Jest taka stara, głupkowata anegdotka jak to jakiś luksusowy wycieczkowiec zaczął tonąć na którymś oceanie i zaczęto się zastanawiać na mostku, jakby tu skłonić ludzi do wsiadania do szalup ratunkowych, aby nie wywołać paniki. Ostatecznie kapitan doradził, aby załoga rozgłosiła jak następuje: Amerykanom - że w szalupach będą rozdawane darmowe hamburgery, Francuzom - że będzie tam po kieliszku Chardonnaya, Niemcom - po prostu należy powiedzieć "Raus!", a Polakom - że absolutnie nie należy wsiadać do szalup ratunkowych.
Durne to jest już z tego powodu, że coś takiego jak "stereotypy narodowościowe" nie istnieje i to tylko nasz ułomny, wynikający z deficytów umysłu jako "skąpca poznawczego", sposób porządkowania sobie rzeczywistości na skróty. Ostatecznie jednak od dowcipów i skeczy nie oczekujemy rzetelności i wartości naukowej. A przypisywana w powyższym Polakom przekora, jest charakterystyczna dla całego gatunku homo sapiens sapiens.
Przywołuję tę anegdotkę, bo czasami mam wrażenie, że im więcej się mówi o szkodliwości fajerwerkowego huku pod koniec grudnia, tym... gorzej. Ponieważ ludzie (nie wszyscy, ale wielu) mają właśnie to do siebie, że im częściej im się coś nawija na uszy, tym właśnie z przekory zrobią odwrotnie. Cóż, lepszego sposobu jeszcze nie wynaleziono (poza absolutnym zakazem petard, co jest praktycznie nie do wyegzekwowania; narkotyki też są od dawna całkowicie zakazane, a mimo to ponad 30% (!) społeczeństwa w wieku 15-34 lat miało z nimi choćby jednorazowy kontakt). Naprawdę wydaje mi się jednak, że przesada w nakłanianiu do rezygnacji z wystrzałów to trochę niedźwiedzia przysługa dla zwierząt. Do kogo miało dotrzeć to już dotarło, kto ma swój rozum - również od lat nie strzela, a pozostali i tak będą realizować swoje "prawo do hucznej zabawy". Gorzej jednak z tymi, którzy normalnie by się nad tym przynajmniej zastanowili (czy warto wysłać w niebo kilka stów w zamian za pięć sekund wizualnych efektów?), a pod wpływem medialnego szumu jednak wystrzelą, w przekonaniu, że robią na złość tym wszystkim "mądrym głowom z telewizji", lewactwu, Unii Europejskiej (i Tuskowi rzecz jasna) oraz nowemu światowemu ładowi.
Dość podobnie działało to podczas epidemii COViD-19, gdy kampanie przekonujące do szczepień nie dawały takich efektów jak oczekiwano i w końcu, w pewnych kręgach, osoby uchylające się zaczęto nazywać publicznie nieukami, oszołomami, fanatykami, szurami i "średniowieczem". Czy to wynikało z desperacji i frustracji - nieistotne, ale strategia była to cokolwiek naiwna i samobójcza, bo przecież chyba nikt jeszcze w historii gatunku ludzkiego nie zmienił swoich przekonań tylko dlatego, że ktoś inny powiedział mu wprost: "ale ty jesteś głupi/niedouczony!". Mamy bowiem to do siebie, że w takich sytuacjach raczej okopiemy się na swoich pozycjach i jeszcze bardziej będziemy robić tamtym "na złość". A jakakolwiek refleksja przyjdzie później (fakt, do niektórych nie przyjdzie jednakże nigdy...), gdy emocje już opadną. Czasami jest już wtedy za późno, czasami jeszcze nie.
Trzydzieści kilka lat demokracji, wolnych wyborów i zatrzęsienia sondaży opinii publicznej miały wyrobić w nas przekonanie, że każdy głos i opinia każdego z nas jest ważna. Ale jako efekt uboczny wdrukowały dodatkowo w wielu przekonanie, że ich głos jest nie tyle ważny, co najważniejszy, że są nieomylni i najmądrzejsi na świecie. Internet i jego wszechobecne sondy, systemy oceniania cyferkami prawie wszystkiego (od książek i filmów, przez salony fryzjerskie, restauracje, obsługę w Empiku, przez konduktora, w hotelu, po... sam już nie wiem co, ale tutaj skaj is the limit...), oraz tweety, anonimowe komentarze i szereg innych wynalazków tylko ten efekt wzmocniły. Każdy może teraz dojść do przekonania, że ma rację w dowolnym temacie i znaleźć na to "dowody" w odmętach internetu oraz ludzi (lub "ludzi", czyli boty) myślące tak samo jak on, popierające go i utwierdzające w tym stanowisku. Stąd już tylko krok do podjęcia przekonania, że wszystko co się robi jest słuszne (bo przecież podejmowane z pozycji "obiektywnej" racji), a przeciwne argumenty (choćby i najbardziej racjonalne) są czyimś wymysłem, propagowanym z chęci osiągnięcia przez tego kogoś jakiegoś własnego interesu. Czytaj: bo to moje prawo, bo ja mam rację, bo skoro chcę to mogę, a ci co mi chcą tego zakazać to robią to, żeby nas zniewolić i czerpać z tego własne zyski.
Rok 2026 pod tym względem nie będzie wcale lepszy.
Dobrze (w tej materii) już było.
31. grudnia 2025, 18:47 CET, 52.245 °N, 16.546 °E, trzecia planeta Układu Słonecznego
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz