Z upływem czasu mam coraz bardziej dojmujące wrażenie, że Christopher Nolan z premedytacją umieścił w obsadzie swojego najnowszego filmu te dwie osoby-których-imion-nie-wolno-wymawiać, w dodatku w rolach czysto epizodycznych (oboje są na ekranie łącznie może przez pięć minut), żeby tym większy był hype wokół dzieła i tym więcej ludzi poszło do kina.
piątek, 31 lipca 2026
dziesięć lat samotności
poniedziałek, 20 lipca 2026
pajdopatologia
Odważną tezę iż społeczeństwo głupieje udowodnić byłoby niezwykle trudno. Niby można studiować malownicze tabele ze statystykami obrazującymi zatrzymanie się sławetnego efektu Flynna. Niby można analizować ogłaszane corocznie w lipcu wyniki matury (zwanej wciąż z niewiadomego powodu „egzaminem dojrzałości”). Niby można jeszcze coś innego... Jak to jednak w dużych zbiorach danych bywa, łatwo nimi manipulować i dobrać je tak, aby potwierdzały założoną hipotezę.
sobota, 6 czerwca 2026
ice truck dealer
Właścicielka lodziarni w Pszczynie od ćwierć wieku rozdawała lody za darmo uczniom, którzy po zakończeniu roku szkolnego pokazali świadectwo z czerwonym paskiem. Teraz pani Rzecznik Praw Dziecka domaga się ukrócenia tego niecnego procederu, gdyż dzieci uczące się gorzej mogłyby się poczuć skrzywdzone i pominięte. Od paru dni to jest w Polsce najważniejszy temat publicznej debaty (może oprócz tej tenisistki, o której istnieniu jeszcze dwa tygodnie temu nikt, poza zagorzałymi fanami tenisa, nie miał pojęcia, a teraz media pieją o niej, jakby od co najmniej dekady wspierały jej karierę ze wszystkich sił i całą zawartością swojego portfela…).
Interwencja RPD jest
oczywiście idiotyczna i nie podlega dyskusji fakt, że stanowi modelowy
przykład parodii polityki równościowej, która zamiast wspierać tych,
którzy nie ze swojej winy mają niższe szanse w jakiejś dziedzinie,
wylewa – nomen omen – dziecko z kąpielą. Bardziej jednak mnie
zastanawia, że nikogo nie oburza inny aspekt całej sprawy. Ten, gdzie
urzędnik państwowy próbuje wpływać na działania prywatnego przedsiębiorcy, który nie robi niczego, co wykraczałoby poza granice
prawa, a wszystkich i tak bardziej dziwi tamten pierwszy debilizm, a ten
drugi już nie.
Pisałem o tej
przedziwnej niekonsekwencji już kilka razy, chociażby przy okazji
dyskusji nad tzw. „stałą ceną książki”. Jeśli ktoś prowadzi prywatny
biznes - np. właśnie sklep z książkami, to ma prawo te książki
sprzedawać komu chce i za ile chce. Za pół ceny "okładkowej", za ćwierć
ceny, a nawet za czapkę śliwek, gdy ma taką fantazję. Podobnie jeśli
sprzedaje pomarańcze, ołówki albo wapno gaszone. A jeśli państwo mu
narzuca, komu albo za ile może te książki czy pomarańcze sprzedawać,
jakie rabaty stosować i kiedy, to już nie jest jego prywatny biznes,
tylko w połowie państwowy, czyli jakiś wykoślawiony, pełzający
socjalizm.
I to się tyczy każdej
dziedziny i branży. Jeśli ktoś ma restaurację, to ma prawo w określone dni
nie wpuszczać do niej np. rodziców z małymi dziećmi (był taki przypadek
niedawno, bodaj w Poznaniu, i ogromna burza w soszalmidjach) albo ludzi,
którzy noszą skarpetki do sandałów. Tak jak gdy ktoś prowadzi
drukarnię, piekarnię, albo studio tatuażu i ma zachciankę, aby we wtorki
nie obsługiwać gejów, a w piątki katolików, sympatyków PSL-u albo ludzi
o innym kolorze włosów niż czerwony. I nikomu nic do tego! Bo to jest
jego prywatny biznes, on jest panem swojego losu, ryzykuje własnymi
pieniędzmi i jeśli się powszechnie nie spodobają takie zachcianki
właściciela, to po prostu zbankrutuje, w dodatku owiany infamią we
wspomnianych soszalmidjach.
Podobnie
zatem z lodziarnią. Pani z Pszczyny może swoje lody rozdawać za darmo
dzieciom z czerwonym paskiem, ze szczególnymi osiągnięciami w sporcie,
albo tym, którzy mają na świadectwie trójkę z plusem wyłącznie z
geografii. Może rozdawać je za jeden grosz we wtorki tym, które mają
plecak z Topolino (znanym u nas lepiej pod ksywą „Myszka Miki”), w środy
- opaskę z logo Kociego Domku Gabi, w czwartki - zeszyt z Pettersonem i
Findusem, a w dni parzyste - buty z licencją Psiego Patrolu.
I
pani Rzecznik Praw Dziecka ma się od tego odfasolić, bo to nie jest jej
interes. Dzieci są różne. Jedne zawsze będą zazdrościć innym i źle
znosić porażki, inne wszczynają histerię, gdy rodzeństwo dostaje
prezenty i im też trzeba coś na szybko skombinować. Jedne uważają tych
dobrze uczących się za szkolny "gorszy sort", "kujonów" i "fizoli", a
jeszcze inne mają to wszystko w sempiternie. Żadnym z nich jednak nie
pomoże, gdy takie niedźwiedzie przysługi będzie im robić kobita, która
powinna stać na straży ich praw, a nie emocji. I która powinna się
wcześniej zastanowić, policzyć do dziesięciu i wypić szklankę zimnej
kranówy, zanim pojedzie pogadać z właścicielką takiej lodziarni jak ta w
Pszczynie.
Bo w przeciwnym
razie, to prywatni przedsiębiorcy zaczną się zastanawiać, czy jest sens
prowadzić prywatną działalność w państwie, gdzie urzędnicy kręcą takie
lody.
5. czerwca 2026, 15:21 CEST, 52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego
niedziela, 31 maja 2026
"Jedna bitwa po drugiej"
Prawdopodobnie nie pojmuję kunsztu reżysera Paula Thomasa Andersona (podobnie jak nie rozumiem fenomenu niejakich braci Coen), ponieważ w nagrodzonym niedawno Oscarem filmie "Jedna bitwa po drugiej" czegoś wyraźnie mi brakuje.
piątek, 8 maja 2026
och, Karol...
Wydawało mi się, że żyję już wystarczająco długo, aby jakikolwiek poziom głupoty czy populizmu w polityce mógł mnie zadziwić, nawet jeśli obecny lokator pałacu przy Krakowskim Przedmieściu wyznacza w tej materii zupełnie nowe horyzonty, a każdy jego poprzednik urasta przy nim do miana męża stanu. Gdy jednak zobaczyłem tę łamiącą wiadomość, naprawdę pomyślałem w pierwszej chwili, że to jest żart albo coś parodystycznego typu AszDziennik. Bo przecież nie można być aż takim ignorantem...
Pytanie sugerujące jest jedną z najpoważniejszych zbrodni jaką można popełnić w niemal każdej nauce, która wykorzystuje i opracowuje materiał zebrany od ludzi. Od socjologii, przez psychologię, prawo, kryminologię, ekonomię, marketing, po historię, w zakresie której pan prezydent jest podobno doktorem... Podstawowe prawo ogólnej metodologii nauk (wszelkich!) głosi, że garbage in = garbage out, czyli jeśli niechlujnie zbudujesz kwestionariusz albo nieudolnie przeprowadzisz badanie, to dostaniesz śmieciowe wyniki, bo tak to po prostu działa. I za takie coś się wylatuje z sali już na pierwszym roku studiów dowolnej z tych nauk, po czym od razu biegnie się na trawnik przed uczelnią szukać tam indeksu, który w międzyczasie wyleciał oknem. Nawet jeśli owo pytanie sugerujące jest opakowane w jakiś leksykalny kombinezonik, który większości respondentów wyda się niewinny (np. konstrukcja typu: "Jak bardzo jesteś zadowolony z działania naszego serwisu?"), a mimo to jest wybitnie sugestywny.
Natomiast tutaj nikt nie próbuje nawet ukrywać, że to ordynarne pytanie jest z wbudowaną tezą. I to jest jak cios pięścią w ryj dla każdego, komu zostanie zadane. Głupota level Trump do potęgi fąfnastej. Dno Rowu Mariańskiego i jeszcze kilometr cuchnącego mułu. Socjalistyczna anegdotka z tematem wypracowania szkolnego dla uczniów ("Napisz dwie strony o tym, kto jest twoim największym autorytetem i dlaczego Lenin") przynajmniej była zabawna...
Niech sobie pan prezydent organizuje referendum, jego święte prawo. Ale niech zada w nim normalne, obiektywne pytanie (np. "Czy jest Pan/i za realizacją unijnej polityki klimatycznej?"), a nie takie koszmarki dla ćwierćinteligentów, którym trzeba w treści pytania przypomnieć, co mają myśleć w kwestii postawionego zagadnienia. I jeśli ktoś w ogóle rozważał to wszystko na poważnie, a nie tylko jako podpałkę do politycznego okładania się gumowymi młotkami w studiach telewizyjnych, to takie referendum oznaczać będzie olbrzymią stratę publicznych środków, bo jego wyników nawet nie trzeba liczyć - z góry wiadomo jaki będzie wynik (i będzie to tak zwany w statystyce "efekt podłogi"). Równie dobrze można zapytać ludzi: "Czy chcesz być brzydki, chory i ubogi?", a potem naiwnie zastanawiać się, jak wielki będzie odsetek przeczących odpowiedzi...
7. maja 2026, 15:08 CEST, 52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego
wtorek, 28 kwietnia 2026
unholy proliferance
Fizyka jest nieubłagana. Samochód poruszający się z prędkością 70 kilometrów na godzinę w ciągu sekundy pokonuje około 19 metrów drogi. Z czego nietrudno wyciągnąć wniosek, że gdyby kierowca, który kilka dni temu śmiertelnie potrącił pod Sosnowcem posła Lewicy zasłabł sekundę wcześniej lub sekundę później, do tragedii by w ogóle nie doszło. Mitsubishi wjechałoby do rowu dobrych kilka metrów przed lub za rowerzystą, a parlamentarzysta zamiast ofiarą, stałby się pewnie bohaterem, gdyż od razu mógłby wezwać pomoc i sprawdzić co z pechowym kierowcą. Ale facet z Mitsubishi zasłabł dokładnie w tej sekundzie pomiędzy i to właśnie poseł miał ekstremalnego pecha…
piątek, 10 kwietnia 2026
filary cywilizacji
W telewizjach informacyjnych żenada wylewa się z ekranu nader często (zwłaszcza, gdy jakiś jełop od tych pasków na dole nazwie niemiecki land "Nadrenią-Palestynatem"), ale są dni, gdy wylewa się wyraźnie bardziej, a jednym z takich dni jest Wielka Sobota. Dwa zjawiska są wtedy w owych serwisach irytujące. Jednym jest arcysztampowy sposób relacjonowania obrzędów religijnych tego dnia, czyli zagadywanie "przypadkowo napotkanego" pacholęcia, co ma w koszyku z tzw. "święconką", oraz zgrabne unikanie arcypogańskiego rodowodu czynności "święcenia pokarmów", aby pewnie przypadkiem nie zapłodnić widza jakimś niewygodnym dysonansem.
wtorek, 13 stycznia 2026
wyższa matematyka
Matematyka jest wszędzie - powiadają popularyzatorzy nauki i co bardziej pomysłowi nauczyciele tej dziedziny wiedzy. To prawda, a w dodatku ta prawidłowość wykazuje pewne cechy sezonowości. Dla przykładu, w styczniu w Polsce najwięcej matematyki jest... na drzwiach. Co rusz można na nich dostrzec tajemnicze równanie z trzema niewiadomymi.
piątek, 2 stycznia 2026
Happy New Fear!
Jest taka stara, głupkowata anegdotka jak to jakiś luksusowy wycieczkowiec zaczął tonąć na którymś oceanie i zaczęto się zastanawiać na mostku, jakby tu skłonić ludzi do wsiadania do szalup ratunkowych, aby nie wywołać paniki. Ostatecznie kapitan doradził, aby załoga rozgłosiła jak następuje: Amerykanom - że w szalupach będą rozdawane darmowe hamburgery, Francuzom - że będzie tam po kieliszku Chardonnaya, Niemcom - po prostu należy powiedzieć "Raus!", a Polakom - że absolutnie i pod żadnym pozorem nie należy wchodzić do łodzi ratunkowych.
poniedziałek, 22 grudnia 2025
krakowski spleen
Jest
takie popularne powiedzenie: "Szanuj (i tu wstawia się dowolną osobę,
są znane na przykład wersje z sąsiadem i z nauczycielem) swego, bo
możesz mieć gorszego". Od pewnego czasu znacznie bardziej od sąsiada,
nauczyciela czy lekarza pasuje tam jednak, niestety, Prezydent RP.
Ostatnim
przyzwoitym "strażnikiem żyrandola" był Aleksander Kwaśniewski.
Pamiętam o jego alkoholowych problemach, ale w ogólnym rozrachunku
wszystko wychodziło na zdecydowany plus. A później, z każdym kolejnym
prezydentem, było gorzej. Wpadki i niechęć do pracy nad dykcją Lecha
Kaczyńskiego, Bronisław Komorowski z manierą jowialnego wujka, który
przy ognisku, racząc się dziczyzną, sypie rubasznymi żartami i opowiada
jak to - ho! ho! ho! - drzewiej bywało, gdy chodziło się do lasu z fuzją
na grubego zwierza. No i "plastelinowy" Andrzej Duda, którego
egzaltowane przemówienia bardziej pasowały do kościelnych kazań z czasów
Savonaroli niż do świeckich wystąpień publicznych. Ale przy tym panu,
który obecnie piastuje urząd Prezydenta RP, każdy z poprzedników - nawet
Andrzej Duda! - to nieomal mąż stanu!
Jak
ten pan coś powie, ze swoim sztucznie przyklejonym do oblicza uśmiechem
(wygląda to jakby specjaliści od wizerunku poświęcili tam mnóstwo pracy
i przerwali swoja robotę w pół drogi), to nie wiadomo gdzie chować oczy
ze wstydu. Oto chyba przedwczoraj w obecności prezydenta Ukrainy
oświadczył w te słowa: "Polacy odnoszą wrażenie, że nasz wysiłek, czy
wielowymiarowa pomoc Ukrainie po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji, nie
spotkały się z należytym zrozumieniem i docenieniem"... Naprawdę,
prywatnie niech sobie facet opowiada takie banialuki u cioci na
urodzinach i w swoim własnym imieniu, a nie wypowiada się za innych,
którzy mogą mieć odmienne zdanie (ja na ten przykład jestem Polakiem, a
nie odnoszę wcale takiego wrażenia, jakie odnosi pan Prezydent!).
Ta
wypowiedź wiele mówi zresztą o moralnej kondycji pana Prezydenta. Oto
obnosi się ze swoją wiarą i religijnością tak bardzo, że nie pozwala mu
to wziąć udziału w ceremonii zapalenia świec z okazji święta żydowskiego
("ja swoje poglądy i swoje przywiązanie do wartości chrześcijańskich
traktuję poważnie" - tłumaczy, a czy zapalenie świeczki by nimi
zachwiało, nie mnie oceniać). Swoją drogą, w Pałacu
pan Prezydent jednak stawia choinkę, a przecież choinka to zwyczaj zapożyczony z
tych paskudnych Niemiec (polską tradycją była podłaźniczka) i z religii
protestanckiej, a nie katolickiej, a korzenie zwyczaju strojenia choinki
są w ogóle pogańskie!
Wygląda jednak na to, że ta deklaratywna religijność głowy państwa jest przy tym bardzo powierzchowna. I nie zadała sobie trudu, aby sięgnąć choćby do
fragmentu Ewangelii świętego Mateusza, gdzie jest mowa o tym, aby dając
jałmużnę (i szerzej - pomagając innym) robić to bezinteresownie i po
cichu ("niech nie wie twoja lewa ręka co czyni prawa"), nie na pokaz i
nie po to, aby liczyć na jakieś pochwały, wdzięczności i poklask od
innych. Tak uczy sam Jezus Chrystus, którym pan Prezydent wyciera sobie
oblicze w politycznych przepychankach. I jest to, delikatnie mówiąc,
niesmaczne.
Podobnie jak
niesmaczna jest dekoracja szopki, która stanęła przed dawnym Pałacem
Namiestnikowskim w Warszawie. W której to (szopce, nie Warszawie) wisi
historyczny herb województwa krakowskiego, sięgający korzeniami XIV
wieku. Litanię na temat braku sensu takiego posunięcia można by napisać
dłuższą niż Loretańska. Już pomijając nawet fakt, że ten herb o
intensywnych kolorach wizualnie i stylistycznie pasuje tam jak świni
siodło. Oto Chrystus mówił, żeby nie łączyć polityki z religią
("oddajcie bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie") - dlatego nie
znoszę Grobów Pańskich i szopek z aluzjami do współczesnych wydarzeń.
Oto wiemy przecież, że Jezus przyszedł na świat na terenach Bliskiego
Wschodu, a nie Małopolski. I w czasach, gdy jakakolwiek państwowość ani
organizacja terytorialna na terenie obecnej Polski jeszcze nie istniała.
Najbardziej pasuje mi jednak przede wszystkim scena z serialu "Ranczo",
gdy pani Solejukowa (zanim jeszcze została doktorantką filozofii) w
odpowiedzi na pytanie księdza o to jakiej narodowości był Jezus odparła,
że przecież oczywiste iż Polakiem. "No bo Matka Boska Częstochowska. A
Częstochowa gdzie leży? W Polsce! No to jak matka Polka - to dziecko też
Polak".
Może pan Prezydent wierzy zatem, że Jezus Chrystus był Polakiem. Spod Krakowa.
(Bo przecież chyba nie Żydem, no jak to?!)
W sumie... nie zdziwiłbym się...
(zdjęcie ze strony: https://wiadomosci.gazeta.pl/.../7,198072,32481824,tak...)
sobota, 20 grudnia 2025
"Zwierzogród 2" - warto było czekać prawie dekadę
Z
przyjemnością zawiadamiam, że "Zwierzogród 2" jest co najmniej na tym
samym poziomie co "Zwierzogród 1". I równie obficie, jeśli nawet nie
bardziej, nadziany rodzynkami. Co ma kluczowe znaczenie, bo ze
wszystkich w teorii dziecięcych animacji, ta jest zdecydowanie najmniej
dziecięca. Już w pierwszej części różnych smaczków niezrozumiałych dla
dzieci, ale też wielu dorosłych, jak i aluzji nie tylko do kultury
(scena gdy samica pancernika wita w "Pensjonacie pani Potiomkin" czy lemingi wychodzące z pracy w banku "Leming Brothers") było
multum. Pod tym względem taki choćby "Sing", o "Madagaskarze" nawet nie wspominając, odpada już na starcie.
A
teraz jest chyba jeszcze więcej, co przy dynamicznej akcji właściwie
uniemożliwia wyłapanie wszystkich. Już w pierwszych dziesięciu minutach
"Zwierzogrodu 2" jest ich równie dużo, co w niektórych filmach braci
Zuckerów i Jima Abrahamsa na całej ich długości. Dzielnica Gnu Jersey,
tunel Moleholland Drive, catering z restauracji Amoose-Bouche, prognoza
pogody (fur-cast) w telewizji ZNN, wyszukiwarka Zoogle i serwis EweTube.
Oraz cudownie nawiązująca czcionką i logiem do operatora kontenerowców
MAERSK firma MEERKT (oczywiście z surykatką w logo!).
A
to tylko ułomek pysznego ciasta, bo film spełnia oczekiwania w całej
rozciągłości. Show kradnie za każdym razem, gdy tylko się pojawia na
ekranie, skorumpowany, narcystyczny burmistrz Brian Huculski (w ogóle
świetnie, z idealnym wyczuciem kulturowym przetłumaczone są nazwiska i
nazwy własne!), niegdysiejszy gwiazdor filmu "Konian Barbarzyńca",
marzący obłudnie by wymiar sprawiedliwości ruszył z kopyta. Wraca na
moment, ale z przytupem, wątek Ojca Chrzestnego i jego ochroniarzy ze
wschodnim akcentem (tym razem produkują podróby drogich wytworów
modowych; zauważyłem m.in. torebki marki Grucci). Nie męczy powtarzający
się wtręt Zebraci. Są pyszne szpileczki w kierunku ideologii DEI
("osoba terapeutyczna") i foliarzy/ płaskoziemców (naklejka "Reptiles
exist!" na samochodzie tropicielki spisków). Hitem jest świnia
policjantka o nazwisku Parmeńska.
Mam
nadzieję, że na kolejną część nie będzie trzeba czekać prawie dziesięć
lat. Ale jeśli ma być na takim poziomie, warto czekać i dekadę!
niedziela, 7 grudnia 2025
Santa Klaus i jego pretorianie
Oto nadszedł. Od północy, od bramy Powroźniczej jak u Sapkowskiego. I równie jak u Sapkowskiego złowrogi. Równie bezlitosny.














