatora:
Dwuznaczne aluzje w odpowiedzi na pytanie 2. nie dyskwalifikują pracy. W takich przypadkach, po zakończeniu sprawdzania należy sporządzić odpowiedni protokół i zawnioskować do właściwego nauczyciela wychowania seksualnego o podwyższenie oceny z tego przedmiotu i włączenie danej pracy do akt.

WIEDZA O SPOŁECZEŃSTWIE
Polecenie:
Wypisz trzy pierwsze ministerstwa jakie przyjdą Ci do głowy.
Wskazówki dla egzaminatora:
Zasadniczo, uznajemy każdą odpowiedź. Nawet jeśli jakieś ministerstwo nie istnieje w naszym kraju lub w naszym kręgu cywilizacyjnym, nie oznacza, że nie istnieje gdziekolwiek na świecie. A nawet jeśli definitywnie nie istnieje, nie pozwólmy faktom ograniczać kreatywności zdających.

WIEDZA O TAŃCU
Polecenie:
Dokonaj analizy porównawczej sukni Małgorzaty Foremniak podczas paso-doble i Kasi Cichopek podczas fokstrota, z drugiego sezonu "Tańca z Gwiazdami".
Wskazówki dla egzaminatora:
Nie przewidziano.

HISTORIA SZTUKI
Polecenie:
Przyjrzyj się poniższym dziełom malarskim. Które z tych dzieł najlepiej wpisuje się Twoim zdaniem w praktyczną realizację nurtu gender mainstreaming? Odpowiedź uzasadnij.
Przedstawione obrazy:
- "Krzyk" Edwarda Muncha
- "Lekcja anatomii doktora Tulpa" Rembrandta
- "Bociany" Józefa Chełmońskiego
- "Ogród rozkoszy ziemskich" Hieronima Boscha
- dowolne dzieło LeRoya Neimana
- malowidło naskalne z jaskini Lascaux

3. czerwca 2015, 23:49 DST,  52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego

sobota, 25 kwietnia 2015

coming soon

Wiosenne przedpołudnie. Brzęcząca w uszach cisza. Tylko wiatr przewiewa pyłki kurzu i foliowe worki przez opustoszałe ulice spokojnego, niczym nie wyróżniającego się miasteczka. Jak okiem sięgnąć, w wąskich uliczkach i ciasnych zaułkach panuje kompletna pustka. Znikąd nie widać żadnego ruchu. Zwykle gwarne i tętniące życiem serce tej lokalnej społeczności, nie wydaje teraz najlżejszego odgłosu. Jak gdyby zamarło w oczekiwaniu na niewypowiedzianą katastrofę. Czy jakaś potworna, niezbadana siła unicestwiła wszystkich mieszkańców tej osady? Nie, oni tu są. Skrywają się w pozornie bezpiecznych czterech ścianach swoich mieszkań. Za plastikowymi oknami stuletnich czynszówek. Za podwójną gardą peerelowskich firanek. Są wszyscy, nie brakuje nikogo. Trzęsące się ze strachu dzieci, przytulone do żeliwnych żeberek kaloryferów. Perfekcyjne panie domu zastygłe w niemym przerażeniu, w oczekiwaniu na nieuchronne. Nieustraszeni na co dzień ojcowie rodzin, teraz obawiający się podejść do okna na bliżej niż trzy kroki, a ich nieprzeniknione twarze, ozdobione wypalonym pół godziny temu niedopałkiem wciąż trzymanym w ustach, nie wyrażają żadnej refleksji. Ciocie-dobra-rada, dygoczące pod łóżkami w paroksyzmie spazmów i dreszczy. Wreszcie seniorzy rodu, kulący się w najdalszym kącie przedpokoju, kurczowo ściskający w dłoniach wyciągnięte przed chwilą z pawlacza zardzewiałe pozostałości jakiegoś straszliwego, przedwojennego samopału. Jaka to siła cisnęła tych prawych obywateli w czeluście ich domowych twierdzy? Jaka niezbadana moc kazała im poszukiwać ostatecznego schronienia w ciasnych ścianach ich domostw?

Słońce coraz wyżej nad horyzontem, dziś ogrzewa tylko wyślizgany bruk miejskich traktów. Wiatr nadal przewiewa pyłki kurzu i foliowe worki przez opustoszałe ulice spokojnego, niczym nie wyróżniającego się miasteczka. Jak okiem sięgnąć cisza i pustka. Gdzieś w oddali niewyraźna sylwetka przemyka z bramy do bramy, spotykając się z niewypowiedzianym potępieniem setek nieodgadnionych spojrzeń skrytych, pozbawionych tchu postaci. Jakby na potwierdzenie tego, w górze trzaska okno jakiejś mansardy. A po chwili daje się słyszeć szum. Szum narastający, jednostajnie i metodycznie. Z każdą sekundą zwiększający na sile. Przebijający się przez złowrogi świst wiatru, który pędzi pyłki kurzu po wyludnionych przestrzeniach. Jest coraz bliżej. Bliżej i bliżej. Gdzieś z podwórza, z głębi oficyny daje się słyszeć głuchy jęk, wyrażający bezbrzeżną trwogę. Bo czymkolwiek jest ten szum, cokolwiek jest jego źródłem, zbliża się nieuchronnie. Zmieniając się w warkot, w nabierający na mocy hałas. Złowieszczy cień przesuwa się po oświetlonych kwietniowym słońcem fasadach. Jest coraz większy i większy. Majestatycznie wypełza zza zakrętu, wjeżdżając na główną arterię miasta, pomiędzy sparaliżowane strachem i grozą ogniska domowe. Powoli sunie przed siebie, wbija się klinem w strwożoną tkankę lokalnej społeczności, nie pozostawiając wątpliwości co do tego, czym jest i co ze sobą przynosi.

BRONKOBUS. Już wkrótce w Twoim mieście. Zawsze w 3D.


24. kwietnia 2015, 22:53 DST,  52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

cisza nad wysypiskiem

O sensowności utrzymywania przy życiu sztywnego trupa, jakim jest tzw. cisza wyborcza, napisano już tomiszcza opasłe. Dodawanie kolejnych wątpliwej jakości przemyśleń we wzmiankowanym temacie ma zatem tyle samo sensu, co dosypywanie piasku do Sahary, tudzież złożenie sutego datku finansowego na rzecz sułtana Brunei.

Truizmem nie mniejszym byłoby też sporządzanie listy sposobów i metod obchodzenia ciszy wyborczej. Obchodzenia w sensie omijania jej, a nie w sensie czczenia i świętowania, aczkolwiek Stowarzyszenie Wyznawców Ciszy Wyborczej mogłoby być ciekawą nowinką na odcinku alternatywnych religii. Świętowaliby przeważnie raz do roku, czasem częściej, jak w bieżącym (wówczas jest to tzw. rok przestępczy), przez dwa dni i dwie noce. Funkcję guru, tudzież Najwyższego Kapłana, sprawowałby (nieświadomie) Przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej. Obowiązującą wykładnią - każde słowo, które w okresie trwania ciszy padnie z ust jego, na równi z art. 104 Kodeksu Wyborczego (Dz.U. z 2011 r., nr 21, poz. 112 z późniejszymi zmianami). I jak w każdej szanującej się religii, byłby również Dekalog:
1. Nie będziesz wymawiał imienia kandydata twego nadaremno;  
2. Nie będziesz domalowywał na plakatach wyborczych wąsów, ani innych ciała członków;
3. Nie będziesz agitował: matki, ojca, żony, męża, ptactwa powietrznego i teściowej sąsiada;
4. Nie będziesz manifestował w środkach masowego przekazu;  
5. Nie będziesz przyrządzał kiełbasy wyborczej;
6. Nie będziesz wieszał kandydata twego na żadnym płocie, słupie ani latarni;  
7. Nie będziesz sondaży publikował na zmącenie jasnego osądu bliźniego twego;  
8. Nie będziesz składał fałszywego świadectwa szkolnego przeciw kandydatowi konkurencyjnemu (zaprawdę bowiem, i tak maturę kupił on na bazarze);  
9. Nie będziesz w zamian za głos oddany wręczał bliźniemu twemu alkoholu;  
10. Ani żadnej rzeczy która twoja jest (a jemu byłaby miła).

Zanim jednak wyznanie takie ktoś zarejestruje, uwaga społeczna skupiać się będzie raczej na bardziej przyziemnych kwestiach, związanych z robieniem organów wyborczych w tak zwanego konia. Frajdy jest z tym zresztą co niemiara! Ile tajnych szyfrów powstaje, ile inwencji domorosłych kryptologów paruje w internetowe przestworza z uporem godnym znacznie lepszej sprawy! Były już fikcyjne wyścigi żużlowe, pojedynki tenisowe i mecze koszykarskie - wszystko z ukrytym, rzecz jasna, drugim denkiem. Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych, przecieki z sondażowni i z obwodowych komisji publikowano w sieci jako cennik potraw z sejmowej restauracji. "Podaję ceny na godzinę 18:00" - pisał zorientowany w temacie - "Pory 32 zł., Kaczka na kwaśno 26 zł., Papryczki chilli 9 zł., Chłopskie jadło 8,50 zł., Kocia karma 6 zł., ale zyskuje na wartości". Bywalców restauracji było zresztą tamtego wieczora wielu i dochodziło do nieporozumień. Gdy zatem ktoś miał inne preferencje kulinarne i zamiast papryczek wolał buraczki, a zamiast kociej karmy - marihuanę, natychmiast przywoływano go do porządku, w czym prym wiodła słynna Kataryna pisząc: "Panie, pan się kodu nie trzymasz i ludziom się myli!". Istotnie, o ile w przypadku kaczki nie było szczególnych obiekcji, tak buraczki mogły być już dwuznaczne i przywodziły na myśl również inne danie, które zniknęło z sejmowej restauracji odkąd właściciel przetwórni popełnił samobójstwo (albo ktoś mu w tym pomógł - buraczki zaszkodziły bowiem wielu bywalcom jadłodajni i nijak nie przystawały do menu rodem z Wersalu).

Zainspirowany kodem kulinarnym zaproponowałem wówczas, aby szyfrować wyniki w postaci nakładu istniejących tygodników opinii, których preferencje polityczne są raczej oczywiste. "Newsweek" 32 tysiące, "W Sieci" 26 tysięcy, "Polityka" 9 tysięcy... i tak dalej, aż do "NIE!". Przy czym zauważyć należy, że układanie tak wyrafinowanych aluzji ma sens jedynie w przypadku wyborów parlamentarnych czy samorządowych. Gdy bowiem w grę wchodzą wybory prezydenckie, gdzie zmierzy się ze sobą ledwie kilka osób, nie powinno być problemu ze znacznie mniej piętrowymi szyframi.

Ba, są już pierwsze tego przejawy. Zwolennicy jednego z kandydatów w nadchodzących wyborach - Pawła Kukiza (który przy okazji jest również popularnym wokalistą) - zapowiedzieli, że w trakcie ciszy wyborczej będą puszczać przez głośniki największe hity artysty. Jakież to paradne! Proste i oczywiste, a przyczepić się nie ma do czego. Tylko żeby wyrównać szanse, należałoby zaprząc do dzieła również zwolenników pozostałych kandydatów na urząd Strażnika Żyr..., znaczy Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

I tak, sympatycy jedynej kobiety w tym gronie, będą się w okresie ciszy wyborczej publicznie zajadać korniszonkami. Pomiędzy nimi, sympatycy innego kandydata będą grać na dudach (zagłuszając przy okazji songi Kukiza). Jeszcze inni będą próbować palić koty, ale sukcesu im trudno wróżyć (kot swój rozum ma i zwieje gdzie konopia rośnie). Są też tacy, który będą tam i z powrotem nosić wilka (razy kilka). Inni z kolei będą się publicznie golić - a kobiety depilować - maszynką "Braun". Wreszcie zwolennicy kandydata, który najbardziej dba o tężyznę fizyczną, nie bez kozery zabiorą się za rzemiosło kowalskie. I gawiedź się czegoś przy okazji nauczy.

Nazwiska pozostałych kandydatów nie kojarzą się już tak jednoznacznie, ale happeningom to niestraszne, wszak happening nie zna granic ni kondomów. Fani kandydata broniącego tytułu będą strzelać z fuzji i donośnie krzyczeć do przechodniów "Ho Ho Ho!" po każdej salwie. Sympatycy najstarszego kandydata będą nosić muszki, a jak ktoś akurat nie ma, bo krawaciarz, to i owocówka nie zaszkodzi. Najtrudniej będą mieć z pewnością zwolennicy kandydata spod znaku zielonej koniczynki, ale powinni coś wymyślić. Koniczynka w klapie może być niewystarczająca, bo łatwo wziąć wówczas delikwenta za Irlandczyka, tudzież posłańca z drugiego końca tęczy (a tęcza jest obecnie w naszej rzeczywistości wysoce dwuznaczna i doszłoby jeszcze do tego, że Najważniejszego Żyrandola pilnowałby od czerwca prezydent Słupska). Ale można na przykład zafarbować włos, albo zagrać coś na gitarze fałszując, a zwłaszcza na basie.

I tylko kandydat Paweł Tanajno nie może nic zasugerować ani swoim nazwiskiem, ani nazwą komitetu. Co i tak pewnie by mu nie pomogło, bo od dawna jest czerwoną latarnią wszelkich sondaży. Ba, nawet z takim symbolem - i to już pech do sześcianu - nie powinien się przesadnie obnosić. Chyba, że zapragnie kiedyś zostać burmistrzem Amsterdamu.

20. kwietnia 2015, 21:41 DST,  52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego